Po komplet punktów i dobrą zabawę
Weszło

Po komplet punktów i dobrą zabawę

– Mecz z Łotwą, jak ty na niego patrzysz? – pyta w czwartek po meczu z Austrią Kamila Glika jeden z dziennikarzy. 

– Słuchajcie, wiem, że to jest klasyk, ale dzisiaj nie ma łatwych przeciwników! – odpowiada filar naszej defensywy, samemu podśmiewając się z tego sloganu. 

Cały obóz reprezentacji Polski zachowuje przed meczem z Łotwą ostrożność. Albo ładniejsze słowo – dyplomację. Szacunek do rywala jest ogromny i trzeba go zrozumieć: głupio byłoby dopisać sobie komplet punktów przed meczem, a potem powtórzyć wyczyn reprezentacji Bońka z eliminacji do Euro 2004. 

Ale my dyplomacji zachowywać nie musimy, więc napiszemy wprost: tego meczu zwyczajnie przegrać się nie da. 

ZWYCIĘSTWO POLSKI Z HANDICAPEM -2? ETOTO WYSTAWIA KURS 1,86!

Nie z Łotwą, w której składzie biega Igors Tarasovs, profesor na Wydziale Elektryki i Wysokich Napięć na uniwersytecie we Wrocławiu. Nie z Łotwą, w której zdobywać bramki ma Valerijs Sabala, strzelec ośmiu goli dla Podbeskidzia Bielsko-Biała. Nie z Łotwą, w której na stoperze gra Marcis Oss, zapamiętany z Ekstraklasy tylko tym, że spadł z niej z Górnikiem Zabrze. Nie, gdy na ich skrzydle biega Deniss Rakels, piłkarz jednego sezonu. Nie, gdy na prawej defensywie znajduje się Vladislavs Gabovs, swego czasu przeciętniak w Koronie Kielce. 

Można wypisywać liczne błędy Tarasovsa. Można przywoływać dorobek strzelecki Sabali w Podbeskidziu i zestawić to z Lewym, Piątkiem i Milikiem. Można przypominać ostatnie dwie rundy Rakelsa w Polsce, ale…

Jaki w tym sens? Na papierze jesteśmy lepsi i to o kilka półek. Czołówka na swoich pozycjach na świecie mierzy się z piłkarzami, którzy nie zawsze potrafili zwojować nawet Ekstraklasę. To porównanie mówi wystarczająco dużo i na nim poprzestańmy. 

PIO PIO PIO STRZELI PIERWSZĄ BRAMKĘ W MECZU? 4,35 W ETOTO! 

Nie możemy przegrać na stadionie, który budzi postrach wśród wszystkich przyjeżdżających na niego drużyn. Portugalczycy, kręcący nami jak dzieciakami, raz po raz stwarzający sobie setki? Włosi, którzy powinni nam załadować kilka bramek? Owszem, to obrazki, jakie przychodzą nam do głowy jako pierwsze, gdy myślimy o ostatnich meczach u siebie reprezentacji. Były one rozgrywane jednak na Stadionie Śląskim i choć nie chcemy przeceniać roli stadionu w grze reprezentacji, tak trzeba uczciwie stwierdzić, że…

Stadion Narodowy to nasz talizman, krzywda nam się tam nie dzieje. Polska reprezentacja miała prawo się za tym obiektem stęsknić, bo tak długiego rozbratu z nim nie miała jeszcze nigdy – ostatni mecz rozegrała tam 12 czerwca 2018, z Litwą (4:0). Ostatnie spotkanie o punkty to… 8 października 2017, przyjazd Czarnogóry (4:2). 

Półtora roku. Szmat czasu. 

Punkty na Narodowym traciliśmy głównie w czasach ciemnych polskiej piłki, czyli za Smudy (1:1 z Grecją na Euro 2012) i Fornalika (porażka z Ukrainą, remisy z Anglią i Czarnogórą w eliminacjach). Od kiedy reprezentację przejął Adam Nawałka, co można uznać za wejście reprezentacji w zupełnie nowy etap, potykaliśmy się tam tylko raz (2:2 ze Szkocją w eliminacjach do Euro 2016). Ostatnie dziewięć meczów to dziewięć zwycięstw reprezentacji. I dziś obowiązkiem kadrowiczów jest wykręcenie ładnej, okrągłej cyferki. 

Ciekawi jesteśmy, jaki skład dobierze na ten mecz Jerzy Brzęczek. Niewykluczone, że dojdzie do zmian wymuszonych – po meczu z Austrią poobijani byli Zieliński i Bednarek (ten pierwszy zszedł z boiska jeszcze w trakcie meczu), dodatkowo w ostatnich dniach do kadrowiczów przyplątał się wirus, konkretnie do Bednarka, Bereszyńskiego i Piątka. 

WIĘCEJ NIŻ 3,5 GOLA W MECZU? ETOTO PROPONUJE KURS 2,05!

Wariantów jest co najmniej kilka. Bereszyńskiego może zastąpić Reca, pupilek Brzęczka, ale ta zmiana byłaby akurat logiczna – będziemy cały czas w fazie ataku, a Reca daje o wiele więcej możliwości niż chociażby Jędrzejczyk. Za Bednarka może wejść Pazdan, który wraca na dobre tory, więc o tyły możemy być spokojni. Piątek? Jego braku w składzie, zwłaszcza po meczu z Austrią, sobie nie wyobrażamy. Strzelamy, że do środka pola może wrócić Zieliński (za Klicha), a na skrzydło wejść chociażby Frankowski, który dał dobrą zmianę w Wiedniu. 

Ale to wszystko kosmetyka. O punkty musimy być dzisiaj spokojni, zwłaszcza po zwycięstwie na teoretycznie najtrudniejszym terenie – może nieszczególnie efektownym, ale zwycięstwie, które może stać się nowym otwarciem dla reprezentacji. Dziś idziemy na stadion i zasiadamy przed telewizorami nie tylko po trzy punkty, ale i po dobrą zabawę. 

Której, mamy nadzieję, efektownymi akcjami i bramkami dostarczą nam piłkarze. 

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (7)