Lista poprawek do gry kadry. Piątek za Milika, lepsze wrzutki…
Weszło

Lista poprawek do gry kadry. Piątek za Milika, lepsze wrzutki…

Trzy punkty zdobyte w Wiedniu są niezwykle ważne, ale jeśli Jerzy Brzęczek ma budować tę reprezentację, to oczekujemy też poprawy stylu gry zespołu. W czwartek zobaczyliśmy drużynę, która nieźle radzi sobie w kontrach i która ma dwóch pewnych stoperów. Poza tym gołym okiem było widać braki i niedoróbki. Rzucamy pięć aspektów, które można i trzeba poprawić w grze biało-czerwonych.

1. Poprawa dośrodkowań

Nie mogliśmy oprzeć się wrażeniu, że w pewnym momencie meczu z Austrią pomocnicy reprezentacji urządzili sobie konkurs „kto dogra celniej na głowę austriackich stoperów?”. Z lewej strony leciały mięciusie baloniki, których nie mógł odebrać nawet Robert Lewandowski, bo te rzucane raz za razem zawiesiny były wodą na młyn dla wysoki obrońców rywala. Z prawej flanki Kamil Grosicki dogrywał tak, że największe szanse na odebranie tych wrzutek miał kibic siedzący w pierwszym rzędzie przeciwległej trybuny. Nie ma się co dziwić, że w ostatecznym rozrachunku statystyki dośrodkowań „Grosika” wyglądają tak – dwanaście prób, dwa celne.

Mamy przecież napastników, którzy czują moment zejścia na pierwszy słupek. Lewandowski i Piątek udowadniają w swoich klubach, że grać głową potrafią. Wystarczy dograć mocną piłkę przed pierwszego obrońcę lub ciętą wrzutkę między stoperów, by stworzyć jakieś zagrożenie. W Wiedniu jednak albo dogrywano bezsensowne balony, albo przeciągano wrzutki tak, żeby nawet boczni obrońcy nie mogli ich zamknąć.

2. Wykreowanie drugiego środkowego pomocnika

„Drugiego”, bo za pewniaka do gry uznajemy mimo wszystko Grzegorza Krychowiaka, który w Wiedniu oczywiście grał kiepsko, ale to właściwie jedyny Polak grający na tej pozycji w niezłej lidze i w dobrej drużynie. Wydaje się też, że Piotr Zieliński po przyzwoitym występie na lewej pomocy (tak jak gra w Napoli) może być pewniakiem do obsady właśnie tej pozycji. Pozostaje zatem luka na „ósemce” – łączniku defensywy z ofensywą.

Mateusz Klich poważnie rozczarował i – gdyby nie Milik – byłby najgorszy na boisku. A mówimy tu przecież o zawodniku, który być może za kwartał będzie już piłkarzem Premier League. Alternatywy? Pewnie Karol Linetty, który notuje swój najlepszy sezon w Serie A. Dużo słyszymy o tym, jak taktycznie rozwinął się wychowanek Lecha i jak znakomicie realizuje w klubie założenia trenera. Jednocześnie pamiętamy, że ilekroć Karol dostawał szansę w kadrze, to wyglądał jak przestraszony gimnazjalista przed recytacją wiersza naprzeciw całej klasy.

Brak rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia w środku pola odbijał się na jakości ataków pozycyjnych. Najlepsze akcje Polaków wynikały z kontr, a jedynego gola strzelili po stałym fragmencie gry. Oczywiście trudno tu wszystko zwalać na Klicha, ale szczególnie po zejściu Zielińskiego było widać jak na dłoni, że budowanie akcji przychodzi biało-czerwonym z bólem.

3. Reorganizacja duetu napastników

Utarł się jakiś dziwny mit, że skoro Adam Nawałka stworzył duet napastników Lewandowski-Milik, to nie ma co tego rozbijać i trzeba wystawiać obu nawet wtedy, gdy Piątek strzela gole z każdej pozycji, każdą kończyną i przeciwko każdemu rywalowi. Mówiło się, że Milik będzie tym snajperem grającym głębiej (bo techniczny, bo i kiwnąć potrafi, i przyłożyć z dystansu), a Lewandowskiego ustawi się na szpicy. Ale widzieliśmy w Wiedniu jak wyglądał Milik. Okej, był chory, ale jego postawa nie jest niczym nowym.

Widzieliśmy też jak wyglądała współpraca Piątka z Lewandowski. Perełką była oczywiście ta prawie-że-asysta „Lewego” do napastnika Milanu, którą ten koncertowo schrzanił. Ale przez ten fragment meczu, gdy obaj piłkarze grali obok siebie, stworzyliśmy więcej szans strzeleckich niż przez całe spotkanie. Ponadto Piątek też pokazał, że nie jest ograniczony tylko do wykańczania akcji, bo przecież po jego zgraniu piłki przed bardzo dobrą okazją stanął Grosicki.

Jeśli z Łotwą nie zobaczymy duetu Lewandowski-Piątek, to będziemy poważnie rozczarowani. Tym bardziej że skoro to ma być kadra Jerzego Brzęczka, to niech selekcjoner wymyśli coś swojego. Z Nawałką kojarzymy przecież postawienie na parę Lewy-Milik, wymyślenie dla tej kadry Mączyńskiego, wykorzystanie szybkości Grosickiego. No i nieudany eksperyment z grą na trójkę w tyłach. Z Brzęczkiem – póki co – kojarzymy tylko eksperymenty z 1-4-3-1-2 i środek pola Linetty-Szymański-Góralski.

4. Zaryglowanie boków obrony

Jeśli skądś Austriacy stwarzali największe zagrożenie, to właśnie z bocznych sektorów boiska. W samej pierwszej połowie największe zagrożenie płynęło z cięty dośrodkowań – szczególnie z lewej flanki, gdzie aktywny był Alaba. Tomasz Kędziora nie do końca radził sobie z tym, by te wszystkie wrzutki blokować, ale – na całe szczęście – frunące piłki wybijali Glik z Bednarkiem. Im dalej w mecz, tym trudniej też na lewej obronie miał Bartosz Bereszyński, który z konieczności musiał wystąpić na swojej nienaturalnej pozycji.

Nie twierdzimy, że przeciwnicy jechali z bocznymi obrońcami reprezentacji Polski tak, że aż furczało. Niemniej trudno było nie zauważyć, że właśnie na skrzydłach biało-czerwoni mieli największe problemy. Być może zmieni się to, gdy do kadry wróci Rybus, a Bereszyński wróci na prawą obronę.

5. Nie cudować ze stoperami i bramką

To uwaga wyprzedzająca ewentualne pomysły selekcjonera na zmiany w defensywie. Jeśli coś dobrze działa, to nie wolno tego psuć. A wygląda na to, że duet Bednarek-Glik to para, na której można oprzeć defensywę. Glik – pójście na wyprzedzenie, ura-bura, przecięcie podania, łokieć, główka, odrobina szaleństwa. Bednarek – dobre ustawienie, porządny w powietrzu, potrafiący przykleić się do rywala w taki sposób, by ten po pół godzinie miał już dość takiego grania. Oglądaliśmy już w przeszłości różne eksperymenty w tyłach, włącznie z cudowanie gry na trójkę stoperów, przesuwanie tam Piszczka, wystawianie zawodników niegrających w klubie. A po tym, co zobaczyliśmy w czwartek, wydaje się, że para środkowych obrońców daje tyle pewności w defensywie, że głupotą byłoby cudowanie z szukaniem alternatyw.

Podobnie z Wojciechem Szczęsnym, na którego postawił selekcjoner. Skoro padła odważna deklaracja, że golkiper Juventusu będzie bronił przez kolejne pół roku, to oczekujemy, że nic tu się nie zmieni. Szczególnie, że w Wiedniu był być może najlepszym zawodnikiem kadry. Słowa selekcjonera podbiły jego pewność siebie na tyle, że Szczęsny może bronić z czystą głową. A jeśli broni z czystą głową, to jest znakomity. Żal Łukasza Fabiańskiego, bo to też kawał dobrego bramkarza, ale skoro coś działa, to po co to psuć?

fot. FotoPyk