Kto powinien dbać o lewą stronę naszej obrony?
Weszło

Kto powinien dbać o lewą stronę naszej obrony?

Pisaliśmy dziś, że na środku obrony mamy względny spokój (KLIK), ale nie mówilibyśmy przecież o naszej reprezentacji, gdyby jedna optymistyczna ścieżka nie prowadziła do innej, już pesymistycznej. A tą jest – tak, tak – pozycja lewego defensora. W obliczu problemów zdrowotnych Macieja Rybusa, po raz kolejny mamy kłopot. Choć w sumie kłopoty miewaliśmy nawet jak Rybus był obecny. W każdym razie: kto z dostępnych kandydatów powinien zabezpieczać nam lewą część defensywy?

Rozmawiamy oczywiście głównie w kontekście meczu z Austrią. Na Łotwę moglibyśmy wpuścić misia Yogi, a i tak naszemu zespołowi teoretycznie nie ma prawa się nic stać.

Na Wiedeń do dyspozycji Brzęczka są właściwie trzy nazwiska: Bartosz Bereszyński, Arkadiusz Reca i Artur Jędrzejczyk. Nie bierzemy pod uwagę Kędziory, który na lewej stronie grał ostatnio w Lechu cząsteczkę sezonu 13/14, czy Gumnego, wchodzącego dopiero do dorosłej reprezentacji. Wystawianie młodego na Austrię, który lewą stronę na poziomie seniorskim kojarzy najwcześniej z 2016 roku, byłoby zbyt dziwnym ruchem nawet dla Brzęczka, selekcjonera z dziwnymi ruchami już dobrze obeznanego.

BARTOSZ BERESZYŃSKI

Jego dużym atutem jest fakt, że lewą obronę już zna, także z kadry. Grał na niej u Nawałki, w meczach eliminacyjnych z Armenią i Czarnogórą, ale również u Brzęczka, w towarzyskim starciu z Czechami i mniej towarzyskiej potyczce z Portugalią. Nie wracajmy więc do dalekiej przeszłości, sprawdźmy tę najbliższą, a konkretnie to, jak ocenialiśmy Beresia za dwa ostatnie spotkania w reprezentacji.

Bartosz Bereszyński (5) – Toczył wiele zaciętych pojedynków z Cancelo i część z nich wygrał. Nie miał łatwego zadania, chwilami musiał radzić sobie sam i kilka razy rywale mu „pojeździli”, ale ogólnie dramatu nie było. Z kwestii ofensywnych najbardziej błysnął świetnym przyspieszeniem akcji w 39. minucie, która zakończyła się sytuacją dla Frankowskiego.

Bartosz Bereszyński (3) – Fatalna strata w 42. minucie, gdy próbował kiwać na swojej połowie przy linii bocznej. Koledzy naprawili błąd za niego, skończyło się na strachu. Kilka razy miał problemy przy dalekich zagraniach, nie wiedział, jak się ustawić. Na plus dobra druga połowa w ofensywie, gdy definitywnie zszedł na lewą stronę. Fajnie podawał Grosickiemu za plecy obrońców, potrafił składnie wymienić podania z Klichem czy wywołać wiele zamieszania w polu karnym Czechów swoim dośrodkowaniem. Co nie zmienia faktu, że w ogólnym rozrachunku oczekujemy od niego znacznie więcej.

Było więc z piłkarzem dość przeciętnie. On sam twierdzi, co mówił nam przed mundialem, że na każdej pozycji czuje się dobrze, ale wtedy nie był aż tak pewny swojego statusu w kadrze. Pamiętajmy, grał wówczas Piszczek i to raczej był głos Bereszyńskiego, który mówił: gdziekolwiek zagram, zagram dobrze, tylko daj mi, trenerze, wystąpić na mundialu. Teraz, gdy Piszczka nie ma, a Bereszyński otwarcie mówi, że jest najlepszym polskim prawym obrońcą (występ w Pomidorze Canal +), na pewno chętniej przyjąłby swoją podstawową pozycję. Tam czuje się swobodniej, mimo wszystko więcej potrafi dać też w ofensywie, kiedy nie musi raz po raz przekładać piłki na lepszą nogę.

Plusem Beresia na lewej stronie będzie więc przyzwoite doświadczenie, a także najzwyczajniej w świecie jakość piłkarska, bo jest to dobry piłkarz. Minusy? Tracimy kozaka na prawej stronie, zyskując zawodnika może solidnego na lewej stronie, ale jednak nadal dalekiego od poziomu z równoległej flanki. Ponadto główną nogą Bereszyńskiego jest prawa, co zawsze jest trochę upierdliwe dla lewego defensora.

ARTUR JĘDRZEJCZYK

Można powiedzieć, że Jędrzejczyk zjadł zęby, grając na lewej stronie w kadrze. Całe Euro – bardzo dobre – na tej pozycji, oraz 11 meczów eliminacyjnych do mistrzostw świata i mistrzostw Europy w sumie. Żeby znaleźć dzisiaj bardziej doświadczonego i jednocześnie zdrowego zawodnika na tamtej stronie, trzeba by przedzwonić do Wawrzyniaka, który raz gra, raz nie gra w GKS-ie Katowice. Czyli no, niezbyt.

Ostatni pełni mecz piłkarza jako lewy obrońca to starcie z Portugalią w Lidze Europy przegrane 2:3. Ocenialiśmy go wówczas:

Artur Jędrzejczyk (2) – Był bardziej gościnny na swojej stronie niż jadłodajnie Caritasu w wigilijny wieczór. Kto chciał, przechodził z piłką dalej. Oczywiście to nie wyłącznie jego wina, często miał małe wsparcie, ale to nie tłumaczy wszystkiego. W grze do przodu Jędrzejczyka nie było, a jeśli już próbował, źle się to kończyło. To od jego zepsutego podania zaczęła się akcja, po której Sanches wyszedł jeden na jeden z Fabiańskim. Na dziś obrońca Legii nadaje się chyba tylko jako alternatywa na środek defensywy.

Był to więc występ dla Jędrzejczyka kompromitujący, ale nie zapominajmy o jednym. Piłkarz Legii był wówczas dwa miesiące po przeprosinach z klubem, dopiero nabierał formy po długiej przerwie w grze i już pod koniec rundy w Ekstraklasie, czy na początku tej, wyglądał i wygląda dużo lepiej. Jasne, występuje na środku defensywy, to jednak tylko Ekstraklasa, no ale nabrał pewności siebie i wrócił do pełnej dyspozycji fizycznej. Oba te czynniki są ważne.

Plusem Jędrzejczyka jest więc doświadczenie na lewej obronie, dużo większe niż Bereszyńskiego, a także pozytywna dyspozycja w lidze. Minusy? Jędza pewnie będzie jeszcze mniej przydatny w ofensywnie niż przekwalifikowany Bereszyński i tak samo jak u piłkarza Sampdorii jego przodującą noga jest prawa. Poza tym, wystawianie jednak nie najszybszego Jędrzejczyka na błyskawicę Valentina Lazaro, jest sporym ryzykiem.

ARKADIUSZ RECA

Bodaj najbardziej kontrowersyjne powołanie w tym rozdaniu. Reca nie gra w Atalancie, a mimo wszystko jest zapraszany na kadrę. Brzęczek tłumaczył: – Patrząc na statystyki Arka Recy, nie są imponujące, ale patrząc na predyspozycje, jest on piłkarzem, o charakterystyce jakiej szukamy. Podjęliśmy ryzyko, żeby go powoływać i jest brany pod uwagę do gry. Mamy nadzieję, że to będzie taka sytuacja jak z Jankiem Bednarkiem na jesień, kiedy nie grał, a ostatecznie zaczął grać. Nie mamy tyle czas co w klubie, niekiedy musimy po prostu ryzykować i podejmować decyzje, które nie dla wszystkich będą zrozumiałe.

Selekcjoner więc w piłkarza inwestuje. Wie, że obrońca Atalanty gra w tym sezonie niewiele więcej niż sam Brzęczek, ale mimo wszystko sytuacja Recy ciut się poprawiła, ponadto innego takiego piłkarza wśród powołanych nie mamy. Lewonożnego, szybkiego, w miarę ogarniającego tyły. Jak zacznie grać – doskonale. Jak nie – będziemy myśleć.

To są wszystkie plusy Recy. Nie musi przekładać piłki, nadąży za Lazaro.

No, ale właśnie: czy nawet pamiętając o tym, mamy dziś prawo zapominać o kłopotach piłkarza? Brak gry to brak pewności. Brak pewności to błędy w ustawieniu, kłopoty nawet przy prostych podaniach. Łatwo sobie wyobrazić więc sytuację, że Reca wchodzi źle w mecz, spala się, a potem Austriacy jadą jego stroną bez ustanku. To może się skończyć albo jakąś katastrofą w wyniku, albo szybką wędką dla piłkarza. Ryzyko jest ogromne. Jest za duże.

*

Zbierzmy to wszystko do kupy.

Bereszyński:

+ wysoka jakość piłkarska

+ doświadczenie na lewej obronie

– strata kozaka z prawej strony

– ograniczenie zdolności ofensywnych piłkarza

– prawa nogą jest tą podstawową

Jędrzejczyk:

+ bardzo duże doświadczenie w roli lewego obrońcy

+ powrót do dobrej formy fizycznej

– umiarkowana szybkość

– skromne możliwości w ataku

– prawa noga

Reca

+ świetna szybkość

+ lewa noga

– zerowe ogranie w klubie

– a co za tym idzie możliwy brak wytrzymałości 

– brak pewności siebie

Oczywiście niektóre plusy ważą mniej, inne więcej, tak samo minusy, no ale każdy z wymienionych na lewej stronie ma więcej wad niż zalet. To też udowadnia, że mijają lata, a my lewego obrońcy wyszkolić sobie nie potrafimy. I tak naprawdę ktokolwiek wybiegnie w Wiedniu, będziemy się o niego martwić.

Ostatnie zdanie zostawiamy wam. Kogo widzielibyście na lewej stronie naszej defensywy?

Kto powinien wystąpić na lewej obronie z Austrią?

Artur Jędrzejczyk
Bartosz Bereszyński
Arkadiusz Reca
Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (36)