Błaszczykowski reaktywacja. Dawno nie był w tak dobrym stanie fizycznym
Weszło

Błaszczykowski reaktywacja. Dawno nie był w tak dobrym stanie fizycznym

Wtorkowa prasa już w zdecydowanej większości koncentruje się na tematach reprezentacyjnych. Hitów nie ma, ale jest kilka niezłych materiałów. 

PRZEGLĄD SPORTOWY

W sześciu meczach za kadencji Jerzego Brzęczka reprezentacja straciła osiem goli.

Reprezentacja Jerzego Brzęczka najsłabiej broni się… obroną. W zasadzie od momentu ogłoszenia swojej decyzji o wyborze selekcjonera musi go wspierać Zbigniew Boniek, a i sam trener po kolejnych meczach nie dostarcza prezesowi PZPN argumentów jako jego adwokatowi. Brzęczek musi też bronić swoich wyborów. Zwłaszcza wtedy, gdy jesienią powoływał piłkarzy, którzy nie grali w klubach, jak Jakub Błaszczykowski, Jan Bednarek czy Arkadiusz Reca. Ten ostatni zresztą nadal nie wącha boiska, a i tak znalazł się w kadrze na mecze z Austrią i Łotwą. 

Najpoważniejszym zmartwieniem selekcjonera jest obrona biało-czerwonych. W każdym z sześciu meczów za kadencji Brzęczka nasi piłkarze tracili gole, w sumie dali się zaskoczyć osiem razy. Wróciły stare grzechy, z którymi zmagał się Adam Nawałka. Reprezentanci wiąż mają problemy z upilnowaniem rywali po dośrodkowaniach w pole karne. W ten sposób skarcił ich Kolumbijczyk Yerry Mina na mundialu, jak i Włosi na Stadionie Śląskim już za kadencji nowego selekcjonera. Tak samo dali się zaskoczyć w Portugalii na zakończenie reprezentacyjnych meczów w ubiegłym roku.

ps1

Karol Linetty ma mocną pozycję w Serie A, wzbudza zainteresowanie Milanu. Ale w reprezentacji wciąż ma problemy.

Karol Linetty wraca do reprezentacji Polski po krótkiej banicji u Jerzego Brzęczka. Do Warszawy przyjedzie opromieniony weekendowym meczem z Sassuolo, w którym strzelił gola i zaliczył asystę. Czy to w jakikolwiek sposób wzmacnia jego pozycję w kadrze? W Wiedniu najprawdopodobniej będzie pożytecznym rezerwowym, ale to jeden z tych piłkarzy, na których wciąż trzeba szukać pomysłu. Taki, który cieszy się większym uznaniem za granicą niż w Polsce.

Po sobotnim spotkaniu trener Marco Giampaolo, który w swojej karierze miał także duży wpływ na kształtowanie Piotra Zielińskiego w Empoli, pochwalił 24-latka. – Trzy lata temu zaczęliśmy w Sampdorii długofalowy projekt i udało nam się rozwinąć umiejętności zawodników. Linetty, Dennis Praet i paru innych to teraz zupełnie inni piłkarze, niż kiedy do nas przychodzili – cieszył się szkoleniowiec. Dziś Linetty to jeden z najbardziej docenianych piłkarzy w zespole z Ligurii i nie są to puste słowa. Na początku roku ruszyły rozmowy na temat przedłużenia kontraktu zawodnika. W tej sprawie w Mediolanie odbyły się już co najmniej dwa spotkania. Umowa wygasa w 2021 roku, więc nie ma nadmiernego pośpiechu. Linetty jest w formie, co stawia go w silnej pozycji negocjacyjnej. Jeśli umowa zostanie przedłużona, to prawdopodobnie o kolejne dwa sezony. Chyba że… Jak usłyszeliśmy, zawodnikiem interesuje się AC Milan, który szuka wzmocnień w drugiej linii, a także ewentualnych rozwiązań, gdyby nie udało się wykupić Tiemoue Bakayoko. Jednym z piłkarzy na wstępnej liście transferowej jest Linetty. Na razie trudno mówić o jakichkolwiek konkretnych ruchach ze strony rossonerich.

Damian Kądzior nie ukrywa, że nadchodzi czas, by na poważnie powalczyć o pierwszy skład w reprezentacji.

Jaki jest zatem pański osobisty cel przed tym zgrupowaniem?

Chcę zagrać w pierwszym składzie, ale nie na wszystko mam wpływ. Mam jedynie na to, żeby być zdrowym i dobrze wyglądać na treningach, a to, jakie trener podejmuje decyzje i jaką ma wizję wobec mojej osoby, jest już niezależne ode mnie. Nie zmienia to faktu, że gdy dostaję powołanie, to zawsze serce mi się raduje i na każde zgrupowanie przyjeżdżam z wielką chęcią.

Śledzi pan występy konkurentów do gry w pierwszym składzie reprezentacji?

Tak, bo ogólnie interesuję się piłką nożną, a w dobie internetu wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Jestem też na bieżąco z ekstraklasą, a przede wszystkim z meczami Górnika Zabrze. Wiem też, że Kuba Błaszczykowski dobrze radzi sobie w Wiśle Kraków. I fajnie, bo rywalizacja w kadrze jest potrzebna, żeby piłkarze się rozwijali, a poziom drużyny się podnosił.

Błaszczykowski wsławił się wzięciem udziału w akcji ratowania Wisły.

Wiele razy mówiłem, że Kuba Błaszczykowski jest dla mnie wzorem, chciałbym mieć taką karierę jak on. Nie zapominajmy też o tym, że każdy piłkarz jest człowiekiem, a dla mnie Kuba jest wzorem do naśladowania. Bardzo cenię go nie tylko jako piłkarza, ale przede wszystkim jako człowieka, bo każdy wie, ile w życiu przeszedł i jak musiał o wszystko walczyć.

ps2

Jakub Błaszczykowski ma wyniki badań wydolnościowych jak za najlepszych czasów.

– Kuba już dawno nie był w tak dobrym stanie fizycznym jak obecnie. Mamy wgląd w jego wyniki badań wydolnościowych. Przechodził je przez ostatnich kilkanaście lat, można je porównać i widać, że jest na swoim najwyższym poziomie, jak za najlepszych czasów – opowiada trener drużyny narodowej. Informacje te potwierdza jego klubowy trener Maciej Stolarczyk. – To prawda, jestem w kontakcie z selekcjonerem. Kuba bardzo dobrze wygląda pod tym względem, ale kiedy do nas przychodził, wyniki jego badań nie były wiele gorsze. Wcześniej sam się przygotowywał, jego fizyka zawsze była na wysokim poziomie. On po prostu potrzebował gry. Wcześniej nie miał takiej możliwości, ale tutaj na każdym treningu jest w pełni profesjonalny – zapewnia szkoleniowiec Białej Gwiazdy.

Brzęczek nie jest zaskoczony obecną grą siostrzeńca, doskonale zna organizm i możliwości tego piłkarza. Kluczowa była decyzja o podpisaniu kontraktu z Wisłą, która akurat dla selekcjonera nie była żadnym zaskoczeniem, wiedział o niej dużo wcześniej zanim przedostała się do mediów. I był pewny, że regularna gra przyniesie szybkie efekty. – W każdym kolejnym meczu widać wzrost jego pewności siebie na boisku – stwierdza. Dowodem bramka z derbów Krakowa, jego trafienie na 3:0 było jak za najlepszych czasów.

Polski ksiądz Krzysztof Pelczar jest kapelanem najpopularniejszego austriackiego klubu Rapidu Wiedeń.

Ksiądz trafił do tego klubu 2,5 roku temu przez przypadek. – Udzielając ślubu, pokazywałem parze młodej, że gdy z piłki ujdzie powietrze, to wtedy nie da się jej kopać. Co trzeba zrobić? Napompować ją. I tak samo jest z małżeństwem. Miłość i przyjaźń sprawiają, że związek znowu funkcjonuje. A w kościele, podczas tej ceremonii był dyrektor sportowy Rapidu, któremu spodobały się moje niekonwencjonalne metody – opowiada.

W Austrii mieszka znacznie dłużej, od 22 lat. Studiował filozofię i psychologię w Krakowie, potem dostał propozycję wyjazdu nad Dunaj. Naukę dokończył na Uniwersytecie Wiedeńskim. Z piłkarzami miał styczność już wcześniej, był kapelanem naszej reprezentacji podczas rozgrywanego tam EURO 2008. W Rapidzie ksiądz cieszy się wielkim zaufaniem zawodników. Jest nie tylko kapelanem, ale dla części piłkarzy trenerem mentalnym i psychologiem. – Sportowcy proszą o rozmowy, poradę czy spowiedź. Najczęściej omawiamy ich problemy osobiste – mówi ksiądz.

ps3

Rodzina Dominika Wydry pochodzi z Polski, on urodził się w Wiedniu. Obrońca Erzgebirge Aue świetnie mówi po polsku, ale reprezentuje Austrię, był kapitanem tamtejszej młodzieżówki i czeka na debiut w dorosłej kadrze. Na mecz z Polską nie jest powołany.

Pana młodszy brat Philipp niedawno zagrał przeciwko Polsce w kadrze U-16 i strzelił nawet gola. Jak to przeżywaliście? 

Żartowaliśmy, że ja grałem w juniorach i młodzieżówce wiele lat, ale przeciwko Polsce ani razu. A on już w debiucie, i do tego zdobył bramkę, na polskiej ziemi. Śmialiśmy się, że lepiej nie mogło się ułożyć. Cieszył się, że mógł się pokazać. Tata był na meczu i oglądał go na żywo.

W przypadku waszego duetu już chyba nic się nie zmieni i będziecie grali dla Austrii.

No tak, musiałbym oddać obywatelstwo austriackie i to jest największy problem. Trzeba byłoby naprawdę głęboko to znów przemyśleć, ale z polskiej strony i tak nigdy nikt się do mnie nie zgłaszał, więc raczej się to nie zmieni. Będę się cieszył, jeśli zadebiutuję w austriackiej reprezentacji.

Mógł pan za to niedawno trafić do polskiej ekstraklasy. Słyszałem, że poważnie interesowały się panem Pogoń Szczecin i Lech Poznań. Jak blisko było?

To prawda, było zainteresowanie i rozmawialiśmy. Podjąłem jednak decyzję, że do lata zostaję w Aue. Wtedy skończy mi się kontrakt i zobaczymy, co się wydarzy. Teraz wywalczyłem miejsce w podstawowym składzie. Nie wiem, czy tu zostanę, będę musiał porozmawiać z trenerem. Jestem w stanie wyobrazić sobie, że zagram w ekstraklasie. Jest w Polsce kilka mocnych drużyn, są nowe stadiony, kibice. To jest naprawdę interesująca liga.

ps4

Cierpliwość Macieja Stolarczyka ma granice. Przed derbami trener Wisły Kraków pogroził palcem Mateuszowi Lisowi.

Odkąd w sierpniu Mateusz Lis wskoczył w Białymstoku do bramki Wisły, zastępując ukaranego czerwoną kartką Michała Buchalika, trener Maciej Stolarczyk dał mu stuprocentowy kredyt zaufania. Bramkarza, który rozgrywa pierwszy sezon w ekstraklasie, otoczył wsparciem, bronił go przed krytyką i nic sobie nie robił z sugestii, by dokonać zmiany między słupkami. Nawet po największych błędach wciąż stał po stronie byłego gracza Rakowa Częstochowa, apelując, by ocen dokonywać dopiero po zakończeniu rundy.

Po jakimś czasie okazało się, że miał rację. Lis nabrał pewności. Został bohaterem październikowych derbów Krakowa (2:0) i w drugiej części rundy wielokrotnie ratował Wisłę. Sytuacja powtórzyła się na początku wiosny, gdy Lisowi przydarzyło się kilka słabszych występów. Przed starciem z Koroną (6:2) Stolarczyk kategorycznie wykluczył możliwość zmiany w bramce, twierdząc, że nie czas na takie roszady. Dlatego nieobecność 22-latka w składzie na niedzielny mecz z Cracovią (3:2) była olbrzymim zaskoczeniem. – Dowiedziałem się o tym wcześniej. Już w tygodniu rozmawialiśmy z trenerem i mówił mi, że podjął taką decyzję. Zaakceptowałem ją, choć można to nazwać małym ciosem – nie ukrywa Lis.

ps5

SPORT

Janusz Kupcewicz postawiłby w ataku reprezentacji na Krzysztofa Piątka.

Jak powinien wyglądać napad biało-czerwonych w meczu z Austriakami?

– Gramy na wyjeździe, więc raczej nie byłoby wskazane postawienie na wszystkich powołanych napastników. Na pewno poza dyskusją jest pozycja Lewandowskiego. Co do pozostałych, to myślę, że większość Polaków życzyłaby sobie, żeby od początku zagrał też Piątek; czy to jako partner Lewandowskiego z przodu, czy trochę cofnięty. To taki zawodnik, którego rywale się boją. Na pewno będą na niego i „Lewego” zwracać uwagę, a to szansa dla innych graczy, którzy będą mieli dzięki temu więcej miejsca.

Jest pan pod wrażeniem gry Piątka we Włoszech?

– O tak. Pojawił się tam i zaczął trafiać raz za razem. W takim klubie jak Genoa nie było o to łatwo, bo to przecież zespół, który nie liczy się w stawce najlepszych. Teraz w Milanie dalej utrzymuje strzelecką dyspozycję. Był taki okres, kiedy siedział na ławce w Cracovii. Polecałem go wtedy do Arki (Kupcewicz jest skautem klubu z Gdyni – przyp. red.), ale nic z tego nie wyszło.

sport1

Nie boimy się tego napisać: obecnie nie ma w Polsce lepszej drużyny niż ekipa trenera Waldemara Fornalika. Gliwiczanie mogą pochwalić się najlepszym bilansem w 2019 roku, a w ekstraklasie pierwszy raz w historii wygrali pięć meczów z rzędu.

(…) Poza tym zwyczajnie w świecie gliwiczanom opłaca się wygrywać. System premiowania, który został ustalony przez drużynę i władze klubu z Okrzei, został podzielony na dwie pule. Na razie zespół otrzymuje premie za każde ligowe zwycięstwo, a jako że jest ich już 13, to sumka robi się coraz bardziej pokaźna. Jeszcze większe pieniądze będą do zgarnięcia w rundzie finałowej. Wtedy bowiem premia będzie przysługiwała za konkretne miejsce – zwłaszcza osiągnięcie podium i ewentualny start w europejskich pucharach. – Wiemy, ile mamy punktów, ale chcemy punktować dalej. Im więcej uzbieramy do końca fazy zasadniczej, tym wyższe cele będziemy mogli sobie stawiać. Po 30. kolejce przyjdzie czas, żeby usiąść i zweryfikować plany – powtarza obrońca Jakub Czerwiński, a jego nastawienie idealnie obrazuje, jaka chęć wygrywania i osiągnięcia dobrego wyniku tkwi w drużynie Piasta.

sport2

Choć derby Krakowa upłynęły spokojnie, na stadionie Wisły nie brak strat.

Zaraz po zakończeniu niedzielnego spotkania rozpoczęły się oględziny sektora gości. Podczas inspekcji okazało się, że na zapleczu trybuny wyrwano ze ścian 6 kaloryferów, uszkodzone zostały praktycznie wszystkie drzwiczki rewizyjne, wyrwano umywalki i drzwi wejściowe do toalety. Na trybunie wyrwano około 40 krzesełek i przypalonych zostało kilka szyb. Kibice Cracovii pojawili się na stadionie Wisły po raz pierwszy od 2016 roku, a wtedy straty były jeszcze większe. Wyceniono je wówczas na 140 tysięcy złotych, teraz rachunek będzie zapewne nieco niższy, ale też niemały. Tradycyjnie szkody ma naprawić gospodarz, ale potem Wisła wystawi Cracovii rachunek. Wcześniej przedstawiciele klubu chcą jeszcze spotkać się z operatorem stadionu, czyli z Zakładem Infrastruktury Sportowej. Czasu na remont stadionu jest niewiele, bo już za dwa tygodnie Wisła gra u siebie z Legią Warszawa.

sport3

SUPER EXPRESS

Nic konkretnego, typowy tabloid: fury kadrowiczów i modelka, która chciałaby być gryziona w pupę przez Cristiano Ronaldo.

se1

GAZETA WYBORCZA

Felieton Rafała Steca przed początkiem eliminacji do Euro 2020.

Minęło 118 dni, odkąd nasi piłkarze rozstawali się po poprzednim zgrupowaniu. Reprezentacja to twór specyficzny: powinna stanowić zwartą grupę, ale tworzą ją ludzie rozrzuceni po całej Europie, którzy po czterech miesiącach przebywania w najrozmaitszych kulturach mają dwa treningi w pełnym składzie – wtorek w Warszawie, środa w Wiedniu – żeby się zjednoczyć i w czwartek rozegrać porządny mecz z Austrią. Okoliczności teoretycznie pozwalają współczuć Jerzemu Brzęczkowi, któremu przez jedną trzecią roku pozostaje tylko biernie obserwować, czy kadrowiczom wiedzie się w klubach jako tako, czy są zdrowi, przylecą na zgrupowanie w przyzwoitym stanie psychofizycznym.

Z istotnym zastrzeżeniem: empatyczne odruchy o tyle nie mają sensu, że każda drużyna narodowa działa w identycznych warunkach. Selekcjonerów różni jedynie klasa powoływanych piłkarzy. A to kryterium powoduje już, że Brzęczka wśród konkurentów w eliminacjach Euro 2020 powinniśmy traktować raczej jako błogosławionego, zazdrościć mu mają powody wszyscy inni trenerzy w grupie. Nie przez supergwiazdora Roberta Lewandowskiego czy wschodzącą gwiazdę Krzysztofa Piątka, lecz ze względu na ogólny komfort pracy, niedostępny ani Austriakom, ani tym bardziej Izraelczykom, Słoweńcom, Macedończykom czy Łotyszom. Reprezentację Polski rekrutujemy ze zdecydowanie najliczniejszej puli graczy zatrudnionych w czołowych ligach na kontynencie lub przynajmniej czołowych klubach nieczołowych lig, a nawet jeśli jesienią części piłkarzy w sportowym życiu się nie wiodło, to od tamtej pory ich sytuacja wydatnie się poprawiła.

gw1

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (6)