Taki wielki trener, a nawet liczyć nie umie
Weszło

Taki wielki trener, a nawet liczyć nie umie

Ricardo Sa Pinto wyrasta na pierwszego fantastę w polskiej lidze. Już nawet nie o to chodzi, że uważa, iż w drugiej połowie meczu ze Śląskiem jego drużyna grała bardzo dobrze. Nie beznadziejnie, nie nędznie, nie kompromitująco, ale – jak powiedział – bardzo dobrze. Nawet nie średnio, nawet nie po prostu dobrze. Bardzo dobrze!

Ale do tego już wszyscy się przyzwyczaili: Sa Pinto robi wszystko bardzo dobrze. Jest to bez dwóch zdań trener wybitny.

Gorzej, że nie umie liczyć.

Otóż Sa Pinto wymyślił nową taktykę udowadniania niedowiarkom, jak wielkim jest szkoleniowcem. Zaczął porównywać dorobek punktowy z tego sezonu z dorobkiem z poprzedniego. Kiedy więc ktoś mu coś zarzuca, odpowiada odnosząc się do sezonu 2017/2018. Tak też było po tym żałosnym w wykonaniu Legii meczu ze Śląskiem.

– Szanuję opinie ludzi, ale… mamy w tej chwili sześć punktów więcej niż w poprzednim sezonie – stwierdził.

Szanowny panie Pinto. Legia aktualnie po 26 kolejkach ma 51 punktów. Rok temu po 26 kolejkach miała 48 punktów. Czy pan tu widzi sześć punktów różnicy? Czy 51 minus 48 daje 6? Czy może ten, który wymyślił matematykę jest zakompleksionym siurkiem, który się na niczym nie zna?

Na razie ma pan 3 punkty więcej niż… trener, który w kwietniu zeszłego roku został wywalony z powodu beznadziejnych wyników. Jako punkt odniesienia znalazł pan sobie faceta, który nigdy wcześniej nie był trenerem i który zaliczył trzy punkty mniej, aż go z hukiem wywalono. Nie odnosi się pan do szanowanego szkoleniowca, którego żegnano kwiatami, nie odnosi się pan do legendy europejskiej myśli szkoleniowej. Pan się puszy, że punktuje minimalnie lepiej niż amator, którego zwolniono z powodu złych wyników! Minimalnie lepiej!

Jednocześnie dodajmy, że tamten trener, którego zwolniono, zdążył jeszcze zagrać pierwszy mecz w półfinale Pucharu Polski, a pana z tych rozgrywek wywalił pierwszoligowiec na poziomie ćwierćfinałów. Doprawdy nie wiemy, z czego pan jest taki zadowolony, bo ani wyniki pańskiej pracy nie są nadzwyczajne, o stylu – stylu?! – nie wspominamy.

Zmianę to wprowadził Piotr Stokowiec z Lechii: 26 punktów więcej niż rok temu po 26 kolejkach. Przyszedł trener i może powiedzieć: tam byliśmy, tu jesteśmy. Ale pan? Przecież to śmiech na sali.

Całe to pana pieprzenie, nabzdyczanie się, cały ten zaciąg z Portugalii, cała ta fanfaronada jest warta… plus trzy punkty i wykopanie z Pucharu? To już? Naprawdę? Mamy się zachwycać? Mamy się zachwycać, dopóki jeszcze nie został pan zwolniony? W domu wszyscy zdrowi?

Fot.FotoPyK

KOMENTARZE (74)