„Ucywilizować wojnę”
Weszło

„Ucywilizować wojnę”

– W ostatnich latach przy okazji derbów Krakowa działo się wszystko, co najgorsze na polskich stadionach. Obie strony prezentowały olbrzymie oprawy, nawiązujące do zabójstw, okrzykami fetowały morderstwa. Tak mocno skupiały się na rywalach, że po meczu można było czuć się wręcz brudnym – czytamy w „Przeglądzie Sportowym”. Zapraszamy na przegląd prasy.

PRZEGLĄD SPORTOWY

Dziś losowanie ćwierćfi nałów Ligi Mistrzów. Aż połowa stawki to kluby z Anglii.

Tylko w pierwszym z przypadków skończyło się angielskim triumfem. Puchar Europy wzniosły wówczas Czerwone Diabły. Tamte dwa sezony to jedyne przypadki , kiedy połowa uczestników ćwierćfi – nałów wywodziła się z jednej ligi. Dominacja Anglików skończyła się w 2011 roku, kiedy mieli trzech przedstawicieli. Od tamtej pory zawsze na tym etapie najwięcej jest drużyn z Hiszpanii – po trzy. I potrafi ły wykorzystać przewagę liczebną. W pięciu ostatnich edycjach triumfowały ekipy z LaLiga (cztery razy Real, raz Barcelona). Tym razem szanse na to są trzy razy mniejsze, bo fazę 1/8 finału przebrnęła tylko Barcelona.

4

Wywiad z Larsen Rickenem.

Spodziewał się pan, że zespół Luciena Favre’a powalczy o tytuł?

Nie. Członkowie sztabu szkoleniowego i dyrektor sportowy Michael Zorc mówili przed sezonem, że jesteśmy w okresie przebudowy zespołu i że ten proces może potrwać nawet dwa lata. To, co się obecnie dzieje, znacznie przewyższa nasze oczekiwania. Nikt nie sądził, że sytuacja w tabeli będzie tak dobra. Przed sezonem bralibyśmy drugie bądź trzecie miejsce w ciemno, ale kiedy po 25. kolejce masz tyle samo punktów co lider, musisz myśleć o mistrzostwie. Mamy zarówno doświadczonych graczy, jak i młodych zawodników, którzy są świetnie wyszkoleni technicznie i mogą decydować o losach meczów. Chyba tylko najwięksi optymiści sądzili, że drużyna odpali tak szybko. Ciągle zdajemy sobie jednak sprawę, że Bayern Monachium to bardzo silny rywal, zresztą jak co roku.

Doświadczenie jest po stronie Bawarczyków.

To może być czynnik, który zdecyduje o losach tytułu. Z drugiej strony my mamy młodzieńczy entuzjazm, nie można nas skreślać w walce o mistrzostwo. Postaramy się sprawić niespodziankę.

6

Tyszanie zmierzą się z drużyną z Mielca, która jest mocno śląska. Spotkanie odbędzie się na boisku, które przez ostatnie dwa miesiące było… naświetlane.

Na tyskiej arenie problemy z murawą istnieją od chwili otwarcia stadionu w 2015 roku. Nawierzchnia była już wymieniona, ale ze względu na to, że płyta jest słabo nasłoneczniona, trudno utrzymać trawę w odpowiednim stanie. Dlatego w styczniu zainstalowano na płycie boiska specjalistyczne lampy, które do środy ją oświetlały.

Sprzęt dostarczyła międzynarodowa firma Turf Lighting Solutions. Z jej lamp korzystają również drużyny angielskie, francuskie czy rosyjskie. Umowa z tyskim klubem została podpisana na bardzo korzystnych warunkach. Lampy zostały wypożyczone bezpłatnie na okres próbny. Piłkarze GKS przez ostatnie tygodnie musieli ćwiczyć w kompleksie znajdującym się w pobliżu dworca PKP oraz na boisku treningowym w Paprocanach, dzielnicy Tychów. Wczoraj po raz pierwszy w tym roku kopali piłkę na tyskiej arenie.

4

Felieton Michała Pola.

Ze smutkiem patrzyłem na Roberta Lewandowskiego po ostatnim gwizdku spotkania z Liverpoolem. Znów to samo. Kapitan reprezentacji Polski kończy występy w Lidze Mistrzów przedwcześnie. Tym razem duuużo przedwcześnie. Znów bez gola w fazie pucharowej. Znów kończy w samotności. Opuszczony przez kolegów, bez podań, bezradny. Tyle, że tym razem jeszcze bardziej na oczach całego świata. W światłach reflektorów skierowanych na Polaka mocnym strumieniem po tym, czego dzień wcześniej dokonał Cristiano Ronaldo. Portugalczyk heroiczną grą i hat trickiem przepchnął skazany na pożarcie Juventus do ćwierćfi nału. Po raz kolejny dał dowód, że jest fantastycznym piłkarzem i doskonałym liderem. Najpierw motywując kolegów i kibiców przed rewanżem z Atletico (w efekcie Wojtek Szczęsny pytany przed meczem o wynik, wypalił, że Juve wygra 7:0!).

5

Ligowy weekend: ucywilizować wojnę.

W ostatnich latach przy okazji derbów Krakowa działo się wszystko, co najgorsze na polskich stadionach. Obie strony prezentowały olbrzymie oprawy, nawiązujące do zabójstw, okrzykami fetowały morderstwa. Tak mocno skupiały się na rywalach, że po meczu można było czuć się wręcz brudnym. Stadion to nie teatr, ale też nie rynsztok. Ani miejsce wyjęte spod prawa.

4

Pierwszy raz od lat derby Krakowa zapowiadają się ciekawie przede wszystkim sportowo. Drużyny są w formie i walczą o te same cele.

Gdyby sportowe poczynania Wisły i Cracovii w XXI wieku miało określić tylko jedno słowo, najlepiej pasowałaby „dysproporcja“. Od momentu powrotu Cracovii do ekstraklasy w 2004 roku po 20 latach przerwy, zwykle jedyny czas w roku, gdy oba zespoły były na podobnym poziomie, stanowiły mecze derbowe. W nich bilans z ostatnich kilkunastu lat jest względnie wyrównany. Bardzo rzadko się zdarzało, by w skali sezonu Wisła i Cracovia walczyły o podobne cele. W erze Bogusława Cupiała praktycznie nie było mowy o nawiązaniu równorzędnej rywalizacji przez Pasy. W schyłkowej fazie byłego właściciela Wisły oraz za czasów kolejnych prezesów sytuacja też jednak wielce się nie zmieniła. Pasy i Biała Gwiazda zwykle grają w różnych rejonach tabeli. Dość powiedzieć, że od czasu wprowadzenia systemu z podziałem na grupy w ekstraklasie, w fazie finałowej ani razu nie znalazły się w tej samej połówce tabeli.

Hernandez zdobywa więcej bramek niż kiedykolwiek w karierze.

Porażka w Płocku (2:3) przed dwoma tygodniami przerwała zwycięską serię Cracovii, ale dobra passa Javiego Hernandeza trwa nieprzerwanie od grudnia zeszłego roku. Osiem ostatnich meczów, w których Hiszpan mógł wziąć udział, kończyło się zwycięstwami Pasów. Starcie z Wisłą Płock było jedynym, w którym z powodu kontuzji nie mógł wziąć udziału. To, że zespół akurat wtedy przegrał, zdaniem 29-latka jest przypadkiem. – Aż tak wiele od jednego zawodnika nie zależy. Gdybym był na boisku, może przegralibyśmy 0:4? – mówi skromnie.

5

Wywiad z Marko Kolarem.

Tak się w ostatnich latach przyjęło, że wysunięty środkowy napastnik musi mieć 190 centymetrów wzrostu, osiemdziesiąt kilogramów wagi i świetnie przepychać się z obrońcami. Czy to znaczy, że Wisła Kraków nie ma napastnika?

Szczególnie w Polsce tak się przyjęło. Jak wiadomo, w ekstraklasie wszystko jest mocno nastawione na aspekt fi zyczny. Liczy się siła. Wszyscy oczekują, że napastnik będzie brał dwóch obrońców na plecy, jak robił Zdenek Ondrašek. W innych krajach również jest wielu tego typu atakujących, ale są też tacy, którym, jak mnie, brakuje trochę centymetrów i strzelają gole. Nie od wzrostu zależy, czy nadajesz się do ataku, a od tego, co umiesz zrobić z piłką. A ja wierzę w siebie i w to, co potrafi ę. Kiedy wszyscy gramy dobrze, wtedy i ja mogę odpowiednio się zaprezentować. Jeśli nie stwarzamy wielu sytuacji, jak w pierwszych czterech meczach wiosny, ja też wyglądam kiepsko.

7

Pierwsze spotkanie Adama Nawałki z klubem, który kiedyś opuścił dla reprezentacji Polski.

Z Górnikiem się nie żegnam. Mówię tylko do widzenia i życzę kolejnych sukcesów – ogłaszał Adam Nawałka na początku listopada 2013 roku, gdy rozpoczynał pracę z reprezentacją Polski. Dotrzymał słowa, po ponad pięciu latach znowu się spotyka z Górnikiem. Tyle że jako trener Lecha, rywala w ligowym meczu. Starcie ma mocny podtekst. Jeśli poznaniacy nadal zamierzają się liczyć w walce o europejskie puchary, powinni wygrać. Jeżeli piłkarze z Zabrza nie chcą się jeszcze bardziej zaplątać w walkę o utrzymanie, też muszą wyszarpać punkty. W piątek przy Bułgarskiej Adam Nawałka zaszkodzi Górnikowi albo ten Nawałce.

8

Krzysztof Mączyński skończy w maju 32 lata, ale prezes Śląska z radością podpisał umowę z byłym kadrowiczem na dwa i pół roku.

Dla Legii i dużej części jej kibiców banita, który publicznie pierze brudy, dla Śląska po prostu piłkarz, jakiego brakowało w szatni i w drugiej linii być może nawet od lat. Żaden zawodnik nie będzie w tej kolejce grał meczu pod taką presją jak Krzysztof Mączyński. Dla wrocławian stał się piłkarzem fundamentalnym, wokół którego przy Oporowskiej chcą budować zespół zdolny do wyrwania się w następnym sezonie z ligowego marazmu.

Zdjęciami środkowych pomocników, których Śląskowi mniej lub bardziej poważnie podsuwano pod nos zimą, można wytapetować cały gabinet dyrektora sportowego Dariusza Sztylki.

9

Jakub Bartkowski z Pogoni, by skończyć studia, przychodził na uczelnię o 6.30, półtorej godziny przed innymi.

Jakub był „Bartkiem” odkąd pamięta, zresztą podobnie jak dziadek, tata czy brat. Oczywiście pseudonim nawiązuje do nazwiska, ale akurat w przypadku obrońcy można znaleźć podobieństwa do najstarszego dębu w Polsce, od setek lat opierającego się czasowi. Trudno w defensorze Pogoni Szczecin złamać ducha, nawet jeśli kości już nieco łatwiej. Śródstopie nie wytrzymało w grudniu 2013 roku. Bartkowski grał z kontuzją mniej więcej godzinę, później z jej powodu nie przedłużył kontraktu z Widzewem i wylądował w I lidze. Dla niego Wigry 3 to nie rower firmy Romet, ale trzy lata spędzone w klubie z Suwałk, po których wrócił do ekstraklasy. Uraz nie przeszkodził mu również w zaplanowanych zaręczynach i mimo nogi w gipsie, klęknął z pierścionkiem przed Kariną. Czy w związku z tym kibice Pogoni mogli się dziwić, że już po dwóch spotkaniach na ławce wywalczył miejsce w podstawowym składzie?

4

Piast w tym sezonie zaskakuje. Wpływ na wyniki mają też ludzie z cienia: trener pacyfista, pani doktor, kitman.

Ślązacy wiosną spisują się rewelacyjnie, wygrali cztery z pięciu spotkań i strzelili najwięcej goli ze wszystkich drużyn ligowych. Kontynuują to, co zaczęli w pierwszej rundzie. Ich siłą jest zgranie, solidne przygotowanie fizyczne oraz odpowiednio dopasowana taktyka. Nie byłoby jednak dobrych rezultatów, gdyby nie małe kawałki puzzli, dzięki którym obraz gliwiczan jest dopełniony. Bez tych elementów Piast nie tworzyłby całości.

5

Po wtorkowym awansie do półfinału Pucharu Polski Jagiellonia wraca do ligowej gry, a w niej od trzech kolejek nie zwyciężyła.

Cztery lata wstecz, zajmując po raz pierwszy w historii miejsce na podium, brązowi medaliści z Jagiellonii przed kolejnym sezonem wymieniani byli jako ci, którzy ponownie mogą namieszać w ekstraklasowej czołówce. Jednak jesień sezonu 2015/2016 w brutalny sposób obeszła się z takim scenariuszem. Jaga zbierała łomot za łomotem. Trener Michał Probierz próbował wyciągać zespół z głębokiej depresji metodami podpadającymi pod okultyzm. Piłkarze musieli przesiadać się w autokarze, jagiellońska ekipa zmieniała hotel, w którym zazwyczaj nocowała przed spotkaniem i tak dalej… Tylko wyniki pozostawały takie same.

Kto zagra za wykartkowanego Filipa Mladenovicia? Trener Lechii opcje ma trzy, ale żadna nie wydaje się dobra.

W sześciu ostatnich meczach ekstraklasy Mladenović strzelił trzy gole i miał asystę. Zdaniem większości ekspertów Serb jest najlepszym lewym obrońcą w naszej lidze. Jednak zabraknie go w sobotnim meczu w Sosnowcu z Zagłębiem, bo w poniedziałek przeciwko Wiśle Płock (1:1) dostał ósmą żółtą kartkę.

– Nie ma opcji, bym drugi rok z rzędu spadł z ligi – mówi Aleksandar Kolew.

Gdyby 28 lutego 2018 roku Sandecja przystała na ofertę Zagłębia, które oferowało 250 tys. euro, Aleksandar Kolew w niedzielę nie byłby w Lubinie gościem, a gospodarzem. Walczący o utrzymanie zespół nie chciał jednak sprzedawać najlepszego strzelca. – Wtedy sporo o tym myślałem, wiedziałem, że byłby to dla mnie krok do przodu – wspomina. Wiosną i klub z Nowego Sącza, i on mogli żałować tamtej decyzji, bo do końca sezonu zdobył tylko jedną bramkę. I w maju musiał sobie wpisać w CV spadek z ligi

6

Chwila z… Lukasem Haraslinem.

Wtorkowy mecz Ligi Mistrzów oglądał pan głównie dla Cristiano Ronaldo?

Zdecydowanie. Uwielbiam jego styl, pracowitość. Już przed meczem mówiłem, że jeśli Juventus awansuje, będzie to oznaczało, że Ronaldo zdobył co najmniej dwie bramki. W ogóle mnie więc nie dziwi, gdy czytam, że on sam zapewniał ludzi, że zdobędzie hat tricka.

Złożył pan kiedyś równie odważną deklarację przed meczem?

Może we Włoszech, gdy jako zawodnik Parmy grałem w Primaverze. Bywało, że mówiłem: „Panowie, spokojnie. Dziś strzelę, wygramy”. I tak było. Pamiętam mecz z Juventusem, który miał jedną z najlepszych drużyn w naszej lidze. W ich zespole grali Słowacy. Podeszli do mnie przed meczem i zapytali, czy jestem przygotowany na porażkę. „Spokojnie, zobaczycie na boisku, kto wygra” – odparłem. Pokonaliśmy ich 2:1. Miałem asystę, za faul na mnie rywal dostał czerwoną kartkę.

To w pana przypadku standard.

Nigdy tego nie liczyłem, ale na pewno przeciwnicy dostali za przewinienia na mnie więcej niż 15 czerwonych kartek. Niestety, ja też ich nie uniknąłem. O jednej wolę zapomnieć… Mecz w Primaverze. Pierwszą żółtą kartkę otrzymałem za faul i to było OK, ale drugą arbiter dał mi za symulowanie. Przeciwnik przejechał mi korkami po Achillesie, pokazałem sędziemu, że mam dziurawe getry. Odparł, że nie było kontaktu. Gdy po meczu obejrzał powtórkę, przyszedł do szatni i mnie przepraszał. Nic mu nie odpowiedziałem. W Polsce też się zdarzyło, że sędziowie przepraszali mnie za pomyłki. Dlatego nie przejmuję się, kiedy ktoś gada, że na boisku symuluję. Ci, którzy tak twierdzą, niech spojrzą na moje nogi po meczach. Po każdym spotkaniu jestem cały poobijany, odczuwam ból przez kolejny tydzień.

4

GAZETA WYBORCZA

O to, że znów nie wygrają Ligi Mistrzów, pretensje mogą mieć tylko do siebie.

– Zagraliśmy zbyt defensywnie. Nie ryzykowaliśmy, więc nie stworzyliśmy wielu szans do strzelenia gola. To nie była nasza gra. Dlatego odpadliśmy – mówił w środę Lewandowski przed kamerami beIN SPORTS. Bayern właśnie uległ Liverpoolowi 1:3 i odpadł w 1/8 finału Ligi Mistrzów. 31-letni Polak, który w tym sezonie długo prowadził w klasyfikacji strzelców (w środę zrównał się z nim Leo Messi), stracił szansę na triumf.

4

SUPER EXPRESS

Rozmowa z Markiem Papszunem.

Powiedział pan po meczu do częstochowian: „bawcie się tej nocy, jeśli ktoś nie musi, to niech w czwartek nie idzie do pracy”. Pan też pozwolił sobie na odrobinę szaleństwa?

W niedzielę czeka nas kolejny mecz, więc czasu za bardzo nie było. Ale muszę przyznać, że spałem słabo i mało, emocje długo jeszcze buzowały. Dlatego od rana trzeba się było wspomagać, w ruch poszły energetyki i jakoś funkcjonuję.

5

Fot. 400mm

KOMENTARZE (6)