Praga jeszcze długo nie zaśnie! Slavia zrzuca dominatorów z tronu
Weszło

Praga jeszcze długo nie zaśnie! Slavia zrzuca dominatorów z tronu

Zazdrość. Że czujemy tę względem Anglików, Hiszpanów, Włochów, Niemców, którzy mogą długo emocjonować się w pucharach spotkaniami kilku swoich drużyn – to nic nowego. Ale dziś zazdrościmy przede wszystkim… Czechom. Bo to właśnie oni byli świadkami jednej z najbardziej nieprawdopodobnych historii tegorocznej Ligi Europy. Historii, w której będąca jeszcze kilka lat temu na skraju upadku Slavia Praga z siedmioma krajanami w podstawowym składzie wyrzuca za burtę zwycięzcę każdej z trzech ostatnich edycji Ligi Europy, w których brał udział. Sevillę.

Tę samą Sevillę, która nie przegrała czternastu ostatnich dwumeczów w fazie pucharowej Europa League. Przed którą na kolana padały w takich starciach kolejno: Maribor, Betis, Porto, Valencia, M-Gladbach, Villarreal, Zenit, Fiorentina, Molde, Basel, Bilbao, Szachtar, Lazio. A w finałach – najpierw Benfica, później Dnipro, wreszcie Liverpool. Tego triumfalnego marszu nie przerwała jednak żadna potęga na zesłaniu z Champions League.

Kres położyła mu niesamowita Slavia Praga, kradnąc większość jutrzejszych nagłówków i zapewniając sobie setki publikacji. O odrodzeniu dzięki wejściu chińskiego kapitału. O kosztownych błędach popełnionych na fali pierwszych inwestycji nowego właściciela. O szybkiej refleksji i zmianie kierunku, za którym stanął sprowadzony ze Slovana Liberec dyrektor sportowy Jan Nezmar. Człowiek o niesamowitym rozeznaniu na czeskim rynku, który w trzy okienka transferowe sprowadził na Eden Arenę pięciu zawodników, którzy dziś wydarli awans z gardeł graczom Sevilli – Kolara, Kudelę, Olayinkę, Krala i Masopusta. Znamienne, że w podstawie wyszło aż siedmiu Czechów.

Cóż tam się działo! 2:2 w stolicy Andaluzji zapowiadało emocje, ale nie aż takie. Slavia ani przez moment w 90 minutach nie była poza rozgrywkami, bo to Czesi wychodzili na prowadzenie 1:0 i 2:1, dając rywalom jednak doskoczyć z wynikiem w obu przypadkach. Po 2:2 na stadionie Sevilli oznaczało to dogrywkę, którą niesamowitym wolejem z dystansu uratował dla Hiszpanów Munir El Haddadi.

Gdy Sevilla trafiła na 3:2 za sprawą Franco Vazqueza, wydawało się, że jest po zabawie. Tym bardziej, że już jego gol był fajną historią – wykluczenie Argentyńczyka w rewanżu z Lazio mogło zachwiać Sevillą i kosztować ją awans, jednak chwilę po nim wyleciał gracz rzymian i ostatecznie to Hiszpanie wyszli ze starcia z tarczą.

Ale Slavia nie odpuszczała, szybko kapitalnie poklepała przed polem karnym Sevilli i wyrównała. Wciąż jednak nieubłagana zasada bramek na wyjeździe dawała awans Hiszpanom.

Aż nadeszła 120. minuta. Potężne zamieszanie po rzucie wolnym, trochę bilardu i piłka znalazła się w siatce, co dawało awans gospodarzom. Początkowo nie wiadomo było, kto tak naprawdę jest autorem gola – czy Traore, czy Frydrych, czy to samobój Kjaera. Prażanie mieli jednak w tym meczu zdecydowanie większe problemy na głowie, by przejmować się taką drobnostką (ostatecznie UEFA zaliczyła gola Frydrychowi).

Czapki z głów i jeszcze raz – zazdrościmy!

***

Tym bardziej, że liczba Polaków nam się zmniejszyła, bo Dinamo Zagrzeb w rewanżu z Benfiką nie obroniło jednobramkowej zaliczki, więc Damian Kądzior i koledzy kończą pucharową przygodę.

Jak zagrał Kądzior, znów wystawiony od początku? No niestety, delikatnie mówiąc – szału nie było. Dinamo ogólnie ustawiło się bardzo defensywnie i w zasadzie żaden zawodnik gości przez dwie połowy nie błysnął w ofensywie, ale nasz rodak w pełni się do tego dostosował. Gdy wykonywał rzut rożny, to na pierwszego obrońcę. Szkoda bardzo groźnie zapowiadającej się kontry z 57. minuty, kiedy rozpędzony Polak miał akcję 1 na 1 z obrońcą i przegrał ten pojedynek. Generalnie zawodnicy Benfiki wiedzieli, że będzie szukał przede wszystkim lewej nogi i potrafili go zatrzymywać w nielicznych akcjach ofensywnych.

Kądzior musiał biegać od pola karnego do pola karnego, częściej przebywał przed swoim. Co do postawy w defensywie, Nenad Bjelica na pewno będzie miał zastrzeżenia za ostatni kwadrans pierwszej połowy. Reprezentant biało-czerwonych dwukrotnie faulował wtedy przed „szesnastką”, na szczęście nic z tych wolnych nie wynikało (piąstkowanie bramkarza i przeciągnięte dośrodkowanie). W międzyczasie Kądzior stracił piłkę na rzecz Pizziego (sugerował sędziemu faul), który wpadł w pole karne i oddał niezły strzał, z którym jednak pewnie poradził sobie Livaković. To też Polak był najbliżej zablokowania Jonasa, gdy ten strzelał gola na 1:0, ale tutaj trudno go najmocniej winić, sprawę pokpili przede wszystkim nieporadnie reagujący obrońcy i defensywni pomocnicy. Przy tym trzeba zaznaczyć, że były skrzydłowy Górnika Zabrze i jego koledzy na prawej stronie mieli o tyle utrudnione zadanie, że już w przerwie trener Benfiki wymienił cały lewy bok w swoim zespole, wprowadzając wypoczętych Grimaldo i właśnie Jonasa. Nic dziwnego, że to głównie tym skrzydłem „Orły” atakowały po przerwie.

Kądzior, biorąc pod uwagę regulaminowy czas, miał najmniej kontaktów z piłką spośród wyjściowej jedenastki Dinama (25), za to zdecydowanie najwięcej razy faulował (5). Został zmieniony jako pierwszy. W 75. minucie wszedł za niego znany z Lecha Poznań Mario Situm i zaraz po rozpoczęciu dogrywki zaliczyłby kapitalną asystę, gdyby Gavranović nie uderzył prosto w bramkarza, który i tak nie interweniował najpewniej. Dogrywka była bardzo pechowa dla mistrza Chorwacji. Benfica zdobyła dwie przepiękne bramki. O ile bomba Ferro sprzed pola karnego była po prostu bardzo ładnym golem, o tyle Grimaldi trafiając na 3:0 popisał się czymś fenomenalnym. Cudowny „spadający liść” z dystansu, Livaković nawet nie drgnął. Nie było żadnego rykoszetu, choć piłka nabrała właśnie takiej rotacji. Coś wspaniałego!

Dinamo natomiast pudłowało na potęgę. Zaraz po utracie drugiej bramki patelnię po zagraniu z lewej strony miał Gojak, lecz fatalnie skiksował. Jakby tego było mało, w 104. minucie Stojanović okazał się totalnym dzbanem, otrzymując w ciągu kilku sekund dwie żółte kartki za kwestionowanie decyzji sędziego, odgwizdującego faul innego piłkarza gości przy linii bocznej. Totalny absurd. Nawet grając w dziesiątkę Dinamo mogło jeszcze postraszyć. Rezerwowy Atiemwen zaskakująco łatwo przeszedł dwóch obrońców i miał idealną sytuację, a… kopnął obok słupka. Wszystko było tego dnia na „nie” dla zespołu Bjelicy.

***

Tak jak się spodziewaliśmy, Arsenal u siebie nie dał szans Rennes. Szybko odrobił dwa gole straty, a w drugiej połowie Aubameyang dobrze dostawił nogę po płaskim zagraniu Kolasinaca i było po wszystkim. Kolasinac bardzo inteligentnie zachował się też przy drugiej bramce, gdy nie uczestniczył w grze będąc na spalonym, dzięki czemu do piłki doszedł Aubameyang i asystował wbiegającemu Maitlandowi-Nilasowi. Takie niuanse robią różnicę.

Eintracht Frankfurt obronił honor niemieckich drużyn w pucharach i wyeliminował Inter. O wszystkim przesądził sam początek. Jović okazał się znacznie sprytniejszy od fatalnie interweniującego De Vrija i przerzucił piłkę nad wychodzącym Handanoviciem. A już w 2. minucie w poprzeczkę strzelił Haller. 0:1 to najniższy wymiar kary dla Interu. Gdyby nie Handanović, byłby pogrom. „Nerazzurri” otrzymali bolesny cios przed zbliżającymi się derbami z Milanem.

Najmniej emocji mieliśmy na stadionie Villarrealu, gdzie gospodarze po raz drugi pokonali Zenit. Fajnego gola na 1:0 strzelił Gerard Moreno, warto obczaić.

Arsenal – Rennes 3:0 (2:0)
1:0 – Aubameyang 5′
2:0 – Maitland-Niles 15′
3:0 – Aubameyang 72′

W pierwszym meczu: 1:3
Awans: Arsenal

***

Benfica – Dinamo Zagrzeb 3:0 (0:0) po dogrywce
1:0 – Jonas 71′
2:0 – Ferro 94′
3:0 – Grimaldo 105′

Czerwona kartka: Stojanović (104′ Dinamo, za dwie żółte).

W pierwszym meczu: 0:1
Awans: Benfica

***

Inter – Eintracht Frankfurt 0:1 (0:1)
0:1 – Jović 6′

W pierwszym meczu: 0:0
Awans: Eintracht

***

Slavia Praga – Sevilla 4:3 (1:1) po dogrywce
1:0 – Ngadeu-Ngaduji 6′
1:1 – Ben Yedder 44′ karny
2:1 – Soucek 47′ karny
2:2 – El Haddadi 54′
2:3 – F. Vazquez 98′
3:3 – Van Buren 102′
4:3 – Frydrych 120′

W pierwszym meczu: 2:2
Awans: Slavia

***

Villarreal – Zenit St. Petersburg 2:1 (1:0)
1:0 – Moreno 29′
2:0 – Bacca 47′
2:1 – Ivanović 90+1′

W pierwszym meczu: 3:1
Awans: Villarreal

Fot. newspix.pl

KOMENTARZE (24)