Jak co porażkę Legii… Sa Pinto zaklina rzeczywistość
Weszło

Jak co porażkę Legii… Sa Pinto zaklina rzeczywistość

Raków nie zrobił wystarczająco dużo, aby awansować; Raków nie zasługiwał na gola w dogrywce. Sa Pinto jak zwykle po porażce zaklina rzeczywistość. Istnieje podejrzenie, że gdyby Portugalczyk zrobił sobie kanapkę z Nutellą i kaszanką, a potem by mu nie smakowała, obarczyłby winą lokalny zakład mięsny i Ferrero.

Żeby nie było, że wyrywamy z kontekstu. Łapcie wypowiedzi z oficjalnej strony Legii.

„Raków gra bardzo dobry futbol, między piłkarzami jest doskonała komunikacja. W mojej opinii nie zrobili jednak wystarczająco dużo, aby dzisiaj wygrać z Legią. Oczywiście, stworzyli oni kilka okazji strzeleckich, ale my również takie mieliśmy”.

Panie trenerze, przykro nam, że 45-krotnemu reprezentantowi Portugalii, który szesnaście lat grał zawodowo w piłkę, a od wielu lat para się trenerką trzeba tłumaczyć podstawy futbolu, ale Raków zrobił dostatecznie wiele: STRZELIŁ JEDNĄ BRAMKĘ WIĘCEJ. O to chodzi w piłce nożnej, nie o to kto założy lepiej wysoki pressing w drugiej połowie.

„Nie widziałem statystyk tego spotkania, ale myślę, że gdybyśmy wykorzystali nasze szanse, mecz wyglądałby inaczej”.

Proszę się z nimi czym prędzej zapoznać. Legia oddała dwa celne strzały na bramkę. Wyraźnie przeważała tylko w liczbie czerwonych kartek. Kibice styl gry dość zgodnie określili jako uwłaczający nie tyle Legii, co futbolowi jako dyscyplinie.

„Raków nie zasługiwał na to, aby zdobyć bramkę w dogrywce, ale taki jest właśnie Puchar Polski”.

Co to w ogóle za gadanie, że nie zasługiwał? Strzelił bramkę po ładnej akcji, całkowicie wyprowadzając w pole legionistów.

„Nie jesteśmy tak wypoczęci, jak byśmy sobie tego życzyli”.

Tekst wyjęty żywcem z Wielkiej Księgi Wymówek, do której sięga, ale którą również aktywnie wzbogaca Portugalczyk. Absolutne top 5 najbardziej zgranych usprawiedliwień. Mógł chociaż pokusić się o kreatywność i powiedzieć, że piłkarze Rakowa przed meczem umyślnie siadali na piłkach, zrobiło się jajo i przez to Legia odpadła.

„No cóż, odpadamy z Pucharu Polski. Na chwilę obecną w rozgrywkach ligowych mamy więcej punktów, niż na tym samym etapie w tamtym roku. Dwa ostatnie spotkania ligowe wygraliśmy”.

Szkoda, że trener nie podkreślił, że Legia mimo porażki wciąż ma lepszy bilans meczów z Rakowem, więc wszystko w porządku. Byłaby to równie na temat uwaga po pucharowym starciu.

„Druga połowa była inna. Graliśmy wysokim pressingiem, stwarzaliśmy akcje i kontrolowaliśmy mecz. Nie udało nam się niestety wyjść na prowadzenie”.

Aż się zaczynamy zastanawiać, czy tłumacz nie kopie dołków pod Portugalczykiem. Nawet to przecież brzmi śmiesznie: jakie kontrolowanie meczu i stwarzanie licznych okazji, jak najbliżej bramki Legia była, gdy Kasperkiewicz mało nie wsadził samobója?

Panie Sa Pinto, należy się szacunek dla Rakowa, to dobry zespół, przyszłoroczny ekstraklasowicz. Nie rozstrzelali was, nie zdominowali, po prostu uczciwie pokonali. Ale zapomina pan o różnicach w budżecie i w możliwościach ściągania zawodników, z których to atutów pan chętnie korzysta. Sam zresztą jest tych atutów dowodem, bo coś nam podpowiada, że zeszłej jesieni oferty z Rakowa by nie przyjął.

Częstochowianie nie muszą się wstydzić swojej piłki, więcej, mogą być z niej dumni, ale to wynika również z różnicy statusów. Jedna drużyna to mistrz Polski i wicelider Ekstraklasy, druga to tylko i aż ambitny pierwszoligowiec. Coś nam podpowiada, że kibice Legii tak jak szanują dokonania Rakowa, tak wątpliwe, by byli zachwyceni kontrolowanym 0:0 w drugiej połowie jako najlepszym co pokazała wczoraj Legia.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (40)