Hubert już nie przeprasza. Dawać tego Federera!
Inne sporty

Hubert już nie przeprasza. Dawać tego Federera!

Ależ ten chłopak jest w gazie! Jeszcze niedawno bujał się w okolicach setnego miejsca w rankingu i w meczu z każdym zawodnikiem z szeroko pojętej światowej czołówki był skazywany na pożarcie. Teraz Hubert Hurkacz zamienił się w pogromcę gwiazd i zameldował się w ćwierćfinale gigantycznej imprezy w Indian Wells. Ba, choć niedawno brzmiałoby to jak science-fiction, z naciskiem na fiction, wcale nie będzie bez szans w meczu z Rogerem Federerem!

Hurkacz do Indian Wells przyleciał jako 67. zawodnik listy ATP. Przyleciał prosto z Dubaju, gdzie zaliczył jeden z przełomowych turniejów w karierze. Tam, na Bliskim Wschodzie, w drugiej rundzie ograł Keia Nishikoriego. Japończyk to szósty zawodnik rankingu, zwycięzca styczniowego turnieju w Brisbane, ćwierćfinalista Australian Open (byłoby lepiej, ale wpadł na Djokovicia) oraz finalista US Open 2014. Słowem: jedna z największych gwiazd światowego tenisa. Z Hurkaczem przegrał po zaciętym meczu 5:7, 7:5, 2:6. Dla Polaka było to pierwsze zwycięstwo nad rywalem z pierwszej dziesiątki. Jak mówiło wielu ekspertów oraz sam zainteresowany: zwycięstwo przełomowe, mogące dać gigantycznego kopa na przyszłość. W ćwierćfinale w Dubaju HH przegrał z inną gwiazdą, dobijającym się do Top 10 Stefanosem Tsitsipasem (także w trzech setach).

A potem poleciał do Indian Wells. Pierwsza runda to gładkie 6:3, 6:3 z Donaldem Youngiem. Jeszcze niedawno wszystko skończyłoby się na drugim meczu, w którym czekał Lucas Pouille. 30. w rankingu Francuz w styczniu dotarł do półfinału Australian Open i był zdecydowanym faworytem starcia z Polakiem. Ale cóż – tylko na papierze. HH wyeliminował go, ustawiając sobie mecz trzeciej rundy z… dobrym znajomym Keiem Nishikorim. To już wiecie doskonale – znów ograł Japończyka, znów w trzech setach, ale co ważne – po raz pierwszy w roku wygrał mecz po przegranym pierwszym secie.

A wczoraj późnym wieczorem toczył kolejny bój z wyżej notowanym zawodnikiem. Denis Shapovalov na liście ATP jest 25. Do pojedynku z Polakiem w Indian Wells nie stracił seta. Teraz przegrał 6:7, 6:2, 3:6.

Ćwierćfinał w Indian Wells to zdecydowanie największy sukces w karierze młodego Polaka. Zapewni mu 180 punktów do rankingu oraz 182 tysiące dolarów. Co więcej: da mu mecz, na który czekał od zawsze. W walce o półfinał, 360 punktów i 354 tysiące dolarów zagra jutro z samym Rogerem Federerem. Szwajcar walczy o 101. wygrany turniej w karierze i mimo poważnego jak na tenisistę wieku wciąż jest w fantastycznej formie. Co ciekawe, o Polaku sporo wie, bo mieli okazję trenować w Szanghaju.

Pamiętam tego chłopaka, jego historia jest niesamowita, cieszę się, że tak dobrze mu idzie. Kiedy rozgrzewał mnie przed meczem, przepraszał mnie za każdym razem, kiedy popełnił błąd – mówił w Indian Wells Federer, zapytany przez dziennikarzy o ćwierćfinałowego rywala. Cóż, dla legendarnego mistrza z Bazylei mamy złą wiadomość: Hubert już nie przeprasza, bo też błędów robi coraz mniej. W ciągu ostatnich miesięcy dokonał gigantycznego postępu. Lada moment będzie w pierwszej pięćdziesiątce rankingu, ale to tak naprawdę pierwszy krok. Po tym, co pokazuje w ostatnich tygodniach, nikt nie ma wątpliwości, że stać go na dużo wyższą pozycję. Ba, gdyby pokonał Federera, już w poniedziałek znajdzie się w okolicach 40. miejsca. Ale nie szalejmy. Nishikori to jedno, Shapovalov drugie, ale teraz mówimy przecież o gościu, którego nie bez powodu nazywa się GOAT, czyli najlepszym zawodnikiem wszech czasów. Jeszcze niedawno imponowało by nam, że Federer w ogóle zna jego nazwisko, dziś Hurkacz tak rozbudził apetyty kibiców, że czekamy na wygraną, albo chociaż wyrównane starcie. Dawać już tego Federera!

foto: newspix.pl

KOMENTARZE (1)