Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Robert Lewandowski w „Przeglądzie Sportowym” powiedział, że Bayern mógłby być jego ostatnim europejskim klubem.

Oby nie. Oby to była ściema, PR, frazes.

Moim zdaniem bowiem romans Lewego z Bayernem wypalił się. Jeśli jego klubowa kariera ma jeszcze przynieść większą ekscytację, to poza Monachium.

Myślę, że wie o tym sam Robert, który w Bayernie robi za luksusowego więźnia. Nie jest tajemnicą, że gdyby to tylko od niego zależało, zawinąłby się z Niemiec już jakiś czas temu.

Nie wchodzi się we współpracę z Pinim Zahavim po to, by negocjować przedłużenie kontraktu.

Głośno było już jakiś czas temu o ostrych wypowiedziach Lewego na temat polityki transferowej Bawarczyków, po których zebrało mu się w prasie, zebrało mu się nawet od działaczy. Po dziś dzień patrząc chłodno na tamten konflikt, trudno powiedzieć kto ma rację: Bayern nie wydaje. W Europie forsa leje się strumieniami, trwa gradobicie rekordowych kwot; sto milionów, kiedyś niebotyczne, dzisiaj nie musi wystarczyć na wyciągnięcie piłkarza. Bayern w tym szaleństwie nie bierze udziału, być może uznając – potencjalnie słusznie – że to finansowa bańka, ale gołym okiem widać przy tym jak słabnie. Trzon zespołu się zestarzał. Są młodzi-zdolni, którzy rozpychają się w pierwszej jedenastce, ale jakkolwiek ich klasa jest niezaprzeczalna, tak nie zapominajmy o wymaganiach. Nie wiem czy ich klasa jest aż tak wielka, by mogli stać się końmi pociągowymi w rajdzie po wygraną w Lidze Mistrzów. A przecież potrzebne są kolejne ogniwa: wczoraj Bayern wystawił w pierwszej jedenastce sześciu zawodników po trzydziestce.

W Bundeslidze wystarcza, ich wiosenny rajd jest imponujący, walczą o tytuł na całego. Ale cała liga niemiecka osłabła, stając się dostarczycielem zawodników, szczególnie dla Premier League.

W rankingu UEFA Niemcy zajmują czwarte miejsce. W zeszłym sezonie zdobyli tylko odrobinę więcej punktów rankingowych niż… Austria. Freiburg odpadł wtedy ze słoweńskim Domzale. Hoffenheim zajął ostatnie miejsce w fazie grupowej LE, za Bragą, Łudogorcem i Basaksehirem, podobny los spotkał Herthę, która oglądała plecy Athletiku, Ostersund i Zorii Ługańsk. Również Kolonia nie wyszła z grupy LE, musząc uznać wyższość Arsenalu i Crveny. W Lidze Mistrzów BVB zdobyło raptem dwa punkty, dwukrotnie remisując z APOEL-em. Z LE wyrzucił ich RB Salzburg. Lipsk zajął trzecie miejsce w grupie szansy Champions League, za Besiktasem i Porto, a przed Monaco. W LE doszedł do ćwierćfinału, odpadając z Marsylią.

W tym sezonie mamy połowę marca, a został Niemcom jeden zespół, Eintracht Frankfurt, który zmierzy się z Interem u siebie (wyjazd 0:0). W fazie pucharowej Ligi Mistrzów to w zasadzie kompromitacja:

Schalke – Manchester City 2:10, w tym rekordowe 0:7
Borussia – Tottenham 0:4, lanie w obu meczach
Bayern – Liverpool 1:3, The Reds wyraźnie lepsi w Monachium. Co potwierdzał Lewy, który nie gryzł się w język.

„W obu meczach graliśmy zbyt defensywnie. Nie próbowaliśmy zaatakować większymi siłami, stworzyć okazji. Byliśmy ustawieni głęboko, mało ryzykowaliśmy i dlatego Liverpool nas pokonał. W ofensywie czasem wychodziliśmy dwóch na czterech i dlatego niewiele się udawało. Miałem dziś wiele pojedynków, ale było bardzo trudno bo byłem osamotniony. Kiedy idziesz sam na dwóch, trzech, to ciężko jest grać w piłkę”.

Te wypowiedzi cytuje dziś cały piłkarski świat, zazwyczaj z nagłówkiem: „LEWY KRYTYKUJE KOVACA”. Jak ktoś chce, może to zupełnie zignorować, potraktować jako nieco wyrazistszą wypowiedź pomeczową. Ale jak ktoś się uprze, znajdzie w tym pojazd po trenerze, pojazd po kolegach, a może nawet pojazd po tym jak personalnie została skomponowana drużyna, czyli znowu w to jak top zaczyna odjeżdżać Bayernowi.

Nie wierzę, żeby Bayern w najbliższych latach był w stanie sięgnąć po Champions League. Uważam, że nie ma ku temu racjonalnych podstaw. Jeśli Lewandowski ma zostać w Bawarii tylko po to, by śrubować rekordy strzeleckie i wygrywać kolejne tytuły w słabnącej lidze, to sorry, ale brzmi to jak skrajna nuda, grzebiąca również jego status marketingowy.

Nie mam wątpliwości, że Lewy będzie chciał pewnego dnia wzorem innych światowych gwiazd ruszyć poza Stary Kontynent – typuję ligę chińską, biorąc pod uwagę jego współpracę z Huawei. Ale ma na to jeszcze czas – może dwa, może cztery sezony; fizycznie to gigant, nie ma powodu by nie uważać, aby wzorem Cristiano Ronaldo bardzo długo utrzymał wysoką klasę.

Uważam, że Lewy, aby wykrzesać z siebie iskrę, ten ogień, który leży u podstawy przekraczania swoich możliwości czy też wznoszenia się na maksimum swojego potencjału, musi zmienić otoczenie. Wyzwania w Bayernie się opatrzyły. Czas na to, aby poznać inną europejską kulturę piłkarską. Ja osobiście najchętniej zobaczyłbym Roberta w Anglii. Ten fantastyczny show, jakim jest Premier League, gdzie nawet mecz siódmej drużyny z dziewiątą wzbudza zainteresowanie od USA po Azję. Jest to liga dla polskich zawodników ofensywnych wybitnie niewygodna, zaistnieli tu tylko bramkarze i ostatnio Bednarek; reszta to próby śmiesznostraszne, od jednego występu Świra w Birmingham City, przez epizody Olisadebe, Smolarka i Rasiaka. Myślę, że nawet w Polsce dawno opatrzyły się już mecze Roberta w Bayernie, także nad Wisłą byłby to nowy zastrzyk zainteresowania.

Robert kontrakt z Bayernem ma do 2021. Kontrakt do najgorszych nie należy, ale wszechbogata Premier League mogłaby sobie pozwolić na wyrównanie gaży. Gorzej z transferem, bo Bayern wie, że na dzisiejszym rynku transferowym jest cholernie ciężko wyciągnąć kogoś najwyższej klasy, ceny są wywindowane do kuriozalnych rozmiarów. Dlatego im znacznie bardziej opłaca się uchylić nieba Lewemu w zapisach kontraktowych, niż szukać nowej dziewiątki.

Ale kto wie, może w przypadku braku mistrzostwa nawet sknerusy z Bayernu uznają, że dalsze czekanie na wymianę pokoleniową to proszenie się o jeszcze większy zjazd?

Leszek Milewski

Fotomontaż: DailyMail

KOMENTARZE (20)