Niebagatelna rola szczęścia w awansie Rakowa
Weszło

Niebagatelna rola szczęścia w awansie Rakowa

Powtarzalność, brak jakichkolwiek kompleksów, solidność w defensywie, dobra organizacja gry, momentami wysoki pressing, czy – bardzo często – włączanie się środkowych obrońców do akcji ofensywnych. Efektem prestiżowe zwycięstwo, będące pokłosiem mądrze budowanego zespołu. Nie zbieranego naprędce i zgrywanego w ciągu kilkunastu dni letniego okresu przygotowawczego, a przemyślanego, sklejanego od dłuższego czasu, na czele którego stoi trener pracujący z drużyną prawie trzy lata. Co mogło się w grze Rakowa najbardziej podobać, to właśnie te zaprezentowane atuty, które – nie zważając na klasę rywala – przeniesiono z pierwszoligowych boisk.

Częstochowianie, mimo pojawiających się głosów, że już za dużo pochwał, że zbyt wiele miodu wylanego na wciąż nie do końca zweryfikowany w bojach z najlepszymi ekipami zespół, nie pozwolili sprowadzić się na ziemię. Mieli momenty przestojów, jasne, ale raczej wygrali zasłużenie, choć przy okazji udowodnili, jak ważną rolę w futbolu odgrywa szczęście.

Co z tego, że Raków rzucił się na Legię, dominował, prezentował otwarty futbol, który przyniósł bramkę, skoro po fatalnym błędzie Arkadiusza Kasperkiewicza wyrównał Michał Kucharczyk, a gra częstochowian nieco siadła. Później Legia miała kolejne okazje, żeby objąć prowadzenie, w czym mógł pomóc jej właśnie Kasperkiewicz. Chciał dobrze, próbował wybić piłkę, ale w drugiej połowie był o krok od bramki samobójczej. Jego szczęście, że zamiast do siatki, trafił w głowę Szumskiego, a piłka wyszła na rzut rożny. W przeciwnym razie najprawdopodobniej zwyciężyłaby Legia, a Kasperkiewiczowi w Częstochowie do końca kariery wypominano by zawalony najważniejszy mecz Rakowa w ciągu ostatnich lat.

Tym bardziej że zdążył już raz podpaść kibicom po geście, który wykonał po wykorzystanym karnym z ŁKS-em Łódź.

Tak jak opisywaliśmy: Ów Kasperkiewicz, obecnie utożsamiający się z Widzewem, po golu podbiegł pod sektor gości i wykonał gest „W” jak Widzew. Rozwścieczył tym kibiców ŁKS-u, ale i… Rakowa. Kibice Rakowa w krótkim komunikacie poinformowali, że Kasperkiewicz raczej nie zostanie przez nich wybrany częstochowianinem roku, nadając swojej korespondencji tytuł „W jak Wypierdalaj”. Okazało się, że „Medaliki” są w niezbyt przyjacielskich stosunkach z fanami Widzewa, wobec czego mało brakowało a gest Kasperkiewicza byłby jego ostatnim w barwach Rakowa. Oczywiście piłkarz grzecznie przeprosił kibiców, którzy tymczasowo ograniczyli się do wygwizdywania jego zagrań (a potem chyba w ogóle zapomnieli o sprawie).

Niewykluczone, że teraz by sobie o sprawie przypomnieli, ale Kasperkiewicz miał masę szczęścia i za kilka dni o jego błędzie z pierwszej połowy już nikt nie będzie pamiętał.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (18)