Nowa Therese Johaug nazywa się Frida Karlsson. I jest ze Szwecji
Inne sporty

Nowa Therese Johaug nazywa się Frida Karlsson. I jest ze Szwecji

Ma dziewiętnaście lat, a na ostatnich mistrzostwach świata zdobyła trzy medale: złoty (w sztafecie), srebrny oraz brązowy. I choć Szwedzi od dawna powtarzali, że w jej osobie mają wielki talent, to była to sensacja. Frida Karlsson zadebiutowała bowiem w Pucharze Świata… tydzień wcześniej. Dziś już wszyscy zastanawiają się, jak wielki jest jej potencjał i czy może zostać przyszłą królową biegów narciarskich.

Nauka, Petter Northug i piłka nożna

Niemal każdy sportowiec ma swojego idola. Ten Fridy należy do najlepszych biegaczy w historii, a jego niedawne zakończenie kariery wywołało poruszenie nie tylko w środowisku biegowym, ale i w całym świecie sportów zimowych. Wybór ten jest jednak o tyle ciekawy, że jeśli Szwedzi mieliby wskazać jeden kraj, z którym chcieliby wygrywać zawsze i wszędzie, to zapewne byłaby to Norwegia, ojczyzna Petter Northuga, którego Frida podziwia.

On wiele dla mnie znaczy, jest moim wzorem od pierwszego dnia treningów. Jego zdolność do chodzenia swoimi własnymi ścieżkami zawsze mnie fascynowała. Udowadniał, że nieważne, jak wiele razy upadniesz, zawsze możesz powrócić silniejszy, jeśli tylko masz odpowiednie nastawienie – mówiła. Jeśli chcecie przekonać się, co miała na myśli, możecie zajrzeć tutaj. W skrócie: Northug najważniejsze medale w życiu zdobył, gdy wielu postawiło na nim krzyżyk. Za to kilka lat wcześniej, gdy jeszcze nikt tego nie zrobił, młoda Frida Karlsson miała okazję zrobić sobie z nim zdjęcie. A właściwie „obok niego”, bo Petter nie zwraca tam na nią większej uwagi, a zamiast tego rozdaje autografy innym fanom. Dziś jednak Northug bacznie przypatruje się poczynaniom Szwedki:

Wyzwaniem dla Fridy będzie to, że teraz ludzie będą wymagać od niej, by przez wiele lat przywoziła medale. Ona sama, jak również jej otoczenie, muszą być świadomi tego, że skoro teraz stanęła na podium, to nie oznacza to, że tak będzie zawsze. Ważne, by mieć to z tyłu głowy – mówił Norweg.

Wydaje się jednak, że kto jak kto, ale Frida Karlsson o takich rzeczach akurat pamięta. Skąd ten wniosek? Wystarczy poczytać jej wypowiedzi, by dostrzec, że może wiekowo wciąż jest nastolatką, ale podejściem do życia zawstydziłaby niejednego dorosłego. Weźmy pierwszy z brzegu przykład: edukację. Z takim talentem, jaki ma, mogłaby zaryzykować i odpuścić naukę. Ona nie dość, że ją kontynuuje, to kieruje się w stronę nauk przyrodniczych. Wiecie: matematyka (podobno jej ulubiony przedmiot), chemia, biologia i cała reszta. Mając do wyboru to i trudne, wycieńczające treningi, wybralibyśmy raczej opcję numer dwa. Połączenie ich nawet nie przyszłoby nam do głowy.

W szkole narciarskiej w Solleftei [rodzinna miejscowość Fridy – przyp. red.] pół dnia spędzamy na szkolnych zajęciach, a pół na treningach. Tak długo, jak jestem w szkole, pracuję razem z klasą. Trudniej jest, gdy wyjeżdżam na zawody i obozy treningowe. Trzeba dobrze ustawić swoje priorytety i nauczyć się zarządzać czasem.

Zarządzać czasem umie zresztą doskonale. Głównie dlatego, że jeszcze parę lat temu trenowała równocześnie kilka sportów. Świetnie radziła sobie choćby w lekkiej atletyce, gdzie biegała na średnich dystansach. W 2016 roku pojechała nawet na młodzieżowe mistrzostwa Europy do Gruzji. Zajęła w nich siódme miejsce na dystansie 3000 metrów. W swojej grupie wiekowej w Szwecji często wygrywała w różnych konkurencjach, począwszy od 1500 metrów, przez bieg na milę, po wspomniane trzy kilometry.

Gdy akurat nie rywalizowała na bieżni, to przenosiła się na murawę. Grała w drugiej lidze, reprezentowała barwy Remsle UIF FF. I tak, nam też nic ta nazwa nie mówi. „To, że będę narciarką, nie było tak oczywiste. Gdybym zdecydowała się na piłkę nożną, pewnie też włożyłabym w to całą swoją duszę i starała się być jak najlepsza. Reprezentacja? Myślę, że nie było to niemożliwe. Trzeba było być zdyscyplinowanym i zorientowanym na strzelanie bramek. A ja taka jestem” mówiła. Poza tym grywała też w piłkę ręczną, mniej więcej do szesnastego roku życia.

Kiedy jednak trzeba było wybrać jeden sport, zdecydowała się na biegi narciarskie. I to specjalnie dziwić nie może.

Biegi? To u nich rodzinne

Mia Karlsson. Tak nazywa się matka Fridy i jedna z pierwszych kobiet, która osiągała w tej rodzinie sukcesy w biegach. Nie pierwsza, bo już kilka lat wcześniej świetnie na nartach radziła sobie też Eva-Lena Frick (była m.in. olimpijką z 1984 roku), jej siostra. Dziś ciotka Fridy jest organizatorką Vasaloppet, największych zawodów narciarskich na świecie, odbywających się zarówno zimą, jak i latem. Skupmy się jednak na matce.

A jest na czym, bo Mia była naprawdę dobrą zawodniczką. Może nigdy nie błyszczała na największych scenach, ale w krajowych zawodach często wygrywała, a z mistrzostw Szwecji regularnie przywoziła do domu medale, w tym i złoty, który zdobyła w 1992 roku. W jej karierze to prawdopodobnie najbardziej pamiętny czas, wystąpiła wówczas na igrzyskach w Albertville. Rok wcześniej pojawiła się w Val di Fiemme, gdzie rozgrywano mistrzostwa świata. W obu tych imprezach nie przedarła się jednak do pierwszej dziesiątki. Dziś zarządza klubem z Solleftei.

Moja bohaterka? Mama. Woskuje narty, trenuje dzieci, podejmuje decyzje, zarządza klubem, ciężko pracuje, zajmuje się domowymi obowiązkami, a to i tak nie wszystko. Jakimś cudem udaje jej się robić to w tym samym czasie, a do tego pozostaje pozytywną, radosną osobą, rozsiewającą dookoła dobrą energię. Często korzystam z jej pomocy, ma świetne spojrzenie na narciarstwo – mówiła Frida. A jej matka, zapytana przez dziennikarzy o to, jak wielki ma wkład w rozwój córki, odpowiadała: – Jeśli by mnie tu nie było, nie byłoby i jej (śmiech). Całkiem poważnie jednak: jesteśmy zgranym zespołem, działamy w klubie, którym zarządzam. Trenujemy tam z wieloma dzieciakami, więc Frida miała dużą grupę treningową w wieku 14 czy 15 lat. Może niewiele z tych osób uprawiało narciarstwo na poważnie, ale sama radość z jazdy jest bardzo istotna, a to udało się nam stworzyć. Poza tym jesteśmy tej samej wagi, więc mogę testować jej narty.

Narciarstwo młoda Szwedka ma więc we krwi. W dodatku dosłownie za drzwiami domu miała (i nadal ma, jeśli tylko w nim akurat jest) świetne warunki do rozwoju. Piotr Meissner, komentator biegów w TVP, wspomniał w rozmowie z nami, że poza wspomnianym już kilkukrotnie klubem, sama Solleftea to „bardzo znany ośrodek narciarski, co jakiś czas odbywają się tam zawody niższej rangi. To też tam Justyna Kowalczyk zdobyła swój pierwszy [i jedyny – przyp. red.] medal mistrzostw świata juniorów”. Zresztą dosłownie dwa lata przed Fridą, jako wielki talent z tamtej miejscowości (liczącej sobie jakieś 10000 mieszkańców!) wyszła też Ebba Anderson. Dziś już medalistka mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich (zawsze w sztafecie).

Żeby jednak nie było: sukcesy matki i warunki do rozwoju to jedna rzecz. Drugą jest ciężka praca, bez której Frida nie miałaby żadnego ze zdobytych niedawno medali. Zresztą nawet jej motto brzmi: „Jeśli coś nie stawia przed tobą wyzwań, to cię nie zmienia”. Gdy Szwedka już się za coś zabiera, chce to zrobić najlepiej, jak potrafi. Najlepiej ustanawiając prywatny rekord, o ile to tylko możliwe. W narciarskich treningach na pewno pomagają jej dwie rzeczy: umiejętność absolutnego wyłączenia się na wszelkie sygnały z zewnątrz i, przede wszystkim, to że kocha ten sport. Tak bardzo, że na pytanie „jaki jest dla ciebie najnudniejszy trening?” odpowiedziała tak:

Żaden. Może trochę nudna jest maszyna do ćwiczenia odepchnięć kijkami. Jesteś w niej, robisz jednowymiarowe ćwiczenie, a czas leci wolno… Ale to wydajny trening, więc gdy moja motywacja spada, przypominam sobie, jak dobre to jest dla mojego rozwoju. I nagle staje się to dużo bardziej interesujące.

Z takim podejściem trudno się dziwić, że Frida już teraz jest medalistką mistrzostw świata. Za swój życiowy cel uznaje jednak medal igrzysk olimpijskich. Kto wie, być może już za trzy lata prześcignie na tym polu zawodniczkę, do której najczęściej jest porównywana.

 Nowa Johaug

Wiadomo, że wschodzące gwiazdy muszą mieć swój odpowiednik wśród obecnych lub byłych. A do kogo można porównać nastoletnią biegaczkę, która ma wielki talent, jest ładną blondynką i prawdopodobnie odnosić będzie wielkie sukcesy? Oczywiście do Therese Johaug. Trzeba jednak przyznać, że w tym przypadku to naprawdę uzasadnione. I to nawet jeśli pominiemy kwestie wyglądu obu (który zresztą nie do końca się zgadza, bo Frida jest o 10 centymetrów wyższa). Potwierdza to również Piotr Meissner:

– Widziałem niedawno tekst Thomasa Pettersona, szwedzkiego dziennikarza, który robił porównanie największych szwedzkich gwiazd i Therese Johaug. Wyszło w nim, że Charlotte Kalla w debiucie na MŚ była co najwyżej siódma, a Ebba Anderson plasowała się gdzieś w drugiej czy trzeciej dziesiątce. Jeśli chodzi o indywidualne biegi, to jedyną osobą, z którą dałoby się porównywać Fridę, była właśnie Johaug, bo w debiucie zdobyła brąz.

Frida jest już pod tym względem lepsza. Na koncie bowiem, oprócz indywidualnego brązu, ma też srebro. No i złoto w sztafecie. O nich jednak później, bo porównania nie zaczęły się w momencie, w którym pokazała się na mistrzostwach. Już dużo wcześniej Szwedzi twierdzili, że mają biegaczkę, mogącą zawojować świat i stać się ich bronią na przezwyciężenie norweskiej dominacji w tym sporcie. Zresztą zrobiła to już jako juniorka – w 2018 roku na mistrzostwach świata w swojej kategorii wiekowej zdobyła złoto i dwa brązowe medale. Rok później proporcje odwróciła: dwa razy była najlepsza, raz trzecia.

Najważniejszy wyścig? Muszę powiedzieć, że moje złoto na mistrzostwach świata juniorów. Czułam się tego dnia nie do zatrzymania i byłam dumna, że miałam odwagę, by oderwać się od reszty zawodniczek, już na początku biegu. To świetne uczucie, móc nazwać się mistrzynią – to wypowiedź z 2018 roku. W tym, po kolejnych dwóch złotych medalach, mówiła już tak: – Czuję się usatysfakcjonowana. Chciałam skupić się na swoim biegu, znaleźć odpowiednią techniką i myślę, że to mi się udało.

Wobec takich wyników nie dziwi, że już w zeszłym roku została trzecią osobą nagrodzoną stypendium Johana Olssona, byłego znakomitego biegacza. Frida dostała dzięki temu 50 tysięcy szwedzkich koron i mogła czerpać z doświadczenia Johana, który został jej mentorem. Olsson, zapytany dlaczego wybrano właśnie Fridę, mówił, że to sprawiedliwa decyzja, bo „już teraz jest niemal kompletną zawodniczką, wykręca nieprawdopodobne rezultaty i ma ogromny potencjał”. A co mówiła sama Frida?

Nie miałam pojęcia o tej decyzji. Jedynie trener powiedział mi, że mają dla mnie niespodziankę, a za rogiem stał Johan Olsson. Wtedy zrozumiałam, o co chodzi, bo dwa lata wcześniej to samo stypendium dostała Ebba [Andersson] i byłam przy tym. […] To stypendium wiele dla mnie znaczy. Nie jest łatwo zarabiać pieniądze, gdy jest się juniorem. Może dzięki temu nie będę już musiała szukać pracy na lato (śmiech). Świetne jest też to, że mogę pracować z Johanem, to znakomity wzór. Zresztą, mamy coś wspólnego – oboje pracujemy z tym samym trenerem przygotowania mentalnego.

W tym sezonie, korzystając z pomocy Olssona, postawiła kolejne kroki w swym rozwoju. Zaczęła rywalizować z seniorkami. I to z powodzeniem. Choćby na mistrzostwach kraju, gdzie na dziesięć kilometrów pokonała ją tylko Charlotte Kalla, a na dystansie krótszym o połowę przybiegła piąta. Dzięki temu powoli przebijała się do świadomości fanów i mediów. A gdy to już zrobiła, to porównania do Therese Johaug tylko przybrały na sile. Nie bez powodu.

Są trochę podobne. Frida jest nieco wyższa, ale obie mają jasne włosy i są szczupłe. Na trasie wygląda to już jednak inaczej: Frida dobrze radzi sobie w sprincie, ma więc szybkość, której Johaug brakuje – mówiła Mia Karlsson. Za to Torgeir Bjoern, były norweski biegacz, zauważał jeszcze jedną istotną rzecz: – Frida jest znacznie lepsza technicznie niż Therese, kiedy ta była w jej wieku.

Żeby się w tym upewnić, postanowiliśmy podobne pytanie postawić Piotrowi Meissnerowi. Jak więc wypada Frida Karlsson na tle Theresy Johaug? I czy Szwedka może stać się równie dominującą postacią w świecie narciarstwa biegowe, jak dziś Norweżka?

– Rzeczywiście, Frida na pewno biega bardzo ładnie. I klasykiem, i łyżwą, niewiele można jej tu zarzucić. Johaug ma zupełnie inny styl. Jej kadencja, jak ujęliby to kolarze, na podbiegach jest zdecydowanie wyższa. Robi znacznie więcej kroczków. Może biega nieco mniej ekonomicznie, ale ma niesamowitą wydolność. Czy Frida może zostać królową biegów? Tak, natomiast może nie jedyną, a jedną z kilku, bo np. Norwegowie wymieniają parę zawodniczek, które mogą w ich kadrze przejąć schedę po Johaug. Tu powstaje pytanie, jak to będzie z tą Fridą, czy się odpowiednio rozwinie. Myślę jednak, że Szwedzi nie popełnią błędów w prowadzeniu zawodniczki. Zresztą już teraz biega na znakomitym poziomie.

Z drugiego szeregu

Medale mistrzostw świata juniorów, świetne występy w biegach seniorskich w Szwecji, wielki potencjał i miano „nowej Johaug”. Już przed mistrzostwami świata kariera Fridy Karlsson zapowiadała się znakomicie.

A jednak, mimo tego wszystkiego, dla niedzielnego kibica biegów Frida przez dłuższy czas była postacią anonimową. Dlaczego? Ano dlatego, że Szwedzi nie śpieszyli się z wprowadzeniem jej do seniorskiej rywalizacji na najwyższym poziomie. Jeśli już biegała ze starszymi rywalkami, to w lokalnych zawodach, choćby wspomnianych mistrzostwach kraju. Poza tym rywalizowała głównie z juniorkami, które zwykle przerastała o kilka klas. Zresztą najlepiej świadczą o tym medale z mistrzostw świata juniorów, o których była już mowa. A skoro tam była najlepsza, to dlaczego wcześniej nie powołano jej do pierwszej kadry?

Chcemy, by zawodniczki rywalizowały w swoich grupach wiekowych. To długi proces. Frida nie zostanie gorszą biegaczką, nawet jeśli będzie biegać jeszcze przez rok w juniorach – mówił Magnus Ingesson, trener szwedzkiej kadry kobiet. Dodajmy, że zmuszony do takiej odpowiedzi został przez dziennikarzy po tym, jak nie powołał Fridy na Puchar Świata w Ruce, mimo że w szwedzkim tradycyjnym biegu Brusvallarnan (na dystansie 10 kilometrów) była druga, a wyprzedziła ją tylko Charlotte Kalla. Ta ostatnia zresztą też była tym nieco zaskoczona. Bo pamiętała własną karierę, gdy w sezonie 2006/07 jeździła na wybrane zawody Pucharu Świata, ale jej głównym celem były mistrzostwa świata juniorów. Jaki dało to efekt? Dość powiedzieć, że rok później wygrała Tour de Ski.

Starty w Pucharze Świata pomogły mi utrzymać się przy ziemi. Poczułam różnicę między startami wśród juniorów, a tymi w seniorskiej stawce. Nawet treningi z kadrą A w tamtym roku były dla mnie rozwijające – mówiła największa aktualnie szwedzka gwiazda biegów. Dużo ostrzej reagował z kolei Calle Halfvarsson, jej rodak, medalista mistrzostw świata, który ujął to krótko: – Jeśli Frida jest tak dobra i chce pojechać na Puchar Świata, powinna dostać taką możliwość.

Zdziwieni tym, że Frida nie dostała wtedy szansy, byli nawet Norwegowie. Ba, to w sumie mało powiedziane – eksperci w tamtejszych mediach zdawali się wręcz oburzeni tym, że nie będą mogli zobaczyć tak utalentowanej zawodniczki na biegowych trasach Pucharu Świata. W całym tym zamieszaniu ani razu głosu nie zabrała za to główna zainteresowana. Po prostu robiła swoje i akceptowała decyzje trenerów. A nawet gdyby przyszło jej do głowy je negować, to pewnie szybko do pionu ustawiłaby ją matka, która ze szkoleniowcami się zgadzała.

W końcu jednak Karlsson dostała szansę debiutu. Podobno miała otrzymać taką nieco wcześniej, ale akurat się rozchorowała. Ostatecznie wystartowała więc w Cogne, tydzień przed mistrzostwami świata seniorów, a już po swoich sukcesach na tych juniorskich. Tam w biegu na 10 kilometrów zajęła siódme miejsce. Jak na debiut – fantastyczne, ale…

– Była tam siódma, jednak nie było tam ani najlepszych Norweżek, ani najlepszych Szwedek, bo zabrakło np. Charlotte Kalli. Wygrała Kerttu Niskanen, która w mistrzostwach świata nic specjalnego nie pokazała, choć wpływ na to mogła mieć choroba. Choćby dlatego zaskoczeniem było to, że tydzień po tych zawodach forma Fridy tak wystrzeliła – mówił Piotr Meissner.

Sama Frida ze swojego debiutu… nie była do końca zadowolona. Tym razem wbrew trenerom i wszystkim ekspertom. Bo denerwowało ją to, że na ostatnich dwóch kilometrach nie była w stanie utrzymać mocnego tempa, jakie narzuciła sobie na początku. Ogólnie rzecz biorąc była to jednak „wspaniała zabawa”, jak to ujęła. Nie przypuszczała wtedy jeszcze, jak dobrze bawić się będzie w Seefeld.

Przełom

To historia najnowsza. Najkrócej rzecz ujmując: Frida Karlsson zawładnęła Seefeld, mimo że jedyne złoto, jakie zdobyła, to to ze sztafety. Inna sprawa, że dla Szwedów niesamowicie ważne – wygrali w niej pierwszy raz, pokonując największych rywali, czyli reprezentację Norwegii. Poza tym dołożyła jednak srebro i brąz na dystansach. W tym na tym najdłuższym, czyli 30 kilometrach.

Piotr Meissner:

– Nie przypominam sobie tak młodej dziewczyny, która wjeżdża na mistrzostwa i zgarnia trzy medale. Co najwyżej Astrid Jacobsen, która w Sapporo zdobyła złoty medal w sprincie i dwa w konkurencjach drużynowych. Jest to jakieś porównanie, bo była tam niespełna rok starsza niż Frida jest teraz. Natomiast jej kariera – z różnych powodów – nie rozwinęła się tak, jak pewnie Szwedzi spodziewają się, że rozwinie się kariera Fridy. Mimo tego, że Jacobsen trochę tych medali ma. Inna sprawa, że w sprincie młodej zawodniczce jest łatwiej niż w biegach dystansowych, gdzie mówi się, że optymalny wiek dla zawodniczki to pomiędzy 27 a 29 lat. Co tym bardziej imponuje, skoro Frida zrobiła takie wyniki mając 19 lat. Często trenerzy nawet nie puszczają tak młodych zawodniczek na 30 kilometrów, a ona wywalczyła tam brąz.

Z miejsca zanotowała też wzrost popularności. Najłatwiej zauważyć można go było po jej Instagramowym profilu. Ot, takie czasy. W kilka dni przybyło jej tam grubo ponad 30 tysięcy obserwujących. I do dziś dochodzą nowi. Zresztą akurat ona sporo tam wrzuca, więc jeśli chcecie lepiej poznać przyszłą mistrzynię biegów, to pewnie warto w to miejsce zajrzeć.

Oczywiście nie skończyło się na zainteresowaniu fanów. Z miejsca przykuła uwagę mediów i, przede wszystkim, sponsorów. Ci ostatni zgłaszać zaczęli się jeszcze przed końcem mistrzostw. Trond Blindheim, socjolog i ekspert ds. marketingu, na łamach szwedzkich mediów przewidywał, że Frida prędko stanie się wielką gwiazdą:

Ma charyzmę, a do tego jest jedyną Szwedką, która może powalczyć z norweską dominacją w biegach narciarskich. Ma potencjał na to, by generować duże zyski z umów sponsorskich, nawet większe niż Johaug, bo jest młoda i ma potencjał na zostanie największą narciarką w historii. Milionerką będzie jeszcze zanim skończy 20 lat – mówił. A Joern Ernst, który przez lata pracował z Therese Johaug, dodawał: – Jej największym błędem będzie, jeśli zgodzi się na wszystkie umowy. Musi starać wybrać się takich sponsorów, którzy dadzą jej więcej niż tylko pieniądze. W przeciwnym razie zabierze jej to mnóstwo energii.

Sama Frida mówiła, że zainteresowanie już nieco ją wyczerpuje, choć w tym samym czasie daje też mnóstwo pozytywnej energii. Katarina Medveczky, oficer prasowa szwedzkiej kadry, starała się więc ograniczać te kontakty. Ale było to trudne, skoro Frida została trzecią najmłodszą zawodniczką, która zdobyła medal mistrzostw, po Johaug i Barbarze Petzold. Zresztą komplementowali ją wszyscy, łącznie z rywalkami i koleżankami z kadry.

Bardzo zaimponowała mi Frida i jej występ. Od dawna widziałam w niej talent, ale jej przyjazd tutaj i to, że została numerem dwa, pokazuje, jak dobra jest ta dziewczyna i jaki potencjał ma – mówiła Therese Johaug. A Charlotte Kalla dodawała: – To, co zrobiła Frida, na tych mistrzostwach jest niesamowicie imponujące. Stawała się silniejsza i silniejsza z każdym kolejnym występem.

To zresztą tym ciekawsze, że ona sama… nie wierzyła w swoje szanse na debiut. Nawet jej mama mówiła, że to nie będą jej mistrzostwa, a Frida jedzie tam, by się nacieszyć tą atmosferą. Gdy jej córka zdobyła pierwszy medal, trudno było stwierdzić, która jest bardziej zaskoczona.

– Jestem w szoku. Nawet nie marzyłam o medalu. To przekroczyło jakiekolwiek oczekiwania, które miałam. Nie rozumiem, jak to się stało. Już na trasie, gdy widziałam, że dobrze mi idzie, miałam nadzieję na złoto, jak chyba każdy. Zdobyłam jednak srebro i niesamowicie się cieszę – mówiła Karlsson po biegu na 10 kilometrów. A złoto w sztafecie opisała krótko: – To niewyobrażalne, niesamowite. Wspaniale jest być częścią tego zespołu.

Dla Szwedów z kolei wspaniale jest mieć taką zawodniczkę. Bo, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, da im jeszcze mnóstwo radości.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix 

KOMENTARZE (2)