Dzień w polskim tenisie: Radwanska świętuje trzydziestkę, a Linette awans
Inne sporty

Dzień w polskim tenisie: Radwanska świętuje trzydziestkę, a Linette awans

Od wielu lat początek marca dla kibiców tenisa oznaczał dwie rzeczy: urodziny Agnieszki Radwańskiej i start wielkiego turnieju w Indian Wells. Najlepsza polska tenisistka w historii oczywiście urodziny dalej świętuje, dziś w dodatku okrągłe, trzydzieste – ale po raz pierwszy obchodzi je już jako sportowa emerytka. A impreza w Indian Wells, zgodnie z tradycją, już się zaczęła. Wieczorem mieliśmy dramat w trzech aktach, ale po niesamowitej walce Magda Linette zameldowała się w drugiej rundzie.

Agnieszka Radwańska przez ponad dekadę świadczyła o sile polskiego tenisa. Wzięła się kompletnie znikąd, a już na pewno nie z polskiego systemu szkolenia. Jej obecność w światowej elicie była tak samo logiczna, jak wejście Roberta Lewandowskiego z buta do wielkiego futbolu, czy jego imiennika Kubicy do Formuły 1. Dość powiedzieć, że kiedy Radwańska wygrała swój pierwszy turniej WTA, w sierpniu 2007 roku w Sztokholmie, to było to także pierwsze polskie zwycięstwo w imprezie tej rangi od 25 lat, kiedy swój ostatni z 15 turniejów ATP wygrał Wojciech Fibak.

Nawiasem mówiąc, większość rekordów Fibaka nie przetrwała próby czasu i skali talentu Radwańskiej. Wygrała więcej turniejów (20), dotarła dalej w Wielkim Szlemie (finał vs ćwierćfinały), w turnieju Masters zdołała triumfować (Fibak dotarł do finału), osiągnęła wyższe miejsce w rankingu (najwyżej 2. pozycja, WF nigdy nie wspiął się powyżej 10. pozycji).

Po serii kontuzji i urazów, w listopadzie, w wieku 29 lat powiedziała: dość. Odeszła na zasłużoną emeryturę, choć w domu długo nie wysiedziała i teraz wywija na parkiecie w „Tańcu z Gwiazdami”. Trzydziestkę świętowała więc na sportowo, ale nie z rakietą na korcie w Kalifornii, tylko na parkiecie, szykując się do kolejnego występu w tanecznym show.

A tymczasem w Indian Wells już grają. Z polskiej perspektywy – póki co mamy rollercoaster. Najpierw w eliminacjach Iga Świątek ograła wyżej notowaną Larę Arruabarrenę, budząc nadzieje na kolejny świetny występ. Potem była faworytką w starciu z Ysaline Bonaventrue, ale przegrała i nie awansowała do zasadniczej imprezy.

Dziś przygodę w głównej drabince zaczęła jej starsza koleżanka z reprezentacji – Magda Linette. Oczywiście, trudno po niej oczekiwać powtórki wyniku Agnieszki z 2014 roku, kiedy osiągnęła finał, ale – jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Najwyżej notowana Polka (#92) mierzyła się z lepszą o ponad 50 miejsc Chorwatką Petrą Martić. Różnicy klas na korcie nie było. Była za to piekielnie zacięta walka, od pierwszej do ostatniej piłki. Kiedy już się wydawało, że jest po meczu, bo Polka prowadziła 6:5, serwowała i miała trzy piłki meczowe, Magda dała się zwycięstwu wymknąć z rąk po raz pierwszy. Potem prowadziła 3:0 w tie-breaku i znów roztrwoniła przewagę. Ostatecznie zdołała jednak wyszarpać wygraną i zameldowała się w drugiej rundzie. To oznacza dla niej solidny zastrzyk gotówki i 35 punktów rankingowych. O trzecią rundę powalczy z siódmą rakietą świata Kiki Bertens. Żeby marzyć o wygranej, będzie musiała zagrać znacznie bardziej jak dzisiejsza jubilatka.

Fot. Piotr Kucza/400mm

KOMENTARZE (1)