Sąd nad Realem
Hiszpania

Sąd nad Realem

Nieskuteczność. Brak kreatywności w pobliżu pola karnego przeciwnika. Opieranie ataków w największej mierze na nierównym osiemnastolatku. Fatalna dyspozycja najdroższego piłkarza w dziejach klubu. Barcelona uznała dziś Real Madryt winnym wszystkich tych czynów i skazała na kolejny rok oczekiwania na mistrzostwo Hiszpanii. Wyrok wykonał w 26. minucie meczu na Santiago Bernabeu Ivan Rakitić.

Cztery lata i cztery miesiące to w piłce nożnej potężny szmat czasu. Cztery lata i cztery miesiące temu Krzysztof Piątek miał trzy gole w polskiej I lidze. Zlatan Ibrahimović budził postrach wśród defensyw Ligue 1. 

Niemal równo cztery lata i cztery miesiące temu po raz ostatni Realowi udało się w lidze nie przegrać z Barceloną na własnym stadionie.

Brzmi to aż niewiarygodnie, że niemoc Królewskich w ich domu może trwać aż tak długo. Że najbardziej znienawidzony przeciwnik od czterech sezonów przyjeżdża na Avenida Concha Espina jak po swoje i zawsze wraca z kompletem punktów. Jeśli rozszerzyć to na wszystkie rozgrywki, mowa o bilansie sześciu porażek w siedmiu ostatnich starciach na Bernabeu. O czterech przegranych do zera. O ostatnim golu strzelonym Blaugranie w krajowym superpucharze 321 minut temu.

Jednocześnie patrząc na grę Realu w dzisiejszym meczu brzmi to tak… logicznie. Gdyby – jak napisał na Twitterze Kamil Gapiński – kazać kibicom na stadionie siedzieć i czekać nie na końcowy gwizdek, a na bramkę Realu, wielu padłoby z głodu. Potrafimy sobie przypomnieć wiele klasyków, w których Królewscy osiągali gorsze wyniki, ale stworzyli zdecydowanie więcej zagrożenia, zmusili rywali do znacznie większego wysiłku. Dziś Pique i Lenglet poza kilkoma pojedynczymi momentami nie musieli dokonywać rzeczy wielkich, a Marc-Andre Ter Stegen właściwie nie dał dziś kolejnego dowodu swojej przynależności do bramkarskiej czołówki. Bo ten po prostu nie był potrzebny, by zatrzymać ekipę z Madrytu.

Gdy bowiem myślimy o najgroźniejszych momentach Realu, do głowy przychodzi strzał Viniciusa odbity przez niemieckiego bramkarza w siatkarskim stylu, a także pożar, jaki we własnym polu karnym wzniecili zawodnicy Barcy. Konkretnie – Ivan Rakitić zwlekający zbyt długo z wybiciem i dający sobie odebrać futbolówkę. Na miejscu był jednak Lenglet, zdołał zablokować uderzenie Viniciusa Juniora, pod którego nogami znalazła się piłka.

Reszta szans jeśli podwyższyła tętno kibiców Barcelony, to naprawdę nieznacznie. Strzał Modricia w pierwszej połowie – zablokowany. Wykończenie Benzemy po wrzutce z prawej strony, gdy na piątym metrze przed bramką Ter Stegena znalazł się kompletnie sam – dramatyczny kiks. Uratowała go uniesiona chorągiewka sędziego asystenta, inaczej trudno by mu było wybaczyć taką mijankę. Vinicius owszem, robił dużo wiatru, ale z każdą kolejną akcją był coraz łatwiej czytany przez rywali. Sergi Roberto doszedł w tym do takiej perfekcji, że momentami ustawiał się w ciemno i przechwytywał piłki od Brazylijczyka z niebywałą lekkością. Jak to on ma w zwyczaju – znów zagrał doskonałą partię w El Clasico. Więcej niż pomysłów na strzelenie gola było agresji. W sytuacji jak ta z końcówki pierwszej połowy, gdy Ramos zdzielił ręką Messiego, ocierającej się wręcz o boiskowe chamstwo.

Najlepszą recenzję występu Garetha Bale’a zafundowali nam z kolei kibice Realu, którzy Walijczyka bezceremonialnie wygwizdali, gdy w 61. minucie schodził z placu gry. I tak jak Barcelona dokonała sądu nad Realem, tak kilkudziesięciotysięczna ława przysięgłych wydała jednoznaczny wyrok w sprawie Bale’a.

Konkretu, którego przez całe spotkanie kompletnie nie potrafił dać Real, dał Ivan Rakitić. Tym razem to on, a nie Leo Messi, okazał się być katem. To on uruchomił gilotynę, gdy precyzyjną podcinką po dwójkowej akcji z Sergim Roberto pokonał Thibauta Courtoisa – czego zresztą wcześniej, w bliźniaczo podobnej sytuacji, nie udało się zrobić Argentyńczykowi.

Messi nie dopisał więc szesnastego gola na Bernabeu, choć był tego bliski i we wspomnianej sytuacji, i już na samym finiszu, gdy dostał piłkę idealną. Miał ją na lewej nodze. Miał ją w miejscu, z którego zdobył już dziesiątki goli. A jednak, gdy wszyscy widzieli już dwójkę wskakującą na tablicę wyników, on minimalnie przestrzelił. Swoich okazji nie potrafił przekuć w coś wymiernego również Luis Suarez. Urugwajczyk w idealnej dyspozycji po minięciu Courtois w sytuacji sam na sam kierowałby piłkę do pustej bramki, dziś zamiast tego wygonił się do linii. Zbyt łatwe zadanie zadał Belgowi także uderzając z czystej pozycji tuż zza szesnastki. 

Pojedynczy cios wyprowadzony przez Rakiticia wystarczył. Wyrok został wykonany. Real Madryt stracił już szansę na mistrzostwo Hiszpanii, Barcelona zdaje się kolejny tytuł mieć już właściwie na wyciągnięcie ręki.

Real Madryt – FC Barcelona 0:1
Rakitić 26’

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (11)