Czasy się zmieniają, a on wciąż wygrywa – Federer właśnie wywalczył setny tytuł
Inne sporty

Czasy się zmieniają, a on wciąż wygrywa – Federer właśnie wywalczył setny tytuł

Sto to już poważna liczba. Wyobraź sobie, że zrobisz coś z powodzeniem sto razy – niezależnie co to będzie – sto dobrze napisanych tekstów, sto ciekawych wpisów na Facebooku, sto pięknych zdjęć na Instagramie, czy z zupełniej innej beczki – sto sukcesów w pracy i sto podwyżek (życzymy i wam, i sobie), sto niezapomnianych imprez, czy sto dobrze wybranych seriali na Netflixie. Nieważne, co to będzie – istotne jest to, że jeśli coś uda się sto razy, to musi o czymś świadczyć. Roger Federer właśnie wygrał setny zawodowy turniej, dołączając do najbardziej elitarnego tenisowego Klubu 100 (dwuosobowego).

O finale w Dubaju nie ma się co za bardzo rozpisywać. Odbył się, Federer wygrał w dwóch setach po 6:4. To wcale nie było oczywiste, bo po drugiej stronie siatki stał gość, którego już niektórzy okrzyknęli „drugim Federerem”, czy też jego następcą. Stefanos Tsitsipas to rewelacyjny 20-latek z Grecji, który od poniedziałku zadebiutuje w pierwszej dziesiątce rankingu. To on w styczniu wyeliminował Federera w 4. rundzie Australian Open, zatrzymując się dopiero w półfinale na Rafie Nadalu. W Dubaju w ćwierćfinale Grek pokonał w trzech setach naszą tenisową nadzieję – grającego najlepszy tenis w życiu Huberta Hurkacza. W półfinale uporał się z Gaelem Monfilsem. Dziś jednak nie dał rady Federerowi. I dobrze – on się jeszcze w życiu nawygrywa, a Szwajcara coraz bardziej goni czas. Mistrz z Bazylei za kilka miesięcy skończy 38 lat, na zawodowych kortach jest od ponad dwóch dekad, a dokładniej mówiąc od roku 1998, czyli tego, w którym urodził się wspomniany Tsitsipas.

Dziś Federer wygrał swój pierwszy turniej w 2019 roku. W ten sposób automatycznie zabezpieczył się przed nieszczęściem, jakim jest sezon bez pucharu. Od razu uspokajamy: od kiedy wygrał pierwszy turniej w 2001 roku, przytrafił mu się taki rok tylko jeden (2016), co samo w sobie jest już osiągnięciem absolutnie oszałamiającym. Właśnie, 2001 rok i pierwsza wygrana – w takim dniu warto sobie powspominać, choć przecież początek XXI wieku to jakaś prehistoria. Aby to sobie uświadomić jeszcze wyraźniej, napiszemy, że działo się to mniej więcej w tym samym czasie, w którym reprezentacja Jerzego Engela szykowała się do decydujących meczów eliminacji azjatyckiego mundialu i w towarzyskim spotkaniu na Cyprze demolowała 4:0 Szwajcarię (Dudek w bramce, Kłos, Zieliński, Żewłakow i Hajto w obronie, Koźmiński, Świerczewski, Karwan i Zdebel w pomocy, a na szpicy Kryszałowicz i Olisadebe).

Właśnie wtedy niespełna 20-letni Federer, 27. w światowym rankingu, zameldował się w Mediolanie. W pierwszej rundzie ograł Rainera Schuettlera, w drugiej Cyrila Saulniera (po zaciętych trzech setach), w ćwierćfinale grającego z dziką kartą Gorana Ivanisevicia, a w półfinale siódmego w rankingu Jewgienija Kafielnikowa. W finale już czekał Julien Boutter, zawodnik z okolic siódmej dziesiątki listy ATP. Federer wygrał 6:4, 6:7 (4-7), 6:4, zapewniając sobie pierwszy tytuł w karierze.

2001

Jasne, już wtedy uważany był za wielki talent i eksperci wróżyli mu dużą karierę, ale gdyby wtedy w Mediolanie, wieczorem 4 lutego 2001 roku, ktoś mu powiedział, że w ciągu kilkunastu lat dołoży jeszcze 99 tytułów, w tym 20 wielkoszlemowych, niezawodnie zostałby uznany za wariata. Do tej pory przecież w całej w historii tenisa tylko jeden człowiek przekroczył setkę singlowych tytułów – to Jimmy Connors, grający w latach 1972-1996, którego licznik dobił do 109.

To dla mnie absolutne spełnienie marzeń. Jestem zachwycony. To wspaniała sprawa, że wygrałem tu po raz ósmy i jednocześnie wywalczyłem setny tytuł – mówił dziś Roger Federer na korcie w Dubaju, wyraźnie wzruszony. Dobra, zdajemy sobie sprawę, że to niezbyt odkrywcze zdania, w zasadzie było wiadomo, że powie coś w tym stylu. Ale umówmy się, że Szwajcar mógłby do końca kariery nie powiedzieć ani słowa, bo przemawiają za niego wyniki.

Dla porządku dodajmy: Agnieszka Radwańska, która miała fantastyczną karierę, wyszarpała przez kilkanaście lat 20 tytułów WTA. Jeśli chodzi o cykl ATP, od czasów Wojciecha Fibaka (15 zwycięstw w singlu i 52 w deblu w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych), żaden Polak nie zdołał sięgnąć po tytuł… To robi wrażenie.

Panie Federer, czapki z głów!

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (0)