Haye: Kibice boksu są coraz bardziej spragnieni krwi. To jest chore
Inne sporty

Haye: Kibice boksu są coraz bardziej spragnieni krwi. To jest chore

David Haye to jeden z najbardziej utytułowanych europejskich bokserów ostatnich lat. W wadze junior ciężkiej zdobył niemal wszystko, co było do zdobycia: najpierw pas mistrza Europy, a potem tytuły mistrza świata aż trzech federacji.

Kiedy zrobiła się dla niego za ciasna, przeszedł do królewskiej kategorii. A w niej porwał się na pojedynek z gigantycznym Nikołajem Wałujewem. Po niezwykle zaciętej walce odebrał mu pas czempiona WBA. Tytuł obronił dwa razy, zanim podjął najtrudniejsze możliwe wyzwanie: starcie z Władymirem Kliczką o trzy pasy wagi ciężkiej. Niedawno zakończył karierę i cieszy się sportową emeryturą, choć w gymie i tak jest codziennie. Właśnie tam przeprowadził kilka treningów z Elżbietą Wójcik i Natalią Marczykowską, polskimi pięściarkami z Team 100. Tam także spotkał się z nami, udzielając dużego wywiadu do programu „Ciosek na wątrobę”.

Ja się nazywam Ciosek, a nasz program to Ciosek na wątrobę. Zacznijmy więc od ciosów na wątrobę. Czy przyjąłeś w swojej karierze jakieś? I co generalnie sądzisz o takich uderzeniach?

Świetny tytuł programu, podoba mi się! Jeśli chodzi o ciosy na wątrobę, to przyjąłem ich setki, jeśli nie tysiące przez te wszystkie lata. To nigdy nie jest dobre i zawsze boli. Nauczyłem się, że jeśli w trudnej, zaciętej walce zdołasz zadać trzy, cztery ciosy na wątrobę, to sprawisz że twój rywal stanie się wolniejszy, co da ci przewagę.

Co najlepiej pamiętasz z całej kariery? Która walka była najważniejsza?

Każda miała w sobie coś wartego zapamiętania. Wielkie pojedynki zostały lepiej zapamiętane przez kibiców, bo były pokazywane w telewizji, ludzie o nich rozmawiali – wiecie, to te walki o mistrzostwo świata. Ale ja pamiętam doskonale wcześniejszy pojedynek – z Giacobbe Fragomenim o pas mistrza Europy. Po tym, jak go pokonałem, on został mistrzem świata WBC. Ale ta walka była ważna dla mnie, bo w amatorskiej karierze przegrałem z nim w Niemczech 1:10. Moim zdaniem sędziowie nie mieli racji. Kilka lat później miałem szansę zmierzyć się z nim ponownie. Tym razem go znokautowałem. To była bardzo trudna walka, on był bardzo silny, miał świetną obronę i wyjątkowo mocą szczękę. W siódmej rundzie trafił mnie i spowodował bardzo głębokie rozcięcie. W dziewiątej na szczęście przebiłem się przez jego szczelną defensywę i pozbawiłem go przytomności. To zwycięstwo dało mi pozycję oficjalnego pretendenta do tytułu mistrza świata wagi junior ciężkiej. Pamiętam to także dlatego, że to była piekielnie ciężka fizycznie walka, musiałem dać z siebie naprawdę wszystko. Tak naprawdę to był pierwszy taki przypadek w mojej karierze. Wtedy sobie uświadomiłem, że jeśli chcesz coś osiągnąć w boksie, zostać mistrzem świata, musisz przejść przez piekło.

Jak ważne w boksie jest zrewanżowanie się za porażkę?

To zawsze dobra motywacja dla każdego sportowca: kiedy przegrasz, chcesz otrzymać szansę by pokazać na co cię stać w rewanżu. Moja ostatnia walka też byłem rewanżem, jednak przegrałem z Tonym Bellew. Ale pamiętam, że nie potrzebowałem absolutnie żadnej dodatkowej motywacji, do rewanżu byłem dużo bardziej zmotywowany niż do naszej pierwszej walki. Dałem z siebie wszystko, ale to nie wystarczyło. Każdy bokser w pewnym momencie dochodzi do etapu, w którym ciało odmawia zrobienia tego, czego oczekuje mózg. To mi się przytrafiło tamtej nocy. Zostałem pokonany i pobity, co było dla mnie czymś nowym i oczywiście niezbyt miłym. Dlatego zdecydowałem opuścić ring i zakończyć karierę.

Czy jest coś, czego żałujesz, patrząc wstecz na swoją karierę?

Nie. Wykorzystałem każdą szansę, którą otrzymałem. Zawsze się spieszyłem, nie było żadnej propozycji dużej walki, którą bym odrzucił. Trenowałem ciężko, dawałem z siebie wszystko. Czasem wygrywasz, czasem przegrywasz. Ale nie jestem człowiekiem, który patrzy wstecz i mówi: gdybym zrobił to, czy tamto; szkoda, że tego nie zrobiłem. Ja nauczyłem się akceptować fakt, że przeszłość to przeszłość i po prostu patrzę w przyszłość.

Dziś mamy trzech mistrzów wagi ciężkiej: Anthony Joshua, Deontay Wilder i Tyson Fury. Kibice nie mogą się doczekać pojedynków pomiędzy nimi. Z twojego punktu widzenia: co może zrobić pięściarz, żeby doprowadzić do konkretnej walki?

To bardzo ważne, żeby teamy obu pięściarzy słuchały zawodników. Team ma pracować dla boksera. Menedżer, trener, promotor, agent – oni muszą robić to, czego potrzebuje ich zawodnik.

Ja miałem to szczęście, ze sam kontrolowałem swoją karierę. Czasem podejmowałem decyzje wbrew doradcom i zawsze wychodziło, że miałem rację. Ja zawsze chciałem największych możliwych pojedynków, zawsze. Dlatego kilka moich mistrzowskich walk wypełniło stadiony piłkarskie i świetnie się sprzedało w pay-per-view.

Musisz wycisnąć ze swojej kariery jak najwięcej, bo masz ją tylko jedną. Niech twoje walki mają znaczenie, bo na koniec nikogo nie interesuje ile zarobiłeś, tylko z kim walczyłeś, jakie wielkie pojedynki toczyłeś. Dziś niektórzy bokserzy pozwalają swoim teamom, żeby kierowali ich karierą najlepiej pod kątem finansów, a niekoniecznie sportowych wyzwań. Wybierają bezpieczne walki.

To jest tak: możesz zmierzyć się z mistrzem świata i zarobić dziesięć milionów. Brzmi świetnie. Ale możesz też stoczyć walkę ze średniakiem za sześć milionów i toczyć trzy takie pojedynki w roku. Ludzie zajmujący się twoimi interesami powiedzą: chwila, to się bardziej opłaca, nie musisz brać tej ryzykownej walki. Ale bokser powinien w tym miejscu zaprotestować: nie, ja chcę być numerem jeden, mistrzem świata! To tak, jakby Arsenal powiedział, że nie będzie grał z Manchesterem United. Albo Federer z Nadalem, a Nadal z Djokoviciem. Trzeba walczyć z najlepszymi, choć czasem wygrasz, a czasem przegrasz. Joe Frazier pokonał Alego, Ali pokonał Fraziera. Norton pokonał Alego, Ali pokonał Foremana, Foreman pokonał Nortona. Musisz podjąć wyzwanie, żeby wygrać. Nie mielibyśmy tej wspaniałej ery wagi ciężkiej, gdyby mistrzowie nie walczyli ze sobą nawzajem, gdyby wybierali najłatwiejsze rozwiązania. Wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani, kiedy niedawno doszło do walki Deontaya Wildera z Tysonem Furym. To była wspaniała sprawa dla wagi ciężkiej. Teraz musi dojść do rewanżu, kto wygra zmierzy się z Joshuą i dowiemy się, kto jest numerem jeden.

Skoro mowa o walce Wilder – Fury, czy zgadzasz się z werdyktem sędziów punktowych?

Punktowałem tę walkę i oczywiście było blisko na kartach. Mimo dwóch nokdaunów, u mnie Fury prowadził jednym czy dwoma punktami. Ale to on był pretendentem. Nie czułem, że odebrał Wilderowi tytuł, był blisko porażki przed czasem w ostatniej rundzie. Kto spowodował większe obrażenia rywala? Powiedziałbym, że Wilder. Kto zdobył więcej punktów? Fury. Remis był ok, nie idealny, trochę kontrowersyjny. Ale teraz muszą zrobić rewanż, obaj zarobią dużo pieniędzy, a kibice dostaną kolejną świetną walkę.

Czego się spodziewasz po ich drugim starciu?

To będzie twarda walka. Obaj się poprawią w stosunku do pierwszego starcia. Wilder nie będzie pudłował tak wielu ciosów, a Fury będzie po prostu lepszym bokserem, z lepszym wyczuciem czasu. Myślę, że to będzie naprawdę pojedynek, w którym szanse są 50-50.

Inna ważna walka na horyzoncie w wadze ciężkiej to debiut Anthonyego Joshuy w USA i pojedynek z Jarellem Millerem. Amerykanin to potężny gość, ważący 140 kilogramów. Ty miałeś okazję walczyć z takim olbrzymem, Nikołajem Wałujewem. Jak powinien się przygotować AJ do takiego wyzwania?

Myślę, że AJ musi po prostu pozostać przy swoim boksie. On świetnie boksuje z dystansu, ma dobry zasięg, znakomite proste. Nie musi stać blisko i iść na wymiany, powinien wykorzystać swoje atuty. Miller jest niższy, ale to bardzo ciężki, wielki gość. Nie można z nim się bić. AJ powinien go zmęczyć w pierwszych rundach, wykorzystać lepszą technikę, a potem spróbować zakończyć walkę przed czasem. Ale w początkowych starciach będzie musiał być bardzo ostrożny. Każdy tak wielki gość w wadze ciężkiej może spowodować ogromne obrażenia.

Ty znasz tych wszystkich mistrzów. Sparowałeś z Wilderem, dwa razy miałeś walczyć z Furym, Joshua to oczywiście mistrz olimpijski. Który twoim zdaniem jest najlepszy?

Jedyny z czystym rekordem to AJ. Obaj pozostali mają na koncie remis. Zdecydowanie wydaje mi się, że Joshua z trzema pasami jest teraz numerem jeden. Pozostali dwaj są tuż za nim.

A kilka kroków za nim jest Polak, Adam Kownacki. Czy widziałeś jego niedawną walkę z Washingtonem?

Tak, widziałem. Spodziewałem się, że Kownacki przegra przed czasem, bo Washington to świetny puncher, wielki gość. Przecież on sprawił poważne problemy Wilderowi. Ale polski twardziel – cóż, nie wygląda za dobrze, fizycznie, estetycznie, nie jest wyrzeźbiony jak Joshua – ale potrafi walczyć. Zdecydowanie, potrafi walczyć. Zadał mnóstwo ciosów, lewy sierp zrobił robotę. Myślę, że świetnie się przedstawił, jako jeden z 10 najlepszych ciężkich na świecie. To było naprawdę mocne, imponujące wejście do czołówki. W USA jest wielka polska społeczność, zwłaszcza w Chicago. Dziś Kownacki może już wyprzedawać hale, jak kiedyś Tomasz Adamek.

Możesz sobie wyobrazić Kownackiego w walce o mistrzostwo świata?

Jak najbardziej. Ma wielkie szanse na taki pojedynek. Myślę, że może jeszcze 1-2 walki. Jaki ma rekord? 18-0. To naprawdę świetny bilans. Jeszcze chwila i będzie gotowy na mistrzów.

Czy będzie w stanie wygrać z którymś z nich?

Wszystko jest możliwe, to jest waga ciężka. Hashim Rahman znokautował Lennoksa Lewisa. Takich przypadków było więcej. Buster Douglas wygrał z Mikiem Tysonem, Spinks pokonał bezdyskusyjnego mistrza Muhammada Alego. W wadze ciężkiej nie ma rzeczy niemożliwych, jeden cios może wszystko zmienić. Kownacki jest silny, zadaje mocne uderzenia. W najbliższych miesiącach musi trenować ciężko, dużo czasu spędzać w gymie i pozostać głodnym sukcesu. Może powinien porozmawiać z Tomaszem Adamkiem o tym, jak być profesjonalnym bokserem wagi ciężkiej. Adamek ma doświadczenie, walczył z Witalijem Kliczką i wszystkimi najlepszymi, niestety był trochę za mały na tę wagę. Kownacki jest duży, jest prawdziwym ciężkim. Jest największą szansą polskiej wagi ciężkiej.

Właśnie, Tomasz Adamek – czy kiedykolwiek było blisko waszej walki?

Kilka razy o tym rozmawialiśmy, ale nie doszło do tego z jednego powodu. Kiedy zdobyłem wszystkie pasy w wadze junior ciężkiej, zwakowałem je i poszedłem do wagi ciężkiej. Trochę szkoda, bo to byłaby dobra walka. Jesteśmy tej samej wielkości, mamy podobne, ekscytujące style, mnóstwo kibiców.

W wadze junior ciężkiej znów mamy jednego boksera z wszystkimi pasami – Ołeksandra Usyka. Ukrainiec prawdopodobnie przenosi się jednak do wagi ciężkiej. Czy to dobry ruch?

Świetny. Tutaj nic więcej nie może zrobić, pokonał już wszystkich. W wadze ciężkiej powinien stanąć do walki z rywalami z Top 10. Może z waszym gościem? To by była wielka walka. Usyk to Rosjanin?

Ukrainiec.

Może w takim razie lepiej z Powietkinem! Rosja kontra Ukraina. Oni się nie kochają. Usyk to znakomity bokser, robi świetną robotę, to profesjonalista.

W wadze ciężkiej jest kilku świetnych młodych bokserów: Filip Hrgović, Efe Ajagba, Daniel Dubois, Nathan Gorman. Który z nich ma największe papiery na wielką karierę? Zwłaszcza dobrze znasz Hrgovicia, z którym sparowałeś. Jak go oceniasz?

Bardzo wysoko. Sparowałem z nim i był znakomity, ma wielkie serce, świetną kondycję i dobrą szczękę. Daniel Dubois to kolejny supermłody gość z potężnym ciosem. Jest wielu bardzo dobrych młodych ciężkich.

Porównując te czasy do lat dziewięćdziesiątych, czy ostatniej dekady. Czy to teraz jest złota era wagi ciężkiej?

Ja pamiętam trylogię Evender Holyfield – Riddick Bowe, czasy, kiedy Lennox Lewis był mistrzem, a Andrzej Gołota robił te swoje szalone rzeczy – to dla mnie była złota epoka. Ja wtedy dorastałem, to byli dla mnie bokserscy bogowie. Wciąż kocham tamte wspaniałe czasy, Mika Tysona. Ale dziś mamy wszystkie te same składniki: trzech świetnych mistrzów, całą grupę znakomitych młodych. Ja pracuję z Dereckiem Chisorą, który chce wrócić do gry w wadze ciężkiej. Mamy bardzo ekscytujące czasy.

20

Czy Chisora może się zmierzyć z Josephem Parkerem?

Nie jestem pewny. Jeśli Parker będzie dostępny, Derek się z nim zmierzy. Ale wydaje mi się, że Parker tej walki nie chce.

Brytyjski boks bez dwóch zdań ma się świetnie, macie mistrzów świata, pełne stadiony, medale olimpijskie. Jak to robicie?

Bez wątpienia ma to związek z igrzyskami olimpijskimi 2012, które mieliśmy w Londynie. Stamtąd mamy młodych bokserów, złoto zdobył Anthony Joshua. Boks zaczął się częściej pojawiać w telewizji, młodzież zobaczyła nowych mistrzów i tak to się zaczęło nakręcać. Ale wszystko zaczyna się od boksu amatorskiego, który w Anglii radzi sobie świetnie. Więcej dzieciaków trafia do klubów bokserskich, dzięki czemu mamy potem więcej dobrych zawodowców. W rezultacie telewizje pokazują więcej boksu, płacą więcej bokserom, więcej ludzi chodzi na gale, płaci za oglądanie boksu. Cała bokserska ekonomia jest odpowiednio stymulowana.

Pytamy, bo zdaje się, że potrzebujemy jakiejś rady. Kiedyś byliśmy mocną nacją w boksie, z każdych igrzysk przywoziliśmy kilka medali. Ostatni był jednak w 1992 i szczerze mówiąc, nie bardzo widać nadzieję na zmianę tego stanu rzeczy.

Wszystko zaczyna się od amatorskich ringów. Potrzeba dobrych trenerów, którzy będą pracowali z reprezentacjami amatorskimi. Przecież wy, Polacy, macie odpowiednie warunki fizyczne, odpowiednie geny, by być mistrzami. Potrzebujecie tylko właściwego szkolenia, dobrych trenerów, dobrych nauczycieli. Może warto pomyśleć o zatrudnieniu świetnego szkoleniowca z Kuby albo z USA, który pomoże wam przekształcić talenty w medale?

Ile to kosztuje?

Bo ja wiem? Można zatrudnić bardzo dobrego trenera za powiedzmy 100 tysięcy dolarów rocznie. Dwóch, trzech trenerów z powodzeniem wystarczy, więc za pół miliona dolarów możesz mieć znakomitych szkoleniowców na rok czy dwa. To powinno pozwolić znaleźć talenty i włączyć się do walki o medale. To nie jest duży wydatek, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak dużą wartość potrafi wykreować medal olimpijski.

Nawet w Anglii jest wielu dobrych polskich bokserów, ale oni mogą być dobrymi amatorami, rzecz w tym, że brakuje infrastruktury. Na pewno świetnym pomysłem jest działanie Polskiej Fundacji Narodowej, która stworzyła Team 100. Właśnie takiego finansowania potrzeba w sporcie, aby pozwolić amatorom trenować na pełny etat. Ja, jako dzieciak, trafiłem do programu Sport England. Płacili mi za to, żebym trenował, nie musiałem pracować, martwić się o rachunki. Każdy dzieciak, który będzie wystarczająco dobry i zostanie wybrany, by reprezentować kraj w boksie, powinien mieć zapewnione wszystko, by mieć spokojną głowę i skupić się tylko na sporcie.

Ja od 18. roku życia byłem tak naprawdę zawodowym bokserem, nawet jeszcze jako amator. Mogłem jeździć po świecie, trenować z najlepszymi i stać się tym, kim jestem dzisiaj. Myślę, że takie programy to coś niezbędnego do stworzenia kolejnej generacji polskich mistrzów.

Skoro mówimy o dzisiejszych młodych bokserach, czy myślisz, że teraz jest inaczej niż 10 czy 20 lat temu? Dziś mają mnóstwo spraw, które mogą odwracać ich uwagę od sportu, jak choćby media społecznościowe.

Dobre pytanie. Myślę, że tak. Mamy inne czasy, nową erę mediów społecznościowych, cały czas każdy znajduje się pod mikroskopem. To może sprawić, że talent się nie rozwinie. Ludzie tak się obawiają, żeby źle nie wypaść, że nie podejmują ryzyka. Kiedy zawodnik wie, że sparing jest filmowany, nie spróbuje nic nowego, bo boi się, że głupio to będzie wyglądać na Facebooku… To ogranicza. Czasem lepiej wyłączyć media społecznościowe i wyrwać się z systemu, by się rozwijać. Czy możesz sobie wyobrazić Mika Tysona, który by ciągle siedział na Snapchacie i Facebooku? To by mu z pewnością nie pomogło, nie byłby takim samym typem zwierzęcia. To na pewno nie pomaga.

Artur Szpilka, były pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej, przyznał u nas w programie, że jest uzależniony od mediów społecznościowych. Przed walką zdecydował się odciąć od internetu, przekazał prowadzenie stron narzeczonej. W jakiś sposób to pomogło.

Robiłem tak samo. Miałem ekipę ludzi, którzy robili to za mnie, co oszczędzało mi wiele energii. I tak spędzałem w mediach społecznościowych zdecydowanie za dużo czasu. Kiedy ja zaczynałem karierę, tak naprawdę nie było internetu, Facebooka, innych mediów społecznościowych. Nikt nie miał smartfona, bo w ogóle jeszcze nie było czegoś takiego. To coś, co ogromnie rozprasza, a w żaden sposób nie pomaga. Nie staniesz się lepszym bokserem, lepszym sportowcem, marnując czas w smartfonie.

A propos starych czasów: siedzimy w twoim gymie w Londynie i muszę przyznać, że to miejsce z niesamowitym, oldschoolowym klimatem. Jak je stworzyłeś?

Jestem tu od prawie 10 lat. Zawsze chciałem mieć gym, w którym jest wszystko, czego potrzebuję i nic więcej. Trenuję tu tylko ja, czasem moi przyjaciele. Jest cicho, spokojnie, więcej osób zagląda tylko na sparingi. To jest prywatny gym, nikt niepowołany o nim nie wie. Mnóstwo ludzi bardzo by się zdziwiło, gdybyś im powiedział, że ja tutaj trenuję. Mam tu garaż, biuro, kuchnię. Czasem wpadają przyjaciele, żeby potrenować. Kocham to miejsce.

Niedawno zakończyłeś karierę, ale wciąż trenujesz, trzymasz formę.

Tak, lubię trenować codziennie. Chcę być pewny, że jestem zdrowy. To ważne, żeby ciało i umysł wciąż były odpowiednio ostre.

26

Przeprowadziłeś kilka treningów z polskimi bokserkami z Teamu 100. Czy myślisz o tym, żeby na poważnie zająć się trenowaniem?

Nie, nie sądzę. Oczywiście będę miał powiązania z boksem, ale nie na pełny etat. Żeby być dobrym trenerem, musisz się temu w całości poświęcić, to kosztuje mnóstwo czasu i energii. Poświęciłem wiele lat na boksowanie. Teraz jestem na emeryturze i mogę się zająć moją rodziną, która jest dla mnie najważniejsza.

Karierę zakończyłeś po porażce w rewanżowej walce z Tonym Bellew. Ale nie ogłosiłeś decyzji od razu, najpierw dobrze się zastanowiłeś. Miałeś wątpliwości?

Wiedziałem od razu, chociaż nie chciałem tego zaakceptować. Czułem, że już nie będę boksował. Ale nauczyłem się, żeby nie podejmować ważnych decyzji w ferworze walki, kiedy ciągle jesteś w emocjach, a twój mózg wciąż szaleje. Dałem sobie kilka tygodni, miesiąc, zanim ogłosiłem decyzję. Z pewnością była słuszna, jestem bardzo szczęśliwy, że ją podjąłem. Żaden etap nie może trwać wiecznie.

Wielu brytyjskich bokserów ostatnio dość niespodziewanie odwiesiło rękawice: George Groves, Tony Bellew, ty. Jakie są tego przyczyny?

Wydaje mi się, że różnica pomiędzy dziś, a 10 lat temu jest taka, że bokserzy lepiej zarabiają. Być może w przeszłości Groves, Bellew czy ja bylibyśmy w innej sytuacji. Wiesz, każdy ma rachunki do zapłacenia. Kiedyś bokserzy musieli walczyć, żeby przetrwać. To jest tak, jak z gościem, który rozwozi mleko. Gdyby na pewnym etapie zarobił 5 milionów funtów, a potem by się zestarzał, bolałyby go plecy i kolana – czy dalej by rozwoził mleko? Nie sądzę. Podobnie jest z bokserami. Dziś dotarliśmy do etapu, w którym jesteśmy zabezpieczeni finansowo. Po co mieliby wciąż boksować, skoro wiedzą, że nie są już tak dobrzy, jak kiedyś i jedyne, co mogą dziś zyskać to obrażenia mózgu? Dobrze widzieć bokserów, którzy kończą kariery w momencie, kiedy ich mózgi wciąż są w dobrej kondycji, bo w przeszłości większość pięściarzy odwieszała rękawice już wtedy, gdy ich mózgi przypominały jajecznicę. Tracili koordynację, lądowali na wózkach inwalidzkich w fatalnej kondycji…

Ostatnio była dramatyczna sytuacja z Adonisem Stevensonem, który po ciężkim nokaucie w walce o mistrzostwo świata zapadł w śpiączkę. Co sądzisz o tej mrocznej stronie boksu?

To szaleństwo. Boks i każdy inny sport ma swoje ciemne momenty. Zdarzają się tragedie, poważne urazy, uszkodzenia mózgu, śpiączki. Media i kibice narzekają, kiedy ktoś kończy karierę, mówią: za wcześnie. Lepiej jednak jedną walkę za wcześnie niż jedną za późno. Tak samo w pojedynku, lepiej kiedy sędzia go przerwie odrobinę za wcześnie. Kibice protestują: gość stał, ciągle mógł zadać dwa czy trzy ciosy. Ale przegrywał na punkty, nie miał czym znokautować rywala, więc decyzja była słuszna.

Kibice robią się coraz bardziej spragnieni krwi, bo nie zdają sobie sprawy z potencjalnych zagrożeń. Nie znają nikogo, kto ma uraz mózgu. Podobnie, jak ktoś, kto nie ogląda Formuły 1, ale ma nadzieję, że będzie kraksa, bo będzie fajnie. Ale gdy ich brat miał wypadek, zginął, albo wylądował na wózku, wtedy nie będą chcieli oglądać kraksy w Formule 1. Myślę, że każdy fan boksu powinien odwiedzić rodzinę boksera, który zapadł w śpiączkę i umarł po walce. Wtedy jego idea boksu się zmieni, będzie miał więcej współczucia i zrozumienia dla sędziego, który widzi, że ktoś ma złamany nos, opuchnięte oczy, połamane żebra, jest zalany krwią, a ludzie chcą, żeby walka trwała, bo wciąż się trzyma na nogach. Kibice chcą, żeby pojedynek się kończył, gdy gość leży na ringu. Słyszałem ludzi, którzy byli rozczarowani, bo ktoś nie skończył nieprzytomny. Dla mnie to za dużo, to chore. Ludzie, którzy chcą w ringu zobaczyć śmierć i zniszczenie, powinni poszukać innego sportu. To nie pomaga boksowi.

Ty także miałeś poważną kontuzję. W walce z Tonym Bellew walczyłeś z zerwanym ścięgnem Achillesa. To było niesamowite.

To dziwne, bo spotkałem wielu ludzi, którzy mówili mi coś w stylu: zawsze cię nienawidziłem, nie lubiłem twojego stylu, osobowości, chciałem, żebyś przegrał, ale od walki z Bellew, gdy przez pięć rund boksowałeś na jednej nodze, jestem wielkim fanem. To dla mnie niesamowite. Kiedy wygrywałem, byłem mistrzem świata, nokautowałem rywali – nienawidziłeś mnie, teraz przegrałem, mam poważną kontuzję, moja noga nigdy nie będzie taka sama – ty mnie kochasz? Dziwne, jak działają umysły kibiców. Ale cóż, to jest sport, tu nic nie jest oczywiste.

8

Jeszcze odnośnie walki z Bellew – czy nie żałujesz, że tak wyszło? Mogłeś boksować o tytuł, Parker miał walczyć z Ruizem, ty byłeś następny w kolejce, ale zamiast tego wybrałeś Bellew.

Prawdopodobnie nie byłbym wystarczająco dobry, by wrócić na ten poziom po takiej przerwie. Moje nogi zawiodły w walce z Bellew, aż strach pomyśleć co by było w pojedynku z Parkerem. Walka z Tonym była świetna, wszyscy go znają, bo grał w „Rockym”, był mistrzem świata w wadze junior ciężkiej. Plus oczywiście była między nami animozja. Ludzie chcieli tego pojedynku. Ja też, bo zawsze chciałem takich największych potencjalnych walk, żeby potwierdzić mój status jako gwiazdy pay-per-view. Nasza walka z Bellew sprzedała więcej transmisji niż większość pojedynków Anthony’ego Joshuy. Pojedynek z Parkerem by tego nie zrobił, to miły gość, mój kolega, trenuje w moim gymie. To by nie zadziałało. Tony to mój wróg, a to się w boksie sprzedaje.

Wspomniany Anthony Joshua to nie tylko mistrz świata wagi ciężkiej. Ostatnio nagrał hip-hopowy kawałek. Jak ci się podobało?

To było niesamowite, serio! Nie mogłem uwierzyć, że zrobił taki freestyle, tak dobry. Oglądałem to chyba 10 razy. Kiedy zakończy karierę, zdecydowanie powinien pójść w rap. Byłby najtwardszym hip-hopowcem. To śmieszne, bo oni wszyscy rapują, jakimi są twardzielami. Teraz dostaliby kogoś naprawdę twardego.

Skoro mowa o twardzielach: chciałem spytać o Shannona Briggsa, który walczył na twojej gali.

To fajny gość, zawsze krzyczy: let’s go champ! Lubię go. To wielka osobowość. Ciągle boksuje, choć już dawno nie jest w swojej najlepszej formie. Ile on ma? 45 lat? George Foreman tyle miał, kiedy zdobył mistrzostwo świata, a Shannon Briggs przecież pokonał Foremana. Z pewnością dla wagi ciężkiej dobrze, że jest ktoś taki.

Mówi się, że do ringu może wrócić Władymir Kliczko. Czy myślisz, że do tego dojdzie, a jeśli tak, to czy wciąż może być istotnym graczem?

Nie czuję tego. Po co miałby wrócić, skoro jest zabezpieczony finansowo? Przecież on wszystko już zdobył, wygrał 20 walk o mistrzostwo świata. Zarobił miliony, ma rodzinę, dzieci. Po co miałby wrócić? To tylko kwestia ego? Ja przegrałem dwie ostatnie walki i czułem się, jakby ktoś wbił mi nóż prosto w serce. On też przegrał dwa ostatnie pojedynki i jestem przekonany, że czuł się dokładnie tak samo. To się zdarza, to jest boks. Może gdyby był w swoim primie, mógłby sobie poradzić lepiej, ja tak samo. Ale już nie jesteśmy, zdecydowanie. Starszy bokser wracający na walkę z młodym? Po co? Żeby coś udowodnić? Nic już nie będzie takie, jak kiedyś. Czas Władymira się skończył. Może trenuje, ale przecież nie regularnie, nie sparuje codziennie, nie jest głodny, przecież jest multimilionerem.

Jaka jest pierwsza rzeczy, która przychodzi do głowy dzień po porażce?

Smutek, rozczarowanie. Czujesz zawód, że twoje ciało nie zrobiło tego, co zawsze robiło. Wiesz, że przegrałeś, głowa myśli: nie powinno się zdarzyć, ale się zdarzyło. Kiedy Usain Bolt zajął drugie miejsce w Londynie na mistrzostwach świata, też myślał: powinienem wygrać, jestem najszybszy. Ale – nie dzisiaj. Tu jest tak samo. Niestety, nie wszystkie sporty są takie same. Kiedy Bolt przegrywa, po prostu dobiega drugi do mety. Kiedy Pete Sampras, czy Boris Becker się zestarzeli i zaczęli przegrywać, po prostu przegrywali sety. W piłce nożnej tracisz gola, czy nie trafiasz w bramkę. A w boksie zostajesz znokautowany. To ogromna różnica. To trudne. Sprinter czy tenisista zawsze może spróbować wrócić i nie spotka go fizyczne zagrożenie. Boks jest niebezpieczny, dlatego tak trudno wrócić. Wielu wojowników to robiło, było kilka udanych powrotów, jak George St. Pierre w UFC po trzech czy czterech latach. Da się to zrobić, ale w sportach walki to jest naprawdę trudne, żeby wrócić i pokonywać młodych, głodnych rywali. Dlatego tak duży szacunek należy się Floydowi Mayweatherowi, ma 40 lat i wciąż wygrywa. Fakt, że mądrze wybiera rywali, zawsze to robił. Kliczko wrócił i walczył z Joshuą. To było bardzo trudne wyzwanie.

David, to była prawdziwa przyjemność, wielkie dzięki za spotkanie. 

Zawsze miałem ogromne wsparcie od Polski i Polaków. Bardzo dziękuję, kocham was wszystkich!

ROZMAWIALI W LONDYNIE JAN CIOSEK i KACPER BARTOSIAK

Fot. newspix.pl, Polska Fundacja Narodowa

KOMENTARZE (2)