Coś drgnęło? Williams wreszcie nie jest ostatni
Inne sporty

Coś drgnęło? Williams wreszcie nie jest ostatni

W Barcelonie rozpoczęła się druga runda przedsezonowych testów Formuły 1. To piekielnie ważny element przygotowań, bo dni testowe w F1 są ściśle limitowane. Williams, w którym do wielkiego powrotu do ścigania szykuje się Robert Kubica zaczął testy od kompromitacji. Dziś jednak było dużo lepiej. Ba, wreszcie stajnia z Grove nie była na końcu stawki, od czego chyba zdążyła się już odzwyczaić…

W największym skrócie: Williams to niezwykle utytułowany zespół, bardzo zasłużony dla Formuły 1. Kłopot w tym, że to było dawno i nieprawda. Coś, jak powiedzmy Ruch Chorzów dla polskiej piłki. Owszem – były piękne czasy, były wielkie zwycięstwa i tak dalej. Ale puchary kurzą się w klubowej gablocie i raczej nikt poza największymi fanatykami nie spodziewa się, że kolekcja w najbliższym czasie zostanie powiększona. W Williamsie jest podobnie. Wprawdzie więcej mistrzowskich tytułów ma od nich tylko Ferrari, ale ostatnie lata nie są dla ekipy Franka Williamsa dobre. Ba, są fatalne.

Bo najpierw nastąpił jeden zjazd, potem kolejny, a ostatni sezon był najgorszy w historii zespołu i zakończył się ostatnim miejscem w klasyfikacji konstruktorów. I to nie ostatnim miejscem po zaciętej walce z kilkoma innymi teamami, bo jedyne, z czym w ubiegłym roku walczyli kierowcy Williamsa to była słabość własna i bolidu.

Nowy rok, nowe szanse? Może, ale póki co Williams skorzystał jedynie z szansy na narobienie sobie wstydu na oczach całego wyścigowego świata. W sporcie, w którym przed sezonem każdy ma raptem osiem dni bezcennych testów, kiedy każda minuta sprawdzania ustawień i rozwiązań aerodynamicznych jest na wagę złota, zespół Roberta Kubicy spóźnił się prawie dwa i pół dnia… A kiedy już bolid FW42 znalazł się na torze, okazało się – cóż za niespodzianka – że najszybszy w stawce to on nie jest. No dobra, to zdecydowanie za mało powiedziane. Podczas gdy najszybsi kierowcy trzeciego dnia testów kręcili okrążenia na poziomie 1:17, 1:18, najlepszy czas George’a Russella wyniósł 1:25,6. Dobrze przeczytaliście: prawie osiem sekund wolniej na jednym okrążeniu od najszybszego i prawie 5 sekund wolniej od przedostatniego! Nawet, jeśli nie widzieliście pół wyścigu F1, z pewnością rozumiecie, że to przepaść.

Następnego dnia, ostatniego w pierwszej rundzie testów, było lepiej. Ale spokojnie, Williams wciąż był najwolniejszy w stawce, ale nie odstawał już tak bardzo. Podczas gdy najlepsi wciąż śmigali w okolicach 1:17, ekipa z Grove zdołała zejść poniżej 1:21. Dobre i to…

Wygląda na to, że prace w Williamsie naprawdę idą pełną parą. Od czwartku inżynierowie zespołu zdołali dołożyć do bolidu kilka nowych części. Dziś na Circuit de Catalunya testował je George Russell. Efekty? Nadspodziewanie dobre. Jeśli jednak liczycie w tym miejscu na informację, że młody Anglik był najszybszy i kręcił na poziomie 1:15, to uspokajamy: nic z tych rzeczy. Ale pewne pozytywy są. Po pierwsze: Williams znów zdołał poprawić najlepsze czasy i zmniejszył stratę do najlepszych (najlepszy wynik to 1:19,662). Po drugie: bolid ekipy z Grove po raz pierwszy w tym roku nie był najwolniejszy w stawce (ostatecznie 9. miejsce na 13 kierowców). Po trzecie: Russell aktywnie pracował cały dzień, przejechał prawie 120 okrążeń. Na tym etapie przygotowań każdy kilometr daje inżynierom bezcenną wiedzę o nowym bolidzie. Po czwarte: dziś Russell był szybszy od swojego rodaka, broniącego tytułu Lewisa Hamiltona. Oczywiście, to tylko testy, nie wiadomo który zespół nad czym pracuje. Ale – wynik idzie w świat i na pewno Russellowi nie zaszkodzi.

Dziś najszybszy był Lando Norris z McLarena, przed Pierrem Gaslym z Red Bulla i Lance’em Strollem z Racing Point. Jutro na tor wyjedzie Robert Kubica. Nie mamy nic przeciwko temu, żeby tendencja do przyspieszania Williamsa została utrzymana.

foto: newspix.pl

KOMENTARZE (2)