Życie nauczyło nie myśleć długofalowo. Jutro trening, niedziela mecz!
Weszło Extra

Życie nauczyło nie myśleć długofalowo. Jutro trening, niedziela mecz!

Jak Krzysztof Piątek zainspirował Cracovię? Dlaczego najlepszy obrońca poprzedniego sezonu siedział przez kilka tygodni na ławce dołujących „Pasów”? Dlaczego już nie strzela bramek? Czy podejdzie do karnego po dwóch zmarnowanych próbach? Czy przyznałby samemu sobie tytuł najlepszego defensora poprzedniego sezonu? Jak się gra przy dopingu z taśmy? Jak samemu się dopinguje klub, przemykając się po kryjomu na młyn za dzieciaka? Siedemnastomiesięczna kontuzja może więcej dać czy zabrać? Czy spotkania z dziewczyną w najtańszym hotelu bez gwiazdek hartują związek? O tym wszystkim obrońca Cracovii, Michał Helik. Zapraszamy. 

***

Patrzysz dziś na tego gościa, który w AC Milan co tydzień ładuje bramkę za bramką, na ten cały szał, na pogłoski o Realu Madryt, na Crudeliego krzyczącego co weekend „Pio! Pio! Pio!” i za chwilę uświadamiasz sobie, że jeszcze dziewięć miesięcy temu siedział w tej samej szatni, co ty. Jakie to uczucie? Wielki szok? Duży szok? Wiedziałeś, że będzie aż takim kozakiem?

Myślę, że wszyscy są w mniejszym lub większym szoku. Wiedziałem, że na pewno „Piona” sobie poradzi. Fizycznie zawsze był koniem, mógł biegać i biegać, piłkarsko też miał duże umiejętności. No i to wykończenie, które pokazuje w zasadzie w każdym meczu. Ale że będzie aż tak skuteczny? Nie spodziewałem się. Po paru bramkach przyjechała do nas Sky Sports Italia i w rozmowie z dziennikarzem obstawiłem, że strzeli około piętnastu bramek, a… ma już ich siedemnaście. Trochę go nie doszacowałem. Ale cieszę się tym, że strzela i trzymam za niego kciuki. 

Daje do myślenia, że taką furorę robi gość, z którym chwilę temu byłeś na tym samym poziomie i który wcale nie przerastał tej ligi jakoś szczególnie? 

Na pewno jest to motywacja dla wszystkich. Przykład na to, że za granicą nie jest strasznie. Do tej pory panowało przeświadczenie, że najpierw trzeba dojść fizycznie do poziomu zachodniej piłki, zaaklimatyzować się, różne były teorie. „Piona” pokazuje, że jeśli dobrze pracujesz tutaj, możesz wyjechać i od razu podjąć rywalizację z najlepszymi. Miałem z „Pioną” chyba najwięcej do czynienia z nas wszystkich, bo trener Probierz często na treningach stawiał nas naprzeciwko siebie.

Ale nie powiesz jak Prijović podczas Euro 2016, że forma Pazdana to jego zasługa? 

Nie, ja do tego żadnej cegiełki nawet bym nie śmiał przyłożyć (śmiech). Dużo się przy nim uczyłem, bo to naprawdę świetny napastnik. Imponuje przede wszystkim to, że wszedł w Serie A bez kompleksów, nie potrzebował żadnego czasu. To pokazuje, że jeśli byłaby okazja na transfer, da się zrobić dużą karierę. Trzeba w to wierzyć i mieć przekonanie, że jest się na to gotowym, a nie słuchać tych wszystkich ludzi, którzy mówią, ile to Polak potrzebuje na aklimatyzację. Moim zdaniem ta jego pewność siebie i świadomość swojej wartości okazały się kluczowe. Nie wypowiadał się, że jedzie się uczyć. Pojechał strzelać bramki, mówił to otwarcie i tak zrobił.

U ciebie też ostatnio, choć oczywiście nie w takim tempie, wszystko idzie w dobrym kierunku – wydaje się, że jesteś największym wygranym okresu przygotowawczego w Cracovii. 

Nie narzekam. Cieszę się z tego, co jest. Jestem zdrowy i wykonałem w okresie przygotowawczym kawał dobrej pracy. Starałem do każdego sparingu podchodzić tak samo, nieważne czy grałem z pierwszym składem, czy z piłkarzami z drugiego szeregu. Cieszę się z tego, jak podszedłem do wszystkiego mentalnie, ale mam w sobie dużo pokory i wiem, ile pracy przede mną. 

Głowa jeszcze boli po tym, jak dostałeś jesienią obuchem?

Nie był to przyjemny okres. W przerwie na reprezentację doznałem kontuzji i przez krótki czas nie trenowałem. Trener chciał coś zmienić w drużynie i tak się to wszystko u mnie posypało. Zwłaszcza, że drużyna grała potem dobrze, więc nie było podstaw, by coś zmieniać. Ciężki czas, ale tak bywa. Życie nauczyło mnie, że są takie momenty, gdy jest super, ale są też takie, gdy jest ciężko i trzeba przez to przejść. Dlatego nie załamałem się, nie zwiesiłem głowy, bo wiedziałem, że szansa nadejdzie. Przyszła już w ostatniej jesiennej kolejce w wygranym meczu z Zagłębiem Lubin i myślę, że już wtedy ją wykorzystałem. Mam nadzieję, że ten ciężki czas jest już za mną. 

Mogło to być o tyle frustrujące, że zaczynałeś z dość dużego pułapu – przystępowałeś do sezonu jako laureat nagrody dla najlepszego obrońcy, dostałeś opaskę kapitana, a do tego powierzono ci wykonywanie karnych. 

Z wysokiego C, jak to ostatnio było modne w Warszawie. Kredyt zaufania miałem duży, ale dwa zmarnowane karne mi w tym wszystkim na pewno nie pomogły. No i wyniki – to ogólnie ciężki okres dla całej drużyny. Nie chcę już rozdrapywać tych wszystkich dziwnych przypadków z Miro Covilo, Gerardem Olivą czy paroma innymi sytuacjami. Drużyna się trochę posypała i było to widać po wynikach. Na szczęście doszły transfery last minute, które dały nam dużo jakości – Airam Cabrera czy Janek Gol to doświadczeni zawodnicy, których nie trzeba ogrywać z ligą. Jak tylko doszli fizycznie, od razu zaczęli przekładać swoją jakość na grę zespołu. Ja też zdaję sobie sprawę, że nie byłem wtedy w optymalnej dyspozycji. 

Pojawiła się frustracja?

Jeśli już, to bardziej z tego powodu, że nam nie szło. Na mnie była nieco większa odpowiedzialność, bo byłem kapitanem, ale przez tę moją kontuzję, która trwała 17 miesięcy nauczyłem się, że trzeba cierpliwie wykonywać swoją pracę i czekać, a to zawsze doprowadzi do czegoś dobrego. Nic by mi to nie dało, gdybym się załamał czy zaczął gorzej trenować. Przestałem grać? Widocznie to sygnał od trenera, że coś jest nie tak. Trzeba walczyć, by forma się polepszyła. Trener jak widać to dostrzegł, więc wolę już do tego nie wracać. 

2019.01.07 KRAKOW LOTTO EKSTRAKLASA PILKA NOZNA SPORT FUTBOL CRACOVIA KRAKOW TRENING NZ DAMIAN DABROWSKI MICHAL HELIK MACIEJ GOSTOMSKI FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl

Podejdziesz jeszcze do jedenastki po dwóch zmarnowanych próbach? 

Chciałbym podejść, żeby to zmazać. Na pewno nie teraz, bo byłoby to nie fair wobec drużyny, gdy Airam dobrze wykorzystuje jedenastki, a z Legią zabrakło mu niewiele. Kiedyś Łukasz Surma powiedział mi, że podszedł do karnego w Ekstraklasie tylko raz. Nie strzelił i już nigdy więcej nie podchodził. Nie chciałbym tak zakończyć mojej przygody z karnymi, więc muszę to przełamać. 

W tym sezonie zdobyłeś w lidze zero bramek. Kiedy to wszystko się tak spieprzyło? 

Ale jedna asysta jest i bramka w pucharze! Gole to fajny dodatek, cały czas ich szukam, ale skupiłem się bardziej na defensywie, bo głównie z niej jestem rozliczany. Piłka mnie na razie nie szuka, nie miałem okazji, które bym zmarnował. Nie jestem załamany, że nie strzelam, minut mi chyba jeszcze nie liczycie. 

Zaraz zaczniemy. 

Drużynie dały te bramki wiele, stałe fragmenty grają obecnie w piłce dużą rolę, co było widać też po mistrzostwach świata. Cierpliwie czekam na efekty. Pamiętam jak trener Probierz wziął mnie na bok na początku zeszłego sezonu i powiedział: 

– Wbiegasz na stałe fragmenty tak, jakbyś nie chciał strzelić bramki. 

Bardzo mnie to zakuło i chciałem trenerowi udowodnić, że nie wbiegam bez tej chęci. Wyszło całkiem dobrze.

Przyznałbyś sobie za zeszły sezon nagrodę dla najlepszego obrońcy w lidze? 

Nie zastanawiałem się w sumie nad tym. Cieszy takie wyróżnienie, bo wyboru dokonuje duże grono osób. Czułem się doceniony, ale powiem szczerze – byłem trochę zaskoczony, gdy usłyszałem swoje nazwisko. Zdaję sobie sprawę, że duży wpływ na ten werdykt miały te bramki. 

Taka panuje generalnie opinia – gdyby nie te bramki, raczej tej statuetki byś nie odebrał. 

Ale nie rozumiem, czemu ludzie uważają, że te bramki to jakiś minus. Jak obrońca strzela bramkę, to mają odbierać mu z niej radość? Mam się nie cieszyć z goli, bo gram w defensywie? Bramki źle mają świadczyć o obrońcy? Bez sensu. Z dwóch obrońców wolałbym tego, który strzela bramki, jeśli bronią na podobnym poziomie. Czasami mam wrażenie, że ludzie chcą to odwrócić na moją niekorzyść. Znam swoją wartość i wiem, że w obronie grałem naprawdę dobry sezon i do tego dołożyłem te bramki, dlatego myślę, że nagroda została mi przyznana słusznie. 

Pytanie o mecz z Legią – jakim cudem tak sprawnie operowaliście piłką na tak fatalnej murawie? 

To ciężki temat, murawa naprawdę nie była dobra. Nie neguję za te słowa trenera Sa Pinto, ale warunki były takie same dla obydwu drużyn, więc jestem daleki od tego, by zganiać na murawę. 

Ten mecz z Legią pokazał, że wasza seria zwycięstw to nie żaden przypadek, ale naprawdę wskoczyliście na znakomite tory. Gdybym miał oceniać tylko po tym meczu, to stwierdziłbym, że w Cracovii funkcjonuje w zasadzie wszystko. 

Błędy się znajdą, więc na pewno nie jesteśmy drużyną bez wad. Jestem daleki od tego, by tak stwierdzić. Ale myślę, że fajnie to załapało – sygnał, że nie było to parę spotkań, w których coś wystrzeliło, ale po prostu dobrze wyglądamy na przestrzeni dłuższego czasu. Trzeba to przyjąć bardzo pokornie i wykonywać swoją pracę. Nie ma się co wielce zastanawiać, ile spotkań wygraliśmy, ale patrzeć na to, co na co dzień. Wszyscy mówią, że następne spotkanie nas zweryfikuje. Gdy zaczęliśmy wygrywać w końcówce, było, że pierwszy mecz po przerwie pokaże, na co nas stać. Ostatnio mówiono, że Legia nas zweryfikuje. Przed Jagiellonią jest teraz to samo. Dlatego nie ma co słuchać, a podchodzić do każdego meczu z dobrym nastawieniem i skupiać się na sobie. Na pewno jesteśmy zbudowani tym, jak to wygląda, bo to buduje pewność siebie. I łatwiej się gra. Seria porażek psychicznie ściągała nas w dół. Jesteśmy rozpędzeni, ale jak mówię – nie możemy sobie pozwolić na chwilę namysłu, że jest super. Pokorna i ciężka praca, bo to nas tak naprawdę do tego momentu doprowadziło.

Michał, jak się gra przy dopingu z taśmy? 

Ja tak naprawdę nie zwróciłem nawet na to uwagi z boiska. Słyszałem, że coś leci, ale nie skojarzyłem, że to doping. Dziwna sytuacja, myślę, że takie rzeczy nie powinny mieć miejsca, ale sądzę, że w klubie wszyscy wyciągnęli wnioski i takie rzeczy już się nie powtórzą, choć widziałem ostatnio na Twitterze Jagiellonii zaczepkę w naszym kierunku. No nie powinno się to wydarzyć i zdaję sobie sprawe, że będzie nam teraz wypominane. 

Na was, piłkarzy, ta gra przy pustawych trybunach i cały protest miały jakieś przełożenie? 

Tak, na pewno negatywne, bo zawsze lepiej się gra jak przychodzą kibice w dużej grupie i wspierają. W trudnych momentach doping naprawdę może ponieść. Przy pustych trybunach słyszy się takie echo, które wprowadza sparingową atmosferę. Trzeba się do takiego meczu dobrze nastawić mentalnie, żeby poczuć, że to spotkanie ligowe. Dlatego na pewno cieszy to, że te relacje kibiców z zarządem się polepszyły. 

Myślę, że są takie same, ale protest się kibicom po prostu znudził, gdy stwierdzili, że i tak nic nie ugrają. 

Aż tak głęboko nie jestem, ale gdzieś na pewno relacje się musiały ocieplić. Cieszę się z tego, bo tylko z kibicami można tworzyć fajny, silny klub. Cała otoczka wokół Cracovii jest coraz bardziej pozytywna, nasze wyniki to napędzają. 

WARSZAWA 17.02.2019 MECZ 22. KOLEJKA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19: LEGIA WARSZAWA - CRACOVIA KRAKOW 0:2 --- POLISH FOOTBALL TOP LEAGUE MATCH: LEGIA WARSAW - CRACOVIA CRACOW 0:2 MICHAL HELIK GRZEGORZ KURDZIEL FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Grażvydas Mikulenas czy Nikolas Anelka? 

Mikulenas był na topie w okresie, gdy chodziłem na Ruch. Strzelał bramki w pierwszej lidze, a wiadomo, że wśród młodych najbardziej lubiani są napastnicy. Dorobił się nawet przyśpiewki „Miki, Miki, Miki goooool”. Pamiętam, jak niosło się po stadionie. Anelka był już później, ale to też nie było tak, że był moim najbardziej ulubionym piłkarzem. W późniejszym okresie zacząłem kibicować Chelsea, mój kuzyn mieszka w Londynie, więc byłem kiedyś na kilku spotkaniach. Niebieski kolor, z racji Ruchu, też miał znaczenie. Anelka był królem strzelców, więc zajarałem się nim w podobny sposób, co Mikulenasem. Miał ciekawą cieszynkę, składał zawsze palce w takiego orła. A numer? Wszystkie w Ruchu poniżej 30 były zajęte, a ja nie miałem swojego ulubionego numeru powyżej 30, więc wziąłem taki jak Anelka. Powiem szczerze – nie sądziłem, że tak szybko zadebiutuję w Ruchu i kiedykolwiek z tym numerem zagram. Potem już nie chciałem go zmieniać.

Kto w takim razie, jeśli nie Anelka?

Ronaldinho. To jakie miał umiejętności to jedno, ale najbardziej podobało mi się to, jaką przyjemność czerpie z gry. Było widać, że kocha to, co robi. Bawił się piłką na wszelkie możliwe sposoby i zaraził mnie miłością do piłki. Piłkarska wyższa szkoła jazdy. Dopiero jak byłem starszy i zrozumiałem, że piłka to nie tylko boisko, to już tak troszkę w moich oczach stracił. Z podobnych powodów podpatrywałem Davida Luiza, bo też cieszył się piłką i pokazywał radość na boisku. Nie jest typowym stoperem, czasami chce coś pokazać, zabawić się, jest trochę kontrowersyjny. 

Od Drogby wziąłeś to, że wchodzisz na boisko prawą nogą. 

Tak, ale już od tego odszedłem. Były serie, gdy nie szło i stwierdziłem…

Że przez to! 

Nie, nie zwalałem na to (śmiech). Stwierdziłem po prostu, że nie ma co szukać takich zabobonów. 

Ile znaczy dla ciebie Ruch? 

Bardzo dużo. Jestem wychowankiem, dzięki niemu zadebiutowałem w Ekstraklasie. Gdy ktoś się urodzi w Chorzowie, nie ma innej piłkarskiej drogi. Każdy marzy o tym, by zagrać w Ruchu. Stadion położony był po drugiej stronie względem szkoły sportowej.

Nigdy nie wpadłeś u rodziców chodząc za małolata na młyn? 

Myślę, że tata się domyślał i po cichu mi na to pozwalał. Niby grał w Ruchu, ale chciał mnie wychować w bardziej kulturalnej atmosferze, a wiadomo jakie tam są okrzyki i zachowania. Nie wdałem się w żadne środowisko, które by mnie ściągnęło w dół. Potem zacząłem więcej grać i dostawaliśmy bilety na górną trybunę, tę lepszą. Znaczy dostaliśmy na dolną, ale można było łatwo przejść po cichu brameczką na górną, skąd był najlepszy widok. Zacząłem chodzić na mecze, by się raczej uczyć piłki, bo z młyna boiskowych zadań niewiele było widać. 

Ile miałeś lat, gdy pierwszy raz byłeś na młynie?

Nie chcę przekręcić, ale to było gimnazjum. Nie było to poważne chodzenie na młyn – raczej się tam tylko kręciliśmy. Ale przeżycie zawsze było duże, kiedy się śpiewało. Myślę, że dzięki temu bardziej rozumiem kibiców, gdy sam jestem piłkarzem. Pamiętam finał Pucharu Polski z Lechem Poznań na stadionie Śląskim. Cicha robiła na nas duże wrażenie, ale gdy były mecze o większą stawkę i przychodziło 30-40 tysięcy kibiców… Wielki efekt. Pamiętam, że były awantury z policją – armatki wodne, rzucanie śmietnikami, toy-toyami, strzelanie z gumowych kul. Była kiedyś taka afera, patrzyliśmy na to podekscytowani, bo to było coś niecodziennego. Ale też Wielkie Derby Śląska, na które przyszło 40 tysięcy ludzi. 

Za małolata też byłeś takim ułożonym chłopakiem? 

Zdarzyło się narozrabiać, ale zawsze byłem ułożony. Od początku była piłka i starałem się wyciskać maksa, nie ciągnęło mnie do imprez czy używek. Dużo piętna odciskali na mnie rodzice i trener Marcin Molek, który miał surową, seniorską rękę. Bardzo pilnował, by być punktualnym, nie robić głupich fryzur, nie chodzić po mieście. Jak dziś na to patrzę, to aż za bardzo nas ukierunkowywał, ale pewnie wiedział, że i tak nie wyciągniemy z tego sto procent, a pojedyncze rzeczy. I tak nas to dobrze naprowadziło. Kar raczej nie stosował, jak krzyknął to robiło wrażenie. Na boisku miał charakter zadziory, nigdy nie odstawiał nogi, zresztą przez to nabawił się poważnej kontuzji w Wielkich Derbach Śląska. Często było głośno na treningach, a teraz wiem, że się od tego odchodzi. Nie można krzyknąć na dziecko. Nie wiem jakie będą efekty, ja byłem w każdym razie szkolony pod presją. Trener Probierz i wcześniej trener Fornalak to trenerzy impulsywni, żyją wszystkim, myślę, że to przez ambicję. To po to, by pozytywnie na nas oddziaływać. Dla mnie to jest OK. 

Największy wybryk? 

Musiałbym się zastanowić, a jeśli się muszę zastanawiać, to wielkim urwisem chyba nie byłem. A nie, mam w sumie, ale chyba nie chcę zdradzać. Rodzice będą czytali wywiad, po co sobie robić kwasy. 

Nie brakuje ci trochę chamstwa? Obrońca musi być chamem. 

Pracuję, by się trochę do tego dostosować. W pewnych momentach brakowało mi tego chamstwa boiskowego. Pracuję, by wchodzić na wyższe poziomy agresji, mimo że w życiu jestem spokojnym, normalnym chłopakiem. 

Gdy trzeba było podpisać ugodę, jako kibic klubu pewnie nawet się nie zastanawiałeś – wiadomo, że trzeba pomóc. 

Wszyscy zawodnicy podpisywali hurtowo. Nikt nie robił pod górkę klubowi. Nie prowadziło to do niczego dobrego. Te obietnice, które były… Pierwszy, drugi czy trzeci raz zrozumiesz, ale zrobiło się to niefajne. Szliśmy na rękę, a zaczęliśmy być źle traktowani przez ludzi z zarządu. Tak naprawdę to my byliśmy pokrzywdzeni i my się dostosowywaliśmy, a potem nam to jeszcze wytykano. W pewnym momencie nie mogliśmy na to pozwolić.

Mogę się wypowiedzieć tylko za siebie, ale wydaje mi się, że wszyscy potrafili oddzielić dwie sfery – finansową i sportową. Nigdy nie miałem tak, że wychodząc na boisko zastanawiałem się nad sprawami finansowymi. Wielu ludzi zarzuca, że spadliśmy, bo nam się nie chciało, gdy nam nie płacili pieniędzy. Gram przecież też o swoje nazwisko. Nie umiałbym grać, by przegrać. 

A, zrobię na złość.

Komu? Sobie przede wszystkim. Dlatego nie rozumiem ludzi, którzy takie rzeczy zarzucają. 

A rozumiesz ludzi, którzy poszli za Patermanem, gdy ten pocisnął ci w dość absurdalny sposób? Gdy odszedłeś z Ruchu powiedział, że za tobą nie płacze, bo takich piłkarzy jak ty nie potrzebuje. Tak jakbyś, no nie wiem, będąc u progu kariery miał męczyć się w pierwszoligowym Ruchu z problemami finansowymi. 

Pan Paterman mówił kibicom to, co chcieli usłyszeć, ale i tak szybko go rozszyfrowali, ja trafiłem jeszcze na okres, gdy obiecywał złote góry. Cała drużyna i ludzie przy klubie czuli, że to puste słowa, a kibice nie mieli prawa wiedzieć jak było naprawdę, więc szli za tym. Mówił, że jak ktoś się nie chce walczyć za Ruch, to niech odchodzi. Tylko po to, by zasugerować, że nie chcę walczyć. Kibice pomyśleli, że faktycznie nie mam ambicji, a zapomnieli, że straciłem tu kupę zdrowia i naprawdę walczyłem za ten klub. Powiedział tak też wobec kilku innych zawodników, choćby Patryka Lipskiego czy Martina Konczkowskiego. Moim zdaniem było to roztrwonienie dużego potencjału, który zbudował trener Fornalik. Jak się popatrzy po latach, wielu z nas wciąż gra w Ekstraklasie, a odchodziliśmy z Ruchu za darmo przez złe zarządzanie zarządu, który nie mając finansów pozwalał na takie odejścia. 

Ale żeby nie mówić tylko negatywnie, słyszałem, że ten etap już minął i wychodzą na prostą. Widziałem jeden sparing – trener Wleciałowski fajnie to poukładał. Dobrze gdyby był jeszcze stadion przy Cichej, bo bez tego będzie ciężko o wielki powrót. 

Pojawiały się ostatnio głosy przy całym poruszeniu wokół Wisły Kraków: „a czemu teraz nagle pomagają, gdzie byliście jak Ruch upadał?!”. Myślisz, że w tym środowisku takie poruszenie byłoby możliwe? 

Z Wisłą wyszło bardzo przypadkowo z tą inicjatywą Bogusława Leśnodorskiego na Twitterze. Nie wiem, czy w Chorzowie byłoby to możliwe. Od strony kibicowskiej na pewno. Nawet teraz kibice chodzą na Ruch, średnia jest dobra, około czterech tysięcy. To pokazuje, że kibice nie przychodzili dla rywala, ale dla Ruchu. Są tacy ludzie jak Szymon Michałek, kibic, który kiedyś grał na bębnie na młynie, a teraz robi super robotę na sektorze rodzinnym i zaraża młodych kibiców pozytywnym kibicowaniem. Wisła to inny kaliber. Ma piękny stadion, który był problemem dla miasta. Dobra, gram w Cracovii, nie mogę tak mówić. Ma ładny stadion… No, ma ładny stadion, może tak. 

Skończmy może na tym, że po prostu ma stadion. 

Ma stadion… duży! Nie no, żartuję, ma ładny stadion, nowoczesny i nie spadła z ligi, a my spadliśmy. Ciężej przyciągnąć takich ludzi do Chorzowa niż do miasta jak Kraków, do drużyny, do której wraca Kuba Błaszczykowski. W Ruchu ciężko byłoby znaleźć taką osobę, która mogłaby wrócić. 

2018.10.07 KRAKOW SPORT PILKA NOZNA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19 KOLEJKA 11 CRACOVIA KRAKOW - WISLA KRAKOW NZ MICHAL HELIK FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl 2018.10.07 KRAKOW SPORT FOOTBALL LOTTO EKSTRAKLASA SEASON 2018/19 ROUND 11 CRACOVIA KRAKOW - WISLA KRAKOW FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl

Myślisz czasami, co by się stało, gdybyś wracając z meczu z Piastem otoczony kilkoma samochodami nie zatrzymał się przypadkiem w miejscu, w którym był monitoring? 

Myślę, nawet ostatnio opowiadałem chłopakom o tej sytuacji. Najśmieszniejsze jest to, że potem znowu jechałem tą trasą i ludzie powiedzieli mi, że to był monitoring pogodowy, a nie kamera. Napastnicy się jednak przestraszyli. Nie wiem, co chcieli zrobić. Wybili mi szybę, pewnie dalej wyciągnęliby mnie z tego samochodu. 

Klimat jak w GTA. 

Trochę tak. Albo sam bym wyszedł i starałbym wytłumaczyć im, że jestem zawodnikiem. Podejrzewam, że mogliby nie chcieć wysłuchać moich tłumaczeń. 

Jak to wyglądało? Wybili wam szybę i ktoś krzyknął „ej, kamera, spierdalamy”?

No dokładnie. Ułamki sekund, zepchnęli nas na pobocze i otoczyło nas kilka samochodów. Patrzyłem w lewo i z samochodów wyskakiwali napastnicy. Nagle wielki huk, bo ktoś wybił szybę. Praktycznie łapali już za klamkę i usłyszałem słowa „kamery, tutaj nie, spierdalamy”. Pouciekali, a my siedzieliśmy trzy minuty w tym szkle i nie dowierzaliśmy, co się stało. Była zima, trochę ciężko było bez tej szyby. Wybili po stronie Mariusza Malca, puściłem grzanie w samochodzie i jakoś dojechaliśmy. 

Zawsze byłeś taki wyrośnięty? 

Jak patrzę na zdjęcia z młodszych lat, może bardzo nie przewyższałem rówieśników, ale niski nie byłem. 

To kiedy tak wyrosłeś? 

Jak wszyscy się zatrzymali, a ja dalej poszedłem. 

Pytam, bo przy twojej wysokości masz bardzo dobrą zwrotność, gibkość. Pracujesz nad tym? 

To zasługa rodziców, bo w młodym wieku trenowałem gimnastykę akrobatyczną. Nie jakoś bardzo długo, ale regularnie zaprowadzali mnie na treningi. Mieliśmy salę, batuty, gąbki, materace, skakaliśmy, rozciągaliśmy się. Była męka, płakałem jak tam miałem iść, ale rodzice wiedzieli, że mi to pomoże. Teraz im za to dziękuję. Miałem bazę i nigdy nie miałem problemów z przewrotami, saltami. Już teraz tego nie robię, ale z chęcią poszedłbym na jakiś freestyle park i sobie to przypomniał. Ryzyko kontuzji jest duże, więc wolę jednak nie. Czasami w okresie przygotowawczym są ćwiczenia pod gibkość i gdy niektórzy mają problem z gwiazdą, ja robię bez problemów, bo już mam to wyćwiczone od lat. 

Nie kusiło, by zrobić salto po bramce?

Piotrek Ćwielong w Ruchu wykonywał round off salto, robiło wrażenie, ale ja bałem się o kontuzję. Nawet nie próbowałem. Raz miałem pomysł, by zostać po treningu i próbować, ale po tych przejściach zdrowotnych byłoby nierozsądne. 

Podczas kontuzji chodziłeś na rękach, by nie obciążać nogi. 

Tyle pracowałem, że chciałem odciążyć dół i stwierdziłem, że sobie przypomnę. 

Jak to wyglądało? Robisz coś na siłowni, chcesz przejść na inną maszynę, to idziesz na rekach? 

Aż tak to nie. Mieliśmy w Ruchu na popularnej wiacie salkę i tam robiłem sobie kilka serii chodząc z jednej strony salki na drugą. Robiłem challange, by przejść jak najdalej. 

Jaki rekord? 

Chyba cztery długości salki. Najcięższe było zawsze zawracanie. 

2018.08.17 KRAKOW SPORT PILKA NOZNA LOTTO EKSTRAKLASA SEZON 2018/19 KOLEJKA 05 CRACOVIA KRAKOW - ZAGLEBIE LUBIN NZ MICHAL HELIK SMUTEK PRZEGRANA PORAZKA FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl 2018.08.17 KRAKOW SPORT FOOTBALL LOTTO EKSTRAKLASA SEASON 2018/19 ROUND 05 CRACOVIA KRAKOW - ZAGLEBIE LUBIN FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl

Uważasz siebie za świadomego piłkarza?

Myślę, że tak. Z drugiej strony – wciąż wiele się mogę nauczyć, nie zjadłem wszystkich rozumów. Dużo nauczyła mnie kontuzja. Otacza mnie grupa ludzi, która mi pomaga, miałem też świadomych rodziców, którzy zaszczepiali we mnie choćby też zdrowe żywienie. 

Gdzie widzisz u siebie rezerwy? 

Niedawno zacząłem współpracę z psychologiem, podszedłem na poważnie do treningu mentalnego. Widzę duże pole do poprawy i staram się to wdrażać. Miałem swoje problemy na boisku, ale wolę ich nie wyciągać. Są fajne triki, którymi można dużo zyskać w takich aspektach jak koncentracja czy pobudzenie w odpowiednich momentach. Wykorzystuję czas w stu procentach. Każdego dnia rano wychodzę z psem i myślę, co mogę zrobić tego dnia, by stać się lepszym zawodnikiem.

Wszystko podporządkowujesz piłce czy danie sobie trochę luzu jest ważne dla higieny psychicznej?

Podporządkowuje w sumie wszystko, bo danie sobie luzu to też jest element mądrego podejścia. Regeneracja musi być. Najlepiej może o tym powiedzieć moja dziewczyna Ola, która śmieje się, że wszystko podporządkowuje piłce i pół żartem mówi, że nie mam dla niej czasu. Jest dużo wyrzeczeń i jestem tego świadomy, ale Ola akceptuje te wyrzeczenia, pomaga mi w tym wszystkim i wspiera. 

Wasze początki wyglądały tak, że ty jeździłeś po całej Polsce do lekarzy, a Ola jeździła za tobą. Kolorowo nie było, ale to chyba dobry fundament pod związek. 

Zwiedziła trochę Polski ze mną, szkoda że tę gorszą część, bo leczyłem się głównie w Łodzi, a to nie jest miasto owiane piękną sławą (śmiech). Spałem w hotelu, który nie miał chyba żadnej gwiazdki. Był absolutnie fatalny. Ale zależało mi na tym, by było jak najbliżej OrtoMedu i jak najtaniej, potrzebowałem tylko łóżko. Jadłem na mieście, bo tam nie było kuchni. Wstyd mi czasem było zaprosić tam Olę, ale jak chcieliśmy spędzić razem czas, to musiałem. Dużo mi to pokazało, jaką Ola jest osobą. 

Płaciłeś za leczenie w dużej mierze z własnej kieszeni. Skoro spałeś w najtańszym hotelu, było chyba średnio z finansami. 

Średnio, średnio. Ale broń Boże nie mam pretensji do Ruchu, bo sam wybrałem tę drogę. Klub chciał mnie leczyć u swoich specjalistów, ale ja podjąłem decyzję, że będę leczył się na własną rękę. Klub miał prawną możliwość ucięcia mi pensji o połowę, ale tego nie zrobił. Mogę tylko podziękować. 

Może to będzie głupie pytanie, ale co ci dała kontuzja? 

Czasami zastanawiam się, czy mi więcej zabrała, czy dała. Zabrała, wiadomo – straciłem dużo czasu, jaki mogłem spędzić na boisku. Ale dała mi dużo świadomości, dużo technicznych rzeczy odnośnie do mojego ciała, biomechanika, wszelakich zależności, sposobów jak się leczyć. Wyszedłem mocniejszy psychicznie. Nie mogłem wykorzystywać czasu na boisku, wiec starałem się jak najbardziej wykorzystać go poza. Bardzo ciężkie było to, że nie wiedziałem, jak długo to potrwa. Początkowo dostałem informację o trzech miesiącach leczenia i wtedy to była dla mnie wieczność. A przeciągnęło się do siedemnastu. Najgorsze były momenty, gdy już było bardzo blisko powrotu, wychodziłem na boisku, nie było bólu i… nagle wracał.

Potem wróciłeś do gry na dobre i musiałeś się tonować: spokojnie, jeszcze nie ma się z czego cieszyć. 

Chłopaki dziwnie na mnie patrzyli.

– Boli? 

– Nie, nie boli.

– To czemu się nie cieszysz?

Osiągnąłem to, o co walczyłem tyle czasu. Nie było momentu „wow”, już wróciłem, wszystko wyszło płynnie. 

Odwaliła ci kiedyś sodówka?

Ciężko powiedzieć. To chyba bardziej z boku widać. Mam nadzieję, że nie miałem.

A usłyszałeś od kogoś, że ją masz?

Czasami ktoś się śmieje, jak się przyjdzie w nowych butach, ale to żartobliwie. Na poważnie nie usłyszałem. 

Pytam, bo ta kontuzja przytrafiła się w wieku w którym czycha na piłkarza najwięcej zagrożeń. Moment na tak ogromną lekcję pokory był idealny. 

No tak, bardzo dobry moment, bo wielu młodych zawodników jest posądzanych o sodówkę. Mnie życie bardzo mocno sprowadziło na ziemię. 

Jak się sprawuje Astra? 

Dobrze, nie narzekam. Ale chyba zbliża się wielkimi krokami moment zamiany.

Lepszego nie znajdziesz, mówi ci szczęśliwy posiadacz Astry. 

Sprawuje się nieźle, ale przebieg robi się już niebezpieczny. 

To jedziesz pod niemiecką granicę i szybko to naprawiasz. 

Oczywiście jak będę sprzedawał, to stan igła! 

Tak czy siak sam fakt posiadania Astry pokazuje, że chyba racjonalnie podchodzisz do pieniędzy.

Staram się tak podchodzić. Przez kontuzję mocno dostałem po kieszeni i to nauczyło mnie takiego podejścia. Różne sytuacje mogą cię spotkać znienacka. Ale nie można być do przesady oszczędnym, trzeba też mieć coś z życia. Nie ubieram się w drogie ciuchy i twardo stąpam po ziemi, ale nie odmawiam sobie wszystkiego. 

Czyli Astra, ale nowszy model? 

Aż tak daleko jeszcze nie jestem. Kiedyś sobie pomyślałem, że jakbym miał w życiu robić innego, to chciałbym być kierowcą rajdowym. Nie jaram się jakoś szczególnie motoryzacją, ale bardzo lubię takie rzeczy jak go karty i chciałbym spróbować. 

Inne zajawki? 

Od roku mam psiaka, który dużo przysparza mi radości. Dużo wolnego czasu nie ma. Playstation nie mam, od jakiegoś czasu unikam FIFY, bo dziś wiem, że nikt mi tego czasu nie odda. Jakbym się wciągnął to chęć stawania się coraz lepszym w to też by mi trochę przeszkadzała. Nie wiem, czy mogę mówić, ale jest jeden człowiek, który podsyła mi różne tytuły książek, które czytam. Chłonę wiedzę, jak mogę. 

Z której książki najwięcej wyciągnąłeś?

Z każdej coś się wyciąga, ale trzeba umieć je czytać i rozsądnie do nich podchodzić. Z „Obsesji doskonałości” można wiele wyciągnąć, ale myślę, że nie można w nią ślepo wierzyć, ostatnio czytałem też „Obóz treningowy”. .„Szczęście czy fart” jest dla mnie genialną książką, polecam każdemu. Dwie równoległe historie – jeden podchodzi bardzo dobrze, a drugi myśli, że zrobił wszystko, a tak naprawdę mógł dużo więcej. To samo w piłce – gdy coś nie wychodzi, trzeba popróbować na około. Można się wiele nauczyć pod kątem barier, które człowiek ma – myśli, że robi coś na sto procent, a tak naprawdę może robić o wiele więcej. Jak jest problem, to nie powinieneś się ograniczać, spróbować raz i jak się nie uda powiedzieć, że się nie da. Dużo nauczyła mnie też tego kontuzja. 

Ile sposobów wyjścia z niej próbowałeś? 

To chyba nie do zliczenia. Tyle środków, doktorów, miejsc… Zdecydowanie za dużo sposobów kompletnie niepotrzebnych. 

Po takiej szkole aż głupio przed samym sobą pomyśleć, że dziś mi się nie chce.

Każdy ma coś takiego, ale to chwilowe myśli. Zawsze potem cel przysłania to i daję z siebie sto procent. Czasami wydaje ci się, że organizm jest już na granicy, ale właśnie w tych momentach trzeba dołożyć. Jak mi się nie chce wstać albo budzę się bardzo zmęczony, to wiem, że to są kluczowe momenty. To te momenty odróżniają zawodników, którzy czegoś nie przeskoczą i tych, którzy zrobią krok do przodu. 

Jaki masz plan na karierę? 

Nie mam żadnego. Jak mówiłem – życie nauczyło mnie, żeby zbyt dużo nie planować. Trochę dyplomatycznie.

Ale jak rozumiem angielski na wszelki wypadek opanowany. 

Nie mam problemów z angielskim, dogaduję się. To taki uniwersalny język, ale jakby się pojawił jakiś temat, rozpocząłbym naukę innego języka. Ale ja naprawdę nie myślę długoterminowo. Patrzę tylko na jutrzejszy trening i mecz z Jagiellonią i tu chciałbym dać z siebie maksa. 

Cholera, liczyłem na jakąś mocną puentę. 

Każdy chce zrobić karierę i podbijać światowe stadiony. Leci właśnie Liga Mistrzów i każdy marzy o tym, by usłyszeć jej hymn. Jakby się pojawiła fajna oferta, na pewno bym chciał spróbować. Ale droga jest daleka. Staram się być pokorny i sumiennie pracować. 

Mentalnie czujesz się już gotowy? 

Myślę, że tak. Fizycznie też czuję się dużo lepiej niż przed przyjściem do Cracovii. Ale czy jestem gotowy w stu procentach? Czuć to ja sobie mogę, życie zweryfikuje. Ale powtarzam – jutro trening, niedziela mecz. Tylko na tym się skupiam. 

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

Fot. FotoPyK / 400mm.pl

KOMENTARZE (4)