Piątek nie trafia w piątek? Nieaktualne!
Weszło

Piątek nie trafia w piątek? Nieaktualne!

Gdy Krzysztof Piątek po raz ostatni mierzył się z Bartłomiejem Drągowskim, żaden z nich nie miał prawa przypuszczać, jak odmienne będą okoliczności ich kolejnego starcia. Wtedy Jagiellonia wywiozła wynik 2:0, a Drągowski czyste konto z Lubina, gdzie Piątek dopiero pracował na transfer do Cracovii. Zmieniło się nie tylko to, że dziś Piątek to gwiazda Milanu, a Drągowski – bramkarz pierwszego wyboru w Empoli. Zmienił się też wynik starcia, bo górą był Piątek. Podwójnie. I strzelił, i wygrał.

27 meczów, 26 goli. Powoli zaczyna brakować słów, by opisywać statystyki Piątka, od kiedy zamienił Polskę na Italię. Dziś przez całą pierwszą połowę wydawało się, że będzie napastnikowi Milanu piekielnie ciężko, by zdobyć gola. Bo Matias Silvestre oddelegowany do krycia Polaka jeden na jeden rozegrał perfekcyjną pierwszą część spotkania. Ustawiał sobie rywala tak, jak było mu wygodnie, dawał odczuć swoją obecność przez pełne trzy kwadranse. Naprawdę nie zdziwilibyśmy się, gdyby za Piątkiem poszedł w przerwie do szatni Milanu, nie odstępował go na krok.

No ale gdyby Piątek nie potrafił oszukać takich stoperów, nie byłby we Włoszech tak wielką rewelacją. Nie byłoby porównań do Tomassona, do Szewczenki. Nie minęły cztery minuty po powrocie na boisko i Polak już miał swojego gola. Franck Kessie zagrał do Hakana Calhanoglu w pole karne, a ten przytomnie, bez przyjęcia zagrał płaską piłkę w kierunku Piątka. Ten oszukał Silvestre’a, wygrał z nim walkę o pozycję i posłał futbolówkę do siatki.

I tak jak do tego momentu Empoli było niesamowicie trudne do sforsowania, tak gol na 1:0 dla Rossoneri jakby ten zespół załamał. Nie minęło 120 sekund, a obrona nie poradziła sobie z akcją Samu Castillejo i Francka Kessiego, którego Hiszpan uruchomił doskonałym podaniem w tempo pomiędzy zdezorientowanych Silvestre’a i Dell’Orco. „Wcinka” Iworyjczyka była po prostu perfekcyjna.

Empoli nie było w stanie odpowiedzieć, jeśli po pierwszej bramce słaniało się na nogach, po drugiej wylądowało na chwilę na deskach. Milan nie miał problemu, by skontrolować to, co działo się na placu gry, by podbić stempel na tym spotkaniu.

Swój stempel bardzo chciał dziś też Samu Castillejo zastępujący Suso na prawym skrzydle. To on właściwie jako jedyny milanista niepokoił Bartłomieja Drągowskiego w pierwszej części meczu, nie licząc gola Lucasa Paquety nieuznanego po konsultacji VAR z powodu ewidentnego spalonego. Hiszpan dwukrotnie groźnie uderzał z dystansu, Polak w obu przypadkach zdołał zbić piłkę poza światło bramki.

Castillejo sprawdził Drągowskiego po raz trzeci i czwarty w drugiej części meczu. Pierwsza próba po przerwie była jeszcze zwycięska dla Polaka – uderzenie z ponad 25 metrów odbił do boku – drugiej już nie wygrał. Castillejo doskonale zamknął na krótkim słupku zagranie Contiego. Którego – to trzeba podkreślić – świetnym, wymierzonym jak linijką zagraniem na prawe skrzydło obsłużył Tiemoue Bakayoko.

Obu Polaków dziś ocenić trzeba pozytywnie. Oczywiście Piątkowi należy się zdecydowanie więcej zachwytów, ale i „Drążek” niczego nie zawalił, a w pierwszej połowie przy jednym z uderzeń Castillejo uratował swój zespół w naprawdę wielkim stylu, popisując się efektowną robinsonadą.

Swoją drogą Piątek po raz pierwszy od kiedy jest we Włoszech strzelił w… piątek. Teraz brakuje mu wyłącznie gola w któryś z poniedziałków, resztę dni ma już odhaczoną.

AC Milan – Empoli 3:0
Piątek 49’, Kessie 51’, Castillejo 67’

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (25)