Jutro Lech – Legia, więc można iść na spacer
Blogi i felietony

Jutro Lech – Legia, więc można iść na spacer

Czujecie ten dreszczyk emocji przed jutrzejszym hitem? Nie możecie usiedzieć na miejscu, jesteście pozytywnie naładowani, ale też sprawdzacie co chwilę kalendarz, czy aby na pewno dziś jest piątek, nie sobota? W końcu przegapić taki klasyk, to byłaby strata.

Macie coś takiego?

No, ja też nie.

Od dawna spotkania Lecha z Legią są kompletnie pozbawione jakości. Czasem zdarzają się emocje, owszem, ale wiecie – na podwórku mecze też bywają emocjonujące i nie wynika to z poziomu siedmiolatków. No, a tu jeszcze czasem sędzia dorzuci coś od siebie jak Marciniak przy pamiętnej ręce Kostewycza. Nie kupuję tego. Jeśli oglądam podobno dwa najlepsze zespoły w kraju, a przynajmniej ten z Poznania chce utrzymywać, że jest tuż za Legią, to oczekiwałbym przemyślanej partii. Zarówno ze strony piłkarzy, jak i trenerów. Niestety albo dostaje bezwładne kopaniny, albo w najlepszym razie na spotkanie dojeżdża jedna drużyna. Żeby obie wspięły się na wyżyny, nie pamiętam.

Czuje się trochę tak, jakbym szedł dzień po dniu do podobno najlepszych restauracji w kraju, a na talerzu widział hot doga z rozgotowaną parówką. Przecież czasami Legia z Lechem miały wszystko, by pokazać dobrą piłkę. Pełny Stadion Narodowy, finał Pucharu Polski. To nie. Raz mecz co najwyżej przeciętny, raz paździerz kompletny.

Nie ciekawi mnie, czy Agra jednak umie grać w piłkę. Czy Burić już wstał z murawy. Czy Kulenović przeprowadzi kiedyś akcję przodem do bramki. Czy Vujadinović z Janickim potrafią wytrzymać 90 minut bez obcinki.

Na większość pytań o jakość tych piłkarzy odpowiedzi znam i zazwyczaj są one przykre dla bohaterów. Niestety, Legia i Lech to marki podupadłe. Legia klęczy krócej, Lech dłużej, ale jednak.

Dość ciekawe jest więc jedynie starcie dwóch skrajnych osobowości na ławkach trenerskich. Adam Nawałka wolałby ogolić się na łyso, ubrać w dres i zrezygnować z szaliczka, niż udzielić ciekawej wypowiedzi. Podobno jak mówi „dzień dobry” w piekarni, to bierze autoryzację. Poza tym siedzi w klubie od czwartej rano, bo chyba nie może spać. Cieniutka jest granica między perfekcjonistą a oszołomem, prawda? Jeszcze, gdy Nawałka prowadził kadrę, biliśmy mu za to brawo, bo przynosiło wyniki. Od jakiegoś czasu Nawałka wyników jednak nie ma, być może dochodzi do momentu, w którym będzie musiał wyciągnąć wnioski. To znaczy, on zawsze mówi, że trzeba ja wyciągać, ale tym razem będzie musiał to zrobić, nie mówić. Może trzeba dopuścić do swojego otoczenia asystenta, którego rolą nie będzie tylko przytakiwanie? Może trzeba odpuścić wstawanie skoro świt i zamienić ilość w jakość? Jeśli przecież nie pójdzie mu w Lechu runie pewien mit i Nawałka będzie już tylko półkę wyżej w oczach prezesów i kibiców niż Fornalik.

A Pinto? Też gra o wszystko. Prezesi europejskich klubów nie są głupi. Jeśli widzą, że trener sprawiał kłopoty w Belgii, a potem nie poszło mu w Polsce, postawią na nim krzyżyk. Tak jak Nawałka może przestać być perfekcjonistą, a stać się upierdliwcem, tak Pinto może skończyć z łatką egocentryka i zostać klasycznym wariatem. I to takim niebezpiecznym. Na którego krzyki nabiorą się gdzieś w piłkarskim piątym świecie, jeśli czwarty, czyli my, go zweryfikuje.

Tak w ogóle to chciałbym, żeby któryś trener, jeśli przegra mecz z Pinto, zwalił winę na murawę. Ciekawe, co wówczas zrobiłby Portugalczyk.

W każdym razie jest ten mecz ważny tylko w tej sprawie, bo będzie jakąś weryfikacją obu trenerów. Ale nawet to nie sprawi, że będzie dobry. Wszystkim wam zalecam o 18 spacer, bo będzie to lepiej spędzony czas.

KOMENTARZE (37)