Bergisel. Więcej niż skocznia
Inne sporty

Bergisel. Więcej niż skocznia

Każda dyscyplina sportu ma swoje obiekty kultowe. W piłce dla niektórych będzie to Maracana czy Camp Nou, w boksie Madison Square Garden, w koszykówce „Bycza” United Center w Chicago, a w skokach narciarskich jedno z takich miejsc to bez wątpienia Bergisel w Innsbrucku. I nie chodzi wyłącznie o to, że austriacka skocznia to kawał historii sportów zimowych. Ten architektoniczny majstersztyk, który zrodził się na desce kreślarskiej słynnej Zahy Hadid, to miejsce pod wieloma względami niebanalne i pamiętające sporo ciekawych historii. Warto je przypomnieć, zanim eskadra Stefana Horngachera zacznie tam walkę o medale mistrzostw świata.    

W przypadku polskich kibiców pierwsze skojarzenie z Bergisel jest raczej oczywiste – epicki łomot, jaki Adam Małysz spuścił rywalom podczas pamiętnego Turnieju Czterech Skoczni w sezonie 2000/2001. Po czwartym miejscu w Oberstdorfie i trzecim w Ga-Pa Adaś w końcu odniósł zwycięstwo i to w takim stylu, że pozostali skoczkowie jeśli mieli gdzieś skoczyć, to najwyżej na kozetkę do psychologa. Polak wygrał wyprzedzając kolejnego zawodnika aż o 44,9 pkt., a pamiętajmy, że wtedy punkt K był tam usytuowany na 108 metrze. Ale co tu się dziwić, skoro drugi Janne Ahonen skakał 104 i 103 m, a nasz dekarz 111,5 i 118,5 m. A rekord skoczni Małysza – 120,5 m z kwalifikacji – przetrwał aż do przebudowy obiektu i przesunięcia punktu konstrukcyjnego na 120 m.

Małysz często zresztą powtarzał, że stara Bergisel wybitnie mu leżała. Lubił jej stromy rozbieg, szybkie przejście i dość krótki próg. Kiedy wielu zawodników spóźniało odbicie, on zwykle trafiał w punkt. Łącznie w całej karierze był tam cztery razy na podium. Kamil Stoch też często czuł tam stan flow – był w Innsbrucku pierwszy, drugi i trzeci.

W przypadku skoczków jedno z pierwszych skojarzeń z Bergisel, to z kolei chyba najmniej pokrzepiający widok, jaki mogą zobaczyć przez cały sezon z perspektywy belki startowej. Siedząc na platformie widzą stamtąd nie tylko malowniczy górski pejzaż Tyrolu i panoramę miasta, ale również pobliski cmentarz Wilten Friedhof znajdujący się tuż obok Bazyliki Wilten. Warto wiedzieć, że wśród ponad 6 tys. nagrobków spoczywa tam m.in. Emmerich „Putzi” Pepeunig, jeden z pomysłodawców Turnieju Czterech Skoczni.

Zawodnikom trudno uciec wzrokiem od nekropolii, ponieważ znajduje się ona dokładnie tuż za przeciwstokiem. Niektórzy zawodnicy żartowali, że jeśli jest się w wysokiej formie, można wręcz odnieść wrażenie, jakby miało się za chwilę wylądować na głównej alejce cmentarza. Skoczkowie są do znudzenia pytani, co czują, kiedy patrzą na las krzyży po drugiej stronie ulicy i niektórzy mają już tego dość. Norweg Sigurd Pettersen trochę na odczepnego rzucił dziennikarzom, że bardzo chciałby tam w końcu dolecieć, a wspomniany już Janne Ahonen stwierdził, że prędzej czy później i tak każdy tam wyląduje… Chociaż taki cmentarny widok na skoczniach nie jest unikalny. Nekropolię, chociaż znacznie skromniejszą, można też dostrzec z perspektywy mamuta w Vikersund.

Większą ciekawostką wydaje się być to, że obiekt w dość interesujący sposób sąsiaduje z autostradą A13 – droga przebiega w tunelu pod wzgórzem, na której stoi skocznia. Żeby lepiej to sobie wyobrazić, doprecyzujmy, że samochody mkną tam dokładnie pod rozbiegiem Bergisel.

Ale dla większości mieszkańców to przede wszystkim symbol ich małej ojczyzny. Nowa wersja historycznego obiektu, którą zaprojektowała w 1999 r. Zaha Hadid (ta pani zasłużyła na odrębny akapit), to jedna z głównych atrakcji dla turystów. – Skocznia Bergisel stała się punktem zwrotnym, bo była pierwszym tak nowoczesnym obiektem w tkance miejskiej Innsbrucka. Otworzyła szansę na realizacje innych, nowatorskich budowli w tym mieście. Innsbruck w XXI w. stał się poza Wiedniem największym ośrodkiem, w którym stara i nowa architektura umiejętnie współgrają ze sobą – podkreślał dr Mariusz Twardowski z Instytutu Projektowania Urbanistycznego Politechniki Krakowskiej, autor pracy „Skocznie x3”.

Jak mówi Anna Skiba, autorka bloga „Polka w Tyrolu”, kiedy symbolem tradycyjnej architektury w mieście jest słynny Złoty Dach, tak skocznia jest właśnie wizytówką nowoczesności. Chociaż i tam miesza się ona z historią.

 Skocznia umiejscowiona jest na wzgórzu będącym miejscem pamięci historycznej. Rozegrała się tam ważna dla Tyrolu i zakończona sukcesem bitwa pod Bergisel, której przewodził austriacki bohater narodowy Andreas Hofer. Mało się o tym wspomina, a tymczasem całe wzgórze poświęcone jest temu tematowi – opowiada w rozmowie z Weszło Skiba, która jest też wolontariuszką podczas mistrzostw świata w Seefeld. – Byłam na skoczni kilka razy. Zawsze zabieram tam znajomych, bo to ogromna atrakcja i niekoniecznie trzeba być fanem skoków. Skocznia zrobi wrażenie na każdym. Z tarasu widokowego roztacza się niesamowity widok na miasto, ma się tam poczucie, jakby było się na dachu Innsbrucka. Ceny w znajdującej się tam Sky Restaurant są oczywiście ciut wyższe niż w zwykłych restauracjach, ale będąc w takim miejscu warto skusić się na kawę czy kieliszek Spritzera.  

To naprawdę coś więcej niż tylko miejsce do skakania.

03.01.2013, Bergisel Schanze, Innsbruck, AUT, FIS Ski Sprung Weltcup, 61. Vierschanzentournee, Training, im Bild Martin Schmitt (GER) // Martin Schmitt of Germany during practice Jump of 61th Four Hills Tournament of FIS Ski Jumping World Cup at the Bergisel Schanze, Innsbruck, Austria on 2013/01/03. EXPA Pictures © 2012, PhotoCredit: EXPA/ Juergen Feichter SKOKI NARCIARSKIE PUCHAR SWIATA TURNIEJ 4 CZTERECH SKOCZNI SEZON 2012/2013 FOT: EXPA/NEWSPIX.PL Italy, Spain, Slovenia, Serbia, Croatia, Germany, UK, USA and Sweden OUT! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Trzy, dwa, jeden… wysadzaj!

I pomyśleć, że tak piękna historia Bergisel zaczęła się dość koszmarnie.

Pierwszy, jeszcze oczywiście mocno chałupniczy obiekt, zaczął tam działać w połowie lat 20. Wtedy to niejaki Heinrich Mayerl ustanowił niebotyczny rekord skacząc 47,5 m. Drewniana skocznia została później przebudowana na potrzeby przyjęcia uczestników mistrzostw świata w narciarstwie w 1933 r., ale później niszczała. W 1941 r. doszło tam do tragedii, która omal nie była końcem tego obiektu. Innsbruck był wtedy gospodarzem turnieju piłkarskiego dla młodzieży i do miasta zawitały także drużyny z Niemiec. To nie były jeszcze czasy, kiedy skocznie wyrastały jak grzyby po deszczu, dlatego dzieciaki z klubu SV Villingen w towarzystwie rówieśników z SV Innsbruck chciały obejrzeć obiekt z bliska. Skocznia była już zrujnowana, dlatego kiedy grupa młodych piłkarzy wdrapała się na górę, wieża najazdowa nagle runęła. Zginęły cztery osoby, kilka zostało ciężko rannych. Po wypadku skocznię zdemontowano.

Po drugiej wojnie światowej obiekt został jednak odbudowany według dawnych planów i w 1953 r. był jedną z aren debiutującego wówczas Turnieju Czterech Skoczni. Z powodu charakterystycznej lokalizacji, zawody na Bergisel od początku miały najbardziej miejski charakter spośród wszystkich niemiecko-austriackich konkursów.

Współorganizowanie udanego turnieju było bez wątpienia jednym z argumentów, aby powierzyć Innsbruckowi organizację zimowych igrzysk w 1964 r. I Bergisel naturalnie była jednym z obiektów, na którym toczyła się olimpijska rywalizacja. Z austriackimi igrzyskami związane są dwie ciekawostki. Przede wszystkim nigdy wcześniej nie rozegrano dwóch konkursów olimpijskich na normalnej i dużej skoczni: pierwszy odbył się w Seefeld, drugi właśnie w Innsbrucku. Mistrzem olimpijskim na Bergisel został wówczas Norweg Toralf Engan. Druga ciekawostka dotyczy pogody, jaka panowała wówczas w Austrii. O ile w Seefeld spadło trochę śniegu, tak w Innsbrucku przez całą imprezę białego puchu nie było prawie w ogóle. Przestało padać już kilka tygodni przed igrzyskami, dlatego burmistrz miasta przezornie przygotował ogromne siły, aby w razie potrzeby zwieźć z gór 25 tys. ton śniegu. W śnieżną operację zaangażowane było nawet wojsko.

Drugie igrzyska zawitały na Bergisel już w 1976 r., kiedy z organizacji imprezy wycofały się władze amerykańskiego Denver. MKOl z pocałowaniem ręki przyjął aplikację Austriaków, ponieważ ci mieli już gotową niemalże całą infrastrukturę. Chociaż akurat skocznię czekał lifting – to właśnie wówczas powstała żelbetowa wieża startowa. Od tamtej pory jednak obiektu w zasadzie już nie modernizowano aż do XXI w.

Skocznia w końcu musiała jednak zostać gruntownie przebudowana, bo była już przestarzała i nie spełniała kolejnych wymogów stawianych przez FIS. Międzynarodowa federacja narciarska kilka razy warunkowo przedłużała homologację obiektu i można podejrzewać, że gdyby nie współorganizowanie Turnieju Czterech Skoczni, to pewnie już wcześniej zostałaby ona zamknięta na cztery spusty. Mimo początkowych problemów z zebraniem budżetu w końcu zapadła więc decyzja, że w miejscu starej Bergisel stanie nówka. A skoro tak, starowinka musiała wylecieć w powietrze.

Akcja wysadzenia wiekowej Bergisel odbyła się 25 marca 2001 r. Pod skocznią zjawiło się ponad sto osób, które chciały z bliska zobaczyć, jak historyczny obiekt zamienia się w kupę gruzu. Gapiów z aparatami oraz kamerami nie odstraszał nawet padający deszcz. Operacja została podzielona na dwa etapy: w pierwszym saperzy wysadzili rozbieg, w drugim betonową wieżę. Z najazdem poszło bez problemu, ale w przypadku wieży wyraźnie coś nie pykło. Ładunki wybuchowe „podcięły” wprawdzie wielotonowy słup podtrzymujący konstrukcję, ale jej górna część zamiast się rozlecieć, jedynie oparła się o wzgórze. Żeby ją dobić, potrzebna była dodatkowa porcja materiałów.

Polscy kibice żartowali później, że powodem wysadzenia skoczni był niemożliwy do pobicia rekord Małysza. Orzeł z Wisły był zresztą ostatnim zawodnikiem, który oddał tam skok przed modernizacją. Można powiedzieć, że to on zgasił światło na starej Bergisel. Do dziś ponoć szlocha, kiedy widzi video z akcją saperów.

Nie wszyscy chcieli nowej Bergisel

Zanim jednak zniszczono skocznię, władze miasta już w 1999 r. ogłosiły międzynarodowy konkurs architektoniczny na projekt nowego obiektu.

Organizatorzy od początku zaznaczali, że nie chcą zwykłej skoczni, ale swoistego pomnika sportów zimowych. W konkursie wzięli więc udział nie tylko lokalni projektanci, ale również zagraniczne sławy. Jury konkursu ostatecznie ogłosiło zwyciężczynią Zahę Hadid. Irakijka z brytyjskim paszportem (zmarła w 2016 r.) była już wtedy jedną z największych światowych gwiazd wśród architektów, co potwierdziła niedaleka przyszłość – zaledwie pięć lat później, w 2004 r., jako pierwsza kobieta w historii odebrała nazywaną architektonicznym Noblem nagrodę Pritzkera,  a w latach 2010 i 2011 także nagrodę Stirlinga. W pewnym momencie stała się wręcz celebrytką. Pokazywała się na czerwonym dywanie, pojawiała się w obecności gwiazd, a ubierała się tak, że niektóre jej kreacje polubiłaby pewnie nawet Lady Gaga. Hadid miewała też kaprysy. Anegdota mówi, że potrafiła zatrudnić asystentkę tylko po to, aby ta nosiła za nią torebkę.

Jej znakiem rozpoznawczym było jednak przede wszystkim to, że nienawidziła kątów prostych. Betonowe konstrukcje traktowała jak plastelinę, którą można do woli modelować. Dlatego wyginała łuki, tworzyła opływowe kształty zupełnie jakby malowała je pędzlem. Irakijka stworzyła własny, niepodrabialny styl, a zaprojektowane przez nią ekspresyjne budynki charakteryzowały się niestandardową, „miękką linią”.

Kto wie, być może kosmiczny projekt Bergisel też był jedną z cegiełek do późniejszych laurów? Zaha Hadid zaproponowała bowiem wieżę wysoką na 50 m i rozbieg o długości 90 m, co wpłynęło na powiększenie obiektu (rekord Michaela Hayboecka z 2015 r. wynosi 138 m). Majstersztykiem była jednak przede wszystkim wspomniana wieża, która miała dumnie wychylać się ponad rosnące na wzgórzu drzewa.

THEMENBILD - die Bergisel Schanze aus der Luft, aufgenommen am 04. Januar 2019 in Innsbruck, Österreich // Arial View of the Bergisel Hill with Stadium, Innsbruck, Austria on 2019/01/04. EXPA Pictures © 2019, PhotoCredit: EXPA/ JFK FOT.EXPA/NEWSPIX.PL Austria, Italy, Spain, Slovenia, Serbia, Croatia, Germany, UK, USA and Sweden OUT! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Dr Mariusz Twardowski z Politechniki Krakowskiej w swoim badaniu nazwał ją ascetyczną:

Zaha Hadid narysowała wieżę jedną linią. Forma żelbetowa biegnie w górę, by na szczycie wieży zawinąć kształt, płynnie zmienić się w zeskok i zakończyć się na progu. Zgrabne linie i minimalistyczna estetyka tworzą zmysłowy, szybki ruch, odzwierciedlający dynamiczną formę skoczni, jej monumentalną konstrukcję, która stoi powyżej historycznego centrum Innsbrucka. Hadid zmieniła kształt i charakter skoczni. Zmieniła zupełnie wieżę startową, kształt rozbiegu, progu i zeskoku oraz powiększyła widownię. Kształt trybun jest niezwykły, gdyż zeskok zagłębiany jest z każdą kolejną modernizacją. Skoczkowie lądują poniżej poziomu terenu w zagłębieniu hamując na przeciwstoku.

Irakijka nadała skoczni Bergisel też inne funkcje. Na szczycie wieży zaprojektowała wspomniany już taras widokowy, z którego roztacza się 360-stopniowa panorama na Innsbruck i Alpy. Na górze wymyśliła też restaurację, która miała być otwarta dla turystów poza konkursami. Rozmach projektu był jednak na tyle ogromny, że jury konkursowe było lekko podzielone. Tym bardziej, że odważne rozwiązania przekładały się też na kosztorys wynoszący około 12 mln euro. Mimo to wybrano jej pomysł.

Budowa, która ruszyła w 2001 r., była jednak powodem protestów grupy mieszkańców. Przedstawiciele lokalnej społeczności krytykowali władze miasta, że chcą zbudować obiekt, który będzie pasował jak kwiatek do kożucha w zestawieniu z historyczną zabudową Innsbrucka. Głosy sprzeciwu na nic się jednak nie zdały. Ale chyba nie ma co płakać, bo świat skoków zyskał jedną z najefektowniejszych skoczni, a Innsbruck budowlę, którą chwali się w każdym przewodniku turystycznym.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. newspix.pl, innsbruck.info

KOMENTARZE (0)