W Serbii już zawsze będę „tym, któremu kibic przystawił pistolet do głowy”
Weszło Extra

W Serbii już zawsze będę „tym, któremu kibic przystawił pistolet do głowy”

Urodził się i wychował pięćset metrów od domu rodzinnego Nemanji Vidicia. Gdy miał dwanaście lat, na jego miasto spadły bomby. Jego dziewczyną była mistrzyni Europy w siatkówce, która załatwiła mu testy w FC Zurich. Wyjechał z Serbii, ponieważ kibice jego drużyny weszli do szatni i przystawili mu do głowy naładowany pistolet. W Zagłębiu strzelił bramkę samobójczą, która uczyniła z niego gwiazdę internetu. 

Żarko Udovicić na brak wspomnień po zakończeniu kariery na pewno narzekał nie będzie. Poznajcie jego historię. 

Żarko, jako młody chłopak marzyłeś o tym, że będą mówić o tobie największe media sportowe na całym świecie? 

Oczywiście, że marzyłem. Jak każdy! 

Marzenia się spełniły. 

(śmiech) Ale tylko w tym sensie, że ludzie na całym świecie usłyszeli o Żarko Udoviciciu, bo sytuacje nie były dla mnie zbyt przyjemne. 

Ale przy jednej z nich wszyscy się ubawili. No, prawie wszyscy. 

Cieszę się, że to był tylko sparing. Skoro na jednym z portali ten mój samobój miał aż pięć milionów wyświetleń, to aż strach pomyśleć co by było, gdybyśmy grali o stawkę. Pięć milionów… Przecież kraj, z którego pochodzę, liczy siedem! Przez kilka kolejnych dni nie miałem lekkiego życia, bo było sporo żartów.

Pewnie, że prawą nogę masz tylko po to, by wsiadać do tramwaju. A i nawet wtedy musisz szczególnie uważać. 

Dokładnie tak. Powiem ci tak – plan był… dobry. Widziałem, że napastnik rywali atakuje stopera, a nasz prawy obrońca stoi wolny na swojej stronie. Wykonanie, jak pewnie widzieliście, nie było najlepsze, ale gdyby przerzut wypalił, poszlibyśmy z fajną kontrą. 

Poza tym… Niby trafiłem w okienko, ale Wojtek Fabisiak chyba mógł zrobić troszkę więcej! 

Gdy świat usłyszał o tobie po raz pierwszy, nikomu do śmiechu nie było. 

Przyzwyczaiłem się już do tego, że ludzie w Serbii zawsze będą kojarzyć mnie z tą sytuacją, w której kibic przystawił mi pistolet do głowy. Grałem w FK Novi Pazar i nie strzeliłem karnego na wagę remisu z FK Rad. On myślał, że sprzedałem ten mecz albo obstawiłem go u bukmachera. Oczywiście nic takiego nie miało miejsca. Graliśmy wtedy bardzo dobry sezon, zajmowaliśmy piąte miejsce w serbskiej ekstraklasie i liczyliśmy na więcej. Zrobiliśmy najlepszy wynik w historii tego klubu. A ja tego karnego w ogóle miałem nie strzelać! 

Jak to? 

Mieliśmy od tego kapitana naszego zespołu, ale akurat został wcześniej zmieniony. Trener uznał, że wyznaczy w trakcie meczu kogoś, kto wydaje mu się najmocniejszy psychicznie. To była końcówka spotkania, a ja grałem bardzo dobre zawody. Zresztą karnego gwizdnięto po moim dośrodkowaniu. Byłem naturalnym kandydatem. Popatrzyłem na bramkarza – widziałem, że jest młody, więc założyłem, że szybko się położy. Znów plan był dobry, ale złe wykonanie. Miałem rację, kopnąłem w środek, ale za wysoko. 

Od razu po meczu zaczęła się jazda? 

Nie. Pomyślałem, że może być gorąco, bo kibice tych drużyn mają ze sobą kosę, ale w żadnym wypadku nie spodziewałem się czegoś takiego. Po meczu mieliśmy dwa dni wolnego. Po nich wszedłem do naszej szatni i zobaczyłem w niej pięciu-sześciu kibiców. Wcześniej nie miałem podobnych doświadczeń, więc nie wiedziałem, jak mam się zachować. Pierwszy z nich normalnie wypytywał, co się stało, ale nagle w moim kierunku ruszyła reszta. Jeden miał pistolet. Odbezpieczył go, wyciągnął w moim kierunku i zapytał, dlaczego to zrobiłem. Na pięć, może dziesięć sekund zamarłem. Sparaliżowało mnie to tak, że kompletnie nie wiedziałem, co się dzieje! Uderzyli jeszcze mojego kolegę, który dopytywał, o co im chodzi i wyszli. 

Więcej w tej drużynie nie zagrałeś, choć był to dopiero pierwszy mecz w rundzie wiosennej. To twoja decyzja? 

Tak, nie potrafiłbym dalej dla nich grać po czymś takim. Od razu powiedziałem dyrektorowi sportowemu i prezesowi, że chcę wolną rękę w poszukiwaniu nowej drużyny. Ostatecznie straciłem cztery miesiące, w trakcie których tylko trenowałem, bo nasza federacja nie zgodziła się na to, żebym od razu poszedł do innego klubu. Ale byłem z tym w sądzie i wygrałem sprawę o pieniądze, w czym bardzo pomógł mi Mirko Poledica, który kiedyś grał w Polsce, a dziś jest prezesem związku piłkarzy w Serbii. 

Novi Pazar generalnie uchodzi za nie najlepsze miasto do życia. Wasze władze odradzają turystom zapuszczanie się w te rejony, choćby ze względu na mafię. Żyją tam głównie Boszniacy, nie brakuje muzułmańskich radykałów. Według doniesień medialnych ISIS rekrutuje na tych terenach terrorystów.  

To prawda i… nieprawda. To, co mówisz, się zgadza, ale trzeba pamiętać, że media czasami bardzo mocno przesadzają. Generalnie jest bezpiecznie, a mi grało i żyło się tam bardzo dobrze. Kibice są naprawdę fanatyczni, temperamentni i na każdym meczu domowym mieliśmy komplet. Czuliśmy mocne wsparcie i przekładało się to na wyniki, dlatego tym bardziej dziwiła wszystkich ta sytuacja z bronią. Ten fanatyzm ostatecznie obrócił się przeciwko klubowi, bo drużyna nie gra już w naszej ekstraklasie, a za chwilę nie będzie grała też nawet na zapleczu – w tym sezonie nie wygrała meczu i jest ostatnia. Nie mają zespołu. Dobrzy piłkarze wolą grać dla innych klubów.

Zraziłeś się do rzutów karnych? 

Od tego czasu zdarzył się tylko jeden – pół roku temu w Pucharze Polski z Olimpią Grudziądz. Na wszelki wypadek strzeliłem pewnie, bez żadnej zabawy w Panenkę. Trochę te karne zacząłem omijać. Nawet na treningu do nich nie podchodzę, wolę potrenować wolne. 

Nie pochodzisz z wielkiego miasta, ale Uzice mogą być znane fanom futbolu, bo urodził się tam Nemanja Vidić. 

Mieszkał i wychował się pięćset metrów od mojego domu. 

To w zasadzie byliście sąsiadami!

Można tak powiedzieć, ale tak naprawdę widziałem go jedynie parę razy i to dawno temu. Dziś pewnie też niełatwo tam na niego trafić. Dalej jest związany z naszym miastem, bo Serbowie mają w naturze to, że nie zapominają, skąd pochodzą, ale mieszka gdzieś indziej. Całkiem nieźle znam za to jego ojca, czasem spotykaliśmy się towarzysko. Fajny gość. Dzięki synowi może się w życiu bawić. 

28.07.2018 LUBIN, PILKA NOZNA (FOOTBALL), LOTTO EKSTRAKLASA ( LOTTO EKSTRAKLASA POLISH LEAGUE ), SEZON 2018/2019 MECZ KGHM ZAGLEBIE LUBIN - ZAGLEBIE SOSNOWIEC NZ ZARKO UDOVICIC FOTO LUKASZ SKWIOT/ CYFRASPORT / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Tak jak Vidicia dotknęła cię wojna? Gdy bombardowano wasze miasto, miałeś dwanaście lat. 

Pamiętam to bardzo dobrze. Jednego dnia spadły cztery bomby. Najbliższa gdzieś w odległości czterystu metrów od mojego domu. Akurat grałem w piłkę w naszym ogródku z moim bratem. Tata był wtedy w pracy. Gdy usłyszeliśmy pierwsze wybuchy, mama kazała nam szybko schować się do domu. W środku, gdy spadały kolejne bomby, czułem się znacznie gorzej niż na zewnątrz. Przez kolejne dni rodzice bardzo mocno nas pilnowali. Może ze względu na wiek nie do końca zdawałem sobie sprawę z powagi sytuacji, ale czułem zagrożenie. 

Od małego zdradzałeś talent do gry? 

Zawsze w siebie mocno wierzyłem i miałem nadzieję, że zrobię karierę nie tylko w Serbii, ale też w zagranicznym klubie. Dlatego ten awans z Zagłębiem do ekstraklasy jest dla mnie spełnieniem marzeń. Jeśli pytasz o początki, to do pierwszego klubu trafiłem dość późno, ale wcześniej trenowałem w szkole i prywatnie u dobrego trenera. To bardzo mi pomogło na późniejszym etapie. Już w wieku siedemnastu lat zacząłem seniorską karierę. 

Grałeś też w kadrze Serbii do lat dwudziestu, więc musiałeś się wyróżniać. Czujesz niedosyt, gdy patrzysz na swoją karierę? 

Grałem w kadrze, ale nie była to jakaś szczególna generacja – chyba tylko Dusan Tadić wylądował na najwyższym poziomie. Moja kariera potoczyła się inaczej, ale nie jestem bardzo mocno tym rozczarowany. Czuję tylko, że gdybym miał trochę więcej szczęścia, to też grałbym w trochę lepszej lidze niż ekstraklasa i w trochę lepszym klubie. Oczywiście nikogo nie obrażając, bo w Polsce też macie dobrą, szanowaną ligę. Umiejętności zawsze miałem. 

Nie miałeś szczęścia czy popełniłeś błędy? 

Jeśli na przykład brak dobrego agenta można nazwać błędem, to taki popełniłem. Gdy przyjechałem do Polski, miałem już prawie dwadzieścia osiem lat. To dużo. Po dwóch latach, w których byłem w jedenastkach sezonu, często słyszałem: „dlaczego nie przyjechałeś tutaj, gdy miałeś dwadzieścia czy dwadzieścia jeden lat?”. Pytali głównie menedżerowie. No dlaczego? Bo nikt mnie nie zauważył i nikt mnie nie zaprosił. A wcześniej statystyki w Serbii też miałem dobre zarówno w ekstraklasie, jak i w pierwszej lidze. 

Liga serbska jest słabsza od polskiej? 

Organizacyjnie, pod względem infrastruktury i opakowania przez media. U nas wygląda to dramatycznie, bo na wszystko brakuje pieniędzy. Jeśli chodzi o sam poziom piłkarski, jest znacznie lepiej, ale moim zdaniem podobnie jak w ekstraklasie. Przewagę robi to, że mamy mnóstwo talentów. U nas panuje trochę inne podejście. Kluczowe jest to, żeby wstawić do składu młodego, wypromować go i sprzedać. Nie potrzebujemy do tego żadnych specjalnych przepisów. Dotyczy to zresztą całych Bałkanów. W ekstraklasie trochę się tego boicie, bo wszyscy przywiązujecie większą wagę do wyników. 

Pytam, bo jednak dziwne wydaje się to, że z piątej drużyny w Serbii trafiłeś do beniaminka naszej pierwszej ligi. Za wszelką cenę chciałeś wyjechać? 

Tak. Przede wszystkim przez to zdarzenie z bronią. A tak poza tym był to już mój piąty klub w Serbii, więc uznałem, że najwyższy czas na zmiany. Wiedziałem, że będzie trudno o dobry zespół, bo od lutego do czerwca nie grałem w piłkę, ale cały czas byłem optymistą. Pewnie gdyby nie to, miałbym oferty z waszej ekstraklasy, na które mocno liczyłem, ale kontrakt zaoferowało mi Zagłębie i też nie mogę narzekać. Musiałem pójść dłuższą drogą i włożyć więcej wysiłku, by trafić do miejsca, w którym jestem, ale było warto. 

To prawda, że po pierwszym sezonie w Polsce miałeś trafić do Lecha, ale z transferu zrezygnowano ze względu na limit dla graczy spoza UE? 

Tak było. Zagrałem bardzo dobry sezon, a dodatkowo pokazałem się przeciwko Lechowi w półfinale Pucharu Polski. Bardzo spodobałem się trenerowi Urbanowi i gdy śledziłem wszystkie doniesienia, byłem niemal pewny, że ten transfer dojdzie do skutku. Właśnie tak chciałem to rozegrać – jak najszybciej się pokazać i trafić wyżej, ale nie udało się zarówno wtedy przez limit, jak i w innych sytuacjach, gdy było zainteresowanie. 

Byłeś stałym bywalcem w zestawieniach pierwszoligowców, którzy powinni grać wyżej. 

Mimo wszystko nie miałem momentów zwątpienia. Robiłem cierpliwie swoje i to się opłaciło, bo do ekstraklasy trafiłem razem z moim Zagłębiem. Dłuższą drogą, ale to jeszcze lepiej smakuje.  

Podobno wcześniej testy w FC Zurich załatwiła ci twoja dziewczyna. 

To poniekąd prawda, ale to było w czasach, gdy jeszcze grałem w Serbii. Ana Antonijević, z którą się spotykałem, jest bardzo dobrą siatkarką – grała w naszej reprezentacji i w klubach we Francji, Szwajcarii i Turcji. Prezesem Volero Zurich, w którym występowała, jest bardzo bogaty człowiek z Rosji, który polubił mnie, gdy ze względu na Anę spędzałem czas w Szwajcarii. To on porozmawiał z szefem FC Zurich. Wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie. Szwajcarzy wysłali do mojego klubu oficjalne zapytanie, bilety na samolot i tak dalej. Pracowałem z drużyną przez tydzień po meczu Ligi Europy z Villarrealem. Do dziś nie wiem, dlaczego nie zostałem na dłużej, bo wyglądałem dobrze, ale taka jest piłka. 

Jeden z tabloidów śmiał się, że twoja dziewczyna jest tak piękna, iż nie można jej odmówić, więc władze klubu też nie dały rady. 

Gdyby się udało, chyba podpisalibyśmy jakiś kontrakt i zostałaby moim agentem! 

Sosnowiec , Stadion Ludowy 03.08.2018 sport pilka nozna Lotto Ekstraklasa sezon 2018 / 2019 3 kolejka , runda jesienna Zaglebie Sosnowiec - Pogon Szczecin NZ Zarko Udovicic ( ZAGLEBIE ) Arkadiusz Jedrych ( ZAGLEBIE ) Piotr Polczak ( ZAGLEBIE ) Vamara Sanogo ( ZAGLEBIE ) Adam Fraczczak ( POGON ) FOT Michal Nowak / Newspix.pl Sosnowiec , Citizen Stadium 03.08.2018 sport football Polish Lotto Ekstraklasa round 3 of the season 2018 / 2019 Zaglebie Sosnowiec - Pogon Szczecin photo by Michal Nowak / Newspix.pl --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Żarko, ty generalnie nie potwierdzasz stereotypu, który dotyczy graczy z Bałkanów. Spokojny chłopak jesteś. 

Wiem, że mieliście okazje, by poznać od tej strony moich kolegów, Żeljko Djokicia i Vuka Sotirovicia. Na pewno łapali u was dużo kartek. Ja raczej staram się skupiać na piłce. Czerwoną kartkę dostałem raz w karierze i to przez przypadek. Faul na piłkarzu Wisły może wyglądał dramatycznie, ale tylko się poślizgnąłem, nie miałem złych intencji. Poza murawą też jestem spokojny i uważam, że to mój duży atut. Ostatnio dziennikarze napisali, że przez kilka dni przeżywałem mecz ze Śląskiem, ale to nieprawda. Źle mnie zrozumieli. Gdyby tak było, nie zagrałbym tak dobrze z Arką tydzień później. Ja nie patrzę wstecz. Ten spokój pomógł mi w całej karierze. 

Polacy są trochę podobni do Serbów? 

Mamy kilka wspólnych cech. Zarówno Polacy, jak i Serbowie są bardzo ambitni i nieustępliwi, bo mają głód sukcesu. 

Próbuję ustalić, dlaczego tak dobrze się u nas odnajdujesz. 

Tak się trafiło. Gdy tu przyjeżdżałem, nie zakładałem, że zostanę tak długo, bo myślałem, że szybko przeskoczę do ekstraklasy, a jednak tak się nie stało. Nauczyłem się mówić po polsku, choć łatwo nie było, bo wcześniej nie miałem styczności z waszym językiem. Słowo na „k” niby znaczy u nas to samo, ale używamy go znacznie rzadziej! O Polsce generalnie wiedziałem niewiele. Przed samym przyjazdem dużo opowiadał mi na wasz temat Mirko Poledica, ale wcześniej wiedziałem niewiele. Ot, znałem kilka klubów, bo grali w nich Serbowie. 

Nie wiedziałeś więc, że Sosnowiec uchodzi za najbrzydsze miasto w Polsce. 

Dowiedziałem się z czasem, ale się z tym nie zgadzam. 

Musisz tak mówić. 

Nie, nie. Zobacz – tutaj gram i tutaj mieszkam, a nie w Katowicach tak jak wielu piłkarzy. No i jeszcze jedno. Jak przyjeżdżałem do Polski, myślałem, że Sosnowiec leży na Śląsku, ale teraz wiem, że to Zagłębie Dąbrowskie. 

Jeszcze zaplusujesz u kibiców, choć już bardzo cię lubią. 

W Serbii też mnie lubili, a jednak to mi przystawili pistolet do głowy! A tak serio, to jedyna przykra sytuacja, którą miałem. Kibice zawsze szanowali to, co robię na boisku. Tutaj spotykam się z wieloma przejawami sympatii. To dla piłkarza jest najważniejsze. 

Najważniejsze są pieniądze. 

Są ważne, ale za piętnaście-dwadzieścia lat nie będziesz wspominał, ile zarobiłeś. A to, że ludzie cię szanowali, dalej będziesz pamiętał. Dobrze jest mieć miejsca, do których można po latach wrócić i cieszyć się uznaniem za to, że coś zrobiłeś. 

Wiem, że kibicom zawsze podobał się mój styl gry. Dużo biegam i dużo walczę. Słyszę też dobre opinie o tym moim „zakosie”, na który udaje się czasami nabierać innych piłkarzy. Jestem świadomy, że coraz mocniej przeciwnicy to analizują, ale w pierwszej lidze robili to samo, a i tak dalej się udawało. 

Takiego rajdu jak z Pogonią Siedlce już chyba jednak nie powtórzysz. 

A dlaczego nie? To na razie moja najlepsza akcja w życiu, ale tylko na razie. Wszystko dobrze się ułożyło, paru kolegów zrobiło mi miejsce na boisku i poszło. Tak jak mówiliśmy na początku, że byłem gwiazdą internetu przez samobója, tak ten gol też odbił się szerokim echem w Serbii. Wszyscy pisali tak: „Pamiętacie Udovicicia, który kiedyś miał przystawiony pistolet do głowy? W Polsce porównują go do Maradony!”. Tak o mnie napisali w Polsacie Sport. Dzięki temu rajdowi wielu ludzi dowiedziało się, że wszystko u mnie w porządku – że jestem w Polsce i dobrze gram. 

Czymś zaskoczyła cię ekstraklasa po awansie? 

Nie, jest dokładnie tak, jak się spodziewałem. Abstrahując od naszej sytuacji w tabeli, w ekstraklasie gra mi się łatwiej. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale tak to wygląda. Zobacz na moje statystyki – w pierwszej lidze takich nie miałem. Wtedy grałem większość meczów na lewej obronie, ale i tak czuję tę różnicę. 

Ale jeśli chodzi o drużynę, to zaskoczyła was na pewno. 

Myślałem, że będzie łatwiej. Wiesz… Że na tej atmosferze związanej z awansem będzie szło nam lepiej, i że z czasem będziemy robili postępy. W kilku meczach brakowało nam szczęścia, mieliśmy różne sytuacje z VAR-em, w rezultacie nie wygraliśmy paru spotkań, które wygrać powinniśmy. 

Ty słabszą miałeś też wiosnę przed samym awansem. Popadłeś w konflikt z dyrektorem sportowym? 

Nie, nie mieliśmy żadnego problemu. Dziennikarze napisali o tym tak, żeby wyglądało trochę jak konflikt, ale wszystko między nami było w porządku. Było za to trochę innych problemów. 

Jakich? 

Po bardzo dobrej rundzie w moim wykonaniu nagle zostałem kompletnie odstawiony od składu. Trener Dudek ściągnął Tymka Puchacza i przez kilka kolejek nie rozegrałem nawet sekundy. Byłem zdenerwowany, bo nikt nie powiedział mi wtedy, że robię cokolwiek źle. Nic, zero! Jesienią grałem bardzo dobrze, a wiosną bez słowa poszedłem w odstawkę. Zostało mi zacisnąć zęby i pracować dalej. To jest ten spokój, o którym wcześniej mówiłem. 

To lepiej czujesz się na lewej obronie czy w pomocy? 

Patrząc na statystyki i to, jak dziś wyglądam, na lewej pomocy. 

Dyrektor Stanek wypomniał ci wtedy właśnie to, że musisz skupić się bardziej na bronieniu i więcej grać dla drużyny. Chyba miał trochę racji. 

Nie wiem, czy miał rację. Na pewno zgadzam się z tym, że nie jestem typowym obrońcą, bo więcej atutów mam w ofensywie. Jednak gdy słyszę, że w ogóle nie umiem bronić, to mnie to trochę śmieszy. Zobacz – najpierw pojawiały się takie głosy, a później byłem wybierany do różnych jedenastek rundy czy sezonu jako lewy obrońcy. Najpierw słyszałem takie zarzuty, a później trenerzy analizowali wszystkie bramki i wychodziło im, że więcej tracimy z prawej strony niż z lewej. Myślę, że zostałem zaszufladkowany, ale muszę z tym żyć. 

Zdążyłeś już nauczyć się imion wszystkich nowych kolegów? 

Przez trzy i pół roku przewinęło się tu tylu piłkarzy, że zdążyłem przyzwyczaić się do zmian. Z drużyny, do której przychodziłem, został już tylko Matko Perdijić i Martin Pribula. Teraz z nowymi zawodnikami spędziliśmy już trochę czasu na obozie i na wspólnych treningach, więc były okazje, by wszystkich poznać. 

W tym szaleństwie, w wymianie aż tylu piłkarzy, twoim zdaniem jest metoda? 

Myślę, że to nie jest dobre, ale rozumiem prezesa i klub. Byliśmy i ciągle jesteśmy na ostatniej pozycji, więc musieliśmy coś zmienić. Teraz wszyscy mówią, że potrzebujemy czasu, żeby się zgrać. Sęk w tym, że my przecież tego czasu nie mamy. 

Ale po treningach czy sparingach, których my nie mogliśmy widzieć, dostrzegasz w tej drużynie potencjał na pozostanie w lidze? 

Ja nawet przez chwilę nie pomyślałem o spadku. 

Nie wierzę. 

Naprawdę. W czerwcu kończy mi się kontrakt i rozmawiałem z prezesem na temat nowego. Powiedziałem mu wtedy, że nie wyobrażam sobie spadku do pierwszej ligi i ponownej gry na zapleczu. Wydaje mi się, że pokazałem, iż daję radę w ekstraklasie. Wiem, ile czasu pracowałem na to, żeby tu być, dlatego dam z siebie wszystko, by zostać. Myślę, że koledzy mogą powiedzieć to samo. Teraz musimy się skupiać na każdym kolejnym meczu, zamiast wybiegać w przyszłość, bo w każdym gramy o życie. Trzy punkty w sobotę w Zabrzu bardzo by nam pomogły. Gdy patrzę teraz na drużynę, jestem optymistą. Dobrze się przygotowaliśmy. Poczekajcie jeszcze kilka meczów i wtedy nas oceniajcie. 

Rozmawiał MATEUSZ ROKUSZEWSKI

Fot. newspix.pl

KOMENTARZE (5)