Gdy chciwość wygrywa z talentem. Jak ustawiane są tenisowe mecze?
Inne sporty

Gdy chciwość wygrywa z talentem. Jak ustawiane są tenisowe mecze?

Karim Hossam był jednym z najlepszych juniorów świata, jednak w gronie profesjonalistów nigdy nie zbliżył się nawet do pierwszej setki rankingu ATP. Nie zarobił przez to wielkich pieniędzy na korcie, więc postanowił zbliżyć się do nich w inny sposób. Dziennikarze BBC dotarli do dokumentów, które przybliżają szczegóły bulwersującej sprawy, która wcale nie zakończyła się po pierwszym wyroku. Analiza tego przypadku pozwala lepiej zrozumieć nie tylko sposób, w jaki ustawiane są dziś tenisowe spotkania, ale także to, jak trudna jest walka z tym procederem.

Oszustwa i korupcja to mniejsza lub większa część każdej dyscypliny sportu. Tam gdzie pojawiają się pieniądze, zawsze pojawia się jakaś pokusa. W tenisie triumfatorzy wielkoszlemowych turniejów podnoszą z kortu miliony, ale do przestępstw najczęściej dochodzi z dala od kamer. Dopuszczają się ich przeważnie zawodnicy, którzy nie mają szans na nawiązanie walki z czołówką i nigdy nie będą ich mieć.

Mechanizm niedozwolonego działania warto prześledzić na hipotetycznym przykładzie. Załóżmy, że ktoś organizuje turniej najniższej rangi z pulą nagród, która wyniesie 50 tysięcy złotych. Zwycięzca zgarnie jakieś 10% tej kwoty, ale co z resztą? Jeśli w turnieju wystąpi 32 zawodników, to zdecydowana większość z nich otrzyma grosze, które mogą nie wystarczyć nawet na pokrycie wszystkich kosztów związanych z uczestnictwem w rozgrywkach. Właśnie w takich momentach pojawia się pokusa, by dorobić sobie na boku.

„Oszukiwanie w tenisie jest ogólnie bardzo proste – jak w każdym sporcie indywidualnym. Kurs na to, że ktoś da się przełamać, jest z reguły dosyć wysoki. To żaden problem zrobić podwójny błąd serwisowy, a potem nie trafić pierwszym serwisem i przegrywać kolejne punkty. Zawodnik jest panem sytuacji – może pewne rzeczy robić sam i nikt nie musi o tym wiedzieć jeśli w grę nie wchodzą jakieś alarmujące kwoty” – tłumaczy Maciej Łuczak, komentator tenisa w TVP Sport.

W dzisiejszych czasach można obstawiać wiele aspektów dotyczących tenisowych meczów i zawodnicy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Wiedzą to również ludzie, którzy może sami na kort nie wychodzą, ale uważnie śledzą przebieg wydarzeń on-line. Najczęściej scenariusz wygląda tak, że przed meczem zawodnik dostaje anonimowy telefon z ofertą na przykład przegrania do zera dwóch pierwszych gemów. Tylko za takie „ustępstwo” może mieć zagwarantowaną dużo lepszą stawkę niż za wygranie całego spotkania. Wielu na te warunki przystaje, ale czasami tenisiści dogadują się też po prostu między sobą.

„W tenisie system rozgrywania małych turniejów sprzyja powstawaniu okoliczności, które mogą wodzić na pokuszenie. Często jest tak, że zawodnicy przylatują w określone miejsce na kilka turniejów z rzędu. W takich sytuacjach ciągle widzi się te same twarze i tworzą się małe środowiska. Żeby trochę zarobić, nie trzeba wcale celowo przegrywać meczu. Co to za problem umówić się z kolegą, z którymi widujesz się co tydzień na różnych turniejach, że tym razem zaczynamy od dwóch przełamań, a dopiero od 2:2 gramy na poważnie?” – dodaje dziennikarz TVP Sport.

Zakłady a sprawa polska…

To właśnie takimi przypadkami zajmuje się Tennis Integrity Unit (TIU). Niezależna instytucja powstała z porozumienia Międzynarodowej Federacji Tenisowej (ITF), organizacji ATP i WTA oraz przedstawicieli reprezentujących wielkoszlemowe turnieje. Wszystkie te podmioty odpowiadają za finansowanie TIU w jej bieżących działaniach. Organizacja w ramach swojej działalności co roku składa szczegółowy raport, a w ostatnich latach może się pochwalić coraz większymi sukcesami.

W 2017 roku dożywotnio zdyskwalifikowany został Junn Mitsuhashi, któremu udowodniono próbę wpłynięcia na wyniki dwóch spotkań. Dwa lata wcześniej szerzej nieznany Japończyk miał postawić w zakładach bukmacherskich 76 zakładów. Gdy sprawa została upubliczniona, Mitsuhashi był zawodnikiem, który plasował się w okolicy… dwutysięcznego miejsca w rankingu ATP.

Rok później skazani zostali weterani – Daniele Bracciali i Potito Starace. To już całkiem poważne nazwiska – ten drugi trzykrotnie dochodził do trzeciej rundy French Open i w najlepszym momencie kariery był nawet klasyfikowany na 27. miejscu w rankingu ATP. Ich sprawa nie jest świeża, a pierwszych przestępstw mieli się dopuścić w 2005 roku. Bracciali miał się wzbogacić o 50 tysięcy dolarów na celowym przegrywaniu setów. Starace miał z kolei przyjąć łapówkę za porażkę z Pablo Andujarem w Casablance.

Proces ciągnął się długo. Najpierw obu skazano, potem w apelacji jednego z nich uniewinniono. W międzyczasie pojawiły się nowe dowody dotyczące 2011 roku. Ostatecznie Bracciali został ukarany bezprecedensową grzywną, która wyniosła 250 tysięcy dolarów – to najwyższa kara w historii działalności TIU. Starace musiał zapłacić 100 tysięcy dolarów. Obaj zostali też zdyskwalifikowani – starszy z Włochów nawet dożywotnio.

Ten przykład pokazuje jednak największe problemy związane ze ściganiem tego typu przestępstw. Procesy ciągną się latami, a fakty wychodzą na jaw z dużym opóźnieniem. Starace w oczekiwaniu na ostateczny werdykt… zdążył już zakończyć karierę, więc pewnie niezbyt się przejął długą dyskwalifikacją. Można także przypuszczać, że udowodnione winy są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, zatem i sama wysokość grzywny również nie robi takiego wrażenia, jak zapewne powinna.

„Ustawianie niekoniecznie zawsze musi być związane z mafią bukmacherską, która inwestuje w ten proceder setki tysięcy dolarów. Zawodnicy, którzy nie zarabiają rewelacyjnie, w prosty sposób sami mogą sobie dorabiać na każdym mniejszym turnieju. Jeśli masz opcję prostego zarobienia dodatkowych 500 dolarów, to w pewnych warunkach ta pokusa może być zbyt silna” – tłumaczy Maciej Łuczak.

Przekonali się o tym Piotr Gadomski i Arkadiusz Kocyła. Polacy w grudniu 2012 roku mieli ustawić deblowy mecz turnieju ITF Futures w Hongkongu. Wpadli przez przypadek – pogrążył ich omyłkowo wysłany SMS o… 4 nad ranem. W 2015 roku obaj zostali zdyskwalifikowani i ukarani grzywną. O kulisach innego podejrzanego meczu z udziałem syna opowiedział „Przeglądowi Sportowemu” w 2016 roku Krzysztof Kocyła.

„Arek wylosował Joao Souzę, Brazylijczyka z pierwszej setki rankingu. Kosa niesamowita, bałem się kompromitacji. Syn był 1400. w rankingu. Ale spojrzałem na kursy u bukmacherów. Na wygranie seta przez syna wynosił 8:1. Normalnie nie było możliwości, by syn wygrał seta, ale Souza odstawił komedię. Udawał kontuzję, wyrzucał piłkę w płot, wzywał lekarza. Syn wygrał seta 6:3. W drugim było 5:5. Ale gdy tylko Souza podkręcał tempo, mój syn nie istniał. Brazylijczyk wygrał 7:5, a trzeciego 6:3. Nie ma opcji, by ktoś nie zarobił. Syn nieświadomy opowiadał w wywiadach, jak był blisko zwycięstwa. A tak naprawdę Souza miał wszystko pod kontrolą. Ten mecz miał ustawiony” – tak opisywał mecz pierwszej rundy turnieju w Szczecinie w 2011 roku ojciec Arkadiusza Kocyły.

Kto więcej tankuje, ten dalej zajedzie?

Takie zachowanie w środowisku jest znane jako „tankowanie”. Pod tym pojęciem rozumiana jest najczęściej jakakolwiek próba reżyserowania spotkania lub poszczególnych jego części po to, by zarobić pieniądze na zakładach. Skali zjawiska nie jesteśmy w stanie do końca oszacować, ale raporty z działalności Tennis Integrity Unit (TIU) pokazują, że podejrzanych sytuacji przybywa. Zjawiska o możliwym korupcyjnym zabarwieniu są nazywane w oficjalnej terminologii „alertami”. W 2015 roku było ich 246, rok później 292. W 2017 roku zajmowano się 241 przypadkami, a w ostatnim roku licznik zatrzymał się na liczbie 264.

Kręcą nie tylko zawodnicy, ale także… sędziowie. Trójce arbitrów z Tajlandii udowodniono masowe ustawianie meczów i zarabianie na nich w zakładach bukmacherskich. W 2018 roku prawie 2/3 badanych spraw to sytuacje z turniejów ITF Men’s Futures – tych z najmniejszą pulą nagród.

Właśnie na takiej imprezie w Szarm el-Szejk wpadł Karim Hossam – jedna z nadziei egipskiego tenisa. Przed spotkaniem pierwszej rundy podszedł do niego zawodnik, który zaproponował mu „puszczenie” meczu za 1000 dolarów. Egipcjanin twierdzi, że na propozycję przystał… z ciekawości. „Ten sam gość wcześniej oferował mi pieniądze za przegranie pierwszego seta z Richardem Gasquetem, ale wtedy odmówiłem. Chciałem zobaczyć, czy coś takiego w ogóle działa” – tłumaczył nieporadnie Hossam.

Okazało się, że machina działa, a na jego meczu pewni ludzie zarobili dziesiątki tysięcy dolarów. Tenisista z czasem wkręcił się w nielegalną działalność. Nie tylko przegrywał zgodnie z planem, ale zaczął także namawiać do przekrętów innych. Za ustawkę wartą 1000 dolarów zarabiał zazwyczaj 200. Nie był specjalnie ostrożny – namawiał innych zawodników do złego… na Facebooku. „Stary, przegrywasz pierwszego seta, potem wygrywasz mecz. Dostajesz 2500 dolarów” – to jedna z przykładowych wiadomości.

Dokumentacja zgromadzona przy jednostkowym przypadku Hossama jest porażająca. Tylko za sprawą relacji z nim umoczonych ma być przynajmniej 20 innych zawodników – głównie z północnej Afryki. Hossam współpracował z TIU, ale w lipcu 2018 roku i tak usłyszał najcięższy z możliwych wyroków – dożywotnią dyskwalifikację. Mimo to w kolejnych miesiącach miał próbować korumpować innych tenisistów. Dziennikarze BBC dokumenty dostali od źródła, które nie ma zaufania do organizacji zwalczającej przestępczość w świecie tenisa.

„Tennis Integrity Unit działa zbyt wolno i nieefektywnie. Znam zawodnika, który wie, że materiały na niego są tak mocne, że zostanie dożywotnio zdyskwalifikowany. Więc co robi podczas długiego śledztwa? Kręci jeszcze bardziej intensywnie niż do tej pory, by odejść z hukiem i jak najwięcej zarobić. Dlaczego oni do tego dopuszczają?” – pyta anonimowy informator.

Skala zjawiska rośnie, ale rola TIU z roku na rok również robi się coraz większa. Tegoroczny budżet organizacji ma wynosić niecałe 5 milionów dolarów i będzie ponad dwa razy wyższy niż ten z 2016 roku. Choć dla porównania pula nagród w Australian Open 2019 to 45 milionów dolarów…

Mimo to działania TIU zataczają coraz szersze kręgi – w 2018 roku po raz pierwszy wpadł zawodnik z pierwszej setki rankingu.

Nicholasowi Kickerowi zarzucono skręcenie meczu pierwszej rundy turnieju ATP Challenger Tour w kolumbijskiej Baranquilli w 2015 roku oraz niedługo potem w Padwie. W kolejnych miesiącach zawodnik dołączył do szerokiej czołówki. Podczas jednego z ostatnich treningów przed French Open odwiedzili go jednak smutni panowie z TIU. Dowody były mocne, a sprawa potoczyła się błyskawicznie – Argentyńczyk został zdyskwalifikowany i ukarany grzywną. Oficjalnie na korty będzie mógł wrócić w maju 2021 roku. Dobrze zapowiadającą się karierę złamała żądza zdobycia 1000 dolarów…

KACPER BARTOSIAK

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (1)