Miłość rośnie wokół nich. Sportowe pary, które dziś świętują
Inne sporty

Miłość rośnie wokół nich. Sportowe pary, które dziś świętują

Często bywa tak, że o parach sportowców słyszymy głównie w kontekście rozstań. Wiecie, Lindsey Vonn i Tiger Woods czy Caroline Woźniacki i Rory McIlroy (jak widać golfiści mają branie). Ekspertem w takim PR-ze jest Grigor Dimitrow, który najpierw zostawił Serenę Williams, potem zaczął spotykać się z Marią Szarapową i po krótkim czasie rozstał się również z nią. Można? Można. Ale nie trzeba. Dlatego wybraliśmy kilka  najbardziej znanych sportowych par, które razem są już długo i dziś mogą świętować.

Piękna i bestia

Wielu fanów tenisa na całym świecie zapłakało, gdy dowiedziało się, że Ana Ivanović jest zajęta. A potem szeroko otworzyło oczy, gdy okazało się, że jej wybrankiem jest nie kto inny, a Bastian Schweinsteiger – gość, który raczej nie stawał nikomu przed oczami na hasło „przystojny mężczyzna”. Cóż, miłość bywa ślepa i tak najwidoczniej było w tym przypadku. Bywa też jednak szczęśliwa – Ana i Bastian są już po ślubie, w zeszłym roku urodziło im się pierwsze dziecko. Ciekawe, czy w domu kłócą się, co było większym sukcesem: zwycięstwo w Roland Garros czy mistrzostwo świata? Osobiście postawilibyśmy na to drugie, ale możliwe, że dla własnego dobra Niemiec czasem musi ustąpić i przyznać, że wielkoszlemowy triumf to wielka sprawa.

Zasługa fotografa

A to para, która razem jest zdecydowanie dłuuuuuuuuuuuuużej. Nadia Comaneci, autorka pierwszej perfekcyjnej „10” w historii gimnastyki, i Bart Conner, dwukrotny złoty medalista olimpijski z 1984 roku. Swoją drogą jedno musimy zaznaczyć: Bart w domu wywyższać zdecydowanie się nie może – jego małżonka w posiadaniu ma pięć mistrzostw olimpijskich. Trzy z nich wywalczyła w wieku piętnastu lat, gdy stała się ogólnoświatową sensacją i jedną z największych gwiazd sportu. Tak, sportu, nie tylko gimnastyki. Zrobiła to wcześniej od męża. Gdy ten wygrywał swoje, ona kończyła już karierę.

Oboje poznali się jednak wcześniej, jeszcze przed sukcesami Rumunki. Comaneci miała wtedy 14 lat, Conner 17, rywalizowali na tych samych gimnastycznych zawodach w Madison Square Garden. W trakcie ceremonii wręczenia trofeów, fotograf poprosił Amerykanina, by ten dał swojej koleżance po fachu „uroczego” buziaka w policzek. Dwadzieścia lat później wzięli ślub i do dziś są razem. Mamy nadzieję, że kupili temu fotografowi co najmniej butelkę dobrego wina. Zaprosić na wesele też by go zresztą wypadało. A może i fotki pstryknąłby taniej, po znajomości.

Andre się udało

Swego czasu Andre Agassi był jednym z najlepszych tenisistów na świecie. Nawet on nie mógł jednak równać się z osiągnięciami grającej w podobnym czasie Steffi Graf. Niemka to 22-krotna mistrzyni wielkoszlemowa i złota medalistka olimpijska. Jedna z najwybitniejszych zawodniczek w historii tej dyscypliny i – przy okazji – kobieta, w której zadurzył się Amerykanin. „Uderzać” próbował do niej już w 1991 roku na French Open. Miał nadzieję wykorzystać tradycyjny taniec zwycięzców, w trakcie którego mistrz singla mężczyzn i mistrzyni singla kobiet wspólnie wychodzą na parkiet. Nie udało się, bo… tradycja została zmieniona. Sorry, Andre.

Sześć lat później Agassi był już żonaty. Z Brooke Shields, amerykańską aktorką. Związek nie okazał się jednak trwały, a tuż po rozwodzie w życiu Amerykanina pojawiła się Graf. Oboje pobrali się w 2001 roku, pięć dni po ślubie urodziło im się pierwsze dziecko (mieli dobre tempo, trzeba przyznać), później „dołożyli” jeszcze drugie. Żeby było jednak ciekawiej – ostatnia rzecz, jaką chcą robić, to zachęcać je do gry w tenisa. Oboje mają bowiem złe wspomnienia z udziałem własnych rodziców, Andre do tenisa był wręcz zmuszany przez ojca. Cóż, wygląda na to, że tenisowe geny w tym przypadku się (niestety?) zmarnują.

Dwa kółka razy dwa

Podobno rowerowa przejażdżka to bardzo fajny sposób na zorganizowanie randki, o ile pogoda i temperatury dopisują. Opcjonalnie można pójść tropem Jasona Kenny’ego i Laury Trott (dziś już Kenny) i pojeździć pod dachem. Oboje to jedni z najlepszych kolarzy torowych w historii. Jason na koncie ma sześć złotych medali olimpijskich, trzy mistrzostwa świata i jedno Europy. Laura dokłada do tego cztery złota z olimpiady, siedem z mistrzostw globu i dwanaście(!) z europejskiego czempionatu. Jesteśmy przekonani, że gdzieś w domu mają osobną półkę na te trofea. O ile nie cały pokój.

Poznali się w 2010 roku, a ich związek zaczął się dwa lata później, podobno mniej więcej w trakcie trwania londyńskich igrzysk. Dla nich szczególnych, bo oboje to Brytyjczycy z krwi i kości. Tam zdobyli po dwa złota. Przypadek? Najwidoczniej stwierdzili, że nie i rozpoczęli wspólne życie, dokładając po drodze kolejne sukcesy, ślub oraz narodziny pierwszego dziecka. Jeśli – w przeciwieństwie do Agassiego i Graf – będą chcieli go popchnąć w stronę uprawianego przez nich sportu, może okazać się, że za jakieś dwadzieścia lat Albert Louie Kenny przywiezie do domu kolejne trofea.

Cała reszta

Par w świecie sportu jest, oczywiście, dużo. Część z nich jest znana i rozpoznawalna (poza wspomnianymi wcześniej, choćby Ole Einar Bjoerndalen i Daria Domraczewa, o których niedawno pisaliśmy), część znacznie mniej. Szczególnie w Polsce, gdzie – bądźmy szczerzy – nie interesujemy się niektórymi sportami. Weźmy choćby Mię Hamm i Nomara Garciaparrę. Pierwsza to jedna z najsłynniejszych i najlepszych piłkarek nożnych w historii, drugi był znakomitym baseballistą. Oboje są już na zasłużonych emeryturach, mają dzieci i udziały w Los Angeles FC, klubie piłkarskim.

Inny przykład? Sanya Richard-Ross i Aarons Ross. Pierwsza to czterokrotna złota medalistka olimpijska z bieżni, a drugi dwukrotny zwycięzca Super Bowl. Jeśli kogoś mamy już znać, to zdecydowanie jest to Sanya. I to mimo tego, że większość swoich sukcesów odnosiła w sztafecie.

Ta zależność działa też jednak w drugą stronę. Bo o ile w Europie i na świecie doskonale wiedzą kim są Robert i Anna Lewandowscy, o tyle o Jerzym Janowiczu i Marcie Domachowskiej (którym niedawno urodziło się dziecko) pamięta już zapewne niewielu kibiców tenisa w USA czy Rosji. Zresztą nie jesteśmy pewni, czy o Jerzym nie powinniśmy już pisać „były tenisista”, więc nic w tym dziwnego.

Piłkarze, tenisistki, kolarze, łyżwiarki, gimnastycy, biegaczki, futboliści, golfiści czy nawet baseballiści. Kim by dani sportowcy nie byli i jakiej pary nie tworzyli, pozostaje nam napisać jedno, zwłaszcza w takim dniu: oby pozostali ze sobą szczęśliwi.

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (1)