Kareta asów, czyli pokerowe przygody gwiazd sportu
Inne sporty

Kareta asów, czyli pokerowe przygody gwiazd sportu

Szybki, jak zawsze – rzucił tylko Robert Kubica, przechodząc przez taśmę, odradzającą graczy od widzów. Był maj 2009 roku, szczyt kubicomanii. Gwiazdor BMW Sauber został zaproszony do wzięcia udziału w turnieju pokerowym Unibet Open w portugalskim Algarve. Grę zakończył faktycznie w tempie pasującym bardziej do Formuły 1 niż do pokerowej rozgrywki, ale i tak nie miał powodów do narzekania. Organizatorzy zapewnili mu przelot, hotel i oczywiście wpisowe, słowem: kilka dni darmowej zabawy. Kubica nie jest w tym przypadku żadnym wyjątkiem, bo gwiazdy wszelkich dyscyplin sportu regularnie można spotkać przy pokerowym stoliku.

Kubica w 2009 roku był wręcz idealnym ambasadorem dla pokerowych operatorów. To było jeszcze w czasach przed wprowadzeniem w życie nowej, absurdalnej ustawy pokerowej – w czasach, w których w Polsce można było normalnie grać w pokera. Organizatorzy turniejów na żywo oraz gier w internecie wydawali kosmiczne pieniądze na promocję, działy marketingu pracowały pełną parą. Nie było wtedy żadną tajemnicą, że poker jest jedną z ulubionych rozrywek kierowców Formuły 1, którzy w padoku lubią porzucać kartami i żetonami. Kubica w wywiadach kilkukrotnie o tym wspominał, krążyła też legenda o jego udziale w grubej grze na jachcie Flavio Briatore w Monte Carlo.

Ogólnie poziom nie jest wysoki, ponieważ większość graczy z paddocku traktuje pokera jako zabawę, czas, w którym można się oderwać i rozluźnić w trakcie weekendu. A że zasady są łatwe, było dużo osób, które zasiadły po raz pierwszy do gry właśnie tam, w paddocku. I właśnie dzięki takim osobom można dobrze wychodzić na wieczornym graniu po treningach, wyścigach czy testach! Całe granie zaczęło się ponad rok temu, po raz pierwszy usiadły do gry cztery osoby. Teraz utworzyła się stała brygada graczy, którzy grają często i oprócz tego mamy czasami gości. Zdarzało się też, że nie było już wolnych miejsc na grę przy stole. Ogólnie lubię grać z ludźmi, którzy najwięcej przegrywają! Hahaha! To oczywiście żart – opowiadał lata temu w rozmowie z portalem pokertexas.net.

Tak czy inaczej – kiedy okazało się, że kierowca F1 ma akurat kilka wolnych dni i w sumie nie miałby nic przeciwko temu, żeby pograć w Portugalii, sprawy potoczyły się błyskawicznie. Unibet zarezerwował bilety w biznes klasie, najlepszy hotel w mieście i zaprosił Polaka do gry. Prawda jest taka, że kilka tysięcy euro, które trzeba było na to wydać, było śmieszną ceną za taką promocję. Bo nie da się ukryć, że udział sportowych gwiazd w tego typu imprezach nierzadko kosztuje krocie.

Robert do Portugalii przyleciał na zaproszenie moje i Unibetu, razem ze swoją dziewczyną Edytą. Na tym turnieju było około 40 polskich graczy, w tym Losadamos z żoną i małym synkiem. Synek miał wózek marki Ferrari i któregoś dnia przed kasynem Robert mówi do niego: „Pokażę Ci, jak jeździ prawdziwe Ferrari!” i biegać z wózkiem i dzieckiem po podjeździe przed kasynem. Dwa dni później w jednym z polskich tabloidów ukazało się zdjęcie z podpisem w stylu „Robert Kubica z narzeczoną ukrywają swoje dziecko! Są z nim na turnieju pokerowym w Portugalii”śmieje się Rafał Gładysz, redaktor naczelny portalu pokertexas.net.

Nuda, spadam stąd

Kubica w pokera gra, bo lubi. I tyle. Udział w turniejach pokerowych traktuje tylko i wyłącznie jako rozrywkę. Na tej samej zasadzie ktoś inny wybierze się do kina, teatru, opery, na gokarty, łyżwy, do muzeum, czy do kasyna. Ot, sposób na zabicie czasu, oderwanie się od problemów dnia codziennego i ciekawą rozrywkę. To jednak tylko jedna z możliwości. Bardzo często zdarza się zupełnie inaczej. Organizator pokerowej imprezy szuka kogoś ze znaną twarzą, kto pomoże w promocji. Oczywiście najlepiej jest tak, jak w przypadku Kubicy, kiedy znajdzie kogoś faktycznie zainteresowanego grą i wkręconego w temat. Plus: z bardzo znanym nazwiskiem – wtedy jest samograj. Zdarza się jednak tak, że ważniejszym kryterium jest jednak znana twarz i do gry zostaje zaproszony ktoś, kto całą wiedzę o pokerze czerpie z „Wielkiego Szu”, nie do końca wie, jak w to się gra i o co w ogóle tyle szumu.

Tak było choćby z bokserskim mistrzem świata Dariuszem Michalczewskim. „Tygrys” został namówiony do gry przez organizatorów European Poker Tour. Legendarny pięściarz wziął udział w warszawskim przystanku tego największego pokerowego cyklu w Europie. Po krótkim szkoleniu został posadzony przy stole w głównym turnieju festiwalu – Main Evencie z wpisowym – drobnostka – 5,300 euro. Co tu dużo gadać: dla pozostałych graczy przy stole sytuacja wręcz idealna. Nie dość, że mogą sobie pogadać i zrobić zdjęcie z gwiazdą, to jeszcze do wzięcia są najłatwiejsze pieniądze w turnieju. Oczywiście amatorzy nie zawsze są łatwi do ogrania, bo potrafią grać w sposób zaskakujący i nieprzewidywalny. Ostatecznie jednak najczęściej – wcześniej czy później – grzecznie oddają swoje żetony lepszym od siebie. Dariusz Michalczewski jednak nikomu swoich żetonów (przypominamy: w chwili rozpoczęcia turnieju wartych ponad 20 tysięcy złotych) nie oddał. W pewnym momencie gra w pokera po prostu mu się znudziła, więc wstał i poszedł na obiad. Do stolika już nie wrócił…

W swoim czasie bokserskie środowisko w Polsce było mocno zaangażowane w pokera. Udział „Tygrysa” w turnieju European Poker Tour był dość przypadkowy, ale jego koledzy (i koleżanki) po fachu w grę angażowali się na poważnie. Regularnie grał i promował pokera choćby Przemysław Saleta. Przy stoliku zdarzało mu się rywalizować z innym posiadaczem pasa bokserskiego mistrza Europy wagi ciężkiej – Albertem Sosnowskim. Bywało też tak, że obu wielkich panów godziła przy stole Agnieszka Rylik. Trudno się zresztą dziwić, mistrzyni świata w swoim czasie związała się umową z jednym z operatorów, który poza zaproszeniami na turnieje zapewnił jej serię treningów pod okiem Mike’a Sextona, jednego z bardziej cenionych graczy na świecie. Kontrakt się skończył, ale Rylik do dziś lubi pograć w pokera i narzeka na polskie przepisy, które uniemożliwiają normalną grę w kraju. – To jest chore – mówi wprost. O swojej pokerowej pasji opowie 28 lutego w pokerowym hyde parku na antenie Weszło FM (22:30).

Jeden z operatorów pokerowych (Party Poker) był sponsorem najważniejszej walki w karierze „Dragona” – z Witalijem Kliczką o mistrzostwo świata WBC (maj 2010). W ramach promocji pojedynku zorganizowany został specjalny turniej w Warszawie. Do gry poza Sosnowskim zostało zaproszonych kilku dziennikarzy, trochę celebrytów, byłych i obecnych piłkarzy, a nawet znany pasjonat pokera – trener Czesław Michniewicz. W puli turnieju było parę tysięcy złotych oraz trzy pakiety vipowskich biletów na walkę w Gelsenkirchen. Zabawa była przednia, Albert dotarł do stołu finałowego, a najlepszy ostatecznie okazał się… niżej podpisany. W każdym razie – była to jedna z ostatnich tego typu imprez w Polsce, bo nowa ustawa skutecznie zabroniła jakiekolwiek formy promocji pokera. Od tego momentu szeroki strumień pieniędzy od pokerowych operatorów zaczął płynąć gdzie indziej.

Ronaldo, Ronaldo i Neymar

Jak szeroki? Cóż, do tego stopnia, że w zasadzie nie powinno się pisać „strumień pieniędzy”, a raczej „rwąca rzeka”, albo wręcz „rozlewiska Amazonki”. Budżety największych operatorów idą w setki milionów dolarów. Pokerowy gigant firma PokerStars, organizator choćby cyklu European Poker Tour oraz przede wszystkim gier w internecie, w niektórych latach mógł się pochwalić przychodami dochodzącymi do półtora miliarda dolarów! Kiedy obraca się takimi pieniędzmi, wydatki na marketing i promocję także muszą być niebotyczne. Zresztą, o czym my mówimy – PokerStars dokonał tego, co nie udało się żadnemu z futbolowych gigantów, ani Realowi, ani PSG, ani Manchesterowi City i zebrał w jednej drużynie Neymara i Cristiano Ronaldo (dorzucając na dokładkę „prawdziwego” brazylijskiego Ronaldo oraz najlepszego sprintera ostatniej dekady Usaina Bolta). Co ważne, w większości przypadków PokerStars sięgał po zawodników, którzy nie tylko prezentowali absolutnie topowy poziom sportowy, ale także naprawdę byli pasjonatami pokera. Gwiazdy więc nie tylko kręciły reklamówki, ale także brały udział w turniejach na żywo.

view of city

Gram w pokera od kilku lat i kocham rywalizację, strategię i zabawę, jaką daje ta gra. Teraz będę także grał online i na żywo, dzięki czemu spotkam się z moimi fanami także przy stołach pokerowych. Kocham grać w pokera, to fantastyczna gra do zabawy z przyjaciółmi i rodziną. Możliwość gry z najlepszymi na świecie to dla mnie przyjemność. Będzie fajnie! – mówił CR7 po podpisaniu kontraktu z PokerStars.

Z kolei Neymar, jeszcze w czasie gry w Barcelonie, regularnie był widywany w Casino Barcelona, gdzie wieczorami wpadał pograć w pokera. Często wybierał się na gierkę z kolegą z drużyny – Gerardem Pique. Co ważne, choć obaj zarabiają chore pieniądze, wcale nie wybierali najwyższych stawek. Zdarzało im się usiąść do gry nawet na najniższych limitach, gdzie blindy wynoszą 1 i 2 euro, a wpisowe 100 czy 200 euro. Dla nich taka stawka, to tak, jak dla przeciętnego zjadacza chleba wpisowe na poziomie 50 groszy, czyli – nie chęć wygrywania pieniędzy, a po prostu pasja do gry.

Pasja, przez którą Neymar kilka razy podpadł kibicom. Tak było choćby na koniec poprzedniego sezonu. Kiedy PSG zapewniało sobie mistrzostwo Francji, Brazylijczyk w ojczyźnie leczył kontuzję i szykował się do mundialu. Dokładnie w czasie decydującego meczu, Neymar wrzucił na Instagrama wymowne zdjęcie: gdzieś w tle telewizor ze spotkaniem PSG – Monaco, a na pierwszym planie – komputer z odpaloną aplikacją PokerStars. Trudno się dziwić, że fanom paryskiej ekipy coś takiego nie przypadło do gustu…

Wygrana została w taksówce

Neymar, Ronaldo, drugi Ronaldo, Bolt, grono polskich gwiazd… Mało? Przy pokerowych stołach można regularnie spotkać także choćby Michaela Phelpsa. Legendarny pływak nie tylko gra, ale także organizuje turnieje charytatywne. Zdarzało mu się w nich mierzyć z legendą innego sportu – Borisem Beckerem. Niemiecki były tenisista mocno angażuje się w promocję gry, choć nie brakuje głosów, że robi w ten sposób pokerowi niedźwiedzią przysługę. Były numer 1 na liście ATP na korcie potrafił wszystko. Poza nim – jest już gorzej, zwłaszcza z zarządzaniem pieniędzmi. Za Niemcem ciągną się wszelkie możliwe kłopoty finansowe, jakiś czas temu ogłosił bankructwo. Trudno powiedzieć, żeby skojarzenie z bankrutującą gwiazdą było pokerowi potrzebne…

Znani sportowcy to od wielu lat główny punkt zainteresowań poker roomów w działaniach marketingowych. Wiadomo – poprzez znaną twarz o wiele łatwiej jest trafić do potencjalnych odbiorców, a wielkie nazwiska ze świata sportu sprawdzają się prawie zawsze. Stąd w ostatnich kilkunastu latach graczami sponsorowanymi lub współpracującymi z największymi firmami pokerowymi są też najbardziej znani sportowcy – mówi Rafał Gładysz. – Byli sportowcy w pokerze odnajdują dawną adrenalinę, poczucie rywalizacji, walkę, emocję. Przy pokerowym stole starają się szukać substytutów dawnej sportowej rywalizacji.

Znacznie lepszą robotę od Beckera wykonuje jego rodak Max Kruse. Napastnik Werderu Brema regularnie melduje się przy pokerowym stole. Ba, od kilku lat na urlop w lecie wybiera Las Vegas, gdzie z powodzeniem walczy w turniejach największego festiwalu na świecie World Series of Poker. Choć sam siebie uznaje za amatora i pasjonata, ma na koncie dwa miejsca na stołach finałowych, co samo w sobie jest wielkim osiągnięciem, i kilka miejsc płatnych. Z tym musi się jednak pilnować. Kiedyś, gdy jeszcze grał w Wolfsburgu, zaliczył spektakularną wpadkę. Klub dowiedział się, że w czasie sezonu zarwał noc, grając w kasynie w pokera, za co dowalił mu karę 30 tysięcy euro. No dobra, ale jak sprawa wyszła na jaw? Cóż, klub dowiedział się od… policji. Jakiej znowu policji, przecież Niemcy to nie Polska, tam gra w pokera jest legalna?! Otóż Kruse wyszedł z kasyna i złapał na ulicy taksówkę. Kiedy z niej wysiadł, zorientował się, że na tylnym siedzeniu zostawił całą wygraną: 75 tysięcy euro… Taksówkarz się ulotnił, kasując największy napiwek w życiu. Na biednego nie trafiło, ale nawet czołowy piłkarz Bundesligi musiał taką stratę odczuć w portfelu.

JAN CIOSEK

Fot. newspix.pl, pokerstars

KOMENTARZE (2)