Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI
Blogi i felietony

Jak co wtorek… KRZYSZTOF STANOWSKI

Liga wróciła ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami, przy czym zalet nie pamiętam. W Gdańsku część kibiców Pogoni postanowiło nie uszanować minuty ciszy dla zamordowanego prezydenta miasta, Pawła Adamowicza. Któżby się przejmował minutą ciszy, skoro w tym czasie można coś ryknąć, zaskandować albo zaśpiewać? Tego rodzaju zachowania każą sprawców wystawić poza nawias, ale poza nawiasem też jest przecież życie. Można tam na przykład spotkać fanów Lechii, którzy pokażą gołą dupę albo nawet całego indora wraz z przyległościami i nawet będą się nim zabawiać.

Dziwnym trafem obnażanie się na stadionie nie wzbudza reakcji służb, nawet gdy łączy się z tzw. innymi czynnościami seksualnymi i to na oczach dzieci. Gdyby to działo się w parku, to co innego. Na przykład taki fragment tekstu z „Dziennika Łódzkiego” o sprawie z parku właśnie, sprzed 5 lat: „Według Anety Świtalskiej-Forenc, przewodniczącej wydziału karnego Sądu Rejonowego w Bełchatowie, ze zgromadzonego materiału wynika, że 59-latek dopuszczał się czynów nieobyczajnych na oczach nastolatek. Nigdy nie próbował ich skrzywdzić fizycznie. Z opinii biegłych wynika, że był poczytalny. Mężczyźnie grozi do 12 lat więzienia, bo prezentował tzw. inne czynności seksualne osobom poniżej 15. roku życia”.

Dla wszystkich zwyroli mam radę: nie wiecie, gdzie możecie oddać się swojemu hobby – zapraszamy na stadion.

Czy na stadionie możesz zdjąć nachy i pokazać komuś dupę? Tak, możesz. Zero ryzyka. Czy mogą obok być dzieci? Mogą.
Czy na stadionie możesz zdjąć nachy i demonstracyjnie wykonywać tzw. inne czynności seksualne? Tak, możesz. Zero ryzyka. Czy mogą obok być dzieci? Mogą.
Czy na stadionie możesz strzelać do ludzi z rakietnicy? Tak, możesz. Zero ryzyka. Czy mogą obok być dzieci? Mogą.

Z tym ostatnim punktem to w ogóle wesoła sprawa, bo co jakiś czas przypominam, że w maju na Stadionie Narodowym doszło do zdarzenia, które mogło skończyć się tragicznie i które nie miałoby prawa wydarzyć się na ulicy czy w centrum handlowym, bez błyskawicznej reakcji służb. No i jeden z czytelników w końcu stracił cierpliwość i wziął sprawy w swoje ręce i wysłał mi mailem dokładną rozkminę, kto na Narodowym strzelał (pozdrawiam Tadka z Krakowa, tego od rakietnicy), czyli nie jest to szczególnie trudne, tylko trzeba chcieć. Ale widocznie służby w tym kraju nie chcą.

Naprawdę można wydać na marketing i 100 milionów złotych, ale jeśli pójdę na stadion, na którym nieopodal jakieś naszprycowane byczki pokazują swoje prącia, to nie wrócę przez 10 lat. A jak jeszcze przeleci rakieta, która mogłaby mnie zabić – to przez 20. Ale czy ktoś coś z tym zrobi? Oczywiście, że nie. Wszak działacze Lechii Gdańsk, jak i innych klubów, nie żyją w próżni i wspomnianych byczków mogą co najwyżej poprosić o zakładanie ładniejszej bielizny. Mówiąc krótko – są zakładnikami.

Najwyraźniej zakładnikami są też działacze w Zabrzu, gdzie zaprezentowano pierwszą w tej rundzie oprawę gangsterską – coś o jakichś konfidentach, którzy zaczęli sypać. Z jakiegoś dziwnego powodu Ekstraklasa musi się czuć dobrze z tym, że stadiony stały się swego rodzaju forum do wymiany poglądów pomiędzy członkami grup przestępczych i ich fanami. Mam więc zgody tworzone na podstawie aktualnych szlaków przerzutowych narkotyków, mamy pozdrowienia do więzienia, mamy co jakiś czas sektorówki wychwalające morderstwa, no i oczywiście mamy całą serię transparentów i opraw na temat konfidentów oraz różnych świadków koronnych, którzy się rozpruli.

Mnie się wydaje, że taka gangsterska liga to trochę (albo nawet nie trochę) obciach. Gdybym szukał sponsorów to raczej chciałbym im zaprezentować inną grupę docelową niż kuracjusze z Wronek, Białołęki czy Wołowa. Ale ja się nie znam. Wczoraj zresztą sporo osób napisało mi na Twitterze, że nie powinienem wypowiadać się na temat kibicowania, skoro tego typu oprawy mi nie pasują – bo się nie znam. Mówiąc szczerze, nie do końca rozumiem, na czym tu się trzeba znać. Na obnażaniu się na stadionach też się nie znam, co nie zmienia faktu, że wydaje mi się obrzydliwe. Oprawy na temat jednej czy drugiej mafii można byłoby też wywieszać np. w Galerii Mokotów albo Arkadii, ale zdaje się, że z jakichś przyczyn nikt na to nie wpadł.

Akurat za tydzień odbędzie się mecz Wisła Kraków – Śląsk Wrocław i będziemy mieli odpowiedź, czy tamtejsi gangsterzy na chwilę sobie poszli, czy też są tak wierni, że nie odpuszczą ani jednego spotkania klubu, który wybrali sobie do zniszczenia. Na bazie wydarzeń z Krakowa PZPN i Ekstraklasa mogłyby się zastanowić, w jaki sposób da się pomóc wszystkim klubom w przegonieniu elementu przestępczego z trybun. A jeśli przegonić się nie da – jak sprawić, by ten element czuł się mniej komfortowo. No więc ja uważam, że mecze przy hasłach gangsterskich, przy takich oprawach jak w Zabrzu, przy pozdrowieniach do więzienia, nie powinny się odbywać. Albo hasła znikają, albo nie gramy. I bez żadnych odstępstw. W przeciwnym razie ciągle będziemy tkwili w miejscu, w którym jesteśmy teraz – mecze służą do komunikacji pomiędzy przestępcami i ich młodocianymi fanami. Albo ktoś to ukróci, albo pójdźmy dalej: niech spiker wyczytuje grypsy z więzienia. Jak się bawić, to się bawić.

Najlepiej jeszcze jakby reporterzy NC+ kończyli każdy wywiad w ten sam sposób.

„Ze stadionu w Zabrzu żegna państwa Bartek Ignacik. Pozdrowienia do więzienia!”

„Zapraszamy na Ligę+, a za dzisiejsze spotkanie dziękuję bardzo Żelisław Żyżyński. Jak zwykle gorąco żegnamy naszych braci za kratami”.

„Za dzisiaj dziękuję, Adam Westfal. PDW!”.