Widzew z budżetem na czołówkę I ligi. A nawet na dół Ekstraklasy
Weszło

Widzew z budżetem na czołówkę I ligi. A nawet na dół Ekstraklasy

Drugoligowiec opublikował właśnie raport finansowy za zeszły rok i wychodzi na to, że łodzianie mogą pochwalić się przychodami na poziomie niektórych klubów Ekstraklasy. 

Około 1/3 zeszłorocznego budżetu pokrywają przychody ze sprzedaży karnetów, na których łodzianie zarobili prawie 5 mln złotych. Zatem nie tylko po trybunach widać, że na kibicach ten klub stoi. Na szczegółowe dane trzeba jeszcze poczekać (klub wyda osobne oświadczenie o strukturze wydatków i przychodów), natomiast jeśli doliczyć do tych karnetów loże czy bilety jednorazowe, to pewnie dojdziemy do wniosku, że połowa budżetu II-ligowego Widzewa pochodzi z kieszeni fanów.

Ale dobra, o jakich konkretach mówimy? Według komunikatu przekazanego przez Widzew przychody w roku 2018 wyniosły 14 849 032,39 zł, natomiast koszty funkcjonowania klubu przez ten okres to 13 748 746,08 zł. Czyli Widzew w poprzednim roku uzyskał ponad milion złotych zysku. Mało czy dużo? Dobrze, że w ogóle. Przecież polskie klubu to często studnia bez dna, w której przepadają pieniądze, dusze i nadzieje. Tymczasem II-ligowiec wypracowuje zysk w wysokości około 7% rocznego budżetu. A nadwyżkę można przecież spożytkować – na przykład na wzmocnienia przy potencjalnym awansie.

A czy Widzew finansowo jest gotowy na awans? Zdecydowanie tak. Z taką kasę Widzew miałby jeden z najwyższych, a może nawet najwyższy budżet na zapleczu Ekstraklasy. Nie mamy oficjalnych danych z tego sezonu, więc musimy się cofnąć do raportu Deloitte za rok 2017. Wówczas czołówka I ligi pod względem przychodów prezentowała się tak:

1. GKS Katowice  12,4 mln zł
2. Górnik Łęczna  10,7
3. Miedź Legnica  9,7
4. Chrobry Głogów  9,4
5. GKS Tychy  7,1

Ale Widzew z takim pułapem przychodów przewyższałby nie tylko pierwszoligowców, ale i mógłby śmiało rywalizować na polu finansowym z niektórymi ekstraklasowiczami. Ponownie zerkamy do raportów Deloitte za 2017 rok i wychodzi na to, że wówczas przychody niższe od zeszłorocznego Widzewa mieli w Sandecji, Termalice oraz Wiśle Płock.

Jedyne co może dziwić, to tak horrendalnie wysokie koszty funkcjonowania klubu przez ostatni rok. Z precyzyjniejszymi wnioskami powstrzymamy się do publikacji szczegółowego raportu, natomiast możemy jedynie przypuszczać, że ta gigantyczna jak na II ligę kwota wzięła się przede wszystkim z transferów, podpisów przy kontraktach i pensji przeznaczanej na tę dość szeroką kadrę. Biorąc pod uwagę trzy ostatnie okna transferowe (zima 2017/18, lato 2018, zima 2018/19) do Widzewa trafiło 22 zawodników. Niektórzy tylko na chwilę – tak jak Kwiek czy Paszliński, ale niektórzy na nieco dłużej. I to na dobrych kontraktach. Taki Robert Demjan terminujący w rezerwach za frytki nie gra. Wypłaty Franciszka Smudy też wystarczały na nieco więcej niż na kanapkę z bułki posmarowanej nożem.

Ale nawet to eldorado w wypłatach nie sprawiło, że łodzianie wpadli w problemy finansowe. Milion złotych idzie na górkę, z której już niedługo będzie mógł korzystać nowy dyrektor sportowy. A Łukasz Masłowski udowodnił już w Płocku, że z pieniędzy na poziomie 15-20 milionów złotych potrafi zrobić drużynę, która może się bić nawet o europejskie puchary.

fot. FotoPyk

KOMENTARZE (24)