Od debiutu w Interze Mourinho do… Wisły Płock
Weszło

Od debiutu w Interze Mourinho do… Wisły Płock

Trochę po cichu, w cieniu zapowiadanego odejścia Łukasza Masłowskiego do Widzewa, Wisła Płock może dołączyć do wygranych zimowego okienka transferowego. Wprawdzie daleko nam do ostatecznego i definitywnego werdyktu dokonanych ruchów, ale jeśli – wzorem Jarosława Kołakowskiego – transfery powinno się oceniać w momencie ich przeprowadzenia, no to… Wisła wypada bardzo solidnie.

Grzegorz Kuświk? Wiadomo, to akurat krzyk rozpaczy, ale poza zgraną ligową kartą ściągnięto do klubu całkiem przyzwoitych grajków. Angel Garcia – wprawdzie ostatnie pół roku nie grał w piłkę, ale był w kilku rokujących miejscach, a lewa noga nie służy mu tylko do wsiadania do tramwaju. Ariel Borysiuk – solidne wzmocnienie na pozycję, na której zrobił się wakat. Justinas Marazas – Litwin z rocznika 2000, podobno jeden z najzdolniejszych nie tylko w swoim kraju, ale w całym regionie.

No i Alen Stevanović, 28-letni Serb szwajcarskiego pochodzenia, który – o ile przejdzie testy medyczne – podpisze 1,5-letni kontrakt z Wisłą Płock. Trochę piłki na wysokim poziomie liznął – rozegrał 16 meczów w Serie A, o wiele więcej w Serie B, był w Interze, MLS, a do Polski trafia z ligi japońskiej (niebezpośrednio, od września pozostaje bez klubu). Może obsadzić oba skrzydła. To bez wątpienia transfer z gatunku: coś musiało pójść nie tak, skoro w sile wieku trafia do Ekstraklasy.

Cofnijmy się do roku 2010. Inter Mediolan – ten sam, który już za chwilę sięgnie po scudetto i Ligę Mistrzów – gra w lidze z AC Sieną. W składzie między innymi Julio Cesar, Maicon, Javier Zanetti, Ivan Cordoba, Thiago Motta, Ricardo Quaresma, Wesley Sneijder, Diego Milito. Alen Stevanović, który pojawia się na boisku w drugiej połowie zmieniając Thiago Mottę, nie może narzekać na towarzystwo. To jego debiut w Serie A. Wcześniej miał za sobą lata spędzone w FK Radnicki, ale bardzo szybko, jeszcze zanim skończył 18 lat, zainteresował się nim włoski gigant. Furory w nim nie zrobił – na debiucie (23 minuty) się skończyło. Niby nic, ale… zagrać w oficjalnym meczu ekipy, która w tamtym momencie była najlepsza w Europie? Pod wodzą samego Jose Mourinho? Trudno o lepszy sygnał, że ta kariera mogła potoczyć się znacznie lepiej.

Na liźnięciu największej piłki się skończyło, piłkarz szybko zszedł półkę niżej do Torino (Serie B), z którym po dwóch sezonach – z przerwą na jedną rundę spędzoną w MLS – awansował do elity. Zagrał w piętnastu spotkaniach i po roku wrócił na zaplecze, gdzie reprezentował barwy Palermo i Spezii Calcio – trenował go w tej drugiej Nenad Bjelica, a kolegami z drużyny byli Mario Situm, Niko Datković czy Mato Milos. Nawet, jeśli nie zawsze w swoich klubach był gościem, od którego zaczyna się skład, to prawie we wszystkich miejscach łapał minuty często wchodząc z ławki. W Spezii miało to miejsce coraz rzadziej i rzadziej, więc Stevanović zdecydował się na próbę ratowania kariery – powrót do ligi serbskiej.

W Partizanie nie stał się jednak wielką gwiazdą lokalnego formatu. Liczby notował co najwyżej średnie – pierwszy sezon to trzy gole i dwie asysty, drugi był jeszcze bladszy. Zachwycał za to wizualnie – przekładanki, dziurki, niekonwencjonalny drybling na pełnej szybkości to atuty, których Stevanoviciowi nie można odmówić. Jeszcze nie wiemy, ile w tym sztuki dla sztuki, a ile korzyści dla drużyny – grać w piłkę jednak musi potrafić, skoro dostał trzy razy szansę w meczach eliminacyjnych reprezentacji.

Jego kunsztu nie doceniono ostatnio w J1 League, gdzie piłkarz spędził dziewięć miesięcy minionego roku – tylko tyle, bo we wrześniu rozwiązał umowę za porozumieniem stron. Od tego momentu pozostaje bez pracodawcy. Zainteresowanie skrzydłowym wyrażało choćby Sankt Pölten. – Może być zbyt duży na nas, ale spróbujemy go pozyskać – mówił w mediach dyrektor sportowy trzeciej drużyny austriackiej Bundesligi. Stevanović czekał na lepsze oferty, czekał… i wydaje się, że przedobrzył. Nie ulega wątpliwości, że gdyby nie okienko transferowe trwające dłużej niż w większości krajów świata, Wiśle nie udałoby się przyklepać tego transferu.

A więc reasumując:

– kiedyś zgłosił się po niego Inter, w którym zadebiutował w Serie A w sezonie, w którym klub sięgnął po Ligę Mistrzów,
– ma 16 meczów w lidze włoskiej i 88 na jej zapleczu,
– grał w MLS, lidze japońskiej i jednym z dwóch najbardziej renomowanych klubów w Serbii,
– dostał trzykrotnie szansę w reprezentacji.

Pytanie, jak długo będzie dochodził do formy po ponad czterech miesiącach bez treningów z drużyną. CV bez wątpienia spełnia wymogi kategorii „kandydat na poważnego piłkarza”.

Jak na walkę o utrzymanie z Wisłą Płock, powinno wystarczyć.

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (1)