LIVE: Do gry wraca najmocniejszy zespół jesieni
Weszło

LIVE: Do gry wraca najmocniejszy zespół jesieni

Dziesięć transferów do klubu, dziewięć z klubu. Zagłębie Sosnowiec na serio wzięło się za ratowanie Ekstraklasy i w zimowym okienku obejrzeliśmy pierwszy, mocny sygnał, że jeszcze nie wszystko stracone. Jak będzie to wyglądało na boisku? Okaże się już od 15:30 w meczu o sześć punktów, bo rywalem inna drużyna zainteresowana spadkiem, Śląsk Wrocław. O 18:00 mamy derby spokoju, czyli starcie zespołów, o których zimą było najciszej – Cracovii i Piasta. O 20:30 – trochę boimy się tego słowa – meczycho. Boimy się dlatego, że nie wiemy, czy obie ekipy utrzymają formę z jesieni. Lechia targana była zimą przez poważne problemy z wypłacalnością, Pogoń – dostawała w czapkę w sparingach. No, ale bądźmy dobrej myśli. Kiedy, jak nie w pierwszej wiosennej kolejce?

22:30

Dzięki za uwagę, do jutra! Teraz zapraszamy na urodzinowy Hyde Park do Weszło FM!

22:29

Dowieźli! Trochę zwycięstwo w stylu doświadczonych mistrzów – wymęczone, nieco fartowne, ale nawet w momencie, gdy nie idzie, wystarczają dwa indywidualne błyski i trzy punkty pojawiają się na koncie. Lechia zaczyna sezon od falstartu w kwestii jakości gry, oglądało się ich dzisiaj słabo, nie było w tym ani radości, ani jakiegoś wybitnego planu na mecz. Ale zaczyna również od kompletu punktów, co zdecydowanie przybliża ich do utrzymania miejsca na szczycie tabeli przynajmniej do momentu ustalenia terminarza na ostatnie 7 kolejek. Dwanaście oczek nad Lechem to przewaga, której przed podziałem na grupy właściwie nie da się już roztrwonić. Teraz piłka po stronie Legii Warszawa.

22:23

To była najdziwniejsza kontra świata. Lechia wychodziła cztery na cztery i zarówno ta czwórka lechistów, jak i wszyscy gracze Pogoni biegli delikatnym truchcikiem, jakby bali się, że na końcu boiska czeka Załuska ze stadem wściekłych dzików. Mimo że nikt się w tej akcji nie spieszył, gdańszczanie zdołali stworzyć z tego klarowną sytuację – Kubicki jednak uderzył minimalnie obok bramki.

Bardzo specyficznie to wyglądało.

22:17

Ach, dwa razy brakło naprawdę niewiele, by bohaterem meczu stał się Makowski. Najpierw dobre podanie do Flavio i jedynie ryzykowne wyjście Załuski ratuje Pogoń, chwilę później odzyskanie piłki w środku i strzał z dystansu, który przelatuje tuż obok słupka. Chwilę później doskonałe zagranie Michalaka – podcinka nad obrońcami do Sobiecha, ale napastnik Lechii nie potrafi wykorzystać tego prostopadłego podania.

22:14

22:08

Lechia identycznie jak w pierwszej połowie – niewiele tworzyła, irytowała ofensywną niemrawością, zawodziła na skrzydłach i w środku. Ale gdy pojawił się stały fragment – wykorzystała go bez litości. Dorzut Łukasika z boku pola karnego, Flavio muska piłkę głową, mamy 2:1 dla lidera ligi. Gra rozczarowująca, ale wynik znów świetny dla gospodarzy.

21:57

Zła wiadomość dla kibiców Lechii – ich klub nadal gra tak, jakby prowadził 1:0. To oznacza, że urządza ich remis / nie wierzą w zwycięstwo / nie wiedzą, że jest 1:1. Żadna z tych trzech wersji nie jest dla gdańszczan korzystna. Zdecydowanie zbyt wielki respekt przed Pogonią na własnym obiekcie. Jesteśmy naprawdę zaskoczeni.

21:47

Moment nieuwagi Patryka Lipskiego, urodzony w Szczecinie zawodnik daje się ubiec Radosławowi Majewskiemu i kopie go już w polu karnym. Do jedenastki podchodzi Kamil Drygas i bardzo pewnie, na dwa tempa, pokonuje Dusana Kuciaka. 1:1!

21:42

A tu wieści z Warszawy. Czyli opcja oszczędnościowa ponad sportowymi względami.

21:39

Michalak za Żukowskiego, zmiana, którą wykonałby prawdopodobnie każdy z tysięcy kibiców obecnych na gdańskim obiekcie. Młody trochę się spalił, żółta kartka, dość ostra gra, kilka zupełnie niepotrzebnych dryblingów. Pamiętajmy jednak, że to 17-latek, ma jeszcze kupę czasu, by wejść na poziom Ekstraklasy.

21:25

No nie był to wyjątkowy seksowny futbol w wykonaniu Lechii Gdańsk. Prześliczne uderzenie Mladenovicia i… niewiele więcej. Lechia oddała inicjatywę, ograniczając swoją grę już nawet nie tyle do kontr, ale po prostu do przerywania akcji w środku i oczekiwaniu na kolejną próbę rywala. Pogoń, niestety dla swoich kibiców, dała się w taką gierkę wkręcić. Ledwo trzy strzały, może jeden groźny, zamiast tego sporo szarpania, kąsania, wyrzutów z autu i ewentualnie klepania między obrońcami.

Środek pola tak gęsty, że niektórzy z nas musieliby wciągać brzuchy. Agresja w defensywie taka, że na podwórku już osiedlowa gwiazda zabierałaby piłkę do domu z grymasem: „z rzeźnikami nie gram”. Miejsca naprawdę malutko, ale to nie jest ani pochwała jednej i drugiej defensywy, ani pochwała intensywności gry. Klasowe drużyny powinny jednak cokolwiek tworzyć, nawet przy tak trudnych warunkach. A tu? Nuda.

21:15

Trzecia żółta kartka lechistów. Bardzo ostry mecz, w środku kości trzeszczą, do tego gdańszczanie ewidentnie z respektem wobec kontrataków przeciwników – wolą wykosić na 40 metrze, niż martwić się pod samą bramką.

21:09

Szymon Marciniak podbiegł do monitorka. To jest najważniejsza z zimowych zmian, nie ma wątpliwości. Dzięki temu Lechia uratowana od niesprawiedliwego rzutu karnego – Fila faulował przed szesnastką. Rzut wolny w wykonaniu Pogoni nie zagroził bramce Kuciaka.

21:04

Uuu, akurat w Gdańsku, ledwie parę tygodni po tym feralnym WOŚP-ie… Bardzo nieładnie to wygląda, jeśli to nie jest jakieś niedopatrzenie / przekłamanie.

20:57

Niestety dość rwany zrobił się ten mecz, sugestywne są te długie zbliżenia na trybuny czy ławkę rezerwowych. Mieliśmy już szarpaniny w środku i faule taktyczne, skoki prosto na plecy rywala i sytuację, w której pięciu piłkarzy kopnęło piłkę na przestrzeni dwóch sekund i kilkudziesięciu centymetrów. To ostatnie dalibyśmy do słowników pod definicją „kopaniny”.

20:50

20:42

Ło kurde, szybko ruszyli! Niecałych ośmiu minut potrzebowali lechiści, by wyjść na prowadzenie. Mladenović uderza lewą nogą w samo okno bramki Załuski, fantastyczny strzał z rzutu wolnego, już drugi dzisiaj, bo przecież podobnie uderzył też Cabrera. Na ten moment dwanaście punktów nad Lechem. Trudno sobie wyobrazić gdańszczan poza ligowym podium.

20:34

Poruszające to upamiętnienie Pawła Adamowicza. Od koszulek, przez piosenkę, nawet po zachowanie większości kibiców, poza jakąś nieznaczącą garstką.

20:30

Piotr Stokowiec robi swoje, tym razem w składzie Żukowski i Fila, w ogóle tylko trzech obcokrajowców. Jakoś chce się im kibicować. Inna sprawa, że do Pogoni też czujemy sporą sympatię, zwłaszcza za sprawą Walukiewicza. Koniec jesieni w jego wykonaniu wyglądał tak, że nie zwracaliśmy uwagi na mecz, patrzyliśmy wyłącznie na jego ruchy. Oby poszedł drogą Bednarka, nie Jacha.

Lechia: Kuciak – Fila, Nalepa, Augustyn, Mladenović – Łukasik, Kubicki, Lipski – Paixao, Sobiech, Żukowski.

Pogoń: Załuska – Stec, Malec, Walukiewicz, Matynia – Podstawski, Drygas – Delew, Guarrotxena, Majewski – Buksa.

20:18

Zacznijmy od fragmentu naszej zapowiedzi, skupiliśmy się w niej na nieudanych próbach pucharowych Lechii Gdańsk. Ile jeszcze takich przed nimi? Całość TUTAJ.

sezon 2010/2011

To był przedziwny sezon dla całej Ekstraklasy, a już zwłaszcza dla Lechii Gdańsk. Drużyna dowodzona przez Tomasza Kafarskiego miała w trakcie jego trwania swoje lepsze i gorsze chwile, okresy hossy i bessy, ale mogło się przez moment wydawać, że z piłkarską formą i mentalną siłą wstrzeliła się idealnie w najbardziej newralgiczny moment rozgrywek. Pozytywne drgnięcie w zespole nastąpiło pod koniec kwietnia w słynnym starciu z Legią, gdy Lechia w pięknym stylu ograła Wojskowych, a prawdziwe show na boisku robił szalejący na całej szerokości murawy Abdou Razack Traore, który nie znał granic piłkarskiej fantazji. Potem kultowe 2:2 z Arką, na dobrą sprawę spuszczające odwiecznych rywali do pierwszej ligi. No i wreszcie 26. kolejka, gdy gdańszczanie pokonali na wyjeździe Koronę Kielce 3:2, dokonując spektakularnego comebacku i wbijając rywalowi do siatki trzy trafienia od stanu 0:2 w drugiej połowie.

– Czasami piętnaście minut może zmienić całą pracę, jaką się wykonało w trakcie sezonu – mówił po spotkaniu Kafarski. I miał rację – gdyby Lechia nie podźwignęła się po golu Niedzielana, podwyższającym prowadzenie gospodarzy z Kielc, sezon praktycznie by się dla niej zakończył. Tymczasem trzy punkty przywiezione ze stolicy województwa świętokrzyskiego pozwalały na marzenia o wicemistrzostwie Polski. Po 26. kolejkach Lechia zajmowała czwarte miejsce w tabeli, z ledwie dwoma punktami straty do białostockiej Jagiellonii, wówczas zajmującej drugą lokatę.

Wyścig między tymi dwiema ekipami miał jeszcze swój dodatkowy smaczek – wspomniany Traore ścigał się z Tomaszem Frankowskim o koronę króla strzelców Ekstraklasy. Z tamtej Lechii, która grała naprawdę ciekawą, ofensywną piłkę, pozostało już – rzecz jasna – zaledwie wspomnienie i zapiski w kronikach.


Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (12)