Nieskuteczni Polacy z Napoli, ich koledzy też. Zieliński boiskowym zakapiorem
Weszło

Nieskuteczni Polacy z Napoli, ich koledzy też. Zieliński boiskowym zakapiorem

Jeszcze chwila i ten sezon w praktyce się dla Napoli skończy – przynajmniej jeśli chodzi o krajowe podwórko – bo będzie skazane na wicemistrzostwo. Podopieczni Carlo Ancelottiego tylko zremisowali na wyjeździe z Fiorentiną, co oznacza, że Juventus może po tej kolejce powiększyć i tak już dużą przewagę. W tym momencie strata do prowadzącego „Juve” wynosi osiem punktów, zaś przewaga nad trzecim Interem to 12 „oczek” (wieczorem mierzy się z Parmą).

Wynik 0:0 może sugerować męki dla oczu, ale ten mecz całkiem przyjemnie się oglądało. Sytuacji mieliśmy sporo, zdecydowaną większość z nich wypracowało Napoli. Często w roli głównej występował Piotr Zieliński, który dziewiąty raz z rzędu wystąpił w pierwszym składzie (Arkadiusz Milik w tygodniu mniej trenował, zaczął na ławce). „Zielu” dla odmiany dziś często był tym, który wbiegał w pole karne i liczył na otrzymanie piłki – i szybko dośrodkowaniem znalazł go Callejon. Po w sumie mało udanym strzale Polaka źle interweniował Lafont, ale nadbiegający Insigne się nie popisał i nie trafił w bramkę. Z kolei pod koniec pierwszej połowy wbiegający Zieliński zgrał głową na piąty metr do niepilnowanego Mertensa, który „okradł” naszego rodaka z asysty, trafiając w bramkarza.

W 53. minucie podobnie mógł się czuć Callejon. Hiszpan wycofał piłkę do polskiego pomocnika, który uderzył w bliższy róg, ale Lafont pokazał wielką klasę. Szkoda, wielka szkoda.

Wielkim pozytywem tego meczu była waleczność i nieustępliwość, którą zaprezentował Zieliński, a często cechy wolicjonalne uważano za jego najsłabsze punkty. Chwilami walczył, jak największy zakapior, jakby wzorem dla niego był Gennaro Gattuso. Przykłady? Zacięty pojedynek o piłkę z Dabo przy linii bocznej, który zakończył się sukcesem – „Zielu” wyłuskał piłkę i na dodatek został sfaulowany, a obrońca Fiorentiny przy okazji przypadkowo oberwał w szczękę. Idźmy dalej. Ostra przebitka z Ceccherinim i znów Polak górą – sędzia uznał, że został sfaulowany. Następne starcie – Chiesa niezamierzenie został przez niego nadepnięty i długo dochodził do siebie. W pewnym momencie miejscowi uznawali już Zielińskiego za największego rzeźnika w neapolitańskiej ekipie. Gdy więc w 57. minucie arbiter pokazał mu żółtą kartkę za dość ostry faul na Ceccherinim, przyjęto tę decyzję nawet nie tyle ze zrozumieniem, co z pretensjami, dlaczego tak późno.

Milik wszedł na boisko w 62. minucie i po chwili kapitalnie odegrał piętą do wbiegającego Insigne, który jednak przegrał walkę o pozycję z obrońcą i jeszcze go sfaulował. Później napastnik reprezentacji biało-czerwonych miał trochę szczęścia pod swoją bramką. Skiksował przy próbie wybicia, ale niebezpieczeństwo zdecydowaną interwencją zażegnał Maksimović. W doliczonym czasie Milik powinien mógł zostać bohaterem. Po podaniu Callejona uderzał wślizgiem zamykając akcję – z ostrego kąta, ale jednak z bliska. To była na tyle dobra sytuacja, że od snajpera tej klasy można było oczekiwać gola. Skończyło się na bocznej siatce. Jeszcze w 95. minucie Arek mocno strzelał lewą nogą sprzed pola karnego, Lafont odbił piłkę.

Fiorentina przed przerwą jeszcze jakieś zagrożenie stwarzała, Meret pokazał klasę po mocnym uderzeniu Veretouta. Później nie miał już zbyt wiele pracy. Loty obniżył Chiesa, Muriel w ogóle nie miał swojego dnia i w efekcie gospodarze w ofensywie prezentowali się miernie. Tym bardziej żal, że Napoli nie potrafiło wygrać. Kto wie, jeśli w najbliższych tygodniach utrzyma status quo w Serie A, być może priorytetem stanie się… wygranie Ligi Europy. Pierwszą przeszkodą w fazie pucharowej już za parę dni będzie FC Zurich.

Fot. newspix.pl

KOMENTARZE (2)