Jak co tydzień… ELDO
Blogi i felietony

Jak co tydzień… ELDO

Kasa, misiu, kasa! 

Powiedzenie Janusza Wójcika nigdy nie straci na aktualności. Tym bardziej, że stanowi doskonałą ilustrację do wielu sytuacji w życiu.

Aktualnym postulatem równościowym jest propozycja wyrównania zarobków między zawodniczkami i zawodnikami. Różne związki sportowe poddawane są presji, niektóre federacje same wychodzą z takimi inicjatywami. Dotyczy to bardzo wielu dyscyplin.

Tylko czy to jest kwestia do regulacji?

***

Na pewno powinniśmy postarać się uniknąć emocji. Jestem w stanie współczuć sportowcowi, który wiele lat ciężkiej pracy poświęcił, żeby dojść do poziomu mistrzowskiego. Lata wylewanego potu, zmagania z własnym organizmem, podróże, wydatki dietetyczne. Wszystko to konsumuje olbrzymie nakłady. Dodając do tego czas poświęcany na początku tej drogi przez rodziców młodego adepta, dostajemy dość długą listę rachunków do uregulowania. Sporty takie jak golf, tenis, czy sporty motorowe wymagają ogromnych środków i w realiach wolnorynkowych są bardzo często okupowane przez dzieci „dobrze sytuowanych”. Można przytoczyć kilka życiorysów przeczących tej teorii, ale można przedstawić też kilkaset takich, które będą składały się z opowieści o prywatnych szkołach na Florydzie czy w Dubaju. Czesne wynosi najmniej roczną średnią krajową. Wspaniale jeśli wszystko się uda, tylko że niewielu kandydatów zostaje sportowcami. Większość z nas na poziomie juniorskim odpadnie, a tym którym uda się dotrzeć do zmagań seniorskich prędzej czy później czeka zadanie sobie pytania – co dalej? Czy te wydatki da się jakoś uzasadnić? Czy mamy prawo oczekiwać, że się zwrócą? Jak długo mam JA je ponosić?

Wiele sportów daje możliwość dostatniego życia. Przy rozsądnej kalkulacji mogą stać się początkiem majątku, który można przekazać dalej. To zadanie dla rozumu sportowca, ale też np. muzyka. Nie chciałbym być tylko jednowymiarowy i musieć wierzyć, że bieganie w kółko to jedyne, co potrafię. Nawet jeśli biegam najszybciej. Nie muszę być szaleńcem, żeby rzucać milion na kręcącą się kulkę. Wszystko zależy ode mnie i moim zdaniem postawa roszczeniowa jest wynikiem jedynie niedojrzałości takiego człowieka. Brak świadomości temporalności własnego zawodu jest komfortem, na który przedstawiciele niewielu profesji może sobie pozwolić. 

***

„Amatorstwo”

Za każdym razem kiedy myślę o tym przypominam sobie mała blondynkę z podwórka na Warszawskim Bemowie. Ola grała w siatkówkę i żeby mieć profesjonalne buty do gry odwiedzała sklepy sportowe, namawiając niechętnych właścicieli na wspomożenie jej pasji. Paręnaście par trampek później stanęła na najwyższym stopniu siatkarskich mistrzostw Polski juniorek razem z koleżankami z MKS MOS Wola. Miałem szczęście przyglądać się części jej drogi sportowej i patrzeć z boku jaką ilość pracy musi włożyć kobieta w to, co nam wydaję się takie naturalne. Do tego dochodzą przesądy, presja psychiczna czy zwyczajny seksizm…

Tylko, że ja nigdy nie przypominam sobie z ust jej czy jej koleżanek żadnego słowa pretensji. Najważniejsza była realizowana pasja, a wszelkie niedogodności czyniły efekty jedynie przyjemniejszymi.

Nigdy nie spróbowała zawodowej kariery. Była jedną z tych setek tysięcy dziewczyn które po liceum powiedziały, że starczy. Składników takich decyzji jest mnóstwo i zależą od mnóstwa zmiennych. Każdy doskonale umie skalkulować potencjał ryzyka związany z decyzja „idę w sport”. Na pewno powinien.

***

Czym jest sport zawodowy?

Zawodem, który ewoluował z pasji? Pasją, która uprawiana w sposób mistrzowski przynosi możliwość „zawodowstwa”.

Dziesiątki zawodników ryzykuje. Stawiają na jedną kartę i jeśli przynosi to efekty na poziomie mistrzowskim to naturalne, że oczekują rekompensaty. System stypendialny sportów olimpijskich pomaga zawodnikom skupić się na najważniejszym. Jak widzimy na przykładzie zawodniczki karate Doroty Banaszczyk, która wywołała poruszenie niedawnym wywiadem dla sport.pl, system ten nie zawsze działa. Nieporozumienia formalne na poziomie związków sprawiło, że mistrzyni świata nie ma żadnego wsparcia i czuje się słusznie pozostawiona sama sobie. Raz na kilka lat pojawia się taki wywiad. Niestety bardzo często właśnie w takich okolicznościach, kiedy przyparty do muru zawodnik musi zacząć wrzeszczeć, żeby go usłyszano. Stoję po stronie zawodnika, daję ponieść się emocjom, bo przecież słusznie oburzać się na niesprawiedliwość. Ale po chwili diabeł na ramieniu podpowiada, że to strasznie roszczeniowa postawa oczekiwać „auta czy mieszkania” za sportowy sukces. Dodatkowo dziwnie kwestionować czyjś sukces sportowy i umiejętności sportowca do profitowania dzięki temu. Rozumiem emocje i mam nadzieję, że w przyszłości będzie mogła się skupić jedynie na treningu. Mam nadzieję, że ten cel zostanie osiągnięty tym wywiadem. Zostawia we mnie jednak odrobinę niesmaku. Wielu z nas wie jak to jest kiedy na koncie nie ma i od kilku dni obiady są trochę marniejsze albo nie ma ich wcale. Nawet jeśli wykonujemy naszą pracę tak uczciwie, jak potrafimy. Wkładamy w nią całe poświęcenie i każdego dnia dążymy do tego żeby doskonalić tę iskrę, którą nas obdarzono. Czasami po prostu nasza wartość rynkowa ma się nijak do naszych oczekiwań i własnego poczucia wartości. Świat nie jest dla nas i nic nam nie jest winien. Daje natomiast możliwość realizacji na wielu polach.

***

Wartość rynkowa.

Zarobki zawodowych sportowców są bardzo wysokie. Bardzo często dyskusja o nich nie jest jednak dyskusją o faktach, ale dyskusją o emocjach wobec dużych (według powszechnej miary) pieniędzy. Kiedy faktyczne pieniądze zarabia nie Shaq, ale człowiek, który podpisuje jego czek z wypłatą. Taki jest ton tej dyskusji, podczas gdy sprawa w zasadzie sprowadza się do jednego zdania. Ilość pieniędzy generowanych przez ligi zawodowe jest ogromna a zawodnicy wywalczyli duży udział w dzieleniu zysków. Ot, tyle. Dodając do tego fakt, że ktoś zapłaci dużo żeby przekonać nas do jego produktu i wykorzysta każde środki socjotechniczne. Mamy chrupki, żyletki, perfumy, majtki i każdy inny towar, jaki można sprzedać fanom koszykarskich czy piłkarskich „bogów”. Czy możemy zastanawiać się nad moralnością w tym kontekście? Czy to czyjaś wina poza nami – fanami?

Wielu sportowców dołącza się do tej krytyki. Niektórzy jak Ronda Rousey, amerykańska zawodniczka MMA zachowują jednak zdrowy rozsądek. Zapytana o różnice zarobków miedzy zawodnikami odrzuciła zagraną przez dziennikarkę kartę dyskryminacji płciowej. Odpowiedziała, że jeśli sprzedawałaby walki jak Floyd Mayweather, to zapłaconoby jej i takie pieniądze. Równość możliwości nie zakłada równości wyników a mam wrażenie, że tego właśnie oczekują „skrzywdzeni” reklamami z Lewandowskim.

Jeśli dyscyplina X przyciągnie taką ilość fanów gotowych co tydzień wydać pieniądze, przyciągnie sponsorów i media, to będzie zarabiała pieniądze. Uznaniowo możemy założyć, że pro publico bono finansujemy niektóre dyscypliny. Z różnych powodów decydujemy, że pieniądze z worka z napisem „budżet państwa” należą się tym którzy na określonym poziomie to państwo reprezentują. Można napisać tysiąc stron o słuszności czy głupocie takiego działania. Tak jednak to działa. Przy tym podziale każda decyzja może również dzielić bo dlaczego hokej na lodzie a nie rugby? dlaczego stadion a nie tor do curlingu? Pretensje wobec zawodników sportów „popularnych” są nieuzasadnione i dla mnie są często projekcją emocji i postawą „dlaczego nie ja”. Przyznam się, że nie znam danych na ile np. piłka nożna rujnuje budżety polskich miast wobec innych sportów. Ale czy tak naprawdę jest ? A jeśli jest to miasta powinny przestać być zakładnikami prywatnych firm.

Bardzo cieszą mnie inicjatywy sportowców, którzy szukają różnych dróg rozwoju poza sportowego. Ilość możliwości na dyskontowanie własnego sukcesu w danej dziedzinie jest ogromna, jeszcze większa na to żeby ten sukces stał się początkiem drogi do nowego.

***

Równość.

Niektóre duże organizacje sportowe uznały jednak, że to postulaty równości płci mają znaczenie a nie rynek. Zwycięzcy tenisowego turnieju na kortach Wimbledonu dostają taką samą wypłatę. Ciekawe, że równość wyniku doprowadziła do tego, że tak naprawdę kobieta zarabia więcej w relacji do godzin pracy. Mężczyźni grają więcej setów a zatem zwycięzca spędza na korcie dużo więcej czasu niż zawodniczka, która wygrywa. W przypadku ostatniego roku Novak Djokovic rozegrał w turnieju łącznie dwadzieścia pięć setów. Zwyciężczyni turnieju kobiet Angelique Kerber rozegrała ich piętnaście. Zawodnicy wyrażają jednak aprobatę wobec takich decyzji jak wyrównanie zarobków. Jednym z głównych adwokatów takiego rozwiązania jest właśnie serbski tenisista.

Argument inny niż rynkowy jest dla mnie jednak argumentem powodowanym emocjami. Naiwną przyzwoitością, być może całkowicie słuszną. Równość wyniku równa się jednak splendorowi tytułu a nie równości zysku z wyniku. Ten powinien być wypadkową pieniędzy generowanych przez sportowca i jego sukces. Sportowca dowolnej płci.

***

WeszłoFM skończyło dzisiaj rok, od trzech miesięcy jestem członkiem tej ciekawej gromadki. Mam nadzieję, że będzie to długa przygoda.

Z tej okazji chciałbym podziękować wszystkim, którzy odwiedzają tę rubrykę i słuchają piątkowych audycji.

***

Ps. Stop zwolnieniom z WF-u!