Konferencja Kuby: człowiek z innej planety
Weszło

Konferencja Kuby: człowiek z innej planety

Wysłuchaliśmy konferencji Jakuba Błaszczykowskiego, piłkarza i ratownika Wisły, który zgodził się rozegrać rundę jesienną za darmo i… Cholera, ten człowiek wypowiada się, jakby był z innej planety. Wartości, które wyznaje i sposób, w jaki podchodzi do swojej kariery… Nie ma wątpliwości, że jeśli młodzi ludzie mają mieć w piłce jakiegoś idola, to powinien być nim właśnie Kuba. Byliśmy na wspomnianej konferencji prasowej i przynosimy z niej dla was tak zwane mięso, czyli najciekawsze wypowiedzi.

O swoim wielkim dniu:

Dla mnie jest to wielki dzień. Cieszę się, że będę miał po raz kolejny tę przyjemność i zaszczyt założyć koszulkę Wisły Kraków. Mam nadzieję, że po tych wszystkich zawirowaniach będzie teraz świeciło słońce, jak ma to miejsce właśnie za oknami. Rozmawialiśmy już w grudniu na pewne tematy. W tamtym okresie nie wiedzieliśmy, że tak się to wszystko potoczy. Znając historię Wisły i to jak wielki to jest klub, było to dla mnie coś nie do pomyślenia, by wystawiać Wisłę na takie pośmiewisko. W moich przekonaniach zawsze wygrywa to, co czuję. I właśnie tak czułem. Myślę, że gdyby wszystko było dobrze, Wisła Kraków nie potrzebowałaby mnie i byśmy tutaj teraz nie siedzieli. Potoczyło się, jak się potoczyło, dlatego jestem tutaj i czuję satysfakcję.

O planach na najbliższą przyszłość:

– Zdaję sobie sprawę, że są wielkie oczekiwania. Staliśmy w czymś po czoło, a teraz stoimy po uszy. Klub cały czas ma wielkie problemy. Budujące jest to, jak wielka wiara jest w kibicach i to, jak wiele mieliśmy w ostatnim czasie jej dowodów. Dla mnie to jeszcze większy sygnał tego, że podjąłem słuszną decyzję. Marcin Wasilewski zawsze mówi mi, że jeszcze rok-dwa i wyjedzie zagranicę. To może wyjadę razem z nim? Wiemy, w którym momencie jesteśmy i ciężko mi planować coś z półrocznym albo rocznym wyprzedzeniem. Naprawdę, podchodzę do tego na bardzo dużym spokoju. Niekiedy nie trzeba podpisywać umów, by wiedzieć, co się chce w życiu robić.

Czy Wisła to ostatni klub w karierze? Ciężko na ten temat mówić. Mamy swoje problemy, których nie jesteśmy w stanie rozwiązać z dnia na dzień. Potrzebujemy wykonać wiele pracy. Ruszyło na początku roku hasło „Czyny. Nie słowa” i powinniśmy teraz skoncentrować się na pracy – szukać formy, jak najlepszych wyników i wspólnie z kibicami i ludźmi, którzy chcą pomagać klubowi, starać się wyprowadzać to na prostą.

O tym, dlaczego znalazł się w Wiśle: 

Zrozumiałem to, czego chcę, kiedy zobaczyłem, jak duże są problemy w Wiśle. Wszystko jest zawarte w haśle „Czyny. Nie słowa”. Gdyby wszystko było dobrze, Wisła nie potrzebowałaby mnie tutaj. Uważałem, że to odpowiedni moment, bym wrócił. Gdyby Wisła była w innym miejscu, pewnie nikt by nie chciał, bym psuł to wszystko.

W moim życiu zawsze zadawałem sobie pytanie: co chcę? A ja chciałem wrócić do Wisły, dlatego tu jestem. Mówię zupełnie szczerze – cały czas mam wątpliwości, czy da się to uratować. Jesteśmy w bardzo ciężkiej sytuacji i liczymy na wsparcie naszych kibiców, którzy okazują je w ostatnich dniach bardzo wielkie. To coś, co jest budujące. Wątpliwości zawsze są i są one dobre. Porównując to do piłki nożnej – rozgrywając pięćsetny mecz zawsze mam wątpliwości i muszę udowodnić, że zasługuję na miejsce, w którym jestem. To wiąże się z inteligencją. Choć może dołączenie do Wisły nie było do końca inteligentne, ale wygrało serce. Myślę, że Jarek może doskonale to potwierdzić. I nie tylko Jarek, ale wiele osób, które porwały się na ten ciężki i szaleńczy krok. Nie żałuję niczego. Wątpliwości są, będą i pewnie trochę jeszcze zostaną. Walczymy dalej, by sprzedać jak najwięcej biletów. Zachęcamy kibiców do tego, by kupowali karnety, wspierali klub, stali się częścią tego, co zaczęliśmy wspólnie. Duży ukłon w stronę naszych kibiców, którzy potrafili tak się zmobilizować.

O swoim pierwszym dniu w Wiśle: 

Pierwszy dzień w Wiśle? Pamiętam, że dość późno wstałem, a jechałem z Częstochowy. Wpadłem w poślizg i troszeczkę się zakopałem. Przyjechałem cały w błocie. Nie dość, że się stresowałem, to jeszcze wszyscy pomyśleli, że przyjechałem brudny. Po dwóch dniach trener Liczka zapytał mnie, czy chciałbym jechać z Wisłą na obóz. Wiadomo, jaka była moja odpowiedź. Mój pierwszy trening w Wiśle miał miejsce 8 lutego 2005 roku, tak jak dzisiaj. Miałem wtedy trochę mniej zmarszczek, chociaż niektórzy mówili, że teraz lepiej wyglądam.

Wisła to klub,  który dał mi szansę zaistnieć. To coś, na czym się wychowałem. Rodzice i babcia wpajali mi, by nie zapominać, skąd pochodzisz i doceniać to, co w życiu otrzymałeś i potrafić się odwdzięczyć. Nie chodzi na to, by silić się na wielkie słowa, ale gdyby Wisła mnie nie potrzebowała, to pewnie byśmy tu nie siedzieli. Nie chciałbym wtedy przeszkadzać. Oczywiście chciałbym inaczej, ale cieszę się, że mogę pomóc.

O nadchodzącym meczu:

Ciężko powiedzieć, co będzie w pierwszym meczu z Górnikiem Zabrze. To zawsze niewiadoma. W moim przekonaniu zrobiliśmy wszystko, by do tej rundy rewanżowej się przygotować. Widzę grupę chłopaków, trenerów, ludzi w klubie, którzy są pełnymi profesjonalistami. Mimo tych problemów wykonywali swoją pracę na sto procent i to jest coś pięknego. Mam ogromną przyjemność pracować z takimi ludźmi. To coś, co pokazuje, że w życiu są też inne wartości, które ludzie pokazują na co dzień. Nie zawsze o tym piszą, ale ciebie kształtują one jako człowieka.

Myślę, że jeżeli przed meczem nie będę czuł tremy, pozytywnych wibracji, dreszczyku emocji, to będzie ostatni mecz, który zagram. Wtedy będę wiedział, że wystarczy.

O opasce kapitańskiej:

Wielki szacunek dla Rafała Boguskiego, że poszedł z tym do trenera. Z mojej strony nie było to konieczne. Uważam, że w szatni mamy wielu liderów, którzy mogliby równie dobrze nosić opaskę. Uważam zresztą, że nie trzeba mieć opaski na ręku, by być liderem drużyny, co doskonale pokazywał do tej pory Paweł Brożek czy Marcin Wasilewski. Imponuje mi swoim charakterem. Wystarczy, że spojrzy i wszyscy wiedzą, z kim mają do czynienia. To człowiek, który zasługuje na uznanie, ale tego uznania nie szuka. Imponuje mi swoim charakterem i życiorysem. Wielkie gratulacje ode mnie dla niego.

O przyczynie urazów:

Jedyna rzecz, nad którą się zastanawiałem i niekiedy nie wychodziłem na niej dobrze – zawsze starałem się nie poddawać i walczyć do końca. W tym sporcie wiązało się to z urazami. Ale suma summarum doszedłem do wniosku, że gdyby nie to, nie byłoby mnie tu, gdzie jestem. Po prostu. Nie ma nic lepszego jak satysfakcja z tego, ze dałeś z siebie sto procent.

O stażu trenera Stolarczyka u trenera Kloppa:

Z tego, co sobie przypominam, trener Stolarczyk był na stażu w Borussii. Była taka śmieszna anegdota – trener przyjechał na nasz pierwszy trening, rozłożył kamerę, stoi… A trener Klopp wychodzi i pyta: „a co ten pan, będzie nasz cały trening kręcił? A niech kręci!”. Cieszę się, bo trener Stolarczyk oprócz dobrego warsztatu trenerskiego, w aspekcie psychologii jest bardzo mocny, dlatego zawodnicy w poprzedniej rundzie grali tak dobrze.