Hamsik, czyli człowiek-lojalność
Blogi i felietony

Hamsik, czyli człowiek-lojalność

Marek Hamsik w ostatnią sobotę zagrał ostatni mecz w barwach SSC Napoli. Cokolwiek mówić, jest to absolutna legenda zespołu ze stadionu Świętego Pawła. Facet wykręcił chore liczby. Jest najlepszy w dwóch najważniejszych kategoriach: najwięcej meczów w niebieskich barwach (plus-minus 515) i ma najwięcej bramek (120), o pięć więcej niż Diego Maradona. Napoli traci bardzo ważną postać. Postać, którą neapolitańczycy będą wspominali tak jak Diego.

Oczywiście, że Hamsik nie był kluczowym zawodnikiem Napoli od niemal roku.

Oczywiście, że Hamsik powinien odejść latem.

Oczywiście, że Hamsik był niemal najsłabszym środkowym pomocnikiem w tym sezonie.

Tak, te wszystkie rzeczy są jasne. Pisząc „Napoli traci bardzo ważną postać”, chodzi o rolę w klubie Marka, nie o formę boiskową. Bo takową Słowak stracił kilka miesięcy temu. Carlo Ancelotti próbował wycisnąć go jak cytrynę, do ostatniego kawałka miąższu, a nawet ze starciem skórki. Przesunął go na pozycję registy. Wszystko spowodowane było odejściem Jorginho. PESEL-u nie da się oszukać, nie jest to pierwszy argument na potwierdzenie tej tezy. Jednak większości, słusznie zresztą, wydawało się, iż kapitan ze swoim znakomitym prostopadłym podaniem, z kapitalną techniką użytkową i umiejętnością znalezienia balansu, da radę. Z tym bywało różnie.

Ale Hamsik to przede wszystkim lojalność. W zasadzie Słowak powinien mieć „lojalność” na drugie imię. W Napoli spędził długich dwanaście lat. Jedna z nielicznych romantycznych historii we współczesnej piłce. A przecież przeżył wiele. Gonzalo Higuain skorzystał z szansy i poszedł do Juventusu. Edinson Cavani wybrał lukratywną ofertę z Paryża. Ezequiel Lavezzi również zasilił szeregi PSG. Jorginho poszedł za Sarrim do Chelsea.

A Marekiaro, pomimo zainteresowania zdecydowanie lepszych klubów od Azzurrich, został.

Był w dobrej formie – nieważne, zostaje.

Mógłby wybrać lepszy kraj do życia – nieważne, zostaje.

Możliwość sięgnięcia po najważniejsze trofea – nieważne, zostaje.

Nie zawsze było różowo. Włoska piłka na tle innych mocnych europejskich nie zawsze wyróżniała się ilością pieniędzy, co dotyczyło również Napoli, ale przede wszystkim całego południa Półwyspu Apenińskiego.

Walka o Scudetto co roku zapowiadała się na niesamowicie trudny wyczyn. Bo albo mocny Inter, albo Milan, albo hegemonistyczny Juventus od kilku lat. O czym ja w ogóle mówię, Azzurri rozegrali zajebisty sezon 15/16: zdobyli najwięcej bramek zaraz po AS Romie, stracili najmniej bramek zaraz po Juventusie. A skończyli na drugim miejscu.

Zawsze drudzy, co w zasadzie dobrze opisuje ostatnie lata w Neapolu. Co więcej, Gonzalo Higuain był królem strzelców z 36 golami (!), Lorenzo Insigne wykręcił 22 oczka w punktacji kanadyjskiej, a Marekiaro był wiceliderem w klasyfikacji asyst. Słowak w tej tabelce i tak uplasował się za Miralem Pjaniciem (w lecie odszedł do Juve) i za Paulem Pogbą (wiadomo, Manchester United za stówkę milionów). Podczas tej przyjaźni Hamsika z Napoli zapewne nie raz, nawet nie dwa, Beppe Marotta wybierał numer Aurelio De Laurentiisa w telefonie, ale Słowak chciał zostać w Napoli.

Poza tym, doskonale wiemy, jak bardzo popieprzonym miastem jest Neapol. Kuchnia, spora liczba zabytków, morze, ludzie. Może się podobać. Ale nie można zapomnieć, ile w ostatnich latach było tam napaści, kradzieży, oficjalnego złorzeczenia, morderstw. Nadal mówimy o miejscu, w którym rządzi mafia i notorycznie tej władzy nadużywa. Politycy nie mają w niektórych kwestiach nic do powiedzenia. Co za tym idzie – piłkarze przeżywają istny rollercoaster. Jednego dnia ludzie noszą cię na rękach, tworzą figurki z twoim wizerunkiem. Idziesz do restauracji – jesz za darmo, nikt nawet nie zająknie się o jakąkolwiek opłatę. Przechodzisz obok ścianki, mijasz znajomą twarz – ktoś namalował mural z tobą. Ale nikt nie jest w stanie załatwić ci stuprocentowego zapewnienia, że pewnego wieczoru, być może tego samego, dwóch facetów w kominiarkach czy kapturach nie przystawi ci pistoletu do głowy. Bandyci nie mają skrupułów, w efekcie utrata zegarka czy telefonu może okazać się twoim najmniejszym zmartwieniem w danym momencie.

Życie w strachu. I to nie jest tak, że niektórzy są chronieni. Rodzina Hamsików dwukrotnie padła ofiarą takich incydentów. Raz był to Marek, drugi natomiast – jego żona, Martina.

A mimo to była już „siedemnastka” Napoli została w mieście pod Wezuwiuszem. Tak jak, przykładowo, Lorenzo Insigne.

Niektórym ten argument może wydać się całkowicie absurdalnie. Jednakże faktem jest, iż Corentin Tolisso przez mafię w Neapolu zrezygnował z gry w tym klubie. Francuz – co absurdalnie śmieszne – takową decyzję podjął po obejrzeniu serialu „Gomorra”.

*

Delikatnie zażenowało mnie pożegnanie z Hamsikiem podczas ostatniego meczu z Sampdorią na San Paolo. Standardowe zejście Marka z boiska. Owacje na stojąco i do boksu. Nic szczególnego.

Koniec końców okazało się, że kapitan swoją decyzję ujawnił w szatni bezpośrednio przed pierwszym gwizdkiem, zatem nie dał szansy na przygotowanie. Coraz częściej mówi się, iż na koniec sezonu na stadionie położonym w mieście pod Wezuwiuszem zostanie rozegrane spotkanie pożegnalne.

Bo w końcu odchodzi kapitan.

Legendarna „siedemnastka”.

Lider.

Jedna z najwybitniejszych jednostek w całej historii SSC Napoli.

Neapol opuszcza Marek Hamsik.

Dominik Klekowski

KOMENTARZE (1)

WordPress Lightbox