Wisła przeszła udaną reanimację, ale dalej potrzebuje opieki
Blogi i felietony

Wisła przeszła udaną reanimację, ale dalej potrzebuje opieki

Czytam tekst Krzyśka Stanowskiego, wiadomo jaki, i moim zdaniem tam jest wszystko, co powinien zawierać najlepszy scenariusz najlepszego filmu. Zwroty akcji, dramaty, wątki komediowe, przypadki losowe prowadzące – nazwijmy to – fabułę do przodu. Czytałby to jakiś producent i złapałby się za głowę, że może tego jest za dużo, że może warto gdzieś zwolnić, bo kto w to uwierzy? No, ale czytamy to my i łapiemy się za głowę jeszcze mocniej. Przecież to się rzeczywiście wydarzyło!

Ja szczerze mówiąc, miałem moment, w którym pomyślałem: to koniec. Wisła poszła na dno, a może powinienem powiedzieć, że uschła. Pamiętam, zapytał mnie jeden z Weszlaków, kto moim zdaniem może w najbliższym czasie wejść do Wisły. Komornik, odpowiedziałem. Złapałem się na tym, że chciałem wówczas ironizować, ale tak naprawdę nie ironizowałem, tylko – moim zdaniem – powiedziałem po prostu prawdę. Tak mi się wydawało, że upadek pomysłu na wejście do klubu Wojtka Kwietnia i spółki jest końcem tematu Wisły w ekstraklasie. Panowie byli tak naprawdę o krok, o jeden dzień od przejęcia tego interesu, ale jeden podmiot kwartetu zaczął zmieniać warunki, zaczęła się kłótnia o władzę i sprawa padła.

Wtedy, tak. Postawiłem krzyżyk.

I aż wstyd się przyznać, że zapaliło mi się światełko w tunelu po pojawieniu się zlewu, to znaczy Vanny, Hartlinga i Pietrowskiego. Pamiętacie przecież: rozsądni ostrzegali. „To jest wałek, niech Wisła w to nie idzie, skończy się to wszystko dramatem”. Nierozsądni odpowiadali, że Vanna lata w schowku bagażowym EasyJeta, bo jest oszczędny, a Hartling to jedna z koron Trzech Koron. Nie byłem aż taki naiwny, jednak jestem w stanie zrozumieć tych wierzących, bo oni po prostu tak wierzyli w cud, że ignorowali wszelkie złe przesłanki. To w gruncie rzeczy normalne, ludzkie. Szamani różniej maści istnieją, gdy lekarze nie dają żadnej nadziei na wyleczenie choroby, w poszukiwaniu nadziei chce się wierzyć, że i witamina C może wyleczyć raka. A przecież Wisłę toczył rak z przerzutami na wszystkie organy.

Szamani jednak nie leczą, lekarze tak i nimi okazali się tacy ludzie, jak Leśnodorski, Wisłocki, Jażdżyński, Królewski, Błaszczykowski i wielu innych, stojących w cieniu. Wszyscy włożyli w to masę pracy i miejsce w historii klub zaklepali sobie na wieczność.

Czytam teraz wypowiedź męża pani Sarapaty, że jego żona tak naprawdę jeszcze czeka na zapłatę od Wisły, bo to klub – a nie ona klubowi – leży jakieś pieniądze. Jeśli istnieją granice bezczelności, to takimi wypowiedziami się je nie tyle, że przekracza, ale wjeżdża w głąb tego terytorium i buduje na środku dom jednorodzinny. Jeśli pani Sarapata naprawdę wierzy w to, iż Wisła powinna jej jeszcze cokolwiek zapłacić, nich użyje swojego nowego nazwiska i na te pieniądze Czeka(j). Albo niech zrobi inaczej. Niech idzie teraz pod bramy klubu i krzyknie: nazywam się Marzena SARAPATA, jesteście mi coś winni. No, ale na to odwagi chyba nie wystarczy.

Pani Sarapata miała być przyjacielem Wisły, na kogoś takiego się kreowała i jest to przerażające, bo jeśli takich przyjaciół ma Wisła, to jakich ma wrogów? Choć może nie… Przecież Bogusław Leśnodorski, zatwardziały kibic Legii, był pewnie przez wielu traktowany jako wróg, a jednak ten wróg zrobił dla klubu sto razy więcej niż Sarapata. Albo inaczej: zrobił COŚ dla Wisły, bez porównywania do pani byłej prezes, bo porównanie nie jest tu zasadne.

Wisła była przez chwilę trupem, natomiast podjęto się reanimacji i ta reanimacja przyniosła oczekiwany skutek. Natomiast to nie jest koniec. Pacjent po reanimacji nie dostaje od razu wypisu, nie leci ze szpitala na bankiet bawić się dalej. Musi wrócić to zdrowia. Wisła jest też teraz na etapie wracania do zdrowia. Na szczęście opiekę ma tym razem dobrą. Tym ludziom nie zabraknie ani chęci, ani pomysłu.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (24)