Jest sukces, ale i… rozczarowanie. Żuk wicemistrzynią świata juniorek
Inne sporty

Jest sukces, ale i… rozczarowanie. Żuk wicemistrzynią świata juniorek

Zwykle reakcją na srebrny medal imprezy rangi mistrzowskiej – nawet jeśli to „tylko” kategoria juniorska – byłby u nas wybuch radości. Bo to w końcu fantastyczny wynik. Sęk w tym, że Kamila Żuk rywalki miała zostawić kilkadziesiąt sekund za sobą, a nie przybiegać na drugiej pozycji. Więc mamy sukces, ale i niedosyt. Co zawiodło? Jak zwykle – strzelanie.

Wypadałoby zacząć od tego, dlaczego w ciemno stawialiśmy na Kamilę. Cóż, w zeszłym sezonie zdobyła na tej samej imprezie dwa złota i srebro. W biegu sprinterskim – takim, jak rozgrywano dzisiaj – była lepsza od drugiej Markety Davidovej o 26 sekund. A Czeszka była jedyną rywalką na jej poziomie. Zresztą to właśnie ona okazała się najlepsza w biegu pościgowym. W tym sezonie nie dość, że Żuk przyjechała na mistrzostwa bardziej doświadczona i wciąż odstająca rywalkom o kilka długości, to Davidova w ogóle się tam nie zjawiła. Napisać więc, że Kamila była faworytką, to jak nic nie napisać.

Tymczasem już w biegu indywidualnym Polka wypadła słabiej, niż to zakładaliśmy. Pokrzepiała nas jednak sama zainteresowana, która na Facebooku pisała: „jestem na siebie zła! Tym bardziej, że nie jestem w stanie wytłumaczyć i usprawiedliwić swojego drugiego strzelania. Teraz nie zostaje mi nic, jak otrząsnąć się, podnieść głowę i walczyć dalej”. Oddać jej trzeba, że faktycznie to zrobiła, a z medalu z pewnością się cieszy (tym bardziej, że na ostatniej pętli dzisiejszego biegu zaliczyła upadek – biathlon, bloody hell), ale mogło być znacznie lepiej. Więc jak: bardziej sukces czy rozczarowanie?

Mateusz Król, redaktor naczelny strony sportsinwinter.pl:

– Dla mnie każdy medal na imprezie rangi mistrzowskiej to sukces. Z tym srebrem Kamili jest trochę tak, jak z wicemistrzostwem świata Justyny Kowalczyk w Val di Fiemme sześć lat temu. Jechała tam po złote medale, a ostatecznie musiała czekać na podium do ostatniego startu na 30 km. Przegrała wtedy tylko z Bjoergen. Dla niektórych był to zawód, ale patrząc na całe mistrzostwa, powinniśmy cieszyć się z każdego medalu. I tak jest właśnie w przypadku wicemistrzostwa Kamili. Dobrze wiemy, że dzisiaj byłoby złoto, gdyby nie upadek. Zadecydował pech, chwila nieuwagi. Kamila pokazała jednak, że jest jedną z najbardziej obiecujących biathlonistek w Polsce i na świecie.

Okej, potraktujmy więc ten medal jako umiarkowany sukces. Pozostają jednak „drażliwe” kwestie. Pierwsza z nich to wspomniane już strzelanie. Sama Żuk jest z niego niezadowolona, zresztą zawiodło nie pierwszy raz w tym sezonie. W Pucharze Świata Kamila nie ma na swoim koncie ani jednego punktu. Dlaczego? Bo słabo strzela. Biegowo wykręca naprawdę dobre czasy, ale gdy w każdym starcie notuje kilka wpadek na strzelnicy, trudno o niezłe miejsce. Zresztą, całkiem niedawno, Kamila udzielała wywiadu „Gazecie Wrocławskiej”, w którym mówiła:

– Czuję, że trudności sprawia mi zgranie wszystkich elementów – bieg, strzelanie i sprzęt. […] Strzelanie jest moją piętą achillesową. A może nie samo strzelanie, tylko stres, jaki mu towarzyszy. Często to właśnie na tym etapie rujnuję swój wynik, bo w samym bieganiu nie odstaję od czołówki. Potrafię strzelać i regularnie udowadniam to sobie na treningu. Na zawodach jednak stres i niepohamowany głód wyniku biorą górę, co często źle się odbija na moich wynikach. 

Jest więc element do poprawy. Jeśli mielibyśmy wskazać w tym wszystkim pozytyw, to zapewne napisalibyśmy, że nadzieją napawa nas samoświadomość Kamili w tym względzie. Mogłaby próbować się jakoś tłumaczyć, ale mówi wprost: „Jest problem, wiem, chcę go poprawić”. Drugi pozytywny aspekt podsuwa nam Mateusz Król, który mówi, że Żuk ma spore zapasy:

– Co się dzieje z Kamilą na strzelnicy? Trudno powiedzieć. Gdzieś słyszałem, że ona nie bardzo lubi strzelanie, ale za nic w świecie nie zamieni biathlonu na biegi narciarskie. W biathlonie zresztą bardzo istotne jest bieganie, bo do tego albo masz do tego predyspozycje, albo nie. Można poprawiać technikę biegu, trenować, ale osób z najlepszą wydolnością nie dogonisz. A strzelanie da się poprawić. Ona jest młodą zawodniczką, dajmy jej czas. Jeśli z dwoma pudłami walczyła dzisiaj o złoto, to możemy naprawdę w przyszłości mieć biathlonistkę na miarę czołowych lokat.

Dodajmy, że z tymi dwoma pudłami zapewne by wygrała, gdyby nie wspomniany upadek. To pokazuje, jaki potencjał tkwi w Kamili. Problem w tym, że na przestrzeni ostatniego roku… nie tyle go nie uwolniła, co chyba nawet nieco zamknęła w sobie. Jej wyniki jak na razie nie prezentują się okazale. Choć, o czym wspomniał Król, trzeba brać poprawkę na to, że wciąż jest młodą zawodniczką. Z drugiej strony wspominana Marketa Davidova przejście do seniorek zaliczyła bardzo płynnie – wygrała już nawet swoje pierwsze zawody Pucharu Świata. Choć to nie oznacza przecież, że Żuk nie osiągnie sukcesów. Sama Kamila, w przywoływanym już wywiadzie, mówiła:

– Skupiam się na tym, co mam robić. Po ubiegłorocznych mistrzostwach juniorskich zewsząd słyszałam o Pucharze Świata, o pierwszej dziesiątce. To nie jest możliwe. Na to co mam pracowałam latami, a sukcesy w kategorii seniorskiej wymagają kolejnych lat treningu. 

Dodawała też, że myśli o miejscu w pierwszej „30” na seniorskich mistrzostwach, które już za niedługo. Czy to możliwe? Tak, zdecydowanie, jeśli tylko opanuje stres na strzelnicy. Na więcej raczej nie ma co liczyć. Mateusz Król mówi, że Kamilę stać byłoby na naprawdę wysoką lokatę, gdyby tylko nie pomyliła się ani razu z karabinem w ręku. A to raczej my nie spudłujemy, kiedy napiszemy, że tak nie będzie. Choć bardzo chcielibyśmy, by w tej kwestii omsknął nam się palec na spuście.

Równocześnie wierzymy jednak, że Kamila za kilka lat zrealizuje swój potencjał, o którym pisaliśmy już w zeszłym roku. Z pewnością ją na to stać, nawet jeśli w tej chwili wyniki tego nie pokazują.

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (0)