Jarosław Jach wita się z Mołdawią, czyli coś bardzo mocno poszło nie tak
Weszło

Jarosław Jach wita się z Mołdawią, czyli coś bardzo mocno poszło nie tak

„Jedź do Anglii, mówili. Będzie fajnie, zagrasz w Premier League, mówili”. Być może takie myśli przemknęły ostatnio przez głowę rozgoryczonego Jarosława Jacha, który rok temu wybierał się do Crystal Palace z wielkimi nadziejami, a dziś szykuje się do gry w lidze… mołdawskiej. Chyba nie taki był plan. Delikatnie mówiąc, trochę nie pykło. A mówiąc wprost: Jach trafia na zadupie, na totalne futbolowe peryferia. 

Rundę wiosenną spędzi na wypożyczeniu w Sheriffie Tyraspol. Klub ten sam w sobie tak całkiem śmieszny nie jest. Wysokością budżetu pewnie zawstydziłby naszych potentatów, że nie wspomnimy już o bazie treningowej. Ale liga jako całość jest na maksa kartoflana. Poziomem sportowym znajduje się daleko w tyle za polską, o całej reszcie (stadiony, kibice, otoczka) lepiej nawet nie gadać, jeszcze komuś zrobi się przykro.

Jeszcze bardziej przykro zrobi się Jachowi, gdy dokładniej uświadomi sobie, w jakim miejscu przyjdzie mu żyć przez najbliższe miesiące.

Ktoś powie, że Sheriff w ostatnich dziesięciu sezonach cztery razy występował w fazie grupowej Ligi Europy, a niedawno wyeliminował Legię. Ok, ale co z tego faktu wynika? Nic, nie ma to większego znaczenia, zwłaszcza że Polak i tak z możliwości występu w pucharach nie skorzysta, bo ma być w Tyraspolu tylko do lata. Nawet jeśli zacznie występować regularnie, jaką kartę przetargową uzyska przy powrocie do Londynu? Żadną. Pokopał trochę na osiedlowych boiskach w Mołdawii, na lekko pół śmiesznym poziomie i tyle. Gdyby istniała realna szansa na ocalenie jego kariery w Anglii, poszedłby na wypożyczenie do Championship czy przynajmniej do League One.

Zsyłka na Mołdawię prawdopodobnie oznacza, że w Crystal Palace nie wiążą z nim już żadnych nadziei. Swoje zresztą mówi reakcja londyńskiego klubu – a raczej jej brak – na ostatnie losy Jacha. Rizespor skrócił jego wypożyczenie – ze strony angielskiej żadnej informacji. Teraz poszedł do Sheriffa – również cisza. Jakby już ktoś tam zapomniał, że taka osoba figuruje jeszcze u nich na liście płac.

Fot. FC Sheriff

Fot. FC Sheriff

Niestety, na razie kariera tego zawodnika wygląda na fatalnie prowadzoną. Transfer do Anglii wydawał się nieprzemyślany – w środku sezonu, gdy chłopak miał za sobą nie najlepszą jesień. W reprezentacji bardziej zaczął wtedy występować za ogólny potencjał, niż za aktualną formę. Sam Adam Nawałka stwierdził wprost – co rzadko mu się zdarzało jako selekcjonerowi – że piłkarz decyzją o tym transferze zamknął sobie drogę do kadry w kontekście mundialu. Jachowi wiosną nie udało się zadebiutować w Crystal Palace i można było zakładać, że latem tymczasowo pójdzie do jakiegoś słabszego klubu na Wyspach, żeby otrzaskać się z tamtejszym graniem. A on wybrał się do Turcji, gdzie nie dał rady, mimo że Rizespor to dziś zespół ze strefy spadkowej. Polak uzbierał zaledwie pięć meczów ligowych (ostatni 21 października), z czego trzy dlatego, że podstawowy stoper doznał kontuzji. Można się tłumaczyć nowym prezesem czy trenerem, ale bądźmy poważni.

W najlepszym razie Jach w Sheriffie odzyska rytm meczowy i być może gdzieś się potem jeszcze za granicą zaczepi. W to, że po kilku miesiącach w Mołdawii ma wrócić do Londynu i walczyć o skład, najzwyczajniej w świecie nie chce nam się wierzyć, nie łączy nam się to w logiczną całość.

Na tym przykładzie widać, jak jedna nierozważna decyzja w karierze potrafi napędzić szereg kolejnych nerwowych ruchów, co sprawia, że trudno już z tej spirali wyjść.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (25)