„Był uważany za jeden z największych talentów w Portugalii”. Medeiros w Legii
Weszło

„Był uważany za jeden z największych talentów w Portugalii”. Medeiros w Legii

Figo. Simao. Quaresma. Nani. Ronaldo. Jeśli coś o szkółce lizbońskiego Sportingu można powiedzieć z całą pewnością, to właśnie to, że wiedzą tam, jak wychować błyskotliwego, nienagannego technicznie skrzydłowego. Wie o tym doskonale Ricardo Sa Pinto, w Sportingu grał i był trenerem łącznie przez dziesięć lat. Stąd wiara, że w grze o mistrzostwo Polski Legię uskrzydli wypożyczony z Lizbony Iuri Medeiros. 24-letni Portugalczyk właśnie został potwierdzony jako nowy legionista.

Choć to tylko wypożyczenie, to trzeba chyba powiedzieć, że od przyjścia Vadisa do Legii polskiego klubu nie zasiliło głośniejsze nazwisko (nie licząc emeryta Eduardo).

– Od młodego wieku Medeiros był uważany nie tylko za jeden z największych talentów w młodzieżowych zespołach Sportingu, ale w ogóle w całej Portugalii. Grał regularnie dla reprezentacji młodzieżowych aż do U-21, spodziewano się po nim bardzo wiele – mówi nam Ricardo Granada, dziennikarz portugalskiego dziennika „Record”.

Spytany o charakterystykę skrzydłowego, słyszymy: – Sam o sobie mówił, że stylem gry przypomina Messiego. Lewonożny, zwykle grający na prawym skrzydle, niewysoki. Bardzo często ścina do środka i kończy strzałem, trochę w stylu Arjena Robbena. Jest bardzo dobry technicznie i przydatny jako wykonawca stałych fragmentów.

Jeszcze rok temu nikomu nawet nie przeszłoby przez myśl, by proponować Portugalczykowi przenosiny do Ekstraklasy. O jego wypożyczenie ze Sportingu walczyła grająca w Serie A Genoa oraz pędzące po awans do Premier League Wilki z Wolverhampton. Może i nie przebił się na dobre w Lizbonie, ale wcześniej przez dwa sezony zachwycał na portugalskich boiskach w barwach mniejszych drużyn – Moreirense i Boavisty.

Zrzut ekranu 2019-01-31 o 10.20.07

– Po wypożyczeniu do Boavisty wszyscy myśleli, że wreszcie stanie się ważnym zawodnikiem Sportingu w sezonie 2017/18. Do grudnia zagrał w 11 meczach strzelając jedną bramkę. Ale później trener Jorge Jesus zdecydował, że będzie dla niego lepiej, jeśli dostanie więcej minut na wypożyczeniu. Stąd przejście do Genoi – tłumaczy Granada.

Zwycięzcami okazali się Włosi, choć wygrana nie miała tak słodkiego smaku, jak się spodziewano. Medeiros owszem, przebił się do pierwszego składu w drugiej części rundy wiosennej. Trzy pierwsze występy w podstawowej jedenastce okrasił nawet golem z Cagliari, asystą z Crotone i bramką z Hellasem. Ale później było już tylko gorzej, jesienią w taktyce Genoi po prostu nie było dla Portugalczyka miejsca. Po prawej stronie trenerzy chętniej stawiali na Pedro Pereirę i Romulo, a więc graczy dających więcej w defensywie. Z kolei w ofensywnym trio nie do ruszenia byli Kouame, Piątek i Pandev. 

Bardzo możliwe, że Medeiros nie zrobił również wszystkiego, by odnieść sukces we Włoszech.

– Teraz, gdy ma 24 lata, myślę że można mówić o nim w kategorii niespełnionego talentu. Wszyscy spodziewali się, że nastąpi wybuch jego potencjału, ale trwa to dłużej niż zakładano. Słyszałem opinie, że mógłby bardziej przykładać się do bycia piłkarzem – mówi Granada. – Nie jest szczególnie silnym zawodnikiem, ma też tendencję do znikania w meczach. Nie jest szczególnie regularny – dopowiada pytany o największe wady wychowanka Sportingu.

Mimo wszystko obecność Medeirosa w Ekstraklasie to spore zaskoczenie. Mniejsze, gdy weźmie się pod uwagę jego znajomość z Ricardo Sa Pinto, który miał odegrać dużą rolę w namówieniu skrzydłowego na półroczne wypożyczenie do Polski. To jasne. Ale nadal zaskoczenie. 

Co tu dużo mówić – mamy prawo mieć spore oczekiwania. To nie kolejny Stefan Szrotović (czy raczej João Szrotão) niewiadomego pochodzenia. To zawodnik nie tak dawno mający łatkę ogromnego talentu. W dodatku w kraju, gdzie akurat skrzydłowi muszą spełnić wysokie standardy, by na nią zasłużyć. O którego rok temu ubiegała się dzisiejsza rewelacja ligi angielskiej i który w 2018 roku zaliczył 13 meczów z 2 bramkami i asystą w Serie A i który naprawdę może jeszcze zrobić niezłą karierę.

Nie czarujmy się – zbyt wielu takich do Ekstraklasy nie trafia.

SZYMON PODSTUFKA

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (55)