Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Weszło

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

17 listopada 2009 roku Grodzisk Wielkopolski był areną wyjątkowego starcia: Polska U23 – Anglia C.

Historia polskiej piłki naznaczona jest wieloma egzotycznymi spotkaniami, sam mam wielki sentyment do meczów Polska – Włocławek (5:1), Polska – Iława (4:0) i Polska – Radomiak (7:1). Zanim biało-czerwoni wygrali z Niemcami na Narodowym, dokonała tego Polska B, wygrywając 11 października 2004 w Ahlen 2:1 ze swoim niemieckim odpowiednikiem.

Takie dziwaczne starcia mają swój równie dziwaczny urok, choć nie wątpię, być może tylko dla mnie: w ostatnich dniach sobie znanym sposobem dokopałem się do meczów Bangladesz – Polonia (1993 rok, 0:1) i Pogoń – Korea Południowa (1993, 1:1 i 0:1). Co więcej: bawiłem się przy kopaniu doskonale.

Wspomniany grodziski szlagier z w ostatnich dniach nabrał dla mnie szczególnego znaczenia. Zespół w składzie Stachowiak (Kwapisz), Pawelec, Polczak, Pazdan, Wasiluk (Mójta), Ćwielong (Tomasik), Tosik, Wilk (Hanzel) Mierzejewski (Smektała), Paluchowski (Janus), Janczyk zebrał baty od angielskich półamatorów 1:2, z honorowym trafieniem Janczyka.

Samo istnienie Anglii C w Polsce było dla mnie wówczas dość niezrozumiałe. Pamiętam, sam zadawałem sobie pytanie: a po jaką cholerę? Cały ten trud w jakim celu? Czy tylko po to, by Steve Guppy stał się pytaniem za milion w potencjalnych piłkarskich milionerach, gdy spytają o jedynego gracza, który grał w Anglii C, Anglii B, Anglii A i Anglii U21? Czy po to, by Piotr Skiba, bramkarz Stomilu, zagrał w kadrze Synów Albionu?

Dziś uważam, że nie tylko istnienie Anglii C ma sens, ale chętnie zobaczyłbym Polskę C.

Anglia C powstała w 1979, a w jej skład wchodzą wyróżniający się piłkarze U23 spoza poziomu Football League (dla niewtajemniczonych, od piątej ligi w dół). Przez jej szeregi przewinął się niejeden grajek, który później zrobił zauważalną karierę: przykładowo Andre Gray, dzisiaj piłkarz Watford, po meczach w Anglii C poszedł z czwartej ligi prosto do Championship, gdzie już w pierwszym sezonie pozamiatał – 18 bramek – a w drugim awansował do Premier League.

Lee Tomlin też doszarpał się gry w tych rozgrywkach, podobnie Steve Morrison czy George Boyd. Craig Machall-Smith trafił do… reprezentacji Szkocji bijącej się o polsko-ukraińskie Euro. Ciekawych przykładów znajdzie się jeszcze kilka, a nieciekawych, ale sensownych jeszcze więcej: cóż cię czytelniku interesuje kariera, którą ktoś po Anglii C zrobił w League One?

A przecież League One to poziom Ekstraklasy, będąc dla Ekstraklasy łaskawym. Gdyby trafił na taką półkę ktoś z potencjalnej Polski C, byłoby to wydarzenie.

Oczywiście nie twierdzę, że tylko dzięki paru meczom w Anglii C ktoś robił hitowy transfer z piątej ligi do Championship: to nadużycie romansujące z kłamstwem. Na pewno jednak przesadą będzie pójście w drugą stronę i całkowite deprecjonowanie jej wpływu. Prowadzący od 14 lat Anglię C szkoleniowiec Paul Fairclough powiedział najmądrzej: „Doceniam nasz wkład, ale nie żyję w urojonym świecie. Największy wpływ mają menadżerowie i trenerzy klubowi, którzy pomagają chłopakom tydzień w tydzień. Oni szlifują diamenty, ja mogę pomóc im zabłysnąć”.

Przyznaję, tak naprawdę powinienem nazwać dzisiejszy felieton „Jak co czwartek… Leszek Milewski i Emil Kot”. O takim pomyśle rozmawialiśmy już wiosną zeszłego roku, ale chyba sam, mimo dużego entuzjazmu wobec niższych lig, nie wierzyłem w potencjalną moc takiej kadry.

Ale ostatnio – mogliście przeczytać w niedzielę reportaż – odwiedziłem Ty Też Masz Szansę, inicjatywę skierowana do chłopaków grających poniżej III ligi, którzy za darmo mogą pokazać przedstawicielom mocniejszych rozgrywek. Jest dla mnie arcyinspirujące, że gwiazdą tego spotkania, docenianą przez profesjonalnych skautów poziomu centralnego został Janek Szulkowski z A-klasowego Wichru Kobyłka. Młodzieżowcy, którzy pokazali się w Milanówku właśnie rozjechali się po Polsce na testy, wielu trafiło do notesów ciekawych klubów.

Taki cel mogłaby też spełniać kadra Polski C. Emil, dzięki Victorii Londyn dobrze znający podbrzusze niższych lig angielskich, rozpisał jakie są konkretne wymagania:

– Zatrudnienie 16 skautów – wolontariuszy w 16 województwach na wzór skautingu PZPN w Wielkiej Brytanii.
– Stworzenie arkusza obserwacyjnego na potrzeby projektu.
– Wysyłanie raportów przy użyciu arkusza obserwacyjnego do sztabu reprezentacji.
– Stworzenie bazy danych wyróżniających się zawodników z niższych lig w kategorii wiekowej U23.

Koszty łamane na minusy? Proszę bardzo.

– Koszty organizacji spotkań (cztery w ciągu roku).
– Koszty organizacji zgrupowania (cztery w ciągu roku).
– Kluby mogące skarżyć się na brak kluczowych zawodników podczas meczów.
– Koszty związane ze sztabem szkoleniowym podczas zgrupowań (cztery w ciągu roku).

Oczywiście najłatwiej jest wydawać cudze pieniądze, a już każdemu w środowisku najłatwiej jest wydawać pieniądze PZPN, który w powszechnej opinii jakby się uparł, to kupiłby sobie Real Madryt. Ale Ty Też Masz Szansę przeprowadziło swój skauting ZA DARMO, wykorzystując do tego celu pasjonatów. Jak raczkował skauting zawodników polskiego pochodzenia urodzonych za granicą? Maciej Chorążyk nie raz opowiadał, że także początkowo zasadzał się głównie na pasji, a nie na pieniądzach. Stworzenie nawet półprofesjonalnej siatki, która pomagałaby selekcjonerowi – lub grupie trenerów – to koszt, który może okazać się symboliczny przy niektórych obecnych inicjatywach.

Byłaby w tym projekcie konsekwencja, bo przecież PZPN odpalił ostatnio projekt Grassroots, skierowany promowaniu piłce na najniższych szczeblach. Na swój sposób wspiera też Pro Junior System, a nawet – wiem, że wybiegam dość daleko, ale zaryzykujmy – wymóg młodzieżowca w Ekstraklasie. To byłoby kolejne podanie ręki klubom z dołu piramidy, potencjalna szansa na danie kopniaka w karierze zdolnych chłopaków grających daleko od renomowanych ośrodków piłkarskich, takich jak choćby Bartek Wilga, który po TTMSZ dostał zaproszenie z Rakowa, a który dwa lata temu trenował raz w tygodniu w A-klasowym Mazowszu Jednorożec.

Jest tu niejedno nieoczywiste pole do kreowania pozytywnego zamieszania: przykładowo mecz kadry C w małym ośrodku, gdzie kogoś można pomóc podsycić ogień piłkarskiej pasji, a przy okazji docenić akurat ten mały klub za fajną infrastrukturę.

Ja jestem za – przynajmniej za rzetelną dyskusją na ten temat.

Leszek Milewski

Grafika: 90minut.pl

KOMENTARZE (6)