Wielkie inwestycje nie zawsze wypełnią gablotę. Oni coś o tym wiedzą
Weszło

Wielkie inwestycje nie zawsze wypełnią gablotę. Oni coś o tym wiedzą

Czy można na przestrzeni pięciu lat włożyć kilkaset milionów euro w transfery i nie wyjąć absolutnie nic? Być ćwierć miliarda na minusie i nie zgarnąć choćby jednego awansu do fazy grupowej Ligi Mistrzów? Jednego znaczącego krajowego trofeum?

Skoro pada to pytanie, to znaczy, że jak najbardziej można. Dlatego przyjrzeliśmy się dokładnie zespołom, które przez ostatnie pięć sezonów, od początku sezonu 2013/14, są na największym minusie jeśli chodzi o rynek transferowy. Czyli, krótko mówiąc, wydały bardzo dużo, a zarobiły na swoich graczach zdecydowanie mniej. A jednocześnie albo nie wygrały nic, albo (jeden przypadek) zdobyły mało znaczące trofeum. Czyje wielkie inwestycje najsłabiej przełożyły się na zawartość klubowej gabloty?

(Nie braliśmy pod uwagę przychodów i wydatków z sezonu 2018/19, bo większość trofeów wciąż jest jeszcze do zgarnięcia)

AC MILAN
366 mln euro wydane na transfery
Bilans transferowy: -252 mln euro
Trofea w tym okresie: superpuchar Włoch
Obecnie: 4. miejsce w Serie A

Piątek i Paqueta sprawili, że w okresie od początku sezonu 2013/14 do dziś Milan przekroczył pół miliarda euro po stronie wydatków transferowych. Co dostał w zamian? Obuchem w łeb. Po stronie trofeów tylko drugo-, jeśli nie trzeciorzędny superpuchar Włoch. Jeśli chodzi o sukcesy – maksimum to raz 1/8 Ligi Mistrzów, raz 1/8 Ligi Europy, dwa razy szóste miejsce w Serie A. A przecież mowa o klubie, który pod względem wydatków od lata 2013 plasuje się na 12. miejscu na świecie, a jeśli chodzi o bilans wydatków i przychodów transferowych, odnotował 5. największą stratę (jedynie za Manchesterem City, Manchesterem United, PSG i Barceloną) – wychodzi na to, że w Mediolanie ładnie palili pieniędzmi w piecu.

I gdy wgryźć się w personalia, to się niestety zgadza. Trudno wskazać klub, który tyle razy przestrzelił w ostatnich kilku latach. Stąd w Milanie pomysł na zatrudnienie Ivana Gazidisa – by to wszystko poukładał na nowo i zapobiegł wykorzystywaniu kolejnych banknotów jako podpałki. Tak było przecież w przypadku Kalinicia, Andre Silvy, Bertolacciego… Zresztą przyznacie, że już choćby te nazwiska – warte łącznie 95 milionów euro (!) – nie robią wielkiego wrażenia, gdy używa się ich w kontekście klubu z wielką tradycją. Klubu chcącego wrócić do najbardziej elitarnych europejskich rozgrywek, co nie udaje się mu już od pięciu lat. A przecież tylko Real Madryt więcej razy wznosił Puchar Mistrzów.

INTER FC
470 mln euro wydane na transfery
Bilans transferowy -229 mln euro
Trofea w tym okresie: –
Obecnie: 3. miejsce w Serie A

Nie jest to przypadek tak skrajny jak Milanu – Inter ostatecznie w poprzednim sezonie awansował do Ligi Mistrzów, co rywalom z Mediolanu nie udaje się już od niemal sześciu lat. Dwa razy był też w czwórce Serie A, ale akurat w sezonie 2015/16 nie dawało to awansu do Ligi Mistrzów, a bezpośrednio do fazy grupowej Ligi Europy.

Patrząc jednak na skalę wydatków transferowych trudno nie stwierdzić, że Inter mógł lepiej zainwestować pieniądze, skoro w tejże Lidze Europy wyleciał już po fazie grupowej, i to wyleciał z hukiem – zajął ostatnie miejsce mimo że musiał się mierzyć ze Spartą Praga, Hapoelem Beer Szewa i Southampton, a więc zdecydowanie nie wielkimi potęgami Starego Kontynentu. Liga Mistrzów w tym sezonie? Walka do ostatniej minuty o awans, ostatecznie zakończona niepowodzeniem i wypuszczeniem niemal pewnej 1/8 finału, jak się wydawało po pierwszych trzech kolejkach, gdy przewaga nad Tottenhamem wynosiła 5 punktów.

Nie wiadomo też, czy za moment klub nie obierze znów nowego kierunku – nadzieją na przyszłość jest Beppe Marotta, były dyrektor sportowy Juventusu, a dziś właśnie Interu, który w ogromnej mierze odpowiadał za zbudowanie w Turynie włoskiego hegemona za naprawdę rozsądne pieniądze, by wspomnieć groszowe – czy wręcz darmowe – transfery Pogby, Emre Cana, Pirlo. Mediolańczycy przed Marottą wtapiali jednak kasę raz za razem. W top 10 najdroższych transferów mediolańczyków w historii jest miejsce dla Gabigola, który nie pokazał nic. 2. pozycję, jedynie za Christianem Vierim, zajmuje zaś Joao Mario. Umówmy się, gdyby był udanym wzmocnieniem, nie wypożyczano by go rok temu do West Hamu za 1,2 miliona euro.

CRYSTAL PALACE
243 mln euro wydane na transfery
Bilans transferowy: -182 mln euro
Trofea w tym okresie: –
Obecnie: 14. miejsce w Premier League

Gdy uświadomimy sobie, jak przeciętnych graczy zasypuje górą forsy Crystal Palace, fakt ich obecności wśród najbardziej niegospodarnych ekip w europejskiej piłce po prostu nie może dziwić. Niesamowite, że Christian Benteke zarabia o 30 tysięcy funtów tygodniowo więcej od Leroya Sane, Mamagou Sakho tyle, co Kyle Walker, a Connor Wickham pobiera identyczną tygodniówkę co Ben Davies. Łącznie Palace na płace wydaje zaledwie o 750 tysięcy funtów tygodniowo mniej od Tottenhamu (2,75 mln funtów Orłów przy 3,5 Kogutów), a efekt jest zdecydowanie gorszy.

W ostatnich pięciu sezonach Crystal Palace zagrało w finale FA Cup i to był największy sukces tej w wielu przypadkach ekstremalnie przepłaconej ekipy. 243 miliony euro wydane na transfery nie pozwoliło znaleźć napastnika, który regularnie strzelałby dwucyfrową liczbę bramek w sezonie. Najlepszym strzelcem jest obecnie defensywny pomocnik Luka Milivojević.

Transferowe majstersztyki? Zaha za niecałe 4 miliony euro to interes dekady, jeśli nie XXI wieku w zespole Orłów. Ale częściej było tak, że majstersztykiem okazywało się opchnięcie byle kasztana do Palace. Liverpool na Benteke i Sakho zarobił niecałe 60 milionów euro, a więc tyle, ile kosztowali np. Fabinho i Shaqiri. Nie najgorszy biznes ze strony The Reds, musicie przyznać.

Sport News - March 5, 2018

RB Lipsk
194 mln euro wydane na transfery
Bilans transferowy: -167 mln euro
Trofea w tym okresie: –
Obecnie: 4. miejsce w Bundeslidze

„Puszki” to przypadek mocno specyficzny – inwestycje Red Bulla były potrzebne, by klub mógł  szybko konkurować z najlepszymi w Bundeslidze. To się udało – nie minęło 10 lat od wejścia producenta energetyków do Lipska, a klub zagrał już w Champions League, został też wicemistrzem Niemiec. Łyżeczką dziegciu są występy Lipska w krajowym pucharze, gdzie rokrocznie odpada z nich szybko lub bardzo szybko. To bowiem rozgrywki, w których RB mógłby zgarnąć swoje pierwsze trofeum, gdzie droga do złotego medalu jest zdecydowanie najkrótsza. Tymczasem Lipskowi zdarzało się już odpaść po 0:3 z Unterhaching czy w 1. rundzie po karnych z Dynamem Drezno.

Ogólnie nie będziemy się jednak szczególnie nad Lipskiem pastwić, bo to klub, który dopiero gruntuje swoją pozycję w niemieckiej czołówce. Brak trofeów w czasie największych wydatków jest zrozumiały, tym bardziej, że RB wszedł do Bundesligi w czasie, kiedy nikt nie potrafił stanąć w konkury z Bayernem. I i tak zdobył „małe mistrzostwo”, a więc zajął 2. pozycję w lidze.

EVERTON FC
410 mln euro wydane na transfery
Bilans transferowy -164 mln euro
Trofea w tym okresie: –
Obecnie: 11. miejsce w Premier League

Tak tak, Everton ma wielkie ambicje, by stać się drugim Tottenhamem i na dobre włączyć do angielskiej czołówki. Ale coś robi źle, skoro mimo ponad pół miliarda euro włożonego w transfery, w ostatnim czasie jest nie godnym rywalem dla czołówki, a pośmiewiskiem całej ligi.

Od sezonu 2014/15 Everton rokrocznie notuje ujemny bilans transferowy. Txiki Beguiristain podsumowując dziesięć lat szejków w Manchesterze City stwierdził, że wydawanie setek milionów jest jedynym sposobem, by nadrobić dystans, na jaki kluby takie jak Manchester United odjechały klubom takim jak City przez kilkadziesiąt lat swojej historii. No i The Toffees tak właśnie próbują ten dystans nadrabiać – kupując piłkarzy za ogromne pieniądze. Tylko w ostatnich dwóch i pół roku Everton dokonał jedenastu transferów za kwotę powyżej 20 milionów euro:

– Lucas Digne (20,2 mln euro)
– Cenk Tosun (22,5 mln euro)
– Theo Walcott (22,5 mln euro)
– Morgan Schneiderlin (22,9 mln euro)
– Davy Klaassen (27 mln euro)
– Jordan Pickford (28,5 mln euro)
– Michael Keane (28,5 mln euro)
– Yannick Bolasie (28,9 mln euro)
– Yerry Mina (30,3 mln euro)
– Richarlison (39,2 mln euro)
– Gylfi Sigurdsson (49,4 mln euro)

W tym samym czasie jedenastu zawodników za kwotę ponad 20 mln euro kupił Manchester City, ośmiu Liverpool, siedmiu Arsenal, a pięciu Tottenham. I trudno się kłócić z tym, że najgorzej swoje pieniądze ulokowali The Toffees, skoro obecnie są na 11. miejscu w lidze, a poprzednie dwa sezony kończyli jako 7. i 8. siła Premier League. W sezonie 2016/17 ich strata do Top Six wyniosła 8 punktów, w 2017/18 – 14 punktów, podobnie jak w trwających rozgrywkach. W dodatku w krajowych pucharach nie udało się Evertonowi w ostatnich pięciu sezonach zajść dalej niż do półfinału.

WATFORD FC
234 mln euro wydane na transfery
Bilans transferowy: -147 mln euro
Trofea w tym okresie: ?
Obecnie: 7. miejsce w Premier League

Watford nauczył się żyć w chaosie. Co sezon klub traci ważnych zawodników, co sezon bierze kilkunastu nowych. Nie ma tutaj wielkich, nie wiadomo jak drogich transferów, raczej sporo drobnicy, z której często wyłoni się perełka jak Richarlison czy Ighalo. Szerszenie świadome swojej pozycji w angielskiej piłce bardzo mocno stawiają na skauting – i to nie tylko zawodników, również trenerów, mają kilku łowców talentów oddelegowanych wyłącznie do poszukiwania nowego szkoleniowca. Na Vickarage Road wiedzą bowiem, że są tylko dwie drogi – menedżer nie wypala, więc trzeba szukać nowego, lub wypala i idzie wyżej.

Tak jak przy okazji Lipska, tak i tutaj trudno o krytykę wydatków w analizowanym okresie. Spłacają się one bowiem już w tym sezonie – przenosiny Richarlisona do Evertonu dały potężny zastrzyk gotówki, a bardzo dobry sezon ekipy Javiego Gracii za moment może być trampoliną do dużego transferu choćby dla Abdoulaye Doucoure, o którego pytał już Tottenham.

Oczywiście przy tak dużej rotacji trudno mówić o stabilizacji i walce o trofea. Jednorazowe wyskoki jak półfinał FA Cup w sezonie 15/16, ewentualnie jakaś kwalifikacja do Ligi Europy dzięki 7. pozycji w lidze to maksimum, na jakie stać Watford.

WEST HAM UNITED
252 mln euro wydane na transfery
Bilans transferowy -119 mln euro
Trofea w tym okresie: –
Obecnie: 10. miejsce w Premier League

W raporcie Deloitte za 2019 rok, West Ham to jeden z 20 najbogatszych klubów świata. 20. miejsce w zestawieniu, niemal równo 200 milionów euro przychodu za sezon 2017/18. Jest to pewna podstawa, na której można zbudować coś naprawdę konkretnego.

Zrzut ekranu 2019-01-29 o 13.07.25

A jednak Młoty mocno miotają się na rynku transferowym. Czasami nie sposób nie odnieść wrażenia, że gdy tylko pojawia się zawodnik do wzięcia, jest pod kątem West Hamu rozważany. Co z tego wychodzi? Totalny miszmasz. Rok temu Don Hutchinson nazwał politykę West Hamu „rzucaniem rzutkami na oślep”. W okresie od lata 2013 West Ham pozyskał 120 zawodników za 358 milionów euro, oddał 122 za mniej niż 1/3 tej kwoty.

Co przyniosło to po stronie sukcesów? Dwie kompromitacje w Europie, gdy nie udało się Młotom doczłapać do fazy grupowej Ligi Europy, bo dwa razy za mocna okazała się Astra Giurgiu. A w kraju – jeden półfinał pucharu ligi i 7. miejsce w lidze.

Co jednak w tym wszystkim najdziwniejsze, to że osobno trudno wiele spośród najdroższych transferów potraktować jako kompletne nieporozumienia. Dimitri Payet wypalił genialnie, wręcz nieproporcjonalnie do zapłaconych za niego 15 milionów euro, Arnautović rozegrał już wiele świetnych spotkań, Chicharito strzelił trochę ważnych goli. Mało tego – za niewielkie pieniądze udawało się ściągnąć czy to Cresswella, czy Obianga… Ale to tylko potwierdza teorię Hutchinsona o rzucaniu na oślep – udało się ściągnąć dobrych piłkarzy, ale ulepić z nich drużyny? Cały czas nie.

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (7)