Nie zachwycili, ale robotę wykonali. Barcelona wróciła na zwycięską ścieżkę
Hiszpania

Nie zachwycili, ale robotę wykonali. Barcelona wróciła na zwycięską ścieżkę

Ernesto Valverde przyzwyczaił nas w 2019 roku do rotacji. Oszczędzani są niemal wszyscy najważniejsi gracze, a najbardziej Sergio Busquets i Leo Messi. Odnośnie do poprzedniego roku, jeśli chodzi o styczeń, ten pierwszy gra o 40% mniej. Argentyńczyk gra natomiast o 30% krócej. Efekt tego jest taki, że Blaugrana często męczy się ze średniakami (Getafe, Levante, Leganes), a przegrywa z dobrymi drużynami – Sevilla. W starciu z Gironą szkoleniowiec Barcelony postawił jednak na najlepszych, liczyliśmy więc na efektowne strzelanie. Tego niestety nie było, ale na sam mecz trudno narzekać.  

Szalone spotkanie. Przede wszystkim za sprawą Girony, która zrobiła na nas dobre wrażenie. Podopieczni Eusebio szybko stracili bramkę, ale nie podłamali się tym w żadnym wypadku. Inna sprawa, że defensorzy powinni mocno uderzyć się w pierś. Jak nie potrafi wykorzystać się dwóch okazji do wybicia piłki z pola karnego, trzeba liczyć się ze stratą bramki.

Gospodarze mieli kilka okazji, żeby doprowadzić do wyrównania, ale Stuani w rywalizacji z Marc-Andre ter Stegenem wypadł blado. Najpierw niemiecki golkiper obronił jego strzał z kilku metrów. Co prawda odbił piłkę pod nogi Ponsy, ale ten uderzył tak, że piłkę z linii bramkowej zdołał wybić Gerard Pique. Innym razem Urugwajczyk uderzył zbyt lekko, by pokonać bramkarza Barcelony. A jak ponownie znalazł się z futbolówką w polu karnym, strzelił wprost w ręce Niemca.

Oczywiście nie uważamy, że Stuani jest winny porażki swojej drużyny, bo przykładowo Portu w ofensywie nie zrobił kompletnie nic. A to i tak dobrze, bo Bernardo Espinosa zrobił, ale straszną głupotę. Kolumbijczyk mając żółtą kartkę na koncie, postanowił wyciąć Luisa Suareza w środkowej strefie. I to nie była kontra Barcelony, a zwykłe rozgrywanie ataku. W dodatku Suarez był ustawiony tyłem do bramki.

Gospodarze grali w osłabieniu, ale przez kilka pierwszych minut nie było tego widać. Dopiero później przyjezdni wykorzystali przewagę jednego gracza. Defensorzy Girony wyszli zbyt wysoko, co wykorzystał Luis Suarez, który wypuścił Jordiego Albę, a ten dograł do Leo Messiego. Argentyńczyk podciął piłkę na Bono i właściwie było już pozamiatane.

Wspomnieliśmy wcześniej, ze Stuani miał problemy ze skutecznością, ale jego rodak wcale nie był lepszy. Luis Suarez albo przegrywał pojedynki z Bono, albo brakowało mu precyzji przy uderzeniach. Ogólnie 32-latek nie wypadł jednak najgorzej, czego nie można powiedzieć o Coutinho. Brazylijczyk ponownie zmarnował świetną okazję, gdy stanął oko w oko z golkiperem Girony. Poza tym był wolny, ospały i kompletnie nie przypominał gościa, który rok temu potrafił rozegrać naprawdę świetne spotkaniach w barwach Barcelony.

Cóż, mistrz Hiszpanii po raz kolejny nie podkręcał tempa, ale znowu dopisał do swojego dorobku trzy oczka. Być może kibice mogą trochę kręcić nosem na styl, ale trudno dziwić się Valverde, który chce mieć wypoczętych zawodników na wiosnę, gdy będzie trzeba rozgrywać ważne mecze w Lidze Mistrzów. A żadną tajemnicą nie jest, że zwycięstwo w tych rozgrywkach jest dla Barcelony priorytetem w tym sezonie.

Girona – Barcelona 0:2 (0:1) 

0:1 Semedo 9′

0:2 Messi 68′

 Fot. NewsPix