W Krakowie idzie zbyt dobrze, więc zrównoważą Kubę Peszką
Weszło

W Krakowie idzie zbyt dobrze, więc zrównoważą Kubę Peszką

W Wiśle Kraków dokonano niemożliwego. Na przestrzeni kilkunastu dni przebyto drogę od wizerunkowej kompromitacji i stanięcia na skraju bankructwa do stworzenia projektu, za który kciuki trzyma niemal cała Polska. Powracający Jakub Błaszczykowski, który będzie grał za darmo i który z własnej kieszeni dołożył przeszło milion złotych – tylko ta historia odbiła się szerokim echem na całym świecie. Dalej matematyk ratujący klub, piłkarze stawiający przetrwanie Wisły ponad własnym interesem, wreszcie spontaniczne akcje kibiców oraz innych klubów… Nagle, jak za dotknięciem magicznej różdżki, wokół Wisły zrobiło się super pozytywnie i ponownie powstał klimat sprzyjający pojawieniu się sponsorów czy inwestorów.

I wtedy do współpracy postanowiono zaprosić Sławomira Peszkę.

Człowieka skompromitowanego na polu sportowym i pozasportowym. Z twarzą, która za sprawą kolejnych wyskoków kojarzy się dziś bardziej z aferami z dala od boiska, niż z umiejętnościami na murawie. Faceta funkcjonującego w jakiejś wyimaginowanej rzeczywistości, w której pojechał na mundial dzięki swoim meczom (po „bardzo dobrym okresie w klubie”) oraz który postanowił oszczędzić selekcjonerowi wielkiego bólu głowy i sam honorowo zrezygnował z gry w reprezentacji Polski. Wreszcie człowieka zbierającego żółte i czerwone kartki z większą starannością niż gole czy asysty. Który non stop notuje odpały. I zupełnie nie ma dla niego różnicy, czy to boisko treningowe, stadion, czy konto na jednym z portali społecznościowych. Piłkarza, który… Ujmijmy to tak – jeśli przyrównać Wisłę do żywego organizmu, to na jednym skrzydle będziemy mieć jego serce, a na drugim pustą głowę.

W ostatnich dniach jesteśmy zasypywani pięknymi słowami, płynącymi z Krakowa i okolic. O tym, że są w piłce ważniejsze sprawy niż indywidualny interes piłkarza, trenera czy działacza. Na podobnej zasadzie są też ważniejsze kwestie niż skorzystanie z rynkowej okazji, jaką jest pozyskanie zawodnika bardzo małym kosztem. Wisła to projekt, który przede wszystkim musi kojarzyć się pozytywnie – dla przetrwania klubu jest to dziś najważniejsze. Wizerunkowych wtop było już na tyle dużo, że przy szukaniu nowego inwestora każda kolejna może się okazać przeszkodą nie do przejścia. A teraz szukanie inwestora w sytuacji, w której jedną z twarzy Wisły będzie twarz Peszki… Jak celnie ujął to jeden z kibiców na Twitterze – to tak, jakby zamówić świeże mule gotowane w białym winie na wakacjach we Francji i polać je ketchupem.

Nic nie wskazuje na to, by Peszko pomógł Wiśle poza boiskiem, tak jak robią to inni najstarsi piłkarze w zespole. Podczas gdy Brożka kojarzy się z imponującą lojalnością a Wasilewskiego z boską cierpliwością do zaległości w wypłatach, Peszkę kojarzy się z bandyckim faulem na Novikovasie, brakiem skruchy po tym faulu, irracjonalnym tłumaczeniem swoich bandyckich zachowań boiskowych oraz kłótnią ze sztabem już podczas swojego zawieszenia. A przecież to tylko ostatnie miesiące, nie chcemy już się cofać za daleko, na przykład do wyczynów pomocnika na rynku przewozów pasażerskich.

Można mieć też poważne wątpliwości, czy Peszko przyda się na boisku. Koniec końców to 34-latek, który w ostatniej rundzie rozegrał ledwie 30 minut, podczas których obejrzał czerwoną kartkę. Jako że nigdy nie słynął z regularności ani ze zdrowego trybu życia, powrót nawet do mocno przeciętnej dyspozycji z czasów sprzed zawieszenia nie jest sprawą oczywistą. Zwłaszcza, że Peszkin to raczej nie jest finezyjny drybler, któremu technika nigdy się nie zestarzeje, jego najlepsze występy to przede wszystkim przebojowość i dynamika.

Ale już trudno, załóżmy, że w Wiśle bezwarunkowo wierzą, że są w stanie przywrócić go do jako takiej używalności. Mamy dla nich kilka rad:

– Z miejsca nałożyć zakaz publicznych wypowiedzi;
– Wprowadzić zakaz gry przeciwko Lechii, Jagiellonii i jakiejkolwiek innej drużynie, w której jest ktoś, kogo Sławek nie lubi;
– Uczulić służbę ochroniarską, by nie wpuszczała na stadion nikogo z dmuchaną lalą;
– Zakaz poruszania się po mieście taksówkami;
– I ogólnie zakaz wychodzenia z domu oraz jakiegokolwiek kontaktu ze światem po 22.

Wisła po rozbrojeniu szeregu wizerunkowych bomb, teraz z własnej woli bierze kolejny tykający pocisk, mniejszego rażenia, ale jednak. Na tym transferze Biała Gwiazda wciąż zdaje się mieć zdecydowanie więcej do stracenia niż do wygrania. A chyba wszyscy się zgadzają, że raczej nie jest w sytuacji pozwalającej na ryzykowne ruchy.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (77)