Od dużych nerwów do podium. Szalone skoki w Zakopanem
Inne sporty

Od dużych nerwów do podium. Szalone skoki w Zakopanem

Wielka Krokiew, która nazywana jest narciarskim kotłem, dziś była cicha z powodu trwającej żałoby narodowej. Ale liczyliśmy, że nawet mimo takich okoliczności biało-czerwoni standardowo dolecą do podium, ba, może nawet wygrają całą imprezę. Nasi wykonali przyzwoicie swoją robotę, chociaż przy dużej pomocy roztropnych… Norwegów. Polska z trzecim miejscem, Niemcy z pierwszym, a Dawid Kubacki z nowym rekordem skoczni 143,5 m. To był świetny, ale momentami też dramatyczny konkurs.    

Będziemy szczerzy, na dzisiejszy konkurs drużynowy w Zakopcu czekaliśmy z pewnymi obawami. Po pierwsze – 10, 21, 40, 41 to nie numery Lotto, tylko miejsca Polaków w piątkowych kwalifikacjach. Po drugie – w czwórce znalazł się Maciej Kot. Patrząc na przebieg sezonu w jego wykonaniu, Stefan Horngacher równie dobrze mógł wrzucić do składu Kota Filemona. Przecież Maciek uciułał do tej pory tylko 13 pkt. w Pucharze Świata, a podczas Turnieju Czterech Skoczni ustrzelił hat-tricka: nie zakwalifikował się do trzech z czterech konkursów. Wątpliwości były tym większe, że ledwo też załapał się do niedzielnego konkursu. Mimo to, sztab szkoleniowy wysłał mu sygnał, że w niego wierzy. Że Kot tym razem spadnie na cztery łapy.

I można powiedzieć, że to ryzyko się opłaciło. Kot, którego wielu kibiców odsyłało już do kadry B, wytrzymał ciśnienie skacząc w pierwszej serii 130 m. Naprawdę nieźle.

Swoją robotę bardzo dobrze wykonali też Kamil Stoch i Dawid Kubacki (kolejno 134 i 136 m), ale hamulcowym okazał się zagubiony od pewnego czasu Piotr Żyła, bo przy tak wysokim poziomie zawodów 126,5 m to była jednak mizeria. Nie ma opcji, to musiało odbić się czkawką i na półmetku Polacy tracili aż 31,2 pkt. do liderujących Niemców i 7,2 do trzecich Norwegów. No nie do takich klasyfikacji przywykł rozpieszczony polski kibic w erze Stefana Horngachera.

W finałowej serii długo wydawało się, że Polacy tym razem będą gościnni i w drodze na podium puszczą przodem innych. Skoki Żyły, Kota i Stocha były powyżej 130 m, ale jednak zabrakło w nich błysku. Tym bardziej, że rywale szaleli na maksa. Na szczęście w ostatniej kolejce pozamiatał Dawid Kubacki – 143,5 m i nowy rekord skoczni! Gość jest w ostatnich tygodniach wprost niemożliwy. To pozwoliło w ostatniej chwili odbić trzecie miejsce z rąk Słoweńców, chociaż trzeba pamiętać, że nie wiadomo jakby wszystko się potoczyło, gdyby Norwegowie – konkretnie za sprawą Johanna Andre Forfanga – nie zostali zdyskwalifikowani… Udało się, to chyba najlepsze słowo. Najważniejsze jednak, że eskadra Horngachera na podium, czyli tradycja została wykonana.

zakopane wyniki

Emocji było dziś mnóstwo, co doskonale widać po śmiesznej różnicy, z jaką ostatecznie Niemcy górowali nad drugą Austrią. Stefan Kraft do ostatniej chwili liczył, że walnął się realizator. Było mnóstwo skoków ponad 135-metrowych, a dla niektórych nawet to było za mało. Zanim Kubacki poleciał po nowy rekord skoczni, przez chwilę mógł się nim pocieszyć Niemiec Marcus Eisenbichler, który przylutował 143 m. Niestety, radość ze świetnego spektaklu zepsuł paskudny upadek jego kumpla z kadry Davida Siegla, który też lądował już niemalże na płaskim. Wyglądało to bardzo źle, Niemiec został przewieziony do szpitala. Walter Hofer dał dziś poskakać, w pewnym momencie można było nawet pomyśleć, czy przypadkiem nie zapomniał gdzieś swojej słynnej krótkofalówki. Bo ryzyko było spore.

Do konkursu drużynowego podczas mistrzostw świata w Seefeld pozostał niewiele ponad miesiąc. Jaka jest dziś rzeczywista siła biało-czerwonych, którzy na pewno marzą o obronie złotych medali wyskakanych dwa lata temu w Lahti? Oczywiście jesteśmy faworytami do podium, ale na pewno jest to drużyna ze swoimi problemami. Bo o ile o formę Kubackiego i Stocha można być raczej spokojnym, to dalej mamy dopiero wygrzebującego się z dołka Kota i Żyłę, po którym można spodziewać się wszystkiego.

Całe szczęście, że to miesiąc i można jeszcze pewne sprawy poukładać. Bo przecież trudno liczyć, że w Austrii któryś z rywali znów będzie miał nieprzepisowy kombinezon.

Fot. newspix.pl

KOMENTARZE (0)