Wolski będzie mieć operację, a Lechia spory problem
Weszło

Wolski będzie mieć operację, a Lechia spory problem

Podczas gdy pozostali pretendenci do tytułu próbują się wzmacniać lub przynajmniej uzupełniać kadrę, zasoby Lechii tylko się uszczuplają. Póki co wypożyczono młodych Chrzanowskiego i Macierzyńskiego oraz oddano nieznajdującego uznania w oczach Piotra Stokowca Borysiuka, po którego zgłosiła się Wisła Płock. Na planowym wietrzeniu szatni się jednak nie skończy, bo dziś napłynęły fatalne wieści dotyczące stanu zdrowia Rafała Wolskiego. Ofensywny pomocnik gdańszczan zerwał więzadło krzyżowe przednie i teraz czeka go operacja, a po niej długie i żmudne leczenie.

Rzecz jasna pewnym nadużyciem byłoby napisanie, że Wolski stanowił trzon drużyny będącej liderem ekstraklasy. Dość napisać, że w rundzie jesiennej ledwie 7 razy rozpoczynał mecze ligowe w pierwszym składzie, a w dodatku tylko 3 z nich Lechii udało się wygrać. Cały początek rundy Wolak stracił z powodu bardzo podobnego urazu, ale kiedy w końcu już się wyleczył, Piotr Stokowiec zaczął po niego sięgać. Rafał był podstawowym piłkarzem drużyny w pięciu ostatnich meczach, a bardzo dobrze zaprezentował się szczególnie w kończącym jesień meczu z Górnikiem – strzelił gola i zaliczył świetne zawody. Nie mamy też wątpliwości, że Stokowiec układał sobie drużynę na wiosnę z uwzględnieniem Wolskiego, a jego przymusowa absencja stanowi bardzo poważny problem. A w ofensywie zespołu pole manewru dramatycznie się zawęziło.

Z całą pewnością Lechia w obecnym stanie osobowym jest w stanie sobie poradzić bez Wolskiego – koniec końców nic innego nie robiła przecież jesienią. Gorzej, że przy długim i wyczerpującym sezonie (dochodzi jeszcze Puchar Polski), gdzie kumulować się będą kolejne kontuzje oraz kartki, taki zawodnik w odwodzie był w Gdańsku zwyczajnie potrzebny. Inna sprawa, że bezrefleksyjne liczenie na pomoc ze strony Rafała byłoby postawą niezbyt logiczną. Patrząc po historii tego zawodnika, kłopoty ze zdrowiem są po prostu wpisane w jego karierę.

Wiele wskazuje, że bieżący sezon Wolak może zakończyć z wynikiem 11 meczów (9 w lidze i 2 w PP). Czyli dokładnie takim samym, jak w zeszłym sezonie, który zaczynał i kończył z kontuzją kolana. Tak naprawdę w całej karierze Wolskiego regularnego grania było tyle, co kot napłakał. Pełny sezon 2016/17 i wcześniej, jeszcze w barwach Wisły Kraków, wiosna 2016 – to właściwie tyle, co ten chłopak pokazał od czasu, kiedy został okrzyknięty perełką wśród młodzieżowców z Legii. Podsumujmy jego karierę w telegraficznym skrócie:

– błysk w Legii,
– kiedy odchodził z Warszawy do Fiorentiny, nie grał, leczył kontuzję,
– w Fiorentinie praktycznie nie grał,
– kiedy poszedł do Bari, praktycznie nie grał,
– w Mechelen łapał głównie ogony,
– odbudował się w Wiśle, gdzie zaliczył udaną rundę,
– zaliczył udany pierwszy rok w Lechii,
– przez kolejne dwa sezony praktycznie nie grał.

Kiedyś podsumowaliśmy karierę Wolskiego krótkim – pech i złe decyzje. I, na jego nieszczęście, wciąż niewiele się w tej kwestii zmienia. Niby ostatnio prześladuje go głównie pech, ale też warto przypomnieć, że w nielicznych momentach, w których był zdrowy, też sobie nie pomagał. Tak między innymi było przed rokiem, kiedy podjął się nieskutecznej próby rozwiązania kontraktu z Lechią, przez co dość poważnie zaburzył sobie przygotowania do rundy wiosennej. A potem błyskawicznie przyplątała mu się kontuzja.

Dziś Wolski, mając 26 lat na karku, ma na koncie jakieś 8,5 tysiąca minut na boisku w seniorskiej piłce. To tyle, ile ci najlepsi wykręcają w dwa sezony. I wcale się nie zapowiada, by w najbliższym czasie Rafał miał w ogóle okazję poprawić się pod tym względem.

Na ile jego uraz jest problemem dla Lechii? Jesienią Stokowiec widział w nim przede wszystkim fałszywego skrzydłowego. I dziś wydaje się, że gdańszczanie faktycznie mogą mieć problem na bokach. Do dyspozycji pozostają Haraslin, Michalak, Mak oraz mogący grać na skrzydle Flavio, ale – ujmijmy to tak – żaden z nich dotychczas nie cieszył się końskim zdrowiem, więc różnie tu może być. Ponadto Michalak w Lechii tak naprawdę jeszcze nie zaistniał, a i mielibyśmy problem ze wskazaniem choćby jednego naprawdę dobrego meczu w jego wykonaniu. Jeżeli to o jego formę mają się opierać nadzieje gdańszczan na mistrza, to miejscu kibiców zaczęlibyśmy się poważnie obawiać.

Wydaje się więc, że na nagłą absencję Wolskiego powinni zareagować przede wszystkim działacze Lechii. Czyli po prostu uzupełnić skład. W przeciwnym wypadku – przy niesprzyjających wiatrach – mogą się zdarzyć mecze, w których zwyczajnie nie będzie komu atakować w Lechii. A świadome godzenie się na taki stan rzeczy może w ostatecznym rozrachunku kosztować nawet tytuł mistrzowski.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (16)