Dlaczego polskie kluby zarobią na Szymańskim, a na Piątku już nie?
Weszło Extra

Dlaczego polskie kluby zarobią na Szymańskim, a na Piątku już nie?

Prawie 3 miliony złotych dla Lechii Dzierżoniów i Zagłębia Lubin, blisko 2 miliony dla Cracovii. Taki nieoczekiwany zastrzyk gotówki mógłby spłynąć na polskie kluby, gdyby Krzysztof Piątek odszedł z Genui za 40-45 milionów euro do zespołu spoza Serie A. 

Ale jeśli za identyczne pieniądze Piątek trafi do Milanu – a wszystko na to wskazuje – Dolny Śląsk nie zobaczy złamanego grosza.

Tak właśnie działa solidarity contribution. Pięć procent z każdego gotówkowego transferu trafia do rozdysponowania pomiędzy kluby mające kluczowy wpływ na wyszkolenie piłkarza. Czyli te, w których zawodnik był pomiędzy 12. a 23. rokiem życia.

Często gra toczy się o naprawdę niebagatelną stawkę. Rekordowe solidarity contribution otrzymał Santos – niemal 9 milionów euro z 222, za jakie Neymar trafił do PSG z Barcelony. W rozmowie z ESPN dotarcie tej kwoty osobiście potwierdził Modesto Roma Junior, prezydent klubu. A pamiętajmy, że wcześniej Santos dostał olbrzymie pieniądze za sam transfer do Barcelony. Nietrudno sobie wyobrazić, że w pewnym momencie kariery Neymar opuści Paryż, a wówczas na Brazylię znów spadnie deszcz banknotów.

Jak dzielone są pieniądze? Zaglądamy do opublikowanych przez FIFA „Przepisów dotyczących Statusu i Transferu Zawodników”.

„Jeśli zawodowy piłkarz zmieni klub w czasie trwania kontraktu, 5% kwoty transferu, nie wliczając wypłat na poczet kompensacji treningu, powinno zostać potrącone i rozdystrybuowane przez nowy klub jako wkład solidarnościowy klubowi/klubom zaangażowanym w jego trening i edukację. Wkład solidarnościowy odzwierciedla liczbę lat (obliczaną pro rata, jeśli to mniej niż rok), podczas których zawodnik był zarejestrowany w tym klubie/klubach pomiędzy sezonami, w których obchodzi 12. i 23. urodziny, według poniższych zasad:

– Sezon 12. urodzin: 5% wkładu solidarnościowego (0,25% kwoty transferu);
– Sezon 13. urodzin: 5% wkładu solidarnościowego (0,25% kwoty transferu);
– Sezon 14. urodzin: 5% wkładu solidarnościowego (0,25% kwoty transferu);
– Sezon 15. urodzin: 5% wkładu solidarnościowego (0,25% kwoty transferu);
– Sezon 16. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 17. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 18. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 19. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 20. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 21. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 22. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu);
– Sezon 23. urodzin: 10% wkładu solidarnościowego (0,5% kwoty transferu).”

Przykład? Weźmy jeden z najświeższych – Damiana Szymańskiego i kwotę, jaka za transfer z Wisły Płock do Achmata Grozny należy się jego klubowi w latach 2011-2016, GKS-owi Bełchatów.

Całkowity wkład solidarnościowy przy transferze do Achmata Grozny wyniesie 5 procent z 1,5 miliona euro, a więc 75 tysięcy euro. Pomocnik w Bełchatowie był od początku sezonu 2011/12, a więc sezonu swoich 16. urodzin. Grę w Bełchatowie zakończył zaś wraz z końcem sezonu 2015/16, mając wtedy 20 lat. Oznacza to, że Bełchatowowi należą się pieniądze za sezony 16., 17., 18., 19. i 20. urodzin Szymańskiego. Czyli – 50% wkładu solidarnościowego. Jakieś 37,5 tysiąca euro.

Warunek jest jeden – piłkarz musi zmienić nie tylko klub, ale i federację, pod jaką ten klub podlega. Krótko mówiąc – solidarity conribution obowiązuje, gdy dochodzi do transferu międzynarodowego, nie wchodzi w życie, gdy piłkarz zmienia drużynę w obrębie jednego kraju. I dlatego właśnie w Niemczy, Dzierżoniowie, Lubinie i Krakowie pewnie ściskali kciuki za to, by więcej prawdy było w zainteresowaniu Krzysztofem Piątkiem Realu Madryt niż Milanu.

– Kluby, które mają wychowanków, powinny moim zdaniem otrzymywać solidarity za każdy transfer, niezależnie gdzie zawodnik idzie. Dla mnie zasada, że pieniądze należą się wyłącznie, jeśli piłkarz pójdzie za granicę, jest wręcz skandaliczna. Mało tego – ona po prostu krzywdzi małe kluby – mówi nam Andrzej Bolisęga, pierwszy trener Krzysztofa Piątka w Lechii Dzierżoniów, były prezes tego klubu, a dziś zastępca burmistrza Dzierżoniowa i członek zarządu Dolnośląskiego ZPN.

Jak napisaliśmy we wstępie – jeśli Piątek zmieni Genoę na Milan, Lechia zostanie z niczym. Gdyby był transferowany do klubu zagranicznego za porównywalne pieniądze (mówi się o 40-45 milionach euro), Lechii Dzierżoniów i UKS Lechii Dzierżoniów (szkółce Lechii, można więc powiedzieć, że całość zostaje „w rodzinie”) należałoby się łącznie około 700-800 tysięcy euro za lata 2006-2013, gdy Piątek był zarejestrowany jako zawodnik właśnie w Dzierżoniowie.

Sprawa Piątka oczywiście grzeje wszystkich najbardziej, ale problem jest znacznie szerszy. Międzynarodowe gotówkowe transfery i wypożyczenia stanowiły w 2017 roku zaledwie 15,8% całego ruchu w interesie, przez co w 17 na 20 przypadkach klub, który włożył czas, pieniądze i pracę trenerów w wychowanie danego zawodnika, przy którymś jego transferze nie dostawał nawet okruchów z często ogromnego finansowego tortu. Najbardziej ekstremalny przypadek, to transfer Kyliana Mbappe do Paris Saint-Germain. Francuski megatalent opuścił AS Monaco za około 180 milionów euro, co w przypadku transferu zagranicznego oznaczałoby około miliona dla maleńkiego AS Bondy, gdzie napastnik trenował w latach 2010-2012. Niestety, nie tym razem, w Bondy mogą sobie co najwyżej zawiesić na ścianie jego zdjęcie w paryskiej koszulce.

Ale – by nie szukać daleko – krzywdzone przez zasadę solidarity contribution obowiązującą tylko przy transferach międzynarodowych były też polskie kluby. Gdyby solidarity obejmowało także transfery krajowe, to:

* z 14 milionów euro z transferu Zielińskiego z Udinese do Napoli około 210 tysięcy dostałoby się Zagłębiu Lubin, a 70 tysięcy Orłowi Ząbkowice Śląskie;

* z 9 milionów euro z transferu Skorupskiego z Romy do Bolonii około 360 tysięcy euro należałoby się Gornikowi Zabrze, a po około 22,5 tysiąca Pogoni Zabrze i Ruchowi Radzionków;

* z 8 mln euro z transferu Fabiańskiego ze Swansea do West Hamu około 100 tysięcy euro przypadłoby warszawskiej Legii, 60 tysięcy MSP Szamotuły i Mieszkowi Gniezno a po 20 tysięcy Sparcie Brodnica, Lubuszaninowi Drezdenko, Lechowi Poznań i Polonii Słubice.

* z 5 mln euro z transferu Błaszczykowskiego z Borussii Dortmund do Wolfsburga około 75 tysięcy euro dostałby Raków Częstochowa, po 50 tysięcy euro KS Częstochowa i Wisła Kraków, a 12,5 tysiąca Górnik Zabrze.

MIEDZYNARODOWY MECZ TOWARZYSKI: POLSKA - ISLANDIA 4:2 --- INTERNATIONAL FRIENDLY FOOTBALL MATCH IN WARSAW: POLAND - ICELAND 4:2

Ale i w sytuacji, w której klubowi solidarity contribution się należy, on nie zawsze te pieniądze dostaje. Wręcz przeciwnie. Według raportu firmy Deloitte przygotowanego na zlecenie PZPN, w latach 2001-2016 do klubów nie trafiło łącznie 1,1 miliarda euro, co stanowi aż 74% wszystkich należności w ramach solidarity contribution w tym okresie. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze kluby są często nieświadome, że taka należność im przysługuje. To może dziwić, bo w dzisiejszym świecie wielu rzuca się na każdy grosz, ale na przykład sporo zespołów afrykańskich – które wypuszczają w świat talenty, ale jednocześnie mają bałagan organizacyjny – nie wie o swoich prawach. Poza tym dopiero dwa lata temu FIFA wprowadziła skróconą ścieżkę, stworzoną do odzyskiwania pieniędzy należnych w ramach solidarity contribution.

Wreszcie po trzecie, co jednak wynika z punktów pierwszego i drugiego, kluby cwaniakują. Opiszmy praktykę, która jest spotykana dosyć często. Klub A umówił się z klubem B na transfer zawodnika za cztery miliony euro. Jednak wiedząc o zasadzie solidarity contribution, wpłaca na konto klubu B tylko 3,8 miliona, odliczając sobie pięć procent na rzecz przepisów solidarnościowych. Ma bowiem świadomość, że te pieniądze mogą zostać na jego koncie. Jeśli w ciągu 30 dni nie przeleje tych środków na konta klubów byłej rejestracji, te muszą zgłosić roszczenie. Często tego jednak nie robią, po dwóch latach – czyli nie tak znowu długim czasie – sprawa się przedawnia. No i kaska zostaje w kieszeni.

– My mieliśmy jakieś sugestie jak to poprawić. Przede wszystkim chcieliśmy żeby te pieniądze przechodziły przez poszczególne Federacje i to one były zobligowana do wypłaty klubom. To w naszej ocenie zlikwidowałoby problem w 99%, bo możliwości krajowych Federacji są nieporównywalnie większe niż małych klubów które często funkcjonują w oparciu o jedną osobę. Jednak to się nie spotkało z aprobatą FIFA. Natomiast o ile wiem, FIFA chce wprowadzać w Federacjach, które jeszcze tego nie zrobiły, krajowych rejestrów transferowych. Dodatkowo w nowych przepisach licencyjnych UEFA jest wprost wskazane, że solidarity contribution ma być weryfikowane w ramach procesu licencyjnego. To wszystko ma podnieść skuteczność systemu – mówi Łukasz Wachowski, dyrektor Departamentu Rozgrywek Krajowych PZPN.

A wracając do sedna problemu, czyli dlaczego polskie kluby – jak wspomniana Lechia Dzierżoniów – mogą czuć się pokrzywdzone, to trzeba powiedzieć, że solidarity contribution nie wprowadzano z założeniem, by olewać w myśl tej zasady transfery krajowe. Regułę ogłoszono w 2001 roku, ale długo brakowało jednej linii orzeczniczej – czyli raz przepis solidarnościowy obowiązywał przy transferach zagranicznych, raz przy krajowych. Ogarnięto to dopiero przy okazji transferu Robbiego Keane’a z Leeds do Tottenhamu (sierpień 2002). Od tego momentu transfery zagraniczne podchodzą pod przepis, krajowe już niestety nie.

Mamy jednak dobre informacje. Od lipca 2020 roku – jeśli nic się nie wysypie – przepisy solidarnościowe mają obejmować też transfery krajowe. – Kluczowy był moment transferu van Dijka. W strukturach FIFA zmieniło się myślenie, bo została wywarta bardzo duża presja ze strony niektórych federacji i klubów. Ich argumentem było to, że transfery w Anglii są tyle warte co cały rynek transferów zagranicznych. Van Dijk kosztował przecież 85 milionów. Od tamtej pory powstało szerokie lobby, by to uregulować. Jednak, o ile ja wiem, transfer takiego Holendra w Anglii będzie objęty solidarity contribution, ale transfer Anglika w Anglii już nie. Tak jak Polaka w Polsce i tak dalej – mówi Wachowski.

Co ciekawe, sam PZPN mógłby takie przepisy wprowadzić. Czyli jeżeli polski zawodnik odchodziłby z ekstraklasowego klubu A do ekstraklasowego klubu B, należałby się klubom byłej rejestracji odpowiedni procent z kwoty transferu.

– Tak, to jest już jak najbardziej w naszej jurysdykcji – przyznaje Wachowski. – My przy pracach nad ekwiwalentem za wyszkolenie, bo ta uchwała się zmieniła w styczniu, myśleliśmy o solidarity contribution w ramach Polski. Kluczowa była dla nas jednak skala. Jak sobie prześledzić transfery gotówkowe zawodników-Polaków między klubami, to mi za wiele nie przychodzi przykładów do głowy. A pamiętajmy, że ten przepis solidarnościowy wynosi 5%. My moglibyśmy wprowadzić ten procent większy, ale on by podbijał całościową kwotę transferu. Więc te 5% od 100 tysięcy złotych hipotetycznego transferu, to byłoby pięć tysięcy złotych dla klubów, które go szkoliły między 12. a 23. rokiem życia. Za sezon byłyby to niewielkie pieniądze. My się jako PZPN nie odżegnujemy od tego pomysłu, będziemy te trendy śledzić, ale by ten system miał sens i wpływ na portfele klubów, musimy mieć w Polsce silne kluby, które będą płacić duże pieniądze. Bo od 100 tysięcy złotych wziąć 5% i podzielić na 12 sezonów, to jest około 300 złotych dla klubu za sezon. Budować strategię o tego typu mechanizm, wydawało nam się przynajmniej na razie nie do końca potrzebne. Nie chcę krytykować tego pomysłu, bo dostrzegam jego zalety, ale odłożyliśmy ten pomysł na półkę z zastrzeżeniem „do obserwacji”.

A gdyby przepisy solidarnościowe zamieniły procent wpłacany dla związku uzależniony od wysokości transferu? Spotkałem się z opinią, że byłoby to lepsze, ale nie pozwala na to polityka, bo nikt nie zabierze pieniędzy związkom.

– Co do polityki, to ja bym się nie chciał wypowiadać, bo ja jestem od pracy, nie od polityki. Natomiast fakty są takie że PZPN obniżył opłaty od transferu zagranicznego wychodzącego z trzech procent do półtora procenta. To jest kluczowe. Poza tym zwolniliśmy kluby z opłat za uczestnictwo w rozgrywkach juniorskich, więc zwolnienia z opłat się u nas zdarzają i wydaje się nam, że kluby taką opcję dostały kilkukrotnie. Poza tym pamiętajmy że opłaty uiszczane przez kluby na rzecz PZPN i WZPN stanowią niewielki promil wartości transferu zagranicznego, a co najważniejsze są pożytkowane na funkcjonowanie struktur piłkarskich w Polsce, a także na fundamentalne aktywności, które budują polską piłkę, czyli rozgrywki kadr młodzieżowych, prowadzenie rozgrywek na szczeblu wojewódzkim i tak dalej. To nie jest tak, że PZPN nie dostrzega potrzeb klubów. Natomiast gdyby było tak, że z solidarity contribution opłat byłoby więcej niż z tego procentu od transferów, to kluby mówiłyby co? Znieście solidarity contribution. Teraz jest tak, że opłat z przepisów solidarnościowych byłoby mniej niż z opłat transferowych, więc największe kluby pewnie chciałyby zniesienia tych drugich. Jednak te dwa-trzy kluby to nie jest szesnaście, a przecież jest jeszcze pierwsza liga. Ich perspektywa jest więc mocno wybiórcza. Nie wiem więc, czy z takiej zmiany zadowolone byłyby kluby, które w ostatnich trzech latach nie przeprowadziły transferu zagranicznego wychodzącego i nie odprowadziły do związku ani złotówki. A takie też są.

Zmian u nas więc nie należy się spodziewać, ale w piłkarskim prawie międzynarodowym już tak. Szkoda jednak, że późno, bo jak wyliczaliśmy, paru klubom zabrano solidne pieniądze. Może nie solidne w skali europejskiej, ale w skali małomiasteczkowej, gdzie każda złotówka czy euro jest na wagę złota, już tak. 1 lipca 2020. Tę datę trzeba sobie zapisać czerwonym flamastrem, a potem pilnować, by bogatsi spełniali swoje obowiązki. Bo też nie ma co ukrywać – solidarność w piłce istnieje często tylko na papierze.

PAWEŁ PACZUL
SZYMON PODSTUFKA

Fot. FotoPyk