Więcej pytań niż odpowiedzi. Real w bólach eliminuje Leganes
Weszło

Więcej pytań niż odpowiedzi. Real w bólach eliminuje Leganes

Przybyliśmy, zobaczyliśmy, zwyciężyliśmy – zakładali, że powiedzą po dzisiejszym meczu zawodnicy Realu Madryt, ale – nie pierwszy raz w tym sezonie – okazało się, że oczekiwanie swoje, a rzeczywistość swoje. Królewscy do ćwierćfinału Pucharu Króla awansowali, ale przy okazji potwierdzili, że przed Santiago Solarim jeszcze mnóstwo pracy, mnóstwo pytań bez odpowiedzi i jeszcze więcej problemów do rozwiązania.

Real w obecnej formie nie jest drużyną, która może zlekceważyć jakiegokolwiek przeciwnika, przejść obojętnie obok jakiegokolwiek meczu. Nawet takiego o pietruszkę, gdzie w pierwszym spotkaniu Królewscy zwyciężyli pewnie, 3:0. Powód oczywisty – nadszarpnięte zaufanie kibiców, którzy widzą drużynę rozbitą. Drużynę, w której więcej dziur do załatania niż punktów w tabeli. Wreszcie drużynę, która – na dobrą sprawę – straciła już chyba szansę na mistrzostwo kraju, bo punkty w lidze traci z zastraszającą regularnością.

I taka drużyna w pierwszej połowie przeprowadziła tak naprawdę pół groźnej akcji. Celowo nie piszemy o składnej akcji, bo przypadkowego kontrataku przemyślanym, utkanym z kilkunastu podań atakiem nie nazwiemy. Ot, piłka trafiła do Isco, ale ten został zablokowany przez obrońcę. Wcześniej groźną szansę mieli gospodarze, którzy jednak w pierwszej połowie i tak dopięli swego. Wrzutka, Braithwaite – mimo asysty Varane’a i Odriozoli  – wyskakuje najwyżej w polu karnym, trafia poprzeczkę, a później po sporym zamieszaniu strzela gola.

Po zmianie stron Real nadal nie przekonywał. Ograniczał się do klepania i konstruowania akcji, które – przykładem kontratak Valverde – kończyły się nieudaną wrzutką, albo przejęciem rywali. A gdy już Vinicius znalazł się przed bramkarzem, to uderzył wprost w niego. Generalnie, Królewscy długo Leganes na zbyt wiele nie pozwalali – w pewnym momencie zaczęli grać na czas, kiedy Navas bardzo wolno wybijał piłkę, za co został wygwizdany – ale kto wie, co działoby się, gdyby stracili drugiego gola. A szansa na to była zacna. Co prawda piłka się od Braithwaite’a odbiła przypadkowo, ale tym samym zmyliła trzech obrońców, co zakończyło się tym, że Duńczyk znalazł się na piątym metrze, jednak trafił prosto w Navasa. Kilka minut później sam na sam z bramkarzem przyjezdnych znalazł się Sabin, ale efekt podobny – gola nie ma.

W ogóle oglądaliśmy spotkanie, w którym dominowała nieskuteczność. Zwieńczeniem sytuacja Viniciusa, który najpierw uciekł obrońcom gospodarzy, ale w sytuacji sam na sam spudłował. Innych szans nie było, ale zaogniło się jeszcze raz, czego pokłosiem wyrzucenie na trybuny trenera Leganes, który protestował, dopatrując się ręki Odriozoli w polu karnym. I faktycznie, kontakt był – lewy obrońca został nastrzelony w nogę, po czym piłka trafiła w jego łokieć.

Koniec końców, mimo większej liczby szans Leganes, Real dowiózł jednobramkową porażkę i awans. W stylu mało przekonującym, rodzącym więcej pytań niż odpowiedzi, ale jednak. Choć prawdziwy test dopiero za trzy dni, kiedy do Madrytu przyjedzie Sevilla.

Leganes – Real 1:0 (1:0)

1:0 30′ Braithwaite

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (3)