Ole!
Anglia

Ole!

Titanica przed wpłynięciem na górę lodową. Mufasę przed wpadnięciem pod kopyta antylop. Eddarda Starka przed dekapitacją. David De Gea w formie z dzisiejszego, w ogromnej mierze dzięki niemu wygranego przez Manchester United 1:0 meczu z Tottenhamem byłby w stanie obronić ich wszystkich.

Tottenham był, szczególnie w drugiej połowie, jak wściekły byk, który za każdym razem gdy zbiera się do ataku, wierzy, że weźmie torreadora na rogi. Na nieszczęście londyńczyków De Gea wcielił się w mistrza corridy, który za każdym razem umyka zza płachty gdy już się wydaje, że teraz to już nie ma szans.

Po mundialu w Rosji zasadne było pytanie: gdzie się podział David De Gea z Premier League. David De Gea broniący w sytuacjach beznadziejnych, jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy bramkarz świata. Viralem stała „kompilacja najlepszych interwencji” Hiszpana z mistrzostw świata, która zamykała się w czterosekundowym filmiku. De Gea łapał na nim bidon podany mu podczas zejścia do szatni w przerwie jednego ze spotkań. Dziś nie strącił jednak poprzeczki zawieszonej na poziomie jego najbardziej udanych meczów. Wskazanie kogokolwiek innego jako bohatera meczu byłoby po prostu nieporozumieniem.

Przeciwko sobie Hiszpan miał dziś całą machinę ofensywną Tottenhamu, jeszcze z Sonem, którego od teraz przez kilka następnych meczów zabraknie, bowiem wyjeżdża na Puchar Azji. A więc kwartet Kane-Son-Alli-Eriksen, którego dorobek w tym sezonie to łącznie 44 gole i 28 asyst. Każdy z nich miał bardzo dobrą szansę, by De Geę pokonać, wszyscy kolejno musieli uznać wyższość golkipera Czerwonych Diabłów.

Najpierw jednak sam na sam z Hiszpanem wyszedł Harry Winks. Pomocnikowi zabrakło zimnej krwi, bo ani nie uderzył celnie, ani nie dostrzegł, że w świetle bramki stoi nieobstawiony Moussa Sissoko. To była jedyna tak dogodna sytuacja Tottenhamu w pierwszej połowie (nie licząc gola Kane’a ze spalonego), którą zdecydowanie trzeba zaliczyć jako wygraną przez United. Nie tylko ze względu na bramkę Rashforda po pięknej piłce przez 3/4 boiska od Pogby, ale też dlatego, że piłkarze Ole Gunnara Solskjaera zdali defensywny test przeciwko Kogutom.

W drugiej części meczu obrona Czerwonych Diabłów gubiła się już jednak raz za razem, z każdą akcją Tottenhamu obniżając swoją ogólną ocenę, a podbijając tą De Gei. Bombardowanie Hiszpana jak zaczęło się w 46. minucie, tak skończyło dopiero w okolicach doliczonego czasu drugiej połowy. Na dzień dobry De Gea musiał bronić nogami uderzenie Kane’a z niemal identycznej pozycji, z której wcześniej Rashford strzelił jedynego gola w meczu, a także wykazać się refleksem po główce Allego, na do widzenia – odbić prawą nogą uderzenie z lewej Kane’a i złapać zbyt lekki strzał Llorente mającego na nodze piłkę na wyrównanie. W międzyczasie De Gea zatrzymał jeszcze: Kane’a, gdy ten strzelał z piątego metra główą, Allego w sytuacji sam na sam po doskonałej kontrze Kogutów, Alderweirelda po strzale na krótki słupek po rzucie rożnym i jeszcze raz Allego, gdy ten strząsnął z siebie obrońcę i z kilku metrów próbował uderzyć po długim, jednak zbyt blisko De Gei, by pozostawić go bez szans.

United w drugiej części meczu byli długimi momentami tłem dla atakującego coraz bardziej zawzięcie Tottenhamu i dla pracującemu sobie na kolejną porcję „ochów” i „achów” De Gei. Ale mimo to potrafili sobie wypracować okazje bramkowe, gdy tylko na chwilę udało się przełamać napór gospodarzy. Gdyby Paul Pogba strzelał skuteczniej, zapisałby klasycznego hat-tricka, bo najpierw głową nie sprawił większych problemów Llorisowi, później nie udało mu się przelobować rodaka przy biernej postawie obrońców Tottenhamu, by wreszcie nie zaliczyć trafienia po mocnym, płaskim uderzeniu, które golkiper Kogutów zdołał zbić do boku.

Manchester United zdaje więc pierwszy tak poważny sprawdzian za kadencji Ole Gunnara Solskjaera i to mimo że egzaminator zadał naprawdę wymagające pytania. Norweg staje się zaś dopiero drugim po Craigu Shakespearze menedżerem, który po przejęciu zespołu w trakcie sezonu Premier League potrafił wygrać pięć kolejnych spotkań. I daje sobie szansę na powtórzenie, a może i przebicie rekordowych startów Carlo Ancelottiego i Pepa Guardioli. Wygraną za tydzień z Brighton może rekord Włocha i Hiszpana wyrównać.

Tottenham – Manchester United 0:1
Rashford 45′

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (7)