Zero goli w CV, ale wszędzie się sprawdzał. Kim jest nowy piłkarz Korony?
Weszło

Zero goli w CV, ale wszędzie się sprawdzał. Kim jest nowy piłkarz Korony?

O Koronie Kielce dotychczas głośniej było z powodu tego, kto z niej odszedł lub zaraz odejdzie, niż dzięki dokonanym transferom. Pierwsze nowe nazwisko już się jednak pojawiło. Dwuletnią umowę podpisał Bośniak z chorwackim paszportem Ognjen Gnjatić. Spokojnie, też go do wczoraj nie kojarzyliśmy, ale zagłębiając się w jego historię, wnioski są dość optymistyczne i można zakładać, że prawdopodobnie okaże się wzmocnieniem. 

Facet ma 27 lat i jest typowym defensywnym pomocnikiem. To wysoki (190 cm wzrostu), silny chłop, który bardzo dobrze czuje się w destrukcji i ma za zadanie kontrolować wydarzenia w swojej strefie. Z tego względu trudno go traktować jako bezpośredniego następcę Mateusza Możdżenia. Bardziej jako kogoś, kto po sprzedaży Elhadji Pape Diawa zastąpi Adnana Kovacevicia w roli tego najbardziej cofniętego w środku pola, a ten skupi się już wyłącznie na grze jako stoper w parze z Ivanem Marquezem. Konkretów w ofensywie nawet nie próbujcie od niego wymagać. Gnjatić rozegrał już prawie 190 meczów w seniorskiej piłce i… nigdy nie strzelił gola! Ba, jeśli Transfermarkt nie kłamie, zaliczył tylko jedną asystę. Gdy jednak ogląda się obszerne skróty z jego zagraniami, widać, że dysponuje niezłym podaniem zaraz po odbiorze, więc wydaje się mieć potencjał do asyst drugiego stopnia.

Dużym plusem u tego zawodnika jest fakt, że gdziekolwiek był, zawsze szybko wywalczał sobie miejsce w składzie i jeśli zdrowie dopisywało, to go nie oddawał. Tak było w serbskim Radzie Belgrad, greckim Plataniasie i holenderskiej Rodzie Kerkrade, z której go teraz pozyskano. Cenili go różni trenerzy, w różnych ligach, o różnej charakterystyce. Ma to swoją wymowę i dobrze wróży.

Gnjatić seniorskie kopanie zaczął w ojczystym FK Kozara, którego jest wychowankiem. Po jednym sezonie w pierwszym zespole przechwycił go Rad Belgrad. Tam spędził trzy lata i w lipcu 2015 zdecydował się przejść do Plataniasu, mimo że w Partizanie Belgrad chciał go ówczesny trener tego klubu Marko Nikolić. W Grecji klubowym kolegą Gnjaticia był m.in. Igor Angulo, sprowadzony w tym samym okienku z Apollonu Smyrnis. Bośniak de facto stał się następcą Abdula Aziza Tetteha, sprzedanego do Lecha Poznań.

gnjatic platanias

Podołał zadaniu, a z tamtego okresu ma bardzo dobre wspomnienia. – Życie jest tam fantastyczne, słońce świeci prawie codziennie, a nasz kompleks szkoleniowy znajdował się kilkadziesiąt metrów od morza – opowiadał. – O czasie w Platanias mogę mówić tylko dobrze. Uważam, że grecka liga jest znakomitą trampoliną do lepszych lig – dodawał w innym wywiadzie, już po transferze do Eredivisie.

Życiowa idylla trwała półtora roku, bo przyszła pora na kolejny sportowy awans. Zimą 2017 Gnjatić nie narzekał na brak zainteresowania. Łączono go z APOEL-em Nikozja i PAOK-iem Saloniki. O możliwości przejścia do tego drugiego klubu powiedział: – Po prostu nie znaleźliśmy wspólnego języka. Zdecydowałem się na silniejszą ligę holenderską, chciałem zrobić krok do przodu w karierze i sądzę, że podjąłem dobrą decyzjęW Grecji wiele klubów ma kłopoty finansowe z powodu kryzysu gospodarczego. W rezultacie poziom Super League się obniżył. W Holandii każda drużyna potrafi grać dobrą piłkę. Stadiony są znacznie bardziej nowoczesne, jest więcej widzów i więcej reklam, całej tej otoczki. 

Roda zapłaciła za niego 120 tysięcy euro i zapewniła dobry kontrakt jak na swoje możliwości. Duże znaczenie miał fakt, że trenerem tej drużyny był Giannis Anastasiou. – Sezon wcześniej prowadził Panathinaikos, więc ja znam go, a on mnie i moje możliwości. Wiele mi wyjaśnił na temat Rody, długo też rozmawialiśmy na temat mojej roli w zespole. Od początku odczułem, że ludzie w klubie bardzo we mnie wierzą, teraz chcę spełnić ich oczekiwania – uzasadniał swój wybór.

Netherlands: Photocall Roda JC Kerkrade,

Klub z Kerkrade rozpaczliwie bronił się przed spadkiem z Eredivisie, na półmetku zajmował przedostatnie miejsce w tabeli. Postawiono na zmiany. W tamtym okienku sprowadzono dziewięciu nowych piłkarzy. Z tego grona poza Gnjaticiem jedynie Mohamed El Makrini i Gyliano van Velzen zabawili dłużej (dwaj pozostali grają tam do dziś).

Misja ratunkowa ostatecznie się powiodła. Roda zajęła piętnastą lokatę i grała w barażach o utrzymanie. Najpierw wygrała dwumecz z Helmond Sport, a potem z MVV Maastricht i można było odetchnąć. Gnjatić miał w tym spory udział, ale cel osiągnięto już z nowym szkoleniowcem, gdyż Anastasiou odszedł pod koniec maja – między jednym dwumeczem a drugim. Zastąpił go były piłkarz m.in. Leeds United, Robert Molenaar. Na Parkstad Limburg pracuje do teraz.

Nowy sezon wcale nie okazał się lepszy dla Rody. Fatalnie wystartowała (zero punktów po sześciu kolejkach) i już się nie odkręciła. A gdyby nie bardzo dobry finisz, mogłaby się nawet nie załapać na baraże i spaść bezpośrednio. Dla Gnjaticia był to najtrudniejszy i najbardziej frustrujący rok w karierze. Aż trzy razy pauzował po kilka tygodni z powodu kontuzji. – Mam za sobą dramatyczną pierwszą połowę sezonu. Podczas pierwszych ligowych meczów powoli zacząłem wchodzić w dobry rytm, ale niestety kontuzja pachwiny wykluczyła mnie z gry. Niedługo potem przytrafił się uraz ścięgna mięśnia udowego i w sumie na leczenie straciłem dwa miesiące. Byłem strasznie zły i sfrustrowany – nie ukrywał w kwietniu ubiegłego roku w wywiadzie dla oficjalnej strony klubu.

Bośniak nie miał wątpliwości, skąd brały się jego problemy zdrowotne. – Jestem przekonany, że granie na sztucznej murawie było przyczyną kontuzji pachwiny i ścięgna udowego, wydłużyło też rehabilitację po kontuzji kostki. Z moimi warunkami fizycznymi bieganie po syntetyku zwiększało ryzyko jakichś urazów. Każdego ranka po treningu czułem swoje mięśnie. Na szczęście wydaje się, że moje ciało przyzwyczaja się do tego. Teraz jestem całkowicie sprawny i byłem podstawowym graczem od zimowej przerwy – tłumaczył.

Większość klubów w Holandii ma sztuczne murawy, co staje się przedmiotem coraz większej dyskusji, o czym kilka miesięcy temu na Weszło mówił Piotr Parzyszek. – (…) PEC Zwolle nie stanowiło wyjątku. Coraz częściej jednak słyszy się, że są plany wycofania się z tego pomysłu i powrotu do naturalnej trawy. Wszyscy zaczynają na to narzekać, a najwięksi mają coraz poważniejsze problemy, żeby ściągać dobrych piłkarzy z zagranicy. Nieraz naprawdę wielkie talenty odmawiają PSV, Ajaxowi czy Feyenoordowi, bo boją się większego ryzyka kontuzji przez granie na sztucznym. A te boiska też się zużywają, ich stan często już nie jest optymalny. Zwolle w tamtym sezonie wymieniło murawę, ale wcześniej jechało na jednej przez 10-11 lat. Przez to pod koniec grania na starej trzech czy czterech zawodników zrywało więzadła w kolanie. Boisko robiło się coraz twardsze, poślizg był mniejszy i nieszczęście gotowe.

Parzyszek przyznał, że powody, dla których zdecydowano się pójść tą drogą są bardzo proste. – Oszczędność pieniędzy. Jeżeli murawę na stadionie masz naturalną, nie możesz na niej regularnie trenować, potrzebujesz boisk treningowych. Normalne boiska trudniej utrzymać w dobrym stanie, a śnieg w Holandii się zdarza, nieraz przez to odwoływano mecze. To też konkretne straty na kasie. A przy sztucznej murawie te problemy odpadają. Możesz na niej cały czas grać i trenować, pogoda nie jest problemem. Ale coś za coś.

Mimo kilku pauz, Gnjatić zawsze wracał do składu i spisywał się na tyle dobrze, że na początku ubiegłego roku przedłużono z nim kontrakt. To potem okazało się problemem dla klubu. Roda rzutem na taśmę zapewniła sobie baraże, ale już na etapie półfinału przegrała dwumecz z Almere City i wylądowała w drugiej lidze holenderskiej. Bośniacki pomocnik był jednym z najlepiej zarabiających zawodników, dlatego nikt nie zamierzał go zatrzymywać w razie konkretnej oferty. Pisano o zainteresowaniu beniaminka 2. Bundesligi FC Magdeburg, ale ostatecznie Gnjatić pozostał w Kerkrade. Jesienią rozegrał 14 meczów na zapleczu Eredivisie, raz był nawet kapitanem.

Barwy zmienia dopiero teraz. – Jestem bardzo szczęśliwy, że podpisałem kontrakt z Koroną. Wybrałem ten klub, ponieważ nasze negocjacje były bardzo szybkie i konkretne. Myślę, że poziom Ekstraklasy jest naprawdę wysoki. Ambicje moje i klubu są podobne. Mam nadzieję, że wejdziemy do grupy mistrzowskiej i zakwalifikujemy się do europejskich pucharów – cytuje go korona-kielce.pl. No, oby się facet nie rozczarował. Puchary dla Korony to, bardzo delikatnie mówiąc, nie jest powinność.

Pilka nozna. Ekstraklasa. Korona Kielce. Nowy zawodnik Ognjen Gnjatic. 11.01.2019

Według holenderskich źródeł, przed przyjściem do Kielc rozwiązał umowę z Rodą, więc pozyskano go na zasadzie wolnego transferu. Dla budżetu Holendrów było to optymalne rozwiązanie. Można zakładać, że Gnjatić przychodząc do Polski stratny nie jest. Wspomniany Parzyszek nie ukrywał, że zamieniając PEC Zwolle na Piasta Gliwice, zanotował awans finansowy i to wyraźny.

Bośniak, jak większość ludzi urodzonych na Bałkanach, został w jakiś sposób doświadczony przez wojnę. – Miałem rok, gdy wybuchła wojna domowa w byłej Jugosławii. Na szczęście prawie nic nie pamiętam. Moi rodzice musieli przenieść się w bezpieczniejsze miejsce podczas działań w Bośni. Konsekwencje tamtych wydarzeń nadal są zauważalne, podobnie jak różnica między muzułmanami i chrześcijanami. Nie jest łatwo tam żyć. Jest mało pracy i dlatego wielu młodych ludzi wyjeżdża za granicę. Mam nadzieję, że już nigdy nie będzie wojny. Każda wojna to o jedną za dużo – stwierdził niedawno.

Prywatnie wygląda na spokojnego, ułożonego człowieka. Jego rodzice nadal mieszkają w Bośni, zaś druga połówka na Słowenii, gdzie pracuje jako pielęgniarka. Gdy grał w Holandii, raz w miesiącu starała się go odwiedzać na kilka dni, więc pewnie teraz będzie podobnie.

Gnjatić dotychczas za każdym razem przechodził do trochę lepszego klubu rywalizującego w lepszej lidze niż poprzednia. Pójście do Korony teoretycznie nie zaburzyło tego schematu, bo trudno zakładać, żeby Roda była dziś lepsza od złocisto-krwistych, że o ogólnym poziomie Keuken Kampioen Divisie (świetna nazwa) nie wspominamy. W zestawieniu z tym, gdzie piłkarz był jeszcze pół roku temu, wyglądałoby to jednak inaczej, dlatego ważną kwestią będzie to, czy nie doszedł on do etapu, w którym sportowe ambicje zeszły na nieco dalszy plan. Z drugiej strony, chciałby wejść do pucharów z Koroną, więc można mniemać, że nie.

Skoro Gnjatić nieźle poczynał sobie w Grecji i Holandii, dlaczego miałoby mu nie pójść w Polsce w stabilnym i ułożonym klubie, gdzie już na starcie ma rodaka w osobie Kovacevicia? To nadal tylko papier, ale zbierając wszystko do kupy wydaje się, że Korona nie dokonała przypadkowego transferu.

PM

Fot. newspix.pl

KOMENTARZE (3)