Mr Wisła Kraków
Weszło

Mr Wisła Kraków

Piłkarze lubią gesty pod publiczkę. A to budzą się rano i nienawidzą Legii, bo pięć minut temu podpisali kontrakt z Lechem. A to pokazują legijną „eLkę”, choć dwa miesiące wcześniej nie wiedzieli o jej istnieniu.

Nie tylko prawdziwych przyjaciół, ale i prawdziwe uczucia wobec klubu poznaje się w biedzie. Najlepszym przykładem Jakub Błaszczykowski, Wiślak z krwi i kości.

Kuba nie odchodził z Białej Gwiazdy po ośmiu latach gry, poprzedzonych dziesięcioma latami w juniorach. Nie jest wychowankiem. Ale więź między nim a Wisłą przypomina stare małżeństwo, w którym nigdy nie wygasł ogień. W barwach Wisły nikt nie mógł mu odmówić walki za klub – z Panathinaikosem zagrał z pękniętą kością śródstopia, co przypłacił później ciężką kontuzją. Podczas derbów – żadnych nie przegrał – zawsze pokazywał dwieście procent zaangażowania. Gdy odchodził z Krakowa, podczas ostatniego meczu z ŁKS-em zaprezentował koszulkę ze słowami „JESZCZE TU WRÓCĘ”. To samo w sobie nie zdarza się często, ale co najistotniejsze, Kuba wielokrotnie w późniejszych latach przypominał, że te słowa nie były pustym sloganem.

Piłkarze, gdy zaczynają robić naprawdę dużą karierę, czasami zapominają o tym skąd pochodzą. Może jest sentyment, ale trudno nazwać to wielkimi emocjami. Tymczasem przypomnijmy pierwsze mistrzostwo Niemiec Błaszczykowskiego. BVB triumfuje, każdy upojony euforią. Co robi Kuba Błaszczykowski? Nie zapomina o Białej Gwieździe, tylko prezentuje podczas fety koszulkę „Wierność”. Mistrzowska patera, lejący się szampan i wyraźny wiślacki akcent na szczytach europejskiego futbolu.

Latem tego roku Błaszczykowski ostatecznie przeszedł od słów i gestów do czynów. W jakim stanie była już wówczas Biała Gwiazda, najlepiej widać z dzisiejszej perspektywy. Błaszczykowski pożyczył Wiśle około miliona złotych – według Sport.pl pożyczyć chciał bez odsetek, a gdy nie okazało się to prawnie możliwe, odsetki od razu zwrócił Wiśle kupując za nie bilety na Reymonta dzieciakom z domów dziecka. Pożyczki w żaden sposób nie komentował, a przeciek wyszedł zupełnie inną drogą – to znamienne dla Kuby. W 2014 po cichu, bez medialnego zadęcia, opłacił leczenie jedenastoletniego Dominika Młynkowiaka cierpiącego na złośliwy nowotwór. Mama Dominika pisała wtedy:

Chciałam wam kochani powiedzieć coś wspaniałego, ogromną kwotą konto Dominika zasilił wspaniały Pan Kuba Błaszczykowski, kwota ta uzupełniła brakujące 2/3 kwoty, która umożliwi rozpoczęcie terapii. Pan Kuba zrobił nam ogromną niespodziankę i sprawił wiele radości, już od dłuższego czasu nas wspiera i pomaga.

Bardzo się cieszymy, że mieliśmy okazje Go poznać, to naprawdę wspaniały człowiek, zawsze pamięta o Dominiku, choć widzieliśmy się tylko raz. Zawsze znajdzie czas, by napisać sms-a do nas, zapytać małego, jak się czuje. Bardzo jesteśmy Mu wdzięczni, to dla nas wielki zaszczyt. Zdajemy sobie sprawę że takich dzieci jak Dominik jest wiele, dlatego tym większa jest nasz wdzięczność, że postanowił pomóc właśnie nam.

Piszę to, choć Kuba nie bardzo chciał, żeby o tym mówić, nie mogłam jednak tak tego zostawić. KUBA BARDZO CI DZIĘKUJĘ.

Inna sprawa, że kuriozalnie dziś wyglądają podziękowania Marzeny Sarapaty na lipcową pomoc finansową Kuby. Sarapata napisała wtedy:

Sam fakt, że byli zawodnicy, którzy z sukcesami kontynuowali i kontynuują karierę w kraju i za granicą, wciąż czują się częścią wiślackiej rodziny, napawa nas dumą i pokazuje, że wartości Wisły Kraków pozostają żywe w ich sercach. W ostatnich dniach wsparcie, jakie otrzymaliśmy od nich oraz naszych fanów, powoduje, że wszyscy w klubie jesteśmy zjednoczeni w dążeniu do wspólnego celu. Szanując prośbę zawodników, nie ujawniamy ich nazwisk, a dziękując im za pomoc, składamy w imieniu całego klubu obietnicę, że w nowym sezonie damy z siebie wszystko.

Ciekawe czy wspólnym celem były regularne wypłaty dla zarządu?

Kilka dni temu Błaszczykowski zgłosił chęć gry dla Wisły Kraków za darmo. Szanujemy podobny gest ze strony Kamila Kosowskiego, bo – zupełnie poważnie – i dla Kosy byłoby to wyrzeczenie, spory wysiłek. Deprecjonować nie ma czego. Ale różnica jest taka, że Kuba spokojnie mógłby jeszcze trafić do mocnego klubu i kosić pensję oscylującą w okolicach miliona euro rocznie. Tak naprawdę więc nie tylko daje własne siły do boiskowej walki, ale znowu jest gotów na poświęcenia finansowe.

Wreszcie dzisiaj dowiadujemy się, że Błaszczykowski zostaje jednym z inwestorów, dając 1,33 miliona złotych w krytycznym dla Wisły momencie. To wciąż walka o odpędzenie wszystkich kłopotów Wisły, ale krok w kierunku odwieszenia licencji i ratunkiem przed relegacją.

Pamiętamy ten moment, kiedy Kuba trafiał do Wisły. Był nikomu nieznanym zawodnikiem idącym na Reymonta z polecenia. Wielu uważało, że owszem, może być wzmocnieniem, ale rezerw. Na boisku pozamiatał tak, jak nie zamiatał dawno ligą nikt, a wkrótce klub zarobił na nim ze 160-krotnym przebiciem. Ale z perspektywy może się okazać, że wszystko co dał wtedy to tylko kropla w obliczu tego, co daje teraz. Przecież zaangażowanie kogoś takiego jak Błaszczykowski w Wisłę to dla wszystkich potencjalnych inwestorów najlepszy możliwy sygnał, bo Błaszczykowski znaczy wiarygodność. Korzyści z jego zaangażowania mogą być niepoliczalne, bezcenne. W momencie, gdy Wisła jest oblężona znakami zapytania, mogącymi zniechęcać każdego, dostała najlepsze remedium.

Co kluczowe, dla kibiców tak samo. Błaszczykowski nie raz już pomagał Białej Gwieździe, nie raz dawał autentyczne dowody uczuć wobec Klubu. Błaszczykowskiego nie da się go posądzać w tym wypadku o interesowność. Choć tak trudno w dzisiejszych czasach uwierzyć w działanie bez patrzenie na własne korzyści, tak w tym wypadku jest to niepodważalne. Kuba chce, po prostu, że Wisła przetrwała. I rosła w siłę.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (33)