Jak przeskoczyć strach
Inne sporty

Jak przeskoczyć strach

Teoretycznie strach pasuje do skoków narciarskich jak Rambo do niedzielnego kina familijnego. Co by nie mówić, trzeba być niezłym śmiałkiem, żeby najpierw zasuwać po rozbiegu z prędkością samochodu w terenie niezabudowany, a potem odbić się na progu nie widząc nawet jeszcze miejsca do lądowania. Ale strach i rozmaite fobie są dobrze znane niektórym zawodnikom i potrafią wgryźć się w głowę bardziej niż nawet najpiękniejsze doznania w trakcie lotu. Jak duże oczy ma strach u skoczków? Zapraszamy na kozetkę.

Jeśli już wygodnie się rozsiedliśmy, wyobraźmy sobie taką oto sytuację: zawodnik X ma dziś oddać skok na słynnej Bergisel w Innsbrucku.

Nasz skoczek najpierw razem z nartami i kilkoma innymi zawodnikami pakuje się do windy, która ma zawieźć go na wieżę startową. Strasznie ciasno, jeden przyklejony do drugiego, prawie nie ma czym oddychać, ale na szczęście to tylko chwila i objawy klaustrofobii nie zdążą jeszcze o sobie dać znać. Po kilkunastu minutach oczekiwania na górze X nakłada narty i czeka na swoją kolej tuż przed wejściem na belkę. Wie, jak duże jest ciśnienie, bo może dziś wygrać. Lub pierwszy raz od pięciu zawodów w końcu awansować do konkursu – obojętnie. Tak czy inaczej, boi się, że zawali. Kiedy już siada na belce, zaraz po sprawdzeniu zapięcia kasku i gogli („bo Małyszowi kiedyś się zerwały”) kontroluje wiązania („bo przecież narty potrafią się wypiąć”), następnie wykonuje znak krzyża („bo nie zaszkodzi”), a przez głowę przechodzi mu myśl, że niby to nie mamut, ale jakoś tak wysoko („bo chyba mam lęk wysokości”). Tuż przed odepchnięciem się od belki, przez ułamek sekundy spogląda jeszcze poza skocznię. A wiadomo, że w przypadku Bergisel widok jest mało pokrzepiający – tuż za trybunami znajduje się cmentarz pobliskiej parafii.

Mocno przerysowane? Na pewno, bo „złożyliśmy” tutaj zawodnika skupiającego w sobie kilka lęków. O ile jednak nagromadzenie tego wszystkiego u jednego pechowca jest oczywistą fikcją, tak same strachy są wyjęte prosto z życia.

Strach zafascynował nawet Wernera Herzoga

Klaustrofobia? Nie dotyka ona wprawdzie bezpośrednio skoku, ale taką przypadłość podejrzewał u siebie Peter Prevc. Wszystko zaczęło się w 2015 r. Oberstdorfie, a więc podczas zawodów otwierających Turniej Czterech Skoczni. Słoweniec zaczął lekko panikować, kiedy między seriami utknął na kilka minut w windzie. Razem z nim znajdowali się tam jeszcze m.in. Severin Freund i Andreas Stjernen. Prevc, jak mówił później w wywiadzie dla rodzimych mediów, „zaczął dotykać ścian, zupełnie jakby szukał wyjścia”, bo poczuł się źle będąc w tak ciasnym pomieszczeniu. Dodał też, że nieswojo czuje się nawet w małych pokojach hotelowych, a takie rzeczy na pewno nie pomagają w koncentracji przed zawodami. Chociaż tamten TCS w sezonie 2015/2016 akurat wygrał.

Lęk wysokości? Brzmi kuriozalnie w przypadku skoczka, ale do tej przypadłości przyznali się Niemiec Andreas Wank oraz Norweg Daniel Andre Tande. Drugi, który jest mistrzem olimpijskim w drużynie z Pjongczangu, oraz… mistrzem świata w lotach, przyznawał w rozmowie z dziennikarzami „Aftenposten”, że boi się wysokości od dziecka. Nigdy nie wyzbył się tego strachu, co później przejawiało się chociażby tym, że wjeżdżając oszkloną windą na skocznię zamykał oczy, a na początku kariery zdarzało mu się też celowo skracać skoki gdy widział, że może pofrunąć daleko. – Co ciekawe, nie odczuwam tego strachu siedząc w samolocie przy oknie. Być może jest zbyt wysoko? Pamiętam, że kiedy latem malowałem dom babci stojąc na drabinie na wysokości pierwszego pietra, po spojrzeniu w dół zejście zajęło mi pół godziny – opowiadał.

Wypadek spowodowany wypięciem się narty? O tym ponoć dość częstym u skoczków strachu opowiedział nam, chociaż dość niechętnie, jeden z byłych reprezentantów Polski startujący jeszcze w ubiegłej dekadzie: – Kiedyś na treningu, podczas lotu, wypięła mi się lewa. Oczywiście upadłem, ale trenowaliśmy akurat na normalnej skoczni w Ramsau, więc nic takiego się nie stało. Ale człowiek o tym myślał. Oczywiście nie był to paraliżujący strach, bo wtedy chyba musiałbym dać sobie spokój ze skokami, ale czasami do tego wracałem, częściej sprawdzałem wiązania. Jeśli ktoś chce wiedzieć o czym mówię, niech włączy sobie na YouTube upadek Anze Laniska (z Kuusamo w 2014 r. – przyp. red).

Strach przed upadkiem odczuwają przede wszystkim ci, którzy mieli już za sobą dzwona. Najczęściej przywołuje się przykład Thomasa Morgensterna, który zakończył przedwcześnie karierę – jak sam mówił – także przez strach przed kolejnym wypadkiem, ale są też inni. Janne Ahonen miał na przykład przypadłość, że dość często zdarzało mu się lądować blisko lewej bandy. Po latach okazało się, że była to pozostałość po zawodach, podczas których po lądowaniu zahaczył o prawą bandę. Podświadomie kierował więc wybicie tak, aby wylądować po lewej stronie zeskoku.

Strach przed upadkiem potrafi czasami wgryźć się w głowę skoczka tak bardzo, że ten nawet o nim śni. O takich koszmarach wspominał właśnie Ahonen (że ląduje w trybunach), ale też Jens Weissflog (że leci nie w dół, ale prosto, po czym w końcu spada na zeskok). Na marginesie – jeśli wierzyć sennikom, to sen o skoku narciarskim oznacza strach przed wyimaginowanym zagrożeniem, a widok samych zawodników symbolizuje pokonanie swoich barier.

Strach towarzyszący skoczkom zawsze fascynował. Nawet twórcę filmu o takim nazwisku jak Werner Herzog. Reżyser, chcąc dowiedzieć się, jak wygląda życie słynnego Szwajcara Waltera Steinera, w 1974 r. nakręcił o nim film pod tytułem „Wielka ekstaza snycerza Steinera”. Snycerza, ponieważ wicemistrz olimpijski i mistrz świata w lotach miał talent nie tylko do skoków, ale także do rzeźbienia w drewnie. Film próbował odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zawodnicy skłonni są do takiego ryzyka i czym jest dla nich strach. Obraz zaczyna się od sekwencji bolesnych upadków w Planicy i słów Steinera:

Skoki doszły do granicy, gdzie zaczyna się prawdziwe niebezpieczeństwo. Doszliśmy już do takich prędkości, że nawet najmniejszy wiatr czy większy śnieg może być niebezpieczny. Każdy z nas się trochę boi, zwłaszcza kiedy widzi kolegę upadającego podczas lądowania. Sam staram się nigdy na to nie patrzeć, bo później serce wali jak oszalałe. Tętno, którego dostajesz przed starem nie może być interpretowane jako strach podobny do obawy przed wypadkiem samochodowym. Właśnie dlatego skoczkowie tak nie lubią ludzi, którzy mówią o strachu.

Skocz, a później zapraszam na EKG

Można spotkać się z tezą, według której źródło strachu w skokach leży w ich sprzeczności z instynktem samozachowawczym człowieka. I nie chodzi tutaj tylko o to, że latamy. Specjaliści przypominają, że w skokach – w odróżnieniu od większości dyscyplin – nie można powiedzieć „stop”. Rozpoczętej czynności nie można przerwać, kiedy skoczek odepchnie się już od belki startowej, to nie ma zmiłuj. Naturalnym odruchem człowieka w sytuacjach dużego stresu może być chęć wycofania się, taki jest po prostu mechanizm biologiczny, ale tutaj takiej możliwość nie ma. Brzmi banalnie, ale…

– Rzeczywiście tak jest. Sama miałam okazję doznać tego skacząc ze spadochronem. Wprawdzie w tandemie, ale ten moment oderwania się od brzegu helikoptera uświadomił mi, że to jest droga tylko w jedną stronę. Był strach, ale zaraz też uczucie, że ja chcę jeszcze raz! To była fantastyczna nagroda za przełamanie instynktowego zachowania. I skoki też bez wątpienia wpisują się w tę zdolność przekraczania samego siebie – mówi nam Marzanna Herzig, psycholog sportu, która współpracuje m.in. z Dawidem Kubackim. Chociaż jak podkreśla, sama nigdy nie usłyszała od żadnego zawodnika, że siedząc na belce ogarnia go strach: – Tego typu problem mógłby pojawić się najwyżej po bardzo groźnym urazie. Pamiętajmy, skoczek już z definicji nie powinien mieć odczucia lęku siedząc na belce, on skok powinien postrzegać w kategorii wyzwania, a nie strachu.

Specjaliści z którymi rozmawiamy zgadzają się też co do jednego: młodsi skoczkowie nie odczuwają strachu tak, jak ci bardziej doświadczeni. Mówiąc inaczej, młody mniej myśli. Doskonałym przykładem kogoś takiego jest Słoweniec Domen Prevc. Kiedy wchodził do Pucharu Świata jako 16-latek, od początku zasłynął z agresywnego stylu skakania, ponieważ bardzo głęboko kładł się na narty, wychylając głowę czasami aż poza ich czuby. Jedni cmokali z zachwytu, że dzieciak ma w locie stylówkę niczym niezapomniany Kazuyoshi Funaki, ale drudzy krytykowali go mówiąc, że igra z ogniem, kiedyś spadnie na głowę i złamie sobie kręgosłup.

PLANICA, 26.03.2017 PUCHAR SWIATA W SKOKACH NARCIARSKICH SKOKI NARCIARSKIE PUCHAR SWIATA FIS FIS WORLD CUP SKI JUMPING n/z. DOMEN PREVC FOTO: TOMASZ MARKOWSKI / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Teoretycznie wraz z wiekiem powinna wzrastać świadomość zagrożeń i doświadczenie, ale to bardzo indywidualna sprawa. Wiele zależy od właściwości psychicznych danego sportowca. Może bowiem zdarzyć się, że lęk został całkowicie „wymontowany” i jest totalny no fear. Tutaj przypomina mi się nazywany „Herminatorem” Hermann Maier. Tyle razy się łamał, także na motorze, a jednak wracał na stoki. Zasadniczo nie zmieniło to jego trybu życia, cały czas stąpał po krawędzi bezpieczeństwa, bo nie miało to dla niego znaczenia – dodaje Herzig.

Przez dekady w Polsce i na świecie przeprowadzono trochę badań mających na celu analizę strachu w skokach narciarskich. Jedną z bardziej interesujących książek traktujących o lękach towarzyszących tej dyscyplinie byli „Skoczkowie narciarscy. Studium psychologiczne” autorstwa Zdzisława Ryna, wieloletniego pracownika Akademii Medycznej w Krakowie. Chociaż jest to wydawnictwo już z 1990 r., to jednak można znaleźć tam kilka ciekawostek.

Taką na pewno są badania, jakie pracownicy akademii wykonali w tamtych latach na kilku czołowych polskich skoczkach. Trudno oczywiście wyciągać z nich jakieś daleko idące wnioski, ale warto co nieco przypomnieć. Otóż niektórzy ze skoczków zapewniali, że nie czuli strachu przed skakaniem, ale jednak zdradzały ich czynności, które temu wyraźnie przeczyły. Przykład? Ustalono chociażby, że część zawodników miała zwyczaj chodzenia przed zawodami na mszę i przyjmowania komunii (i to niekoniecznie w niedzielę). Jak stwierdzili autorzy badania, udział w nabożeństwach miał związek z napięciem psychicznym przed zawodami.

Były psycholog Adama Małysza prof. Jan Blecharz w rozmowie z Weszło rzuca z kolei terminem „odroczona reakcja” i przypomina badania, jakie przed laty na skoczkach – tyle że spadochronowych – przeprowadzili Amerykanie. Okazało się bowiem, że niektórzy z nich na czas skoku potrafili zablokować objawy strachu i skakać na zimno, totalnie bez emocji. Jednak później, już po wylądowaniu, organizmowi puszczały hamulce i dochodziło do drżenia mięśni, ogólnego stanu niepokoju. Można to w pewnym sensie porównać do jazdy samochodem: kiedy na drodze dochodzi do niebezpiecznego zdarzenia, ale szybko reagujemy i wychodzimy z niego cało, później musimy się zatrzymać, ponieważ nie jesteśmy w stanie kontynuować jazdy.

A jak skoczkowie blokują strach i „odcinają głowę”? Są na to rozmaite sposoby, także każdy psycholog sportowy ma swoje chwyty, chociaż nie wszyscy chcą o nich mówić ze względu na obowiązującą tajemnicę spowiedzi zawodnika. Jednym ze sposobów na pewno są jednak określone rytuały wykonywane tuż przed skokiem. Dla jednego poprawienie gogli, kasku czy uderzenie się ręką w klatkę piersiową na pobudzenie nie jest niczym szczególnym, ale dla drugiego może być ceremoniałem, który go uspokaja. Ponoć jedną z najprostszych technik na obniżenie napięcia tuż przed skokiem są też oddychanie przeponowe oraz umiarkowana aktywność fizyczna (truchtanie, szybszy marsz). Są również tacy, którzy z kolei muszą wyciszyć się jeszcze przed wdrapaniem się na skocznię i tu na pomoc przychodzą rozmaite techniki relaksacyjne. Adam Małysz na przykład długo korzystał z nietypowych kaset, gdzie na jednej stronie nagrana była odprężająca muzyka, a na drugiej wskazówki od psychologa. Takie przykłady można mnożyć.

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka, tym razem dotycząca serca. Dziś EKG u sportowca jest standardem, ale jak się okazuje, specjaliści już wiele lat temu analizowali pracę tego mięśnia, aby sprawdzić, jak zachowuje się organizm skoczka. Dowodem na to jest chociażby opublikowana już w 1950 r. broszura „Rola emocji w powstawaniu wczesnych zmian elektrokardiograficznych u skoczków narciarskich”, o której przypominali w swoich publikacjach Anna Orzechowska i Rafał Baranowski z Instytutu Kardiologii w Warszawie.

Materiał był efektem pracy prof. Juliana Walawskiego, który wykonał badania EKG u skoczków podczas międzynarodowych zawodów w Zakopanem w 1949 r. Rejestracje wykonywano godzinę przed rozpoczęciem zawodów i po skoku. W konkursie wzięło udział 31 zawodników, ale zaledwie 11 zgłosiło się przed swoją próbą na badanie. Jeszcze gorzej wyglądała frekwencja po konkursie, bo pojawiło się zaledwie pięciu chętnych. Mimo to uwagę autora badania i tak zwrócił znaczny odsetek nieprawidłowych wskaźników. Zmiany widoczne w 260 zapisach nasunęły przypuszczenie, że „przyczyną zmian muszą być czynniki natury nerwowej”.

Co ciekawe, jeden z zapisów EKG został podpisany inicjałami S.M. Czy mogło to być serce legendarnego Stanisława Marusarza?

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. newspix.pl