„Klauzula sumienia” w piłce nożnej? Fin kontra Katarczycy
Weszło

„Klauzula sumienia” w piłce nożnej? Fin kontra Katarczycy

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do frazesu „nie mieszajmy polityki do piłki nożnej”. W futbolu rządzonym pieniądzem nie da się jednak od polityki uciec. Jednak niewiele w ostatnich latach słyszeliśmy o bojkotach krajów czy klubów, które za nic mają sobie etykę. Dlatego tak ciekawym jest zachowanie Riku Riskiego, który odmówił wyjazdu na zgrupowanie reprezentacji Finlandii do Kataru z uwagi na „względu etyczne”.

Jeśli na widok nazwiska Riskiego zareagowaliście zmarszczeniem brwi i myślą „cholera, ja go skądś kojarzę”, to bardzo prawdopodobne, że kojarzycie go z Widzewa Łódź, gdzie występował przez chwilę w 2011 roku. W Polsce chłopakowi nie wyszło, łodzianie utopili na jego transferze kilkaset tysięcy złotych, a sam Fin po powrocie do kraju radził sobie lepiej niż Widzew z długami. Dzisiaj to 29-letni zawodnik z 26 meczami w kadrze narodowej i zawodnik HJK Helsinki.

Ale nie jego forma strzelecka w lidze fińskiej jest najciekawsza, ani jego przeszłość związana z Ekstraklasą, a decyzja, którą podjął. Riski dostał bowiem kolejne powołanie na zgrupowanie kadry narodowej. Sęk w tym, że zgrupowanie odbywało się w Katarze. Czyli w kraju – nazwijmy to delikatnie – specyficznym. Według raportu Amnesty International organizatorzy mundialu w 2022 roku łamią prawa człowieka – m.in. przez niewolniczą pracę przy budowie stadionów, wstrzymywanie paszportów pracownikom, kwaterowanie robotników w nędznych mieszkaniach i pobieraniu za nie horrendalnych czynszów.

Riski w ramach protestu przeciwko działaniom Katarczyków odmówił więc wyjazdu na mecze towarzyskie, które Finlandia miała rozegrać na Bliskim Wschodzie. Zawodnik powołał się na „powody etyczne i wartości, którym chciał być wierny”. – Dostałem powołanie, ale rozmawiałem z dyrektorem sportowym kadry i z selekcjonerem na temat mojej odmowy. Zrozumieli moje intencje, ale są innego zdania. Mimo to pozostałem przy swojej decyzji i nie mam nic więcej do dodania. Byłem w tych rozmowach bardzo precyzyjny. Nie chciałem tam jechać – tłumaczy Riski na łamach fińskich mediów.

Riku odmówił powołania, a my wysłuchaliśmy uzasadnienia tej decyzji – mówi selekcjoner Markuu Kanerva: – Ale nie chcemy jej komentować, szanujemy się wzajemnie. Natomiast Riku musi rozumieć, że to zgrupowanie jest bardzo ważne. Będziemy przygotowywać się na nim pod kwalifikacje do Euro 2020.

Stanowisko w tej sprawie zajął również prezes fińskiego związku piłki nożnej, Ari Lahti: – Nasze przesłanie jest klarowne – nie akceptujemy łamania praw człowieka i praw pracowniczych. Władza katarska ponosi pełną odpowiedzialność za zapewnienie bezpiecznych warunków pracy dla zatrudnionych pracowników – pisze prezes. Ponadto w tym tygodniu doszło do spotkania w Dausze prezesów prezesów federacji norweskiej, duńskiej, szwedzkiej i fińskiej z prezesem katarskiego związku Hamedem bin Kalifą bin Ahmedem al-Thanim. Zebranie dotyczyło m.in. zacieśniania relacji sportowych, a takie zgrupowanie – jak to Finów – ma być jednym z elementów budowania wspólnych więzi.

Postawa Riskiego jest o tyle ciekawa, że to jeden z niewielu przypadków tak wyraźnego sprzeciwu piłkarza wobec łamania praw człowieka. Częściej jesteśmy świadkami posługiwania się sportowcami jako PR-owe narzędzie w przykrywaniu tych nieludzkich działań. Przykładem może być Xavi, który stał się ambasadorem mundialu 2022 i za pieniądze szejków robił dobrą minę do złej gry.

Piłkarze częściej uczestniczą w akcjach zbiorowych, organizowanych przez większe fundacje lub przez same organy zarządzające ligą. Ciekawy jest przypadek ligi włoskiej, gdzie niedawno ligowcy występowali z czerwonymi smugami na policzkach. Był to gest wsparcia wobec kobiet doświadczających przemocy domowej. Serie A włączyła się tym samym do akcji ONZ, a Francesco Toldo (były piłkarz Interu) mówił: – Przemoc jest problemem kulturowym. Aby rozwiązać ten problem, nasi synowie muszą być nauczeni odpowiednich wartości i muszą okazywać kobietom szacunek.

Problem w tym, że w styczniu mecz o Superpuchar Włoch zostanie rozegrany… w Arabii Saudyjskiej, gdzie kulturowa dyskryminacja kobiet jest bardzo widoczna (np. kobiety nie mogą same wyjeżdżać za granicę, a na rozmowę z innym mężczyzną potrzebują zgody męża). 16 stycznia w Rijadzie Milan zmierzy się z Juventusem, ale już dziś we Włoszech trwa debata na temat tego, czy władze ligi słusznie postąpiły, by areną tego starcia wybrać właśnie stadion King Abdullah.

Wzburzenie wywołał fakt, że kobiety na mecz będą mogły wejść wyłącznie z mężami (jako osoby towarzyszące), a jeśli już koniecznie chcą wejść same, to będą musiały usiąść na specjalnym sektorze. Mężczyźni rzecz jasna mogą zająć takie miejsce, jakie tylko im się podoba. Gaetano Micciche, szef Serie A, bagatelizuje całą sprawę: – Jeszcze do zeszłego roku kobiety w Arabii Saudyjskiej w ogóle nie mogły chodzić na wydarzenia sportowe. Pracujemy nad tym by w następnych meczach, które rozegramy w tym kraju, kobiet będą mogły zajmować wszystkie miejsca na stadionie.

Ale pod adresem federacji płyną zarzuty o niekonsekwencje – ledwie dwa miesiące temu piłkarze wspierali prawa kobiet, a za chwilę ci sami zawodnicy będą promować kraj, w którym te prawa są łamane. – Jestem gorzko rozczarowany. Nie możemy zaakceptować tego, że włoska piłka przymyka oko na tę jawną dyskryminację – mówi Vincenzo Spadafora, podsekretarz stanu odpowiedzialny za sprawy równouprawnienia. – To skandal. Jeśli Superpuchar ma być rozgrywany w kraju, gdzie kobiety traktowane są w taki sposób, to ja nie zamierzam go oglądać, nawet jeśli jestem kibicem Milanu. To bardzo, bardzo smutne. Gdzie są nasze feministki? Nie chcę takiej przyszłości dla naszych córek – grzmi Matteo Salvini, wicepremier Włoch.

Klamka już jednak zapadła i nic nie zapowiada tego, by mecz między Juve a Milanem miał być przenoszony w inne miejsce. Zresztą sprzedaż biletów już ruszyła, więc nie ma o czym mówić. Jesteśmy tylko ciekawi, czy któregoś z piłkarzy włoskich gigantów będzie stać na taki gest, na jaki było stać Riskiego.

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (18)